Esmerald
ocena: 9

Zastrzeżenia fundamentalnych katolików są nie na miejscu. Film ani niczego nie atakuje, ani niczego nie broni. Jeżeli mówi o wierze, to zdecydowanie o wierze w drugiego człowieka, a raczej o braku tej wiary. Szerzej na ten temat: http://fotelprzykominku.blox.pl/2010/04/Lourdes.html

  • elea78

    Dzieki za wskazanie fajnej recenzji. Też się zgadzam, że film daje do myślenia o naszym stosunku do cudów i do ludzi niepełnosprawnych z ich nadziejami trudnymi/niemozliwymi do spełnienia. A może wszystko jest możliwe tylko wiary potrzeba?

    • Esmerald
      ocena: 9

      Wbrew pozorom myślę, że w mniejszym stopniu jest to film o cudownych uzdrowieniach i wierze. W większym jest to film o naszym stosunku do innych, niepełnosprawnych ludzi. Teraz będzie spojler- przecież nikt za bardzo nie wierzy w ten cud uzdrowienia: ani lekarz, ani nawet ksiądz. Dziewczyna niby wstała z wózka, ale pozostała prawie zupełnie sama, tak jakby wszyscy czekali aż z powrotem na ten wózek usiądzie i skończy się to pretensjonalne dziwaczenie i znów bedzie można się nią opiekowac jak lalką, pielęgnując swoje miłosierdzie. Takie też jest moim zdaniem znaczenie ostatniej sceny.

      • still_dreamin still_dreamin
        ocena: 8

        a mi wydaję się (to oczywiście tylko moje własne przemyślenia), że ta uzdrowiona kobieta nigdy jakoś specjalnie nie doceniła tego, co dostała od boga - nie widać było w niej jakiejś wielkiej radości z cudu, jakiego była udziałem. dostała szansę, ale lekceważąc ją, została jej odebrana. najbardziej przykry moment filmu, to jak po przewróceniu się padają słowa z ust tego umundurowanego 'za chwilę wrócę' i nie pojawia się później... powrót jej kalectwa od razu ją u niego przekreślił (co tylko pokazuje płytkość jego uczuć).

        • Esmerald
          ocena: 9

          Mi się wydaje, że to głównie jej otoczenie nie chciało uwierzyć w cud (z wyjatkiej jej współlokatorki, starszej Pani) i tylko czekało, kiedy się okaże, że to wszystko to tylko pozór rzeczywistości. Z jakim zakłopotaniem ksiądz z jej grupy przedstawiał jej uzdrowienia jako cud w rozmowie z lekarzem, ciagle się zastrzegając, że może to niepewne, trzeba zbadać itd. Trochę tak, jakby rezyserka chciała powiedzieć, że niepełnosprawnych zaklasyfikowaliśmy już w jakiejś szufladce i właściwie nie ma z niej wyjścia, bo i tak ich z powrotem do tej szufladki wepchniemy.

          • still_dreamin still_dreamin
            ocena: 8

            Hm, właściwie twoja interpretacja także zdaje się być jedną z możliwych, nawet całkiem do mnie przemawia :)
            To prawda, trudno nam uwierzyć w cuda, ponieważ człowiek dąży do prawdy poprzez pojmowanie zaistniałego świata swym rozumem. A najtrudniej jest mu właśnie pojąć, że nie wszystko da się zrozumieć! Dowodem na to, są właśnie cuda.

          • Njall

            Jak dla mnie - ten film pokazuje, że w życiu człowieka Bóg to nie wszystko. Człowiek potrzebuje jeszcze drugiego człowieka. Tak jak główna bohaterka - co przyczyniło się do uzdrowienia - bardziej cud (zdyskredytowany przez lekarzy) czy uczucie do mężczyzny??

          • Muszrom Muszrom
            ocena: 8

            Ciekawe opinie, a każda może być właściwa. Film bardzo przypadł mi do gustu, jak napisano: ani nie atakuje, ani nie broni, widz ma okazję ukuć własne wnioski. Głęboka opowieść, skromna forma, prosta, ale przemyślana strona wizualna. Polecam:
            8/10

            • elea78

              Niedawno byłam przejazdem w Lourdes jadąc do Hiszpanii i specjalnie się przyglądałam, czy w realu wygląda wszystko tak, jak w filmie. Potwierdzam, że reżyserka nic nie przekłamała. W kilku momentach (np. flirt pielęgniarki z facetami z obsługi) było tak, jakbym sceny z filmu miała przed oczami.

              • willowen

                Na tym polega wielkość tego filmu, że każdy może inaczej interpretować jego przesłanie. Ja bym przychylał się do interpretacji, że w cud uzdrowienia wierzą chorzy, a jeszcze bardziej ich znękane rodziny, natomiast cała obsługa (z księżmi włącznie) ma to za prymitywne pogaństwo. Zamiast niepełnosprawnym pomagać, to ich dołują, jak jakaś radykalna poprawa sie pojawi. Nie wierzą ani w cud, ani w moce naturalne.

          • Dexterb Dexterb

            Dla mnie starsza pani jest najbardziej perfidną postacią w filmie. Zauważcie: najpierw pyta księdza, jakie warunki musi spełnić, żeby cud dokonał się na niej. Potem wykorzystuje główną bohaterkę, żeby dostać się pod ołtarz do Monstrancji. A na koniec, gdy dziewczyna upada, pierwsza śpieszy "z pomocą". Nie bez powodu mieszkały razem w pokoju, przecież właśnie takich ludzi wokół nas najwięcej, gdy odnosimy sukcesy.
            Może zabrzmi to stereotypowo, ale nie zdziwiłbym się, gdyby była Polką. Taki przedstawiciel "polskiego piekiełka" - byle ściągnąć z powrotem do kotła tych, którym się udaje wybić ponad przeciętność, zdobyć coś nieosiągalnego.

        • Dexterb Dexterb

          Myślę, że nigdy nie wierzyła w Boga, sama powiedziała, że jeździ na wycieczki, żeby nie być sama, to jej sposób na oderwanie się od stacjonarnej codzienności. Cud był dla niej nieoczekiwany, ale przyjęła go z przerażeniem, że może być nietrwały (przecież nie była idiotką i czytała o remisjach choroby).
          Ten film to właściwie nie studium jej postaci, tylko wszystkich wokół, ich reakcji na wydarzenia w filmie, ich postawy, w których nie sposób znaleźć tak naprawdę żadnej pozytywnej. Każdemu domniemany cud ozdrowienia był solą w oku i to jest w tym wszystkim smutne i przygnębiające - nie potrafimy się cieszyć cudzym szczęściem.

          • Esmerald
            ocena: 9

            Zgadzam się w 100%. To film o nas, a nie o tej dziewczynie, ani chyba nawet nie o cudzie. To film o naszych reakcjach na cud, na zmianę cudzego losu. Wszyscy chętnie dalej by opiekowali się bezwładna dziewczyną, ale bardzo niechętnie patrzą, jak staje na własne nogi i tylko czekają, kiedy znów upadnie.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: