Nie przekonał mnie ten film.

Zaczął się znakomicie, ale im bliżej było końca, tym więcej sentymentalizmu, banałów i tanich chwytów, aż do trywialnego finału. Strasznie mnie to denerwowało. Chociaż nie powiem - jest kilka prawdziwych i bardzo poruszających scen, dobrze też była uchwycona samotność i bezradność bohaterki. Odtwórczyni roli tytułowej też nieźle się spisała. Mimo wszystko jednak film jest "zaledwie" OK. Nie mam zamiaru padać przed nim na kolana tylko ze względu na poruszany temat - skądinąd ważny, jak by nie było. 5/10

2
  • Spoiler.
    Dla mnie ten film jest przede wszystkim bardzo realistyczny. Przedstawiony świat, dialogi, sytuacje, aktorstwo, czasami wręcz odnosiłem wrażenie, że to dokument. Ponury, depresyjny wręcz klimat wylewa się z ekranu, i na dodatek brak jakiejkolwiek nadziei, dłuższego chociażby uśmiechu losu.
    Wydaje się, że śmierć to najszczęśliwsza rzecz jaka przytrafiła się w życiu głównych bohaterów. Mnie bardzo poruszyła ta historia, pomyśleć, że takie bądź straszliwsze rzeczy, przytrafiają się w naszych czasach, przerażające.
    Film odcisną na mnie wielkie piętno i na bardzo długo zagościł w mojej głowie, stąd 10/10.
    Lukas Moodysson to jeden z najciekawszych i najodważniejszych obecnie europejskich reżyserów.

  • Jeśli Ty banałem nazywasz to, co przydarzyło się w końcowym etapie filmu bohaterce, to ja osobiście Cię nie rozumiem...

    • Film był banalny, trywialny, schematyczny i sentymentalny w sposobie prezentowania postaci i wydarzeń, w rozwoju opowieści, w ogranych chwytach formalnych itd (z małymi wyjątkami, o których wspomniałem wyżej). Nie zaliczę go do wybitnych tylko dlatego, że opowiadał dosyć wzruszającą historię na ważny temat. Rozumiem jednak, że film może się niektórym osobom podobać i bynajmniej tego nie kwestionuję.

  • 5/10. Jedynie OK. Historia na tyle ciekawa i poruszająca, że można było sobie darować wiele rzeczy. Przede wszystkim zaś banalne i całkowicie zbędne dopowiedzenia (m.in. anioły). Jeśli to miał być film o trudnym losie niektórych dzieci, to efekt jest średni. Jeśli to miało być coś więcej - opowieść także o sensie życia, który(-e) jest chwilą, to efekt jest jeszcze gorszy, bowiem nawet takiego banału nie da się wiarygodnie wyłożyć w formie kilku przypadkowo rzuconych frazesów.


  • użytkownik usunięty

    Miałem skrobnąć własny wątek, ale tylko podpiszę się pod Twoim, bo mam identyczne zdanie na temat tego filmu. Świetna aktorka pierwszoplanowa, początek filmu świetny i poruszający, im dalej tym więcej banału, przewidywalności i grania na emocjach wg oklepanego klucza. Kilka scen mocnych i poruszających - np. scena pożegnania z matką - chyba najlepsza w filmie. Natomiast pomysł z tymi skrzydełkami anielskimi megakiczowaty. Lepszym artystycznie filmem Moodyssona była "Dziura w sercu" - jeśli nie widziałeś, polecam.

  • Sorki bo nie rozumiem, do czego miał cię przekonać?

    • Naprawdę nie znasz tego powiedzenia? On nie miał mnie przekonywać DO czegokolwiek. Nie przekonał mnie ogólną wizją artystyczną, wizją świata jaką prezentuje, ogólnie swoją wymową. Czuję tu banał i fałsz.

      • Powiedzenie to ja znam, tylko nie widzę sensu w bezmyślnym powielaniu schematycznych sformułowań. Niestety w dalszym ciągu posługujesz się "gotowcami" zaczerpniętymi z lekcji języka polskiego w stylu "ogólna wizja artystyczna". Nie twierdzę, że film to arcydzieło ale szczerze mówiąc to jestem bardzo ciekaw co banalnego zauważyłeś w cierpieniu gwałconej nastolatki i dlaczego uważasz, że szare blokowiska nie istnieją a handel ludźmi to zjawisko wyimaginowane przez reżysera.



        • Wiesz, kultura i cywilizacja ludzka rozwijając się tworzy pewne sformułowania językowe i nadaje im określoną treść po to, by ich używać w sposób intersubiektywnie sensowny, co ma nam pomóc we wzajemnej komunikacji. Wcale nie jest to tożsame z kliszami językowymi, za którymi nie kryje się żadna treść, choć oczywiście takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje. Ty też, jak każdy człowiek, korzystając po prostu z języka używasz różnych sformułowań, zlepków słownych, a nawet klisz językowych - i to jest fakt, nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy lub wmawiasz sobie, że jest inaczej. Ale to są już dyskusje lingwistyczne i epistemologiczne, niekoniecznie związane z tematem. Dotykam ich tylko dlatego, że sam je wywołałeś.

          A co do samego filmu - wcale nie uważam, że "cierpienie gwałconej nastolatki" i szare blokowiska oraz handel ludźmi nie istnieją lub są banalne. Nie wiem nawet skąd wysunąłeś taki wniosek (proszę Cię, BruceWillis, przeczytaj moje wcześniejsze wypowiedzi w tym temacie). Uważam tylko, że sama tematyka nie sprawia jeszcze, że dzieło, które o niej opowiada jest dobre. To nie temat stanowi o wartości filmu, czy książki na przykład, ale sposób w jaki autor do tematu podchodzi. Akurat w tym wypadku sceny ukazujące "cierpienie gwałconej nastolatki, szare blokowiska i handel ludźmi" uważam za najlepsze w tym filmie. Szkoda, że autor na nich nie pozostał. On zamiast tego zabrnął w sentymentalny banał i kiczowaty surogat "happy endu", co osłabiło wymowę filmu, a sam temat (bardzo ważny!) właśnie zbanalizowało.

  • [SPOILER NA SPOILERZE!]

    Mam podobne zdanie, film podobał mi się do momentu, kiedy chłopiec-anioł na dachu zaczął wygłaszać przemowę o tym, że bohaterka może robić co chce, że cały świat należy do niej, że życie ma się tylko jedno i że żałuje samobójstwa, bo martwym jest się całą wieczność, a życie trwa tylko krótką chwilę.. Pojawił się tam jeszcze wywód o wygranej i przegranej.. Przytaczam tę przemowę, ponieważ zupełnie nie rozumiem po co ona jest..

    Pierwszy wariant - reżyser chciał umieścić w filmie kilka "głębszych" myśli, żeby nie był on tylko historią o handlu ludźmi.. W tym przypadku oceniam to na minus, ponieważ jest oderwane od fabuły..

    Drugi wariant - te myśli dotyczą fabuły, ale w takim razie jak się z nią wiążą? Pamiętacie ostatnią scenę, w której Lilja wygłupia się z Volodją, odmawia swojemu chłopakowi i pomaga starszej pani zbierać ziemniaki? Cały czas mając w pamięci przemowę chłopca-anioła, mam wrażenie, że film chce nam powiedzieć, że lepsze jakiekolwiek życie niż żadne.. I że nie ma sensu szukać nie wiadomo czego, tylko trzeba cieszyć się tym co się ma /przyjaźń/, żyć mądrze /odmowa/ i umieć się odnaleźć w pozytywny sposób w swojej rzeczywistości /pomoc/.. Wszystko dobrze, tylko to jest niedorzeczne, bo ta dziewczyna naprawdę nie miała zbyt wielkich możliwości.. Gdyby nie została wywieziona, byłaby prostytutką u siebie..

    Czy ktoś ma inne pomysły na interpretacje dachowej przemowy i ostatniej sceny? Bo nie wierzę, że film jest tak na siłę edukacyjny, że pokazał wprost jak należało się zachować ;)

    I dla równowagi plusy filmu - przede wszystkim bardzo mnie cieszy, że udało się zrobić mocny film, bez bezpośrednich mocnych scen.. Reżyser nie poszedł na łatwiznę.. Kolejna rzecz, cała ta szara, brudna rzeczywistość, którą nazywam brutalnym realizmem, robi wrażenie.. Tak samo rodzina bohaterki, na początku aż chce się krzyknąć z oburzeniem: co za matka! co za ciotka! I ma się wrażenie, że w tym świecie każdy bezwzględnie walczy o swoje /ciotka wywalczyła mieszkanie/ nie licząc się z nikim i z niczym.. Smutne i wstrząsające, a to był dopiero początek..
    Ocena: 6/7 na 10.

  • Ja bym rzekł, że banalny, schematyczny, pełen tanich chwytów, to on był od początku.

    W zasadzie to wyrwałem się z marazmu tylko w momentach scen (krytykowanych zresztą) z Wołodją hasającym z dopiętymi skrzydełkami. Owszem, są strasznie kiczowate, pasują do filmu niczym pieść do nosa, ale akurat je warto wziąć w obronę, bo jako jedyne wyłamują się z tego całego męczącego schematu (przypomniał mi się wtedy bardzo fajny film „Nazwij to snem” Lynne Ramsay). Reszta to już typowa pierdołka o cierpieniu dziecka, napisana według podręcznikowego układu.

    Emocjonalny szantaż najgorszej maści. Choć swoje udane momenty ma, nie przeczę, stąd oceniłem całkiem wysoko…

  • Boś dureń, a durnia do niczego przekonać się nie da.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o