Przerost formy nad treścią

Cóż, widziałem kilka filmów Langa i innych ekspresjonistów niemieckich z tamtego okresu, i przyznam szczerze że na tle "M" czy chociażby niemal zapomnianych "Nibelungów" "Metropolis" wypada słabo. Nie mam na myśli oczywiście monumentalnej scenografii czy wybitnych efektów specjalnych, które nawet dziś robią wrażenie, nie w myśl mi także krytykować świetne zdjęcia.

Odnoszę za to wrażenie, że cały scenariusz został jakoby dopisany na kolanie w przerwach między twórczymi wizjami "miasta przyszłości" jakie bez wątpienia nawiedzały F.Langa. Pełen patosu i przesadnej "gry aktorskiej" (tylko Rudolf Klein-Rogge jako szalony Rotwang pozostaje w pamięci) "Metropolis" jest dla mnie najlepszym prykładem jak sama strona wizualna może przesłonic i zepchnąć na drugi (albo i trzeci) tor całą resztę. Oczywiście był wielka inspiracją dla kina sf, co widać choćby w Blade Runnerze, ale mimo to cała historia nosi piętno banalności i sztampy.

W swoim czasie obraz poniósł jak wiemy klęskę komercyjną, zmiażdżony tak przez krytykę, jak i niechętną mu widownię. Z czasem doczekał się miana kultowego (kwestia gustu), i przełomowego (efekty specjalne, wpływ na cały gatunek sf no i zdjęcia), co wpłynęło na jego przesadną nobilitację. Niegdyś H.G. Welles powiedział, że "To chyba najgłupszy film jaki widziałem". Dzisiaj robi się z niego arcydzieło pod każdym względem, a tym napewno nie jest. Zresztą nawet sam twórca był co do pewnych aspektów "arcydzieła" mocno sceptyczny (zwłaszcza do zakończenia).

Oczywiście nie ukończyłem filmoznawstwa i mam spore braki w niemieckiej kinematografii przedwojennej, co pewnie dyskwalifikuje mnie jako osobę mogącą "krytykować" ów film, ale widok tylu "achów" i "ochów" (z całym szcunkiem do "achujący" i "ochujących") dziwi mnie niepomiernie.

4

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o