Tak mało Księcia w tym Księciu

Książkę uwielbiam i znam praktycznie na pamięć szczególnie, że pisałam na jej podstawie pracę maturalną. I w pewnym momencie w kinie strasznie mi się zrobiło przykro, bo okropnie okroili i spłycili tak przepiękną historię na rzecz jakichś strasznie nudnych pobocznych i mało realnych przygód pewnej smarkuli i zwariowanego dziadka.

Myślałam, że w te prawie 2 godziny obrazu upchną 100% Małego Księcia skoro jest tak krótką historią a resztę wypełnią czymś tam dodatkowym.. i byłoby cudownie jakby tak zrobiono bo on na to zasłużył.
Tymczasem gdyby wyciąć same te smaczki, samą historię Księcia - film, przepiękny - dla mnie mógłby być nawet niemy - trwałby zaledwie kilka minut.

Cudownie narysowane. Te malutkie fragmenty. I obrzydliwie - ta pozostała reszta.
Całe, bardzo treściwe i wartościowe strony małej, uroczej książeczki zostały streszczone do paru sekund sceny, w której Mały Książę patetycznie recytuje sztucznym polskim dubbingiem ckliwe formułki, które tak wycięte z całego kontekstu niewiele będą miały sensu czy przekazu dla osoby, która nie zna książki na pamięć jak ja.

Dla mnie to jedynie nawiązanie do Małego Księcia a nie jego ekranizacja. Nie powinno mieć takiego tytułu, nie powinno mieć zgody Saint-Exupéry'ego, i jest dla mnie osobną historią, którą w swej brzydocie i płytkości nie mam zamiaru powiązywać z książką. A obraz starego Księcia, który dorósł i zapomniał - mam zamiar wymazać z pamięci.

I mimo wszystko warte to wszystko tego było ale jest niewątpliwie okropnie zmarnowanym potencjałem. Książka moim zdaniem ma bardzo specyficzny, uroczy, niewinny ton a film to wszystko zabił wieloma niepotrzebnymi słowami.
Suchej niteczki bym nie pozostawiała - gdyby mi się chciało być krytykiem.

59

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: