Wierzcie lub nie, ale film o striptizerach się udał!

Wstydziłam się, że idę na seans na Magik Mike'a. Ale niestety dość ograniczony wybór w amerykańskim repertuarze, wskazywał jedynie na nowy film Soderbergha. I jak na reżysera tej klasy przystało, zrobił wszystko, żeby z dość skąpego materiału, wykrzesać wszystkie soki. Powiodło się.

Miałam ubaw dlatego, że jestem kobietą. I wszystkie heteroseksualne panie, oraz homoseksualni panowie, nie wyjdą z kina niezadowoleni. Nazwijmy rzeczy po imieniu - fantastyczny striptiz! Nagie męskie ciała - wysportowane, lśniące, gotowe do działania. Plus kapitalne układy choreograficzne, a nerwowe rechoty, przerywane piskami gwarantowane.

Poza tym całkiem ciekawa opowieść. W kinie miliony razy był przerabiany problem szybkiej sławy, pieniędzy, seksu, narkotyków. I w Magik Mike mamy kolejna odsłonę, popularnego dramatu. Tym razem 19-letni Adam, bez pomysłu na przyszłość, trafia pod opiekę doświadczonego członka grupy striptizerów. Tempo w jakim zmienia się jego status życiowy, oczywiście uderza do głowy nastolatka. Martwi się o niego starsza siostra, która z kolei ma duży wpływ na tytułowego Mika.

Soderbergh serwuje sporo lekkiej rozrywki, trochę romansu i dramatu, ale na tyle ciekawie to połączył, że praktycznie nie mam się do czego przyczepić. W końcówce poziom nieco spada, ale znowuż zakończenie, ostatnia scena bardzo ciepła i sympatyczna.

Letni hit z Tatumem, pomimo wielu obaw, na prawdę się sprawdził.

Pozytywne zaskoczenie na 7/10.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: