Manifest to iluzja - mini-recenzja

Cały film zdaje się być refleksją nad rolą i funcjonowaniem manifestu w kulturze, manifestu jako zjawiska, jako tekstu, jako źródła zmian zachodzących w sztuce czy w życiu społecznym. Zestawienie tekstów manifestów z sytuacjami życia codziennego prowadzi do zaskakujących rezultatów. Z jednej strony w wielu scenach można odnaleźć dysonanse oparte na przekazie konkretngo tekstu, a z drugiej całość rodzi odczucie, że w gruncie rzeczy większość z tych manifestów się przejadła, zestarzała i jest po prostu śmieszna. Wypowiadane w zwykłych życiowych sytuacjach, w zasadzie odzierane są z nimbu patetyczności, który chciały nadać swoim przemyśloniom jednostki, które ochrzciwszy je manifestami, kwestionowały to, co było i wyznaczały nowe drogi i cele. Czasem, nie wiedząc, że mamy do czynienia z "manifestem" moglibyśmy rzeczywiście pomylić "przełomowy" tekst z pijackim bełkotem.

Żyjemy w czasach, w których pochłonięte codziennością elity nie rozprawiają o wielkich ideach. Czy jednak jesteśmy jeszcze zdolni do przyjęcia śmiałych, rewolucyjnych deklaracji? To jedna z refleksji, która rodzi się po seansie.

O dziwo, ten pozbawiony akcji film nie wymęczył mnie w ogóle, a 90 min. dość szybko minęło, może dzięki temu, że film jest po prostu ładny wizualnie, wykorzystujący ponadto ciekawe lokacje. Nie brak w nim także subtelnego humoru, który wynika przede wszystkim z wypowiadania tekstów manifestów w konwencji i z wykorzystaniem artykulacji właściwej dla specyficznych rodzajów wypowiedzi (prezenter telewizyjny, mowa pogrzebowa). Oczywiście, wpółczuję osobom, które na ten film trafią przypadkowo - będą się strasznie męczyć.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: