Rewolucyjne, acz nie rewelacyjne

O zwieńczeniu trylogii słyszałem już różne rzeczy - od fali krytyki, która nie zostawiała na niej ani jednego suchego włoska, aż po zachwyty i okrzyki na cześć najlepszej i najgłębszej z części trylogii. O ile zatem nie neguję filmu pod względem treści i wybrania karkołomnego, przez wielu przeklinanego rozwiązania walki Neo, o tyle nigdy nie potrafiłem "... Rewolucji" polubić jako widowiska.

Mam nadzieję, że tej wypowiedzi nie czyta nikt, kto filmu nie widział, ponieważ nie chce nikogo odwodzić od tej produkcji - jeżeli powiedziałeś "Matrix", to musisz skosztować "... Rewolucji", zwłaszcza że nie są złym filmem. Jeśli tak jednak jest, to proszę o przerwanie lektury w tym momencie (zwłaszcza, że będzie masa SPOILERÓW i to odnośnie całej trylogii).

Najczęstszymi kombinacjami ocen kolejnych części trylogii jest uznanie części pierwszej za najlepszą i drugiej za najgorszą. Jeżeli ktoś broni "... Reaktywacji" jako filmu lepszego od "... Rewolucji", to najczęściej jedynie przez wzgląd na efekty specjalne, a od takich wypowiedzi raczej się odcinam. Moim zdaniem realizacyjnie to właśnie "... Rewolucje" wypadają najgorzej w zestawieniu wszystkich części.

Po pierwsze jest to część, której najbliżej ze wszystkich do fantasy. Właściwie każdy z filmów opierał się na schemacie dla mitów charakterystycznym i wprowadzał sceny 'magiczne', ale w jakimś stopniu można je było wyjaśnić w odniesieniu do nauki i budowy środowiska komputerowego. Zakończenie "... Reaktywacji" nie pasowało do tego wytłumaczenia, ale liczyłem na jakieś rozsądne wytłumaczenie tego faktu w części trzeciej. Niestety ta, zamiast próbować to jakoś uzasadnić, dalej brnęła w nieprawdopodobne motywy, które wyjaśnić się dają jedynie w sposób alegoryczny (wyczulił się na maszyny i potrafił dostrzec ich prawdziwą naturę), ale niestety nie fizyczny.

Film zaczyna się na stacji kolejowej, która łączy świat realny i świat cyfrowy. Ja się tylko pytam dlaczego? Ludziom nie sprawiało żadnych problemów bezpośrednie łączenie się z matrix, a maszyny potrzebują do tego jakiejś stacji? Dla mnie wyglądało to jak kolejna atrakcja, która nie znajduje rozwinięcia, pozostając przy tym istotnym elementem akcji (w przeciwieństwie do sterowania lądowiskiem w Zionie przez ludzi podłączonych do jakiegoś systemu komputerowego).

Kiepsko też odebrałem dialogi, które pojawiają się w filmie. Kiedy Meroving mówi o oczach Wyroczni pragnę aby już skończył. Chwilę później czuję się zażenowany kwestią Persefony z powagą i przejęciem stwierdzającą, że Trinity jest zakochana. Z pozostałych dialogów nie przypominam sobie żadnej ciekawszej kwestii na miarę przeklinania po francusku, czy "... i ja". Zbyt dużo tu powagi, co chociaż jest logiczne w obliczu końca, to jednak trochę wadzi.

To co także stanowiło o atrakcyjności pierwszych dwóch części to sceny akcji. Tutaj niestety w matrix mało się dzieje - niewiele zostaje miejsca na podrasowywanie rzeczywistości. mamy praktycznie tylko dwie bójki - trzy w klubie w tym dwie tak krótkie, że nie ma co ich traktować jako osobne sceny oraz finałowy pojedynek ze Smithem, który został dość karykaturalnie wyolbrzymiony. W ostatnim pojedynku najlepiej wyglądały serie ciosów zadawanych na ziemi - sam początek oraz fragment w pustym lokalu wieżowca.

Pojawiają się natomiast sceny batalii z maszynami. Sceny których czuję nadmiar. W tej batalii widzę zbyt dużo schematów, a nie widzę w samych walkach większej różnorodności. Rozumiem czemu Dzieciak też walczy, rozumiem żonę Linka, ale nie odpowiada mi ich heroizm - jest dla filmów typowy. Brakuje w tym obrazie choćby jednej mniej bohaterskiej postaci.

Nie jest jednak źle. Mam raczej żal, że nie jest lepiej. Brakowało mi tu zaskoczeń, wykorzystania świata programu matrix oraz przeszkadzały mi niektóre obrazy (ognisty Smith z oderwaną głową; kod układający się w błyskawice, błyskawice za Smithem, Smith ubłocony i wychodzący spod ziemi). Nigdy nie pisałem, że któraś z części trylogii jest zła, ale tą akurat ogląda mi się najgorzej i najrzadziej do niej wracam. Rzadko kiedy wciągam się w akcję, kiedy z sentymentu przełączę na ten obraz w połowie, po zakończeniu jakiegoś innego filmu. Przy pozostałych częściach zdarza mi się to znacznie częściej.

5
  • Mimo, że w mojej opinii w znakomity sposób przedstawiono wędrówkę Neo ku końcowi i generalnie trzeci Matrix bardzo przypadł mi do gustu, nie sposób nie zgodzić się z Tobą odnośnie wielu spraw. Prawda jest taka, że o ile realizacyjnie Rewolucje przebijają (tak!) poprzedniczki, tak scenariusz i reżyseria niestety pozostawiają spory niedosyt. A przecież wyszły z pod ręki braci Wachowskich, którzy z taką łatwością wciągnęli człowieka w pierwszej części! Niestety jak na dłoni widać, że troszkę za bardzo starali się zrobić z Matriksa to, czym staje się po x-krotnym obejrzeniu, a nadal trzeba będzie przymykać oko na drobne potknięcia. Nie wykorzystali także w pełni nieprawdopodobnego potencjału Reaktywacji - przemowa Architekta (i wiele innych, niewielkich podpowiedz) plus fenomenalny cliffhanger sprawił, że odpowiednie wyjaśnienie i wykorzystanie go w ostatnim filmie mogło uczynić go lepszym, niż pozostałe. A tak otrzymaliśmy pozornie proste wytłumaczenia kilku zawiłości dwójki i kolejną porcję pytań, co było, o ironio, zgodne z zamierzeniami braci. :)
    Ale nie jest źle. Nawet więcej. Jest dobrze. ;)

    • Problem ze słówkiem 'realizacyjnie' bierze się stąd, że przy pisaniu tłumaczę je sobie jako technicznie + realizacja pomysłu, zaś czytając już jedynie jako synonim 'technicznie'. :)
      W kwestiach technicznych oba sequele wyprzedzają część pierwszą, co chyba najlepiej widać w porównaniu samych strażników. Między nimi samymi jednak nie widzę większej różnicy - obie części wspinają się na wyżyny.

      Odnośnie potencjału drugiej części najbardziej mnie boli takie pobieżne potraktowanie Merowinga. Pogrozi trochę na początku i potem już cisza. Niby dobrze, że Merv pozostaje pewną zagadką, ale brakuje jakiegoś zamknięcia jego wątku.

      Może i wśród cliffhangerów ten z "Reaktywacji" faktycznie jest genialny, ale moim zdaniem cliffhanger nie przystoi dobremu filmowi. Parę minut wcześniej - po zniszczeniu statku - wszystkie ważniejsze wątki filmu były rozwiązane i myślę że tu był najlepszy moment do przerwania filmu.

      Zapomniałem też wymienić najbardziej irytującej mnie animacji z kodem - przemiany wyroczni. Moim zdaniem wystarczyło by tam jedynie przyspieszyć kod i go bardziej rozświetlić, a nie robić z tej sceny czegoś na kształt działania sił nadprzyrodzonych rodem z "Ducha".

      Ogólnie zgadzam się z Twoim postem - film jest dobry i trzyma wysoki poziom. Ciekawostka - po przedostatnim seansie zastanawiałem się nad obniżeniem oceny, po ostatnim natomiast nad jej podwyższeniem. :)

      Pozdrawiam

  • Zanim się odniosę do twojej wypowiedzi, powiem, co na ten temat myślę.

    Matrix Rewolucje jest filmem po prostu słabym. Może i przyzwoitym w konwencji kina akcji SF, ale jak na zwieńczenie tak zasłużonej trylogii, sprawia się miernie. Przerost formy nad treścią osiągnał tu szczyt - prawie cały film wypełniają sceny akcji, która trwa nieprzerwanie gdzieś tak od trzydziestej minuty. Kolejne zmiany scenerii to tylko kolejne "fronty" większej bitwy. Kłuje w oczy nie tylko nadmiar tej całej rozwałki (co prawda odczuwało się go też nieco w dwójce, ale nie na taką skalę), która po jakimś czasie zaczyna zwyczajnie nużyć, ale wychodzące także co i rusz głupoty fabularne. W Reaktywacji napchano do historii tyle nowych motywów, tyle niewyjaśnionych zdarzeń i tajemnic, że Wachowscy postawili przed sobą trudne zadanie wyjaśnienia tego wszystkiego - zadanie, z którego niestety się nie wywiązali. Wytłumaczenie, na ten przykład, dlaczego Neo był w stanie porazić Strażników w rzeczywistym świecie, brzmi naiwnie i nieprzekonująco, dość mętnie w dodatku. Pełna bzdur jest też sama, ciagnąca się przez 70% filmu, scena bitwy o Zion. Bzdury owe dotyczą głównie nielogicznych zachowań bohaterów, którzy mogli obmyślić zdecydowanie bardziej rozsądne metody obrony, ale także innych detali, jak choćby używanego sprzętu, czy wreszcie "taktyki" samych maszyn.

    Wreszcie, kiepskie jest też samo zakończenie. Nie chodzi mi tu o samo zwieńczenie walki Neo, ale o to, co po nim następuje. A gwoli ścisłości, co po nim nie następuje - powiedziano tylko, że jest pokój, jest kul, i wygląda na to, że ludzie w Matriksie zostaną uwolnieni. Nie jest powiedziane ani słowa o tym, jak zawiązano ten pokój, jak dokładnie rozwiązano kwestię Matrixa, jak się w ogóle dogadano, co się stało z Neo - ogółem, nie wiadomo NIC. Panowie Wachowscy olali sprawę i odpuścili sobie nawet zamykanie wątków postaci.


    "Właściwie każdy z filmów opierał się na schemacie dla mitów charakterystycznym i wprowadzał sceny 'magiczne', ale w jakimś stopniu można je było wyjaśnić w odniesieniu do nauki i budowy środowiska komputerowego"

    W jakimś stopniu? Drogi panie, w odniesieniu do nauki to większość zjawisk obecnych w Matriksie (wliczając w to podłączanie się umysłem do jakiejś wielkiej sieci przez kabelek wbity w rdzeń kręgowy) jest niewykonalna i niewytłumaczalna. A niektóre (vide wykorzystywanie ludzi jako źródła zasilania) są nawet z punktu widzenia nauki kompletnie pozbawione sensu.
    A, jak to ktoś mi słusznie powiedział, nie ma większej różnicy między wymyślaniem fikcyjnych praw fizyki, a powiedzeniem, że "to maaagia".

    "Film zaczyna się na stacji kolejowej, która łączy świat realny i świat cyfrowy. Ja się tylko pytam dlaczego?"

    To jest akurat drobiazg. Dużo większe bzdury są w tym filmie.

    "(w przeciwieństwie do sterowania lądowiskiem w Zionie przez ludzi podłączonych do jakiegoś systemu komputerowego)"

    Ten motyw - też drobny - był nielogiczny.

    "To co także stanowiło o atrakcyjności pierwszych dwóch części to sceny akcji"

    Wiesz, "sceny akcji" to nie tylko pranie się po pyskach...

    "Tutaj niestety w matrix mało się dzieje - niewiele zostaje miejsca na podrasowywanie rzeczywistości. mamy praktycznie tylko dwie bójki - trzy w klubie w tym dwie tak krótkie, że nie ma co ich traktować jako osobne sceny oraz finałowy pojedynek ze Smithem, który został dość karykaturalnie wyolbrzymiony"

    Co do wyolbrzymienia, radzę zwrócić uwagę na bójkę w klubie właśnie - bieganie po ścianach wydało się najwyraźniej Wachowskim zbyt przaśne, bo oto bohaterowie lecą pod sufit i ganiają po nim do góry nogami. Śmiać mi się chce, jak to widzę.

    Co do pojedynku ze Smithem, to nie mamy tu do czynienia z wyolbrzymieniem, tylko ze zdradzeniem fascynacji twórców japońskim anime i jego konwencją - fascynacji, którą Wachowscy zdradzali momentami już w poprzednich dwóch częściach, a w scenie walki Neo ze Smithem osiągnęli po prostu apogeum (nie dowierzasz? To obejrzyj sobie jakąś walkę z Dragonball Z, i porównaj ją z finałową potyczką w Rewolucjach).

    "Pojawiają się natomiast sceny batalii z maszynami. Sceny których czuję nadmiar. W tej batalii widzę zbyt dużo schematów, a nie widzę w samych walkach większej różnorodności"

    Nadmiar to tylko jedna strona medalu, schematy są z kolei mało ważne. Warto natomiast wspomnieć o bijącym z całej tej bitwy braku logiki.

    Po pierwsze dziwi fakt, że w ogóle wydano maszynom bitwę w taki sposób. Nasi bohaterowie sami przecież stwierdzili, że "EMP to nasza jedyna broń przeciwko maszynom". Czemu zatem nie wysłano jednego - JEDNEGO! - okrętu, żeby zwyczajnie wleciał w sam środek armii maszyn, i odpalił EMP, smażąc tym samym połowę wrażego wojska? Wszystkich tam ogarnęła zbiorowa tępota? To znaczy owszem - w Reaktywacji coś takiego próbowano zrobić... ale po kiego grzyba wysłano WSZYSTKIE okręty? Nie wspominając już o tak nieudolnym przeprowadzeniu tej operacji, że w wyniku jednego błędu (a raczej sabotażu Smitha) tracą natychmiast większość jednostek, a potem nie potrafią się bronić, gdy maszyny kontratakują (ani chybi pozostali zwyczajnie zapomnieli, do czego służy EMP, i wyszli bić się z maszynami gołymi rękami - i właśnie dlatego "it wasn't a battle, it was a slaughter").
    I dalej, straciwszy w głupi sposób wszystkie okręty, Komandor Lock postanawia użyć do obrony wszystkich swoich opancerzonych. Dziwni swoją drogą ci "opancerzeni", bo wbrew nazwie nie dają absolutnie żadnej ochrony operatorowi maszyny. To już Goliathy ze StarCrafta sprawdziłyby się lepiej... a propos Goliathów - gdy tylko sobie o nich pomyślałem, zaraz zadałem sobie pytanie, dlaczego panowie z Zionu uzbrajają swoje maszyny wyłącznie w lekką broń (czyli jakieś działka w ramionach mechów). Formacje, w jakich latały maszyny, aż się proszą o użycie rakiet czy jakiejś innej ciężkiej broni - jedna głowica, i od razu pół wrogiej falangi idzie do piachu od fali uderzeniowej. Nastawiali się na wojnę z maszynami, a nie pomyśleli o tym, żeby się do niej odpowiednio przygotować? Wprowadzić skuteczniejszą broń, projektować mechy tak, żeby nie dało się zabić ich pilotów podchodząc blisko i tnąc w gardło?
    Same maszyny też się w tej bitwie nie popisały. Przez jej większość latają wte i wewte bez celu, zbierając pokornie strzały obrońców. Najgłupiej to wygląda, gdy z szybu wyłania się cały potężny rój Strażników, przypominajacy ogromnego czarnego węża, i który to rój, zamiast od razu rzucić się na ośrodek dowodzenia, przez bite pół minuty lata tu i tam, i pozwala się ostrzeliwać. No, niby tak - niby suspens to wzmaga, niby takie opóźnienie ataku to po to jest, żeby wykrzyczeć ludziom w twarz "bójcie się!" i poczekać, aż faktycznie zaczna się bać... ale podobno maszyny rozumują zgodnie z zasadami chłodnej logiki, a nie z uwzględnieniem jakichś ludzkich zmiennych?

    Swoją drogą, ładnie też rozmaite bzdurki podsumowuje filmik z serii HISHE.

    • Właśnie "Matrix: Rewolucji" raczej nie bronię jako zwieńczenia trylogii, ale jako osobny film. Dobry film batalistyczny, świetnie wykonany, z konsekwentnie przewijającym się przez całą fabułę wątkiem wiary oraz zwieńczony dobrym dla trylogii zakończeniem (moim zdaniem niedopowiedzenie to najlepszy z możliwych sposobów zakończenia filmu, zwłaszcza, że jak już wspomniałem w Twoim temacie przy "Equilibrium", happyend w trylogii jest dość iluzoryczny. Niedopowiedzenia praktykowały wcześniej choćby "Equilibrium", "Siedem", czy pierwsza część trylogii). Nierozwinięcia wątku Merovinga bardzo tu brakuje.

      Przyznam szczerze, że nieodczułem braku zamknięcia wątków postaci. Neo, Trinity, Bane i Mifune nie żyją. Architekt, Wyrocznia, Serafin i Sati nadal funkcjonują (Camala i Rama-Kandra najprawdopodobniej nie). Morfeusz odzyskał wiarę, Niobe znów zafascynowała się Morfeuszem. Link powrócił z Nabuchodonozora żywy i znów jest z rodziną. Dzieciak pozostał dzieciakiem. :)


      ad odniesienia do nauki
      Nie rozumiem - kabelek umożliwiający podłączenie się do programu komputerowego nie dość, że jest sztandarowym motywem cyberpunku, to jest rzeczą już możliwą (ostatni akapit http://tetraplegia.ovh.org/obsluga.php na youtube powinny być dostępne jakieś filmy) W detalach wizja rozmija się z rzeczywistością, ale uważam to za całkiem niezły fundament naukowy dla takiej fikcji.

      ad stacja i obsługa ruchu w Zionie
      Oj, obsługa ruchu w Zionie była naprawdę drobiażdżkiem pokazanym tylko w jednej scenie. Stacja kolejowa jest już jednak pełnoprawnym miejscem akcji.

      ad wyolbrzymienia
      Niektórzy mówili, że walki w pierwszych dwóch częściach były nawiązaniem do anime - jeszcze większe zbliżanie się do ich estetyki moim zdaniem nie było potrzebne.
      <Oglądałem kiedyś "Dragonball GT">

      ad HISHE
      HISHE podsumowało jedynie cztery elementy, z czego trzy w samych napisach końcowych.
      Rzecz to jednak ciekawa. Nie znałem wcześniej tej serii. Dzięki za wspomnienie tu o niej. :)

      • Właśnie Matrix Rewolucje i jako osobny film zbyt dobry nie jest. Batalistyki jest tu zdecydowanie za dużo i po jakimś czasie zaczyna zwyczajnie męczyć. Jest tu też absurdalny wręcz przerost formy nad treścią - trudno się temu zresztą dziwić, skoro przez 75% filmu ktoś się z kimś leje.

        "moim zdaniem niedopowiedzenie to najlepszy z możliwych sposobów zakończenia filmu, zwłaszcza, że jak już wspomniałem w Twoim temacie przy "Equilibrium", happyend w trylogii jest dość iluzoryczny"

        Wiesz, niedopowiedzenie w Equilibrium mimo wszystko czemuś służyło - po pierwsze, broniło film przed trywialnym happy endem, a po drugie, wzbudzało niepewność co do sensu rewolucji, który to motyw też jest w sztuce poruszany.
        W Matriksie odnoszę natomiast wrażenie, że twórcom zabrakło chęci.

        "Przyznam szczerze, że nieodczułem braku zamknięcia wątków postaci"

        Wiesz, nagłe urwanie filmu tuż po zakończeniu ostatniej walki i zapodanie krótkiej i nic nie mówiącej sceny z Wyrocznią i Architektem, to jednak o wiele za mało...

        "Nie rozumiem - kabelek umożliwiający podłączenie się do programu komputerowego nie dość, że jest sztandarowym motywem cyberpunku, to jest rzeczą już możliwą"

        Czym innym jest możność przekazywania prostych sygnałów do kompa (o czym mówiono w tym artykule), a czym innym wpakowanie takiego kabla prosto w rdzeń kręgowy i znalezienie się w innym świecie.
        Zapisywanie w pamięci sztuk walki za pomocą komputera to już z kolei kompletna fikcja.

        "Stacja kolejowa jest już jednak pełnoprawnym miejscem akcji"

        Tyle, że to była taka akcja z rodzaju niepełniących w obrazie finalnym kompletnie, zupełnie, absolutnie żadnej roli. Gdyby ją usunąć, po prostu wyciąć z taśmy, film na niczym by nie stracił.

        "<Oglądałem kiedyś "Dragonball GT">"

        Cienizna. Najlepszym bezsprzecznie "sezonem" jest Dragonball Z. Oryginalny Dragonball jest potwornie infantylny, natomiast GT miał u mnie duży minus już od początku pierwszego odcinka za ten pomylony pomysł z odmładzaniem Son Goku.

        • "Właśnie Matrix Rewolucje i jako osobny film zbyt dobry nie jest. Batalistyki jest tu zdecydowanie za dużo i po jakimś czasie zaczyna zwyczajnie męczyć. Jest tu też absurdalny wręcz przerost formy nad treścią - trudno się temu zresztą dziwić, skoro przez 75% filmu ktoś się z kimś leje."

          Niby i racja, z tym że podobne odczucia miałem względem "Władcy Pierścieni" - zwłaszcza w przypadku "Dwóch wież". Ale jak już ustaliliśmy ja po prostu za fantasy nie przepadam.
          "... Rewolucje" są o tyle dobre, że pokazują ludzi po załamaniu się ich ideałów. Morfeusz stracił wiarę w przepowiednie i nie wiedział co zrobić. Niobe od początku była do niej sceptyczna, więc przyjęła to łatwiej zawierzając drugiemu człowiekowi Trinity pragnęła jedynie dodać otuchy kochanemu, a Link dołączyć do żony.
          Maszyny zaś żyły prostą kalkulacją, która życia nie potrafiła zrozumieć. Smith widzi wszystko jasno, wyraźnie, bez żadnych niuansów - "Celem życia jest śmierć". Nikt nikogo nie rozumie, tylko na pograniczu pojawiają się wyjątki, które nie są nikomu potrzebne - jak Rama-Kandra i jego rodzina.

          ad Zakończenie
          Zakończenie trylogii również broni ją przed trywialnym happyendem i wzbudza wątpliwości co do przyszłych relacji obu stron - robi dokładnie to samo.
          Wątpliwości co do sensu rewolucji zasiało zwieńczenie "... Reaktywacji", postawa Rama-Kandry i słowa Architekta.

          ad rwane zakończenie
          Nie jest to też tak prostackie urwanie jak np. w oryginale "Włoskiej roboty", "Dróżniku", czy też urwane choć nie tak rażąco zwieńczenie "Prestiżu".

          ad kabelek
          A co z tych rzeczy było możliwe 20 lat temu? To ma być jedynie podstawa dla fikcji, która wydaje się całkiem prawdopodobna w odległej bądź nie przyszłości.

          ad stacja kolejowa
          Jednakowoż to tu odbywa się rozmowa z rodziną programów, która stanowi wtręt nadkruszający prosty podział na dwie strony oraz scena z Trinity która udowadnia swą miłość i oddanie partnerowi. Można to było zrobić inaczej? Na pewno. Zrobiono to jednak w taki sposób, który znaczenie stacji znacznie zwiększa. Wyciąć też można było, ale widać reżyserzy uznali to za rzecz istotną.

          ad Dragonball GT
          Ta marka kojarzy mi się jedynie z wrzeszczeniem, smoczymi kulami, pojedynkami na całe odcinki i stylizowaną na japońską modłę kreską. Po "... GT" stacja telewizyjna zaczęła emitować bodajże "Dragonball" albo "Dragonball Z" właśnie, ale po kilku odcinkach miałem zbyt silne odczucie wtórności. Bawił mnie ten kicz (to ich łączenie) oraz rozwalanie wszystkiego wokół. Ze mną o Dragonballu nie pogadasz - już prędzej o "Power Rangers". :)

          • "A co z tych rzeczy było możliwe 20 lat temu? To ma być jedynie podstawa dla fikcji, która wydaje się całkiem prawdopodobna w odległej bądź nie przyszłości"

            Ze sto pięćdziesiąt lat temu niemożliwe było wzniesienie się w powietrze - ale to nie dlatego, że nie było to możliwe w ogóle, tylko dlatego, że brakowało wówczas na to energii. Silniki parowe były za mało wydajne, aby można było nimi polatać. Ale to były w dalszym ciągu kryteria ilościowe, a nie jakościowe - kiedy wynaleziono silniki, które produkowały więcej energii, można było zbudować samolot.
            Tymczasem w przypadku kabla wpakowanego w kark sprawa nie jest taka prosta.

            "Jednakowoż to tu odbywa się rozmowa z rodziną programów, która stanowi wtręt nadkruszający prosty podział na dwie strony oraz scena z Trinity która udowadnia swą miłość i oddanie partnerowi"

            Wtręt ów pojawiał się również w drugiej części - kiedy to ujawniono przed widzami tożsamość Wyroczni oraz wyjaśniono relacje panujące pomiędzy programami w Matriksie, w tym fakt, że owe programy tworzą niejako społeczności. Postać Merowinga - to dopiero pokazuje, że nie mamy tutaj prostego podziału na dwie strony.
            Jeśli zaś chodzi o Trinity, to o niebo lepiej udowodniła swoją miłość i oddanie partnerowi w finale Reaktywacji. Zgadzam się w pełni z autorem filmu HISHE, że ona powinna była wtedy zginąć - byłoby to ładne i wyraziste zamknięcie wątku tej postaci. Zamiast tego ożywiono ją bez sensu - tylko po to, żeby zaraz potem zabić w o wiele mniej lotnej scenie.

            "Po "... GT" stacja telewizyjna zaczęła emitować bodajże "Dragonball" albo "Dragonball Z" właśnie, ale po kilku odcinkach miałem zbyt silne odczucie wtórności. Bawił mnie ten kicz (to ich łączenie) oraz rozwalanie wszystkiego wokół"

            Strasznie lubisz to słowo "kicz". Używasz go wręcz maniakalnie...
            Z serii pierwszy był Dragonball, nie Dragonball GT. Potem był Z, a na końcu GT właśnie.

            "Ze mną o Dragonballu nie pogadasz - już prędzej o "Power Rangers". :)"

            Jak byłem mały, też oglądałem.

          • No i może jeszcze odnośnie tego zakończenia.

            "Zakończenie trylogii również broni ją przed trywialnym happyendem i wzbudza wątpliwości co do przyszłych relacji obu stron - robi dokładnie to samo."

            Niezupełnie. W Equilibrium mamy śmierć najwyższego dygnitarza reżimu i zaledwie początek rewolucji. Znaczy to, że mamy dopiero początek większej historii. Natomiast w Rewolucjach JUŻ mamy happy end - ludzie walczyli przecież o to, żeby uwolnić ludzi więzionych w Matriksie i żyć w pokoju. I te cele zostały osiągnięte - widać to wyraźnie w finałowej scenie nawet pomimo faktu, że mowa Architekta jest lakoniczna.
            Co do wątpliwości odnośnie przyszłych relacji, jestem w stanie się zgodzić. Ale to wciąż tylko relacje - nawet jeśli się nie polubią, to pokój ma być, tak czy inaczej.

            "Wątpliwości co do sensu rewolucji zasiało zwieńczenie "... Reaktywacji", postawa Rama-Kandry i słowa Architekta."

            Nie jestem pewien, czy nie miałeś tutaj na myśli Rewolucji jednak. Jeśli chodzi o Reaktywację, to prawda o micie Wybrańca jest potężnym ciosem dla rewolucjonistów, ale nie pozbawia rewolucji sensu - ludzie przecież w dalszym ciągu chcą pokoju i wyzwolenia od Matrixa. To, że ich sytuacja jest jeszcze trudniejsza, niż im się pierwotnie zdawało, nie zmienia faktu, że ich poczynania są słuszne. Natomiast w przypadku rewolucji w Equilibrium istotą wątpliwości jest to, czy nie doprowadzi ona do czegoś jeszcze gorszego, niż to, co powodował reżim Librii.

            • ad rozwój technologii
              150 Lat temu niemożliwe było odczytanie fal mózgowych, czy stworzenie mikroprocesora. Biotechnologia nie wiem czy chociaż raczkowała.
              Osiągnięcie kilkunastokrotnie lepszej wydajności silników bez negatywnego wpływu na ich wielkość czy bezpieczeństwo również było szaloną ideą.

              ad różne odcienie relacji z maszynami
              Mimo wszystko do tego momentu nie poznaliśmy ani jednej maszyny kierującej się czymś więcej, niż chłodną kalkulacją. Wyrocznia działała aby pogodzić świat maszyn z ludzkim sposobem myślenia - taki był jej cel. Architekt działał na korzyść Matrix. Merowing zbierał informacje i je ochraniał. Dopiero działania pary programów nie były bezpośrednio związane z celem ich stworzenia oraz nie były egoistyczne. Smith też został wyrzucony poza nawias, ale działał jedynie dla siebie (a dodatkowo według starych wytycznych - niszczyć hakerów). Po raz pierwszy u programu pojawiło się uczucie wyższe.

              ad Trinity
              No fakt - scena nie była najwyższych lotów.

              ad trywialny happy end
              Wyzwolenie ludzi z ułudy matrix nie jest fortunnym rozwiązaniem i w podobnym stopniu przyczynia się do wprowadzenia chaosu w uporządkowane społeczeństwo, wręcz pogarsza ich status życiowy, co wprowadzenie uczuć w świat Librii. Pozorne szczęśliwe zakończenie wprowadzi wszystkich szczęśliwie zaślepionych w świat wyniszczony wojną i pozbawiony wielu dóbr matrix. Może za bardzo utożsamiam się ze śpiącymi, ale dla nich ta rewolucja będzie równa zrujnowaniu życia.

              ad zakończenie "... Reaktywacji"
              Fakt, masz rację. To pewnie przez to, że po raz pierwszy przypomina się tu o śniących i to mnie zmyliło.

              ad kicz i "Dragonball"
              Fakt. Słowo krótkie, treściwe, a tak niewiele znaczące. Idealnie opisuje to, co ciężko opisać, a co tak mi się podoba.
              Kolejność znam, ale dopiero te pstrokate barwy futerek, taniec do połączenia głównych bohaterów i ich zestawienie z jakimiś kosmicznymi karatekami zdołało mnie do siebie przekonać. Po "... GT" zaczęto powtarzać serię od początku, ale to samo w innych dekoracjach i bez tego różowego futerka już mi nie podeszło. Teoretycznie wyrzucenie tych nieco głupich elementów powinno zaowocować przyjemniejszym seansem, ale tak się nie stało. Chyba wolałem schematyczniejsze, "poważniejsze" potraktowanie hstorii w niepoważnym kostiumie, niż luźniejsze podejście do wędrówki w kostiumie bardziej standardowym. (A najpewniej po prostu bredzę, próbując uzasadnić zwyczajny brak gustu i sympatię do nieudanego.)

              Pozdrawiam!

              • O temacie widzę całkiem zapomniałem...

                "Po raz pierwszy u programu pojawiło się uczucie wyższe"

                A Persefona to co? Widać wyraźnie w Reaktywacji, ze tęskni za dawnymi czasami, kiedy to jej relacje z Merowingiem bardziej przypominały prawdziwe małżenstwo i prawdziwą miłość. Cały ten motyw z jej zdradą, z tym, jak ona się mści, że Merowing ją zdradza - to wszystko też jest głęboko ludzkie.

                "Pozorne szczęśliwe zakończenie wprowadzi wszystkich szczęśliwie zaślepionych w świat wyniszczony wojną i pozbawiony wielu dóbr matrix"

                Może zapomniałeś, ale warunki pokoju obejmowały uwolnienie tylko tych, którzy chcą się z Matrixa wyzwolić. Architekt już podczas rozmowy z Neo stwierdził, że "99% osobników akceptuje program" - co z pozostałym procentem? Wyzwolenie wszystkich z Matrixa nie tylko nie miało miejsca, ale też sensu - maszyny przecież w dalszym ciągu były uzależnione od tej energii.

                "taniec do połączenia głównych bohaterów"

                Odrobina mistycyzmu, inkantacje i inne takie, to jeszcze nie kicz. W dodatku, ów motyw miał charakter lekko prześmiewczy.

                "ich zestawienie z jakimiś kosmicznymi karatekami"

                Spłycasz. Japończycy stąpają po ziemi mniej twardo, niż Europejczycy, toteż rozmaite mistyczne motywy, takie jak ten z "utylizacją" energii ki (życiowej) do takich czarodziejskich wręcz technik, nie jest dla nich wcale przesadą. Stworzyli więc takie uniwersum, gdzie w całym wszechświecie są różne byty, władające - lepiej lub gorzej - ową energią, oraz gdzie energia ki jest tak naprawdę tym, co decyduje o sile pozaziemskich cywilizacji.
                Inna sprawa, że owa seria tak naprawdę się zeszmaciła, kiedy już doszło do wydania GT. Pierwotnie historię miała kończyć śmierć Frezera, ale Toriyama postanowił więcej kasy z tego wyciągnąć. Na początku to jeszcze było w miarę OK, ale kiedy ci Super Saiyanie zaczęli się dewaluować, osiągając kolejne "levele"... to w tym momencie czuć, że to zaszło za daleko.

                Swoją drogą - tak narzekałem na bitwę o Zion, a tak się składa, że obejrzałem zaledwie parę dni temu "The Second Renaissance" z Animatrixa i stwierdziłem, że jednak da się głupiej przedstawić wojnę. Co prawda film mi się generalnie podobał, ale to nie zmienia faktu, że z punktu widzenia militarystyki, fizyki, a także zdrowej, chłodnej logiki, sensu owa historia nie ma najmniejszego (co zresztą sprawia, że teraz jeszcze mniej wierzę w to, że te maszyny tak po prostu nas globalnie rozwaliły). Bardziej sensowne, niż bitwa o Zion, jest chyba tylko przedstawienie mechów - te z TSR mają przynajmniej kokpit, przez co nie wystarczyło po prostu się zbliżyć, aby załatwić pilota, tylko trzeba było otworzyć ów kokpit przy pomocy lasera (swoją drogą, scena "wyłuskiwania" człowieka z takiego mecha jest jedną z bardziej sugestywnych scen w tym filmie). Cała reszta to jakieś brednie - okazuje się na przykład, że w odległej przyszłości wcięło gdzieś całą broń przeciwpancerną.
                Jeśliś zainteresowany innymi moimi wątami pod adresem TSR - zapraszam do tematu o Animatrix.

                Regards
                Der_SpeeDer

                • ad uczucie wyższe
                  Przez uczucie wyższe rozumiem zachowanie, w którym program jest w stanie poświęcić siebie w zamian za inny program. Uczucia Persefony były natury bardziej egoistycznej.

                  ad pozornie szczęśliwe zakończenie
                  Fakt. Moje niedopatrzenie.
                  O takie pozornie szczęśliwe zakończenie walczyli hakerzy, ale ostateczna ugoda była sensowniejsza.

                  ------------------------------------------------

                  ad połączenie
                  Ja bym powiedział inaczej:
                  Odrobina mistycyzmu, inkantacje i inne takie, podkręcone do kiczowatych rozmiarów, nabrały lekko prześmiewczego charakteru.

                  Kicz to przecież w pewnym sensie forma sztuki. Opierająca się na groteskowych zestawieniach, nie oglądająca się na przyjęte normy i dlatego też nigdy nie traktowana poważnie, ale jednak forma sztuki.

                  Ogólnie mało uduchowiony jestem, więc faktycznie nie wyczuwam tych mistycznych niuansów. Możliwe że traktowałem to także jako kolejny pastiszowy element serii.


                  Starcie w "tSR" nie jest zbyt realne. Cały ten segment został nakreślony w symboliczny sposób (dzięki narratorce i obrazowym przebitkom), ale akurat zobrazowanie robotów i ich starć było dla mnie trochę zbyt umowne. Ale ten segment mi też się podobał.

                  Pozdrawiam serdecznie, ulubionego Adwersarza! :)

                • Jakże ciekawa dyskusja. Podziwiam takich ludzi co rozbijają film na tak drobne kawałeczki.
                  Takie pytanie - ile razy oglądałeś Matrixa? Aż boję się odpowiedzi ;)
                  Dziś obejrzałem go po raz pierwszy (całą Trylogię). Żałuję, że dopiero po tylu latach... Zwłaszcza przy części 1, ponieważ wg mnie była najlepsza, "najwartościowsza" parę lat temu byłbym zachwycony, a dziś było "zaledwie" bardzo dobrze.

                  Co do części 3, bo o niej (głównie) jest wątek, bardzo mi się podobała, pomimo tego, że aż kipi efektami specjalnymi i wartką, szybką czasem chaotyczną wręcz - akcją. Choć zagłębiając się w wasze posty widać wiele niedociągnięć i można mieć kilka zastrzeżeń to nie ulega wątpliwości, że ten film jest godny uwagi, a całą Trylogia niesamowita. Przekonująca gra Weavinga, grającego Agenta Smitha.

                  Tak z innej beczki. To że pewne motywy wykorzystano w Star Treku (statki), Transformersach (małe roboty pajęczaki), Incepcji (sen na życzenie, podobne do podłączenia się do matrixa), Avatarze (roboty sterowane ruchami ludzi z ich środka) - jak i wiele innych, to jasne.
                  A mi się nawet skojarzył motyw Harrego Pottera, jak Neo jest wspierany przez ludność (podarunki), która w niego wierzy i pokłada w nim nadzieję, że ich uratuje.

                • W sumie to nie tak wiele razy... "Matrixa" - ok. 30 razy; "Reaktywację" ze 20+, a "Rewolucje" ok. 12. Do rekordu "Matrixa" dobiły lub go przebiły tylko "Obcy" i "Predator".

                  To raczej dość oczywiste, że "Matrix" zainspirował wielu twórców, ale ciężko realnie ocenić co jest z niego zaczerpnięte, a co z tytułów którymi inspirowali się sami Wachowscy. Małe, owadzie roboty były wcześniej pokazywane np. w "Wirusie", "Tajemnicy Syriusza" lub "F/X" (przynajmniej w serialu), podłączanie do komputera kablami to sztandarowy motyw cyberpunku pokazany np. w "Johnnym Mnemonicu", a mechy (kroczące maszyny bojowe) często pojawiały się w anime np. "Teknoman", a nawet i w drugm "Obcym". Nie kojarzę jedynie statków podobnych do matrixowych poduszkowców, chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby podobne statki pojawiły się w jakiejś space operze.

                  Dzięki za dobre słowo i serdecznie pozdrawiam! :)

                • 30 razy - "w sumie to nie tak wiele razy..." - no to ładnie! :-)
                  A ja naiwnie myślałem, że 11 razy obejrzany Kevin sam w domu to wiele razy.
                  Mógłbyś w Mam talent cytować cały film, bo pewno znasz go na pamięć. Adwersarz też widzę zna się na rzeczy :-)

                • "Przez uczucie wyższe rozumiem zachowanie, w którym program jest w stanie poświęcić siebie w zamian za inny program"

                  Dobrze, przyznaję więc, że motyw Rama-Kandry i Sati coś wnosił... tyle że motyw ten nie był tak mocno związany z tamtą sceną, aby nie dało się go pokazać gdzie indziej.

                  "Odrobina mistycyzmu, inkantacje i inne takie, podkręcone do kiczowatych rozmiarów, nabrały lekko prześmiewczego charakteru"

                  No... jeśli tak na to spojrzeć... to coś w tym jest.

                  "Starcie w "tSR" nie jest zbyt realne"

                  Tam nic nie jest realne - nawet historia wzrostu potęgi 01 do poziomu deklasującego całą resztę świata jest kompletnym nonsensem. Racja, że sporo tam było symboliki (np. jeden z robotów zobrazowany jako jeden z Jeźdźców Apokalipsy - Wojna), ale to nie zmienia faktu, że od strony stricte fabuły nic się tam kupy nie trzyma. A ja, jako rodowity homo sapiens, w SF zazwyczaj kibicuję swoim (no, nie zawsze - jak się gdzieś jakieś gadzinki pojawiają, momentalnie "naszych" deklasują w moim rankingu:)) - i jestem w stanie zaakceptować ich porażkę pod warunkiem, że ma solidne podstawy. W Matriksie podstaw nie ma żadnych - odnosi się wrażenie, jak gdyby autorzy mieli taką zachciankę, aby maszyny wygrały, a potem usilnie robili wszystko - nie bacząc na to, czy ma to jakiś sens, czy nie - żeby się ta zachcianka spełniła.
                  Inny taki konflikt, w którym muszę naprawdę wysoko zawiesić niewiarę, to na przykład Wojna Siedmiogodzinna z Half-Life. Przy tym mam wrażenie, że wielu ludzi wymyśla takie wojny, gdyż zwyczajnie nie ma zielonego pojęcia, jak niszczycielskim sprzętem obecnie dysponujemy - jak działa kumulacyjny pocisk przeciwpancerny, na przykład, albo jaki potencjał ma broń termojądrowa.

                  "Pozdrawiam serdecznie, ulubionego Adwersarza!"

                  Łał. To ja już mam tytuł, z dużej litery pisany? :P

                • ad motyw Rama-Kandry
                  Z pewnością mógłby wystąpić gdzie indziej, zostać inaczej ukazany, ale tego się już nie przeskoczy.
                  Zresztą podobny motyw poświęcenia się był udziałem Wyroczni, z tym że jego wydźwięk był nieco mniejszy przez podanie informacji, że ona ma to w swoim kodzie i do tego została stworzona. U rodziców Sati wyglądało to na bardziej ludzki gest.

                  ad Adwersarz.
                  Ano. Starszy Adwersarz bractwa Czerwonego FW. Salut! :)

                • Chciałem się Ciebie zapytać jeszcze o pewną kwestię, zauważyłem, że w tej zakładce seriale, które oglądam masz jakiś 10 sezon serialu Z archiwum X. Zainteresowało mnie to, bo tak pomijając ostatnie dwa sezony to bardzo lubię ten serial. Oglądasz to w jakiejś stacji telewizyjnej, ściągasz z jakiejś strony internetowej? Gdzie te odcinki można zobaczyć, znaleźć?

                • Muszę Cię rozczarować. Ten dziesiąty sezon to nie serial, a licencjonowany i pobłogosławiony przez Cartera komiks. Niedawno wydano pierwszy tom po polsku, drugi ponoć ma wyjść w tym półroczu.

                  Na serialową kontynuację-albo-reboot trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.

                • Ostatnio pojawiła się na jednej ze stron internetowych informacja o tym, że planowane są kolejne odcinki.

                  http://naekranie.pl/aktualnosci/z-archiwum-x-nowy-sezon-blis...

                  Także istnieje nadzieja na to, że wkrótce doczekamy się 10 sezonu z prawdziwego zdarzenia.

                • http://stopklatka.pl/wiadomosci/-/153021162,oficjalnie-z-arc...

                  Też o tym słyszałem i jestem tego ciekaw. Cieszy powrót archiwum, powrót Muldera i Scully (ja bym nie pogardził jeszcze powrotem Doggetta), ale 6 odcinków to niewiele. Szkoda też, że wszystkie mają być mitologiczne i stanowić zwartą całość. Z archiwum najlepiej kojarzę standalone'y i chętnie zobaczyłbym kolejne ciekawe śledztwa, albo niespodziewane eksperymenty twórców. Bez tego ten sezon będzie niepełny.

                  Swoją drogą - skoro te 6 odcinków ma stanowić jedną historię, to FOX mógłby z tego zrobić trzecią kinówkę. Jak dla mnie to byłby lepszy krok, niż mitologiczny mini-sezon.

    • ,,Co do pojedynku ze Smithem, to nie mamy tu do czynienia z wyolbrzymieniem, tylko ze zdradzeniem fascynacji twórców japońskim anime i jego konwencją - fascynacji, którą Wachowscy zdradzali momentami już w poprzednich dwóch częściach, a w scenie walki Neo ze Smithem osiągnęli po prostu apogeum (nie dowierzasz? To obejrzyj sobie jakąś walkę z Dragonball Z, i porównaj ją z finałową potyczką w Rewolucjach).’’ - Wachowskim nie chodziło tutaj o żaden Dragon Ball albo przynajmniej nie chodziło im przede wszystkim o Dragon Ball.

      Otóż w obecnym II i III części trylogii wątku nieustannej walki Neo i Smitha można odnaleźć nawiązanie do występującego w wielu religiach motywu walki ze sobą dwóch bogów czy też bogiń personifikujących przeciwstawne wartości. Jednym z najbardziej znanych systemów religijnych, w którym występuje tego typu motyw jest Zoroastryzm. Fundamentem tego systemu religijnego jest pogląd zakładający nieustanną walkę boga światła i dobroci Ahura-Mazdy z bogiem zła i ciemności Angra Mainju. Znamienne przy tym dla tej religii jest założenie, że cały sens egzystencji Angra Mainju sprowadza się do walki z Ahura - Mazdą, od którego istnienia zależy też istnienie Angra Mainju. Gdyby Angra Mainju zwyciężył Ahura-Mazdę poniósłby, więc automatycznie śmierć. Ahura-Mazda i Angra Mainju byli często wyobrażani jako para splecionych ze sobą bogów toczących nieustanny bój o władzę nad światem ( http://lachy.c0.pl/judeochrzescijanstwo/zaratusztrianizm/ ).

      Cóż nie da się ukryć, że Smith i Neo stanowią w dosłownym tego słowa znaczeniu parę splecionych ze sobą bogów w czasie swych powietrznych pojedynków w finałowych scenach III części trylogii. Jest to szczególnie dobrze widoczne w tym fragmencie filmu który następuje po tym jak Smith mówi do swego przeciwnika ,,Powinienem panu podziękować. Na przykładzie pańskiego życia poznałem cel wszelkiego życia. Celem życia jest śmierć.'

      Boski charakter walki Neo i Smitha podkreśla utwór muzyczny Neodämmerung. Jego tytuł nawiązuje, bowiem do czwartej części dramatu muzycznego Richarda Wagnera "Pierścień Nibelunga", noszącej tytuł "Zmierzch bogów" (Götterdämmerung).

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Neod%C3%A4mmerung
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Zmierzch_bog%C3%B3w\

      Tekst utworu Neodämmerung stanowi treść jednej z Upaniszad konkretnie Brihadaranyaka Upanishad. Początkowy fragment Brihadaranyaka Upanishad wyraża obecne od tysięcy lat wśród ludów różnych kultur i religii pragnienia.

      ,,Lead Us From the Unreal To the Real,
      Lead Us From Darkness To Light,
      Lead Us From Death To Immortality,
      Let There Be Peace Peace Peace’’

      https://www.youtube.com/watch?v=0WeQGBAMJ94

      Swoją tezę o tym że w obecnym w II i III części trylogii wątku nieustannej walki Neo i Smitha można odnaleźć nawiązanie do występującego w wielu religiach motywu walki ze sobą dwóch bogów czy też bogiń personifikujących przeciwstawne wartości opieram na tym że Wachowscy tworząc scenariusze tych dwóch filmów inspirowali się książką amerykańskiego religioznawcy Josepha Campbella pt. "Bohater o tysiącu twarzy".

      W kontekście tego co napisałem powyżej zacytuje Ci jeden fragment z tej książki ,,Inana i Ereszkigal, dwie siostry, z których pierwsza jest światłością, a druga ciemnością, przedstawiają – zgodnie ze starożytnym sposobem symbolizacji dwa aspekty jednej i tej samej bogini (…). Bohater, bez względu na to, czy jest bogiem czy boginią, mężczyzną czy kobietą, postacią z mitu czy osobą śniącą, odkrywa swoje przeciwieństwo (swą własną jaźń, której istnienia nie podejrzewał nawet) i jednoczy się z nim, albo wchłaniając je, albo zostając przez nie wchłoniętym. Jego opory zostają, jeden po drugim, przełamane. Musi pozbyć się dumy, cnoty, urody i życia, i pokłonić się przed tym albo poddać się temu, czego absolutnie nie akceptuje, czego zupełnie nie znosi. Wówczas przekonuje się, że on i jego przeciwieństwo nie należą do odmiennych rodzajów, ale są jednym ciałem’’.

      Dwa aspekty jednego i tego samego boga uosabiają toczący ze sobą nieustanną walkę Neo i Smith. Zwróć uwagę na to że wyrocznia na pytanie Neo dotyczące Smitha ,,Czym on jest?’’ odpowiada ,,Tobą. Twoim przeciwieństwem. ’’.

      Książkę Campbella możesz znaleźć na cho-miku w wersji PDF.

    • Jak dla mnie najbardziej podobała mi się właśnie druga część. Trzecia według mnie najgorsza i czegoś mi zabrakło w ostatecznej walce Neo vs. Smith :/

  • Pozwoliłem sobie odgrzebać twój dosyć już stary temat po to, aby odnieść się do jednego z fragmentów twojej wypowiedzi. Chodzi mi konkretnie o następujący fragment cytuje ,,Film zaczyna się na stacji kolejowej, która łączy świat realny i świat cyfrowy. Ja się tylko pytam dlaczego? Ludziom nie sprawiało żadnych problemów bezpośrednie łączenie się z matrix, a maszyny potrzebują do tego jakiejś stacji? Dla mnie wyglądało to jak kolejna atrakcja, która nie znajduje rozwinięcia, pozostając przy tym istotnym elementem akcji (w przeciwieństwie do sterowania lądowiskiem w Zionie przez ludzi podłączonych do jakiegoś systemu komputerowego).’’

    Otóż w początkowych scenach trzeciej części trylogii możemy odnaleźć aluzje do nowotestamentowej historii Jezusa Chrystusa. Po śmierci Jezusa, jego dusza odłączyła się od ciała, i powędrowała do piekła. Po trzech dniach powróciła, dzięki czemu Jezus zmartwychwstał. Podobnie jak dusza Jezusa także umysł Neo odłącza się od ciała, po powstrzymaniu siłą woli mątw. Umysł wybrańca zostaje uwięziony na stacji kolejowej w miejscu, poprzez które przedostają się do rzeczywistości Matrixa programy ze świata maszyn. Do piekła natomiast zstępuje jego ukochana ‘’druga połówka’’, czyli Trinity. Tym piekłem jest oczywiście klub Merowinga. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na czerwoną poświatę otaczającą windę, do której wsiadają Morfeusz, Trinity i Serafin. Sam klub jawi nam się, jako kraina rozpusty. O nawiązaniu do piekła świadczy także strój Merowinga, myślę tutaj o czerwonej koszuli i jego czerwonym krawacie. Także ubranie Persefony nie jest w tym kontekście przypadkowe. Na to, że mamy tutaj do czynienia z nawiązaniem do ukazanego w Nowym Testamencie motywu świadczą w sposób jednoznaczny słowa Merowinga, który gdy Serafin mówi do niego ,,Chcemy porozmawiać’’ odpowiada ,,Tak, na pewno. W tym celu przeszliście Piekło.’’

    W mitologii greckiej pomost pomiędzy światem żywych a światem umarłych czyli królestwem piekieł stanowiła rzeka Styks. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na to, że postać Kolejarza wzorowana jest na greckim Bogu Charonie, który przewoził dusze ludzkie, że świata żywych do świata zmarłych (Hadesu). Parandowski opisując Charona pisze o nim ,,Brzydki i niechlujny dziad, zrzęda i gbur, syn nocy, stoi w czarnej łodzi i żerdzią odpycha garnący się ku niemu tłum dusz''. Kolejarz z filmu Wachowskich też bez wątpienia jest brzydkim niechlujnym dziadem. Stacja kolejowa, na której znajduje się Neo stanowi podobnie jak rzeka Styks w mitologii greckiej pomost pomiędzy dwoma światami. Parandowski pisze, że Charon gotowy jest zostawić duszę ,,nad brzegiem Styksu gdzie błąkać się będzie przez wieczność całą, bez celu’’. Podobnie jest w filmie, Sati mówi przecież do Neo wspominając o postaci kolejarza ,,Tata mówi, że mamy go słuchać, bo zostawi nas tu na zawsze'' . Rama Kandra mówi do żony tłumacząc się z rozmowy z Neo ,,Nie chcę być okrutny, On może już nigdy nie ujrzeć ludzkiej twarzy''. Z słów Sati oraz Rama Kandry wynika, więc jasno, że ukazana w pierwszych scenach filmu stacja kolejowa jest dla Neo swego rodzaju brzegiem Styksu. O tym że osobie tam pozostawionej grozi błąkanie się bez celu przez całą wieczność świadczy scena w której Neo próbuje samodzielnie się z stacji kolejowej wydostać. Biegnąc w kierunku w którym pojechał pociąg pojawia się po chwili wybiegając z miejsca z którego nadjechał.

    Moją tezę że postać Kolejarza jest wzorowana na Charonie zdaje się potwierdzać nie tylko jego wygląd ale także słowa skierowane do Neo: ,,To moje królestwo. Ja tu ustalam reguły gry. I ja wygłaszam pogróżki. Tu ja jestem Bogiem.’’. Zwracam szczególną uwagę na zwrot ,,Tu ja jestem Bogiem.’’!

    Wachowscy rozdzielili motyw zejścia do piekła na dwie postaci. Trinity zeszła do piekła a Neo wylądował na stacji kolejowej symbolizującej brzeg rzeki Styks. Rzeka Styks w mitologii greckiej była przedsionkiem królestwa piekieł.

    Generalnie aby w pełni zrozumieć o co dokładnie chodzi w sequelach Matrixa to zalecam zainteresować się tym jakimi Wachowscy inspirowali się koncepcjami religijnymi przy pisaniu ich scenariuszy. Na cho-miku w wersji PDF możesz znaleźć książkę amerykańskiego religioznawcy Josepha Campbella pt. "Bohater o tysiącu twarzy". Campbell w swojej pracy porównał historie bohaterów występujących w wierzeniach ludów całego świata i przedstawił taką uniwersalną strukturę mitu, którą nazwał Monomitem. W ramach tego klasycznego wzoru wyprawy bohatera wyróżnił trzy fazy tj. Odejście, Inicjacje i Powrót a w ramach poszczególnych faz pewne charakterystyczne dla mitów bohaterskich etapy. Wachowscy pisząc scenariusze wszystkich trzech filmów z serii Matrix inspirowali się teorią monomitu.

    Warto też poczytać trochę na temat religii gnostyckiej.

    • W filmach z serii Matrix można odnaleźć nawiązania do założeń gnostyckiej odmiany chrześcijaństwa. Wg chrześcijańskich gnostyków Jezus z chwilą wniebowstąpienia nie udał się do królestwa stwórcy będącego więzieniem świata (jego rolę odgrywa w trylogii Architekt), ale do królestwa gnostyckiego pozaświatowego boga. Miał on być swego rodzaju łącznikiem, który doprowadzi do nawiązania kontaktu pomiędzy ludźmi a tymże właśnie nieznanym prawdziwym bogiem.

      Jak już pisałem to Neo po oddzieleniu umysłu od ciała znajduje się na stacji kolejowej symbolizującej brzeg rzeki Styks ale już do piekła zstępuje jego ukochana. Do nieba natomiast lecą wspólnie. W III części trylogii mamy, więc do czynienia z dosyć oczywistą aluzją do wniebowstąpienia Jezusa. Podkreślają to słowa Neo, który w czasie podróży do miasta maszyn mówi do Trinity ,,Musimy lecieć do nieba’’.

      Figurę pozaświatowego boga w uniwersum trylogii Wachowskich uosabia program rządzący miastem maszyn (Deus Ex Machina), który pojawia się w filmie pod postacią wielkiej głowy utworzonej z owadopodobnych maszyn. Warto zwrócić uwagę na to, że miasto maszyn znajduje się po za światem programu komputerowego oraz w swoistym nadświecie w stosunku do Syjonu.

      W ‘’Apokryfie Jana’’ pozaświatowy bóg jest opisany następującymi słowami: ,,On jest bowiem czymś więcej niż bogiem, nie ma nikogo ponad nim, ani nikogo, kto byłby nad nim panem. On jest wieczny, bo nie potrzebuje niczego. On jest całkowitą doskonałością. Nie potrzebuje niczego, aby móc się udoskonalić, przeciwnie, jest zawsze doskonały w światłości. Jest nieograniczony, bo nie ma ni-kogo, kto, by go ograniczył.’’

      W słowach Deus Ex Machina ,,Nie potrzebujemy cię! Niczego nie potrzebujemy!’’ można odnaleźć nawiązanie do przytoczonego przeze mnie fragmentu ‘’Apokryfu Jana’’.

      Warto jeszcze zwrócić uwagę na nazwę statku, którym Neo i Trinity lecą do miasta maszyn. Logos można przetłumaczyć, jako słowo. W tym kontekście można interpretować to tak, że Neo i Trinity niosą słowo, czyli posłanie od ludzi do programu rządzącego miastem maszyn.

      • Gnostycy wierzyli, że królestwo pozaświatowego boga stanowi ‘’ojczyznę’’ boskich pierwiastków uwięzionych w ich ciałach. Wyrocznia mówi do Neo ,,Moc Wybrańca sięga poza ten świat, aż do miejsca, skąd pochodzi.’’ Neo urodził się czy też został wyhodowany na plantacjach ludzi znajdujących się w pobliżu miasta maszyn. To powierzchnia ziemi, na której panują maszyną stanowi tą ojczyznę, do której ludzie chcą powrócić.

        O tym że idea pozaświatowego boga stanowiła istotny element gnostyckiej doktryny religijnej można przeczytać pod tym linkiem: http://matrixrel.weebly.com/gnostic-creation-myth-and-the-ma...

        Cytuje stosowny fragment ,, Gnostics believe there is a supreme god who is completely perfect, pure, holy and immaculate. He resides in the pleroma, which is similar to heaven, with other lesser divine beings named aeon.’’

        I jeszcze jeden fragment który potwierdza moją tezę że gnostycy uważali że ‘’ojczyzna’’ tych boskich pierwiastków obecnych w ich ciałach znajduje się w nadświecie (pleromie).

        ,,Thus, the human spirits are in exile from their true home, the pleroma.’’

        I jeszcze dorzucam linki do kilku analiz (artykułów) poświęconych filozoficznym i religijnym elementom wplecionym do fabuł filmów z serii Matrix.

        http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/biblioteka_gnosis/kinema/g...
        http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/biblioteka_gnosis/kinema/p...
        http://bs.tawerna.rpg.pl/Zostac-Mesjaszem-8211-idea-gnostyck...
        http://www.unomaha.edu/jrf/gnostic.htm
        http://neurophilosophy.wordpress.com/2006/12/11/the-philosop...
        http://www.martine.org/matrix_self_esteem.htm

        Wspomnę jeszcze że w oparciu o prace Campbella Christopher Vogler opracował podręcznik pt. ''Podróż Autora. Struktury Mityczne dla Scenarzystów i Pisarzy", poświęcony temu, w jaki sposób wykorzystywać teorię monomitu przy pisaniu scenariuszy filmowych i książek. W tym podręczniku przedstawił nieco zmodyfikowaną w stosunku do tej, którą zaprezentował w swojej książce Campbell teorię monomitu ( http://www.thewritersjourney.com/hero%27s_journey.htm#Hero ).

        Wrzucam tutaj link do krótkiego wywiadu z Voglerem, w którym omawia fabułę pierwszego Matrixa przez pryzmat tej swojej koncepcji monomitu.

        https://www.youtube.com/watch?v=8AG4rlGkCRU

        • Wybacz tak długą zwłokę z odpowiedzią z mojej strony.

          Dziękuję za Twoją rzeczową i podpartą wieloma przykładami argumentację potwierdzającą znaczenie tej sceny. Nie mam zamiaru z nią polemizować, bo całkowicie się z Tobą zgadzam.

          Przeszkadza mi sam pomysł, aby maszyny musiały się łączyć z Matrix poprzez jakąś stację obsługiwaną przez jeden program, podczas gdy ludzie włamywali się do programu dość swobodnie z o wiele bogatszym katalogiem potencjalnych punktów wejścia. Owszem, istnienie stacji da się wytłumaczyć w sposób symboliczny i alegoryczny, ale jej istnienie pod względem fabularnym wydaje mi się niezbyt logiczne.

          Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za liczne odnośniki! :)

          • Oni już tworząc pierwszy film wrzucili do niego sporą ilość różnego typu rzeczy. Obok takich powiedzmy elementów, które pozwoliły zaliczyć ten film do gatunku sci-fi (motyw walki ludzi z maszynami, nawiązania do zasad funkcjonowania programów komputerowych itp.) widać też tam nawiązania do pewnych koncepcji filozoficznych a co może jeszcze istotniejsze religijnych. Przede wszystkim wpletli do tego pierwszego filmu tą strukturę monomitu no i ponadto w niektórych wypowiedziach bohaterów można wychwycić aluzję do pewnych koncepcji, które charakteryzowały religię gnostycką.

            Na dłuższą metę już przy tworzeniu całej trylogii te koncepcje o charakterze właśnie religijnym okazały się dla Wachowskich przynajmniej ja tak uważam najważniejsze.
            Widać, że z każdym kolejnym filmem słabła u nich jakaś taka powiedziałbym tendencja do tłumaczenia różnych aspektów fabuł przez pryzmat odwołań czy też nawiązań do zasad funkcjonowania programów komputerowych.

            Mam nadzieję, że Cię zachęciłem do zapoznania się z książką Campbella. Życzę miłej lektury i również pozdrawiam! :)

  • Neo nigdy nie wyszedł z Matrixa, ten "realny świat" to była tylko wyższa warstwa symulacji(tak jakby sen we śnie), dlatego rany doznane w Matrixie urzeczywistniały się w "prawdziwym świecie" w którym mógł wyczuć i wyłączyć mątwy na odległość a kiedy stracił oczy dalej widział, widział kod Matrixa z wyższej warstwy a ludzie jako baterie to tylko odwrócenie uwagi od prawdy, od tego że wojna była kontrolowana przez maszyny po obu stronach barykady a ludzie tak naprawdę służyły maszyną jako procesory a nie źródło energii. Najlepsze jest to że to nie Neo a agent Smith był wybrańcem tyle że nieświadomym, to on był tym który narodził się w Matrixie i zmienił go według własnych upodobań, kiedy w ostatniej części Smith próbował zasymilować Neo jego kod wrócił do źródła i ludzkość została uwolniona. Trzeba obejrzeć dokładnie całą trylogię aby to ogarnąć.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: