Film nie rozumiany przez wielu, jak sama Marie Antoinette...  

Czytam te wszystkie komentarze na forum i jestem rozczarowany ilością osób, która ma problem z odczytaniem tego filmu. Niezrozumiałych komentarzy jest tyle, że postanowiłem pokusić się o nowy wątek.

Typ pierwszy: ludzie, którzy oczekiwali filmu historycznego.
Czyli tego czym 'Marie Antoinette' nie jest i nie zamierzało być. Sofia swoje pierwsze dwa filmy zrobiła na temat uczuć, emocji i stanu ducha. 'Lost in Translation' spotkało się z fantastycznym odbiorem. Tamten film ludzie zrozumieli. Tym bardziej dziwią mnie negatywne oceny "Marie Antoinette', bo to praktycznie to samo kino tylko osadzone w innych ramach. Dlatego film ma luźną formę i kończy się na opuszczeniu Wersalu. Ciągnięcie tego dalej zniweczyło by całą resztę. Trochę wyobraźni! To nie biografia Marii Antoniny lecz wgląd w jej stan ducha. Jeśli ktoś oczekiwał czegoś innego to jest to tylko i wyłącznie jego problem, a nie filmu.

Typ drugi: ludzie, którym nie podoba się muzyka.
Czyli osoby, które nierzadko należą również do pierwszego typu. OK, sama muzyka nie musi się wszystkim podobać, jest natomiast niezwykle skutecznym zabiegiem zmieniającym całą postać filmu i dającym wyraźnie do zrozumienia, że nie mamy tu do czynienia z klasycznym podejściem do tematu. Wiele scen zaakcentowano utworami dream popowego The Radio Dept. i moim zdaniem są to sceny najwyraźniej pokazujące co chciała osiągnąć Sofia Coppola - nie przedstawić dokładne historię lecz wywołać u widza uczucie rozmarzenia i słodkiej melancholii. W tym tkwi największa siła 'Marie Antoinette' i jest to dokładnie ten sam mechanizm, na którym Sofia oparła swój poprzedni film. Muzyka dopełnia cukierkowość całego obrazu obecną w barwach, kostiumach i zachowaniu Marii Antoniny. Nie bez powodu w filmie przewija się tyle słodyczy i 'I Want Candy' new wave-owego Bow Wow Wow. Dla mnie wykorzystanie takiej muzyki było strzałem w dziesiątkę. Odważna decyzja i niezwykle świeży powiew w tak konserwatywnym i skostniałym gatunku jak film kostiumowy.

Typ trzeci: ludzie oziębli, nie rozumiejący uczuć.
Oj, zaraz zaczną latać w powietrzu pięści, już to czuję, ale taka jest prawda i zamiast się denerwować nie lepiej jest się nad tym zastanowić? Jest pełno osób pragmatycznych, w słabym kontakcie ze swoją romantyczną stroną lub niewyczulonych na subtelności. Niestety, tutaj nic nie wskóram. Jeśli widz sam się nie postara to nie zrozumie tego filmu. To nie 'Transformers', gdzie wszystko jest podane na tacy, gotowe do bezmyślnej konsumpcji i po raz kolejny jest to problem widza, a nie "Marie Antoinette'.

Podsumowując, kinoman łakomy nowego, oglądający filmy z otwartym umysłem na pewno, jeśli nie zakocha się w 'Marie Antoinette', to przynajmniej doceni nastrój i klimat panujący w filmie, czego wszystkim życzę.

42
  • Popieram w 100% i cieszę się, że ktoś to w końcu napisał! Ludzie nie rozumieją przesłania filmu, czepiają się o pierdoły, ale to nie sama historia/fakty mają tu pierwszorzędną rolę.

  • Pełna zgoda. Nie mam chyba nic do dodania.

  • Pozostaje mi się tylko zgodzić z tym co powyżej napisane!

  • nie mogę się nie zgodzić. Film bardzo zaskakuję formom przekazu. Dla jednych jest to samobój, a dla drugich genialny zabieg, wykorzystany przez reżyserkę.

  • Wszystko ładnie i pięknie, popieram niemalże w 80% procentach - o gustach się nie dyskutuje. Bardzo się cieszę, że na tym świecie nadal są ludzie przyjemnie szczerzy. Film zachwycający, wysoka 7 ;-) Jest lekki i utrzymany w bardzo prostej formie, łatwo rozbawia i doprowadza do łez. Odbiega od schematu w przyjemny sposób. Przyznam, że z początku nie podobała mi się Aktorka grająca główną role, lecz po obejrzeniu, zmieniłam zdanie. Jeżeli ktoś liczy na przyzwoicie dobry dramat kostiumowy będący równocześnie biografią silnej kobiety gorąco, polecam Księżną z 2008 roku, w głównej roli obsadzona Keira Knightley.

  • Doskonale rozumiem Twój punkt widzenia i zamiary Sofii Coppoli. Mimo to, to wszystko razem po prostu nie zagrało. Wg mnie ten film był praktycznie całkowicie pozbawiony klimatu, od połowy było już trochę lepiej. Myślę, że główną przyczyną była właśnie współczesna muzyka, która w ogóle W OGÓLE tam nie pasowała. Sofia mogła tak samo, i sto razy lepiej, przedstawić uczucia Marii Antoniny muzyką graną na instrumentach, które były wtedy używane. To po prostu wyglądało strasznie sztucznie - XVIII wiek i muzyka rockowa w tle. I nie chodzi mi o to, że nie podoba mi się ta muzyka, jest naprawdę świetna, po prostu totalnie tam nie pasowała. Nie podobało mi się jeszcze to, że aktorzy mówili po angielsku i to współczesnym językiem. Powinni mówić po francusku! Przecież to była Francja a nie Anglia! Nie rozumiem dlaczego nie zatrudnili francuskojęzycznych aktorów, albo chociaż nie zrobili tego po francusku. To też spowodowało, że film wydał mi się po prostu niezwykle sztuczny.
    Oprócz tego, generalnie był dość chaotyczny, w kilku momentach nie wiedziałam co się teraz dzieje (np. była tam scena, że ktoś umarł, chyba dziecko, i nie było w ogóle wyjaśnione, kto, co i dlaczego) i można było łatwo zgubić wątek. Dialogi też nie były najlepsze, a jeśli film miał się opierać na niedomówieniach to może po prostu Kirsten słabo to zagrała, bo jej spojrzenia i miny nie poruszały mnie, nie sprawiały, że czułam to co czuła Maria Antonina. Ten film jest ewidentnie słabo wyreżyserowany. Można było to zrobić o nieeeeebo lepiej.
    I to naprawdę wielka szkoda, bo oglądałam Lost in Translation i uważam ten film za arcydzieło. Miałam nadzieję, że ten film będzie miał podobny, cudowny, nastrojowy klimat. Ale niestety go tam nie ma.

  • Dzięki Ci za ten temat - ubrałeś w słowa moje myśli i zaoszczędziłeś mi trochę czasu, bo sama miałam się zabrać za stworzenie tematu. Film jest naprawdę rewelacyjny i ciekawy, więc jeśli ktoś się zastanawia, czy go obejrzeć, to serdecznie polecam!

  • dałam Marii Antoninie 8. Ludzie krytykują w tym filmie głównie muzykę. Mnie się spodobał pomysł z muzyką współczesną. Coppola tą muzyką coś pokazuje moim zdaniem. Pokazuje, że wcale tak bardzo się nie różnimy od postaci z XVIII wieku. Brak refleksji, nastawienie na konsumpcję, zepsucie jak widać nie są odkryciem wieku XXI. Ale w głębi czai się coś jeszcze. Maria Antonina gromadzi rzeczy, urządza zabawy - zamiast. Zamiast rodziny, ciepła, uczuć - ma tylko niezliczone pary butów. Czy to nie tak jak my, ludzie XXI wieku ?
    Coś mi się jeszcze tli, jeszcze nie do końca odkryłam co jeszcze chciała przekazać Sofia Coppola, ale wiem, że do Marii Antoniny będę wracać.

  • "To nie biografia Marii Antoniny lecz wgląd w jej stan ducha. Jeśli ktoś oczekiwał czegoś innego to jest to tylko i wyłącznie jego problem, a nie filmu."

    doskonale zrozumiałem konwencję, tyle, że właśnie jak na tą konwencję wypada to słabo.

    dominującym przekazem 'duchowym" jest - pustka, znudzenie i zblazowanie wszystkich postaci. problemy bohaterów są ukazane tak, że przeciętny tekst z serwisu typu plotek czy pudelek ma więcej głębi.

    no chyba, że celem reżyserki było ukazanie dworu francuskiego jako bandy zblazowanych, zdziecinniałych nierobów - jeśli tak, to udało się to w 100% i pod koniec filmu człowiek sam ma ochotę dołączyć do paryżan i nadziać "elitę" na widły.

    jeśli natomiast celem Coppoli było ukazanie jakiejś straszliwej głębi i trudów życia królowej - no to wielkie pudło. królowa jest tekturowa. niestety, ale tandem Kirsten-Sofia poniósł w tym zadaniu porażkę...

    • Zgadzam się z przedmówcą. Ten film jest "pudelkiem" opowiadającym o popularnej nastolatce żyjącej w czasach opanowanych przez znudzenie i zblazowanie. Królowa jest tekturowa, a raczej papierowa - posklejana z nagłówków wyrwanych z brukowców, pełnych plotek i spekulacji (jak sama bohaterka przyznaje). Idealnie współgra popowa nutka.
      Za to uwielbiam ten film. Jak dla mnie świeży i zaskakujący.

  • Brawo!

  • Wreszcie jakaś pozytywna wypowiedź na temat tego filmu! Ja go uwielbiam i mogłabym oglądać go milion razy. Cudowny, przyjemny i barwny.

  • dokładnie tak! :) Uwielbiam ten film i naprawdę dziwiło mnie, że wiele osób odbiera go tak powierzchownie.

  • użytkownik usunięty

    Zgadzam się, świetnie napisane. Uwielbiam ten film, i muzykę, i klimat, i tę cudowną malarskość scenografii -jak żywe obrazy!
    Oglądam ten film regularnie, za każdym razem mam dreszcze, gęsią skórkę i łzy...
    I chociaż nie przepadam za aktorką głównej roli (wydaje się ciągle senna, nieobecna, mdła do bólu a miejscami taka przaśna), to film uwielbiam!

  • Po pierwsze i ostatnie - naucz się pisać polszczyzną, to wtedy - być może - uwierzę Ci. Zwrot "rozumieć uczucia" nie istnieje.

  • a mnie denerwuje to, że jak ktoś źle ocenia to znaczy, że nie rozumie.
    NIE, rozumiem i źle oceniam bo gówno i tyle.

  • BartasBartas : "a mnie denerwuje to, że jak ktoś źle ocenia to znaczy, że nie rozumie.
    NIE, rozumiem i źle oceniam..."

    To prawda. Też nie pojmuję, co to za maniera imputowania ludziom, którym jakiś film się nie podobał, że go nie zrozumieli i że brak im "otwartości umysłu":) Lub, co jeszcze lepsze, że są "oziębli uczuciowo":):):) ! Doceniam, EtageNoir, zaangażowanie, z jakim pokusiłeś się o nowy wątek, żeby pobudzić ludzi do zastanowienia (doceniam naprawdę), ale ja bym na Twoim miejscu sama się trochę nad sobą zastanowiła. Pozdrawiam Was obu (Ciebie i Bartasa) serdecznie.

  • Szkoda, że nie znalazłem na liście typu pasującego do mnie. Nie oczekiwałem filmu historycznego czy biograficznego. Muzyka BARDZO mi się podobała (na tyle, że w tle trwa download całego soundtracku, oczekiwania wyostrzone na 8+). Za 'oziębłego, nie rozumiejącego uczuć' sam siebie i otoczenie mnie nie uważa. Ostatnio odświeżyłem sobie 'Między słowami', po seansie postanowiłem postawić 10. Nie musiałem, postawiłem wcześniej. Problem, że w TYM filmie coś nie zagrało. Rozumiem pomysł na historyczną postmodernę ilustrowaną współczesną muzyką, świetnie to zagrało np. w 'Romeo i Julii' Luhrmanna, który 'Maria..' zdaje się momentami podpatrywać. Można też spojrzeć na film jako wariację 'The Virgin Suicides' z 1999 tej samej reżyserki, z tą samą Kirsten Dunst w roli głównej (lubię 'przypadki'). Powiedzmy nawet: Maria to duchowa 'szósta siostra' nastolatek z tamtego filmu. Tyle, że w tym postmodernistycznym (wiem, nadużywam słowa) kotle po podgrzaniu nie zabulgotało. Za dużo składników (nawet dobrych: muzyka! niezłe zdjęcia) źle zmieszanych nie dadzą dobrego smaku, czyżby receptura zła ? Paradoksalnie wpadające w ucho współczesne dźwięki tutaj niszczą spójność filmowej materii. Jak mogłaby wyglądać dopracowana całość pokazuje m.in. niespiesznie filmowany fragment ilustrowany operowym śpiewem - jeden z nielicznych koherentnych fragmentów filmu. Oceniając 'rozumem' dałbym najwyżej 6, ale dziwna wiara w potencjał pani reżyser/scenarzystki, plus sympatia dla jej gustu muzycznego zostawia taki dysonans, że aktualnie wstrzymam się z oceną.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: