Półprzyjemny film...

Wczoraj miałem półprzyjemność zobaczyć film pt. Młody Adam. Erotyk, dramat.

Film miał zamiar być kinem ambitnym, jednak reżyserowi (David Mackenzy) nie do końca się to udało. Być może książka Trocchiego, na bazie której powstał film, jest dobra, jednak film wyszedł z tego "taki sobie". Bardzo dobrze zagrał Evan McGregor. Choć słowo "zagrał" powinno być raczej zastąpione słowem "był", gdyż jego gra przypominała raczej wyczyny Wentwortha Millera w PB Bezemocjonalność, którą Evan musiał zagrać okazała się głównym bohaterem filmu, który jest dość nudny i gdyby nie dość dobrze pokazane sceny erotyczne, to usnąłbym niechybnie.

Jest w tym obrazie kilka takich niestrawności, o których nie chce mi się głębiej pisać, ale pobicie swojej dziewczyny kijem od szczotki (chyba),polewanie kechupem i jeszcze jakimś sosem, posypanie jakimś proszkiem i wybzykanie jej przez 7 sekund od tyłu, jako przykład "niesmaku" chyba wystarczy.

Na WIELKĄ uwagę zasługuje muzyka. Jest klimatyczna, wytłuszczona w pewnych momentach i niesamowicie filmowa. Choć akurat nie powiedziałbym, żeby do tego obrazu pasowała w 100%. Zdjęcia są rewelacyjne i pewnie tylko dzięki temu ten film zyskał sobie dość spore grono fanów i dostał status ambitnego.

5,5/10 to moja ocena. Próbowałem wycisnąć z tego obrazu coś więcej niż przedstawił reżyser i wyszła mi po prostu historia o złym człowieku. O kimś, dla kogo nie liczy się dobro innych tylko własne zaspokojenie, własna dupa i własny mózg (specjalnie napisałem na końcu)...można powiedzieć: film o typowym europejczyku z zachodu. Joe'mu chodzi tylko o byt materialny i seks. Interesuje się sztuką, ma zadatki na pisarza, ale gówno z tym robi bo popędy wygrywają..jak codzień u 95% społeczeństwa.

2
  • Najbardziej smakowite kąski, którymi raczą nas matketingowcy, zachwalając film angielskiego debiutanta Davida Mackenzie, to narkomania autora powieści „Młody Adam” Alexsandera Trocchiego i ocenzurowane w Ameryce obnażone genitalia wykonawcy głównej roli, Ewana McGregora. Jednak nie są one równoznaczne z przypisywaną filmowi rzekomo amoralną wymową. Pozbawiona emocji narracja i całkowity brak deklaratywności robią o wiele większe wrażenie niż szlachetne moralizowanie czy piętnowanie występku. Narkomanię przełożył Trocchi u swojego bohatera na uzaleznienie od seksu, a Ewan McGregor świetinie sportretował bezradność Joe’ego wobec tego nałogu, zmęczenie własną słabością i brakiem zakotwiczenia w otaczającym go świecie. „Młody Adam” jest bezlitosnym portretem pisarza bez maszyny do pisania, kochanka bez miłości. Opowieścią, która swoim finałem otwiera przed nami sens patrzenia sobie w twarz.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: