Dziś a fabuła What Dreams May Come

Wyjątkowo traficzny staje się wydźwięk filmu w odniesieniu do śmierci, jaką wybrał dla siebie Robin...
Ciężko jest zrozumieć, dlaczego człowiek otaczany miłością żony, dzieci, wnuków, ludzi na całym świecie, szacunkiem, obdarzony wyjątkowym poczuciem humoru, potrafiący sprowadzić uśmiech na twarz osób, które na co dzień nie mają do niego powodów, choruje na depresję i postanawia skończyć własne życie.

Nie ogarniam tego. Nachodzi mnie myśl, że czego byśmy w życiu nie zrobili, nie osiągnęli, jakich "uniwersalnych" powodów do szczęścia byśmy nie mieli, to i tak może się okazać, że wypadkowa tego wszystkiego nie da nam szczęścia w życiu, że pomimo posiadania wszystkiego, czego wydawałoby się człowiek mógłby zapragnąć nie będziemy widzieć sensu w dalszym istnieniu.

Nie potrafię się pogodzić z tą śmiercią.
Nigdy nie byłem szczególnie wielkim fanem Robina, choć na pewno był to jeden z aktorów i standup'owców, których darzyłem ogromną sympatią. Zresztą, ciężko było w stosunku do niego mie inne odczucia. Wyjątkowo dobry aktor, wyjątkowo ciepły człowiek. Mimo to, dziś czuję, że ktoś podważył sens mojego życia. Bo po co się męczyć, skoro na końcu, po tych wszystkich latach cierpień przeplatanych z rzadka małymi szczęściami, czeka nas tylko i wyłącznie więcej cierpienia, takiego, które popchnie nas w ostateczność, nawet po rozważeniu całego egoizmu, jaki za nią się kryje.

5
  • Mam dokładnie takie same odczucia ...

  • Też dziś od razu pomyślałem o tym filmie jak dowiedziałem się, że Robin zdecydował się na taką śmierć...

  • Nie rozumiem, tak ja i Ty. Ale - co my możemy wiedzieć o Jego życiu?

  • Popelniasz zasadniczy blad dokonujac oceny czlowieka-aktora, czyli mistrza udawania, kreacji. Skad mam wiedziec czy Williams w ogole czul sie szczesliwy, albo spelniony jako artysta, maz, ojciec. Rzeczywiste zycie prywatne gwiazd ze swiecznika jest tak naprawde nam nieznane, podawane w szczatkowych fragmentach przez nie zawsze zyczliwe media.
    Dla zwyklego przecietnego Kowalskiego Williams byl w jakims sensie uosobieniem czlowieka sukcesu. Tymczasem zdaje sie, ze w jego zyciu istotna i destrukcyjna zapewne role odgrywaly uzywki. Zakladam, ze zmarly byl wrazliwym mezczyzna, wiec latwo wyobrazic sobie, ze siegajac np. po alkohol (a robil to wielokrotnie) topil w nim swoje wewnetrzne smutki. Dodajmy do tego depresje, ktora jest niesamowicie trudna do zwalczenia i mamy tragiczny final.
    O mozliwych przyczynach smierci mozna mowic i mowic. Trudno oceniac kategorycznie decyzje o samobojstwie, ale dla mnie jest to nie do pomyslenia. W koncu samobojca odchodzi, a bol wsrod bliskich pozostaje.

    • Nie oceniam go na podstawie kreacji, jakie tworzył, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że każda z nich jest tylko maską, świetnie odegraną rolą w przedstawieniu, i wcale nie pokazuje człowieka, który za kreacjąsię kryje.
      Natomiast jako człowiek pełen humoru przedstawiał się w swoich doskonałych stand-upach, które przecież pisał sam. Nie wcielał się w nich w nikogo, był sobą.

      Drugiej części mojej wypowiedzi nie złapałeś zupełnie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie znaliśmy tak naprawdę Robina Williamsa, jego życia, jego codzienności. Nie mniej jednak, nawet zakładając, że życie rodzinne mu się nie układało (w co nie wierzę, bo nie tak dawno wziął ślub, miał dzieci, wnuki, także na tej stopie raczej był człowiekiem spełnionym), cały świat jest pełen ludzi, którzy go kochają i uwielbiają. Żył w materialnym bogactwie. Wykonywał zawód, który kochał, przeplatając go słodko-gorzkimi stand-upami, do których też go nikt nie zmuszał.

      Mimo wszystko, zrobił co zrobił.
      Ja przyczyn nie będę rozstrząsał, nie jest to moja sprawa, ani też mnie to za bardzo nie interesuje.
      Po prostu, smutna nauka płynie dla mnie z jego śmierci i tyle.

      Pozdrawiam

      • Moze uznal, ze jego "misja" jest zakonczona i juz. Malo takich bylo? Rutynowe, mechaniczne zycie w swiecie blichtru bywa emocjonalna wydmuszka. Przyklejony usmiech w stand-upach moze byc naturalny, jak i wykreowany. Bycie komikiem to tez element autokreacji. Na ten temat, na temat depresji napisano opasle tomy... Przypadek J. Kowalczyk, bogatej i sexownej kobiety pokazuje, ze absolutnie kazdego moze dopasc.

        Rowniez pozdrawiam:)

      • "Nie mniej jednak, nawet zakładając, że życie rodzinne mu się nie układało (w co nie wierzę, bo nie tak dawno wziął ślub, miał dzieci, wnuki, także na tej stopie raczej był człowiekiem spełnionym)"

        Dwa rozwody, trzecia żona... To wg Ciebie świadczy o poukładanym życiu rodzinnym i spełnieniu " na tej stopie"?

        "cały świat jest pełen ludzi, którzy go kochają i uwielbiają."

        Niech Ci będzie, ze na świecie jest pełno ludzi, którzy go uwielbiają i kochają, ale jak widać zabrakło chociaż jednej osoby, która go naprawdę znała i rozumiała.

      • Robin miał wnuki? Bo nigdzie nie znalazłam takiej informacji. Wydawało mi się, że nie ma.

  • Dużo ćpał swego czasu, narkotyki zmieniają sposób myślenia człowieka i zawsze są konsekwencje ich brania. Gdyby ich nigdy nie brał to zapewne żyłby dalej i był szczęśliwym człowiekiem..

    • Ale pieprzysz. Sorry, ale w temacie narkotyki/depresja ludzie bardzo często mylą kolejność, czyli przeważnie najpierw jest depresja a potem są narkotyki. Co by nie było one poprawiają humor, niestety na krótko i niosą przeważnie za sobą konsekwencje zdrowotne.

      • Sam pieprzysz. Narkotyki to na początku beztroska zabawa w większości przypadków, potem przychodzi uzależnienie i depresja.

        • Jak głupi jesteś i nie umiesz czytać ze zrozumieniem to już nie moja wina, bo nigdzie nie napisałem ze dragi są cacy. Wniosek który wysnułeś ze gdyby nie narkotyki to do dziś by żył i byłby szczęśliwy to sobie z powietrza wziąłeś. Prawda jest taka ze nie wiadomo z jakich przyczyn miał depresję, ale tak jak napisałem ludzie często popadają w uzależnienie bo w dragach szukają choć chwilowego lekarstwa na ich stan ducha.

          • Jesteś tak głupi, że nadajesz się do sejmu. Wiadome jest, że narkotyki albo bierze się, aby "leczyć" depresje albo dla zabawy. Chyba nigdzie nie zarzuciłem ci, że dragi są cacy. A koleś ostro ćpał i chlał w młodości, to zostawia ślady w mózgu na całe życie. Wątpię, że większość młodych ludzi, którzy osiągnęli sukces zaczęło ćpać, bo mieli depresję. Ona przyszła później jako skutek. I użyłem zwrotu "zapewne by żył".

            • Wybacz oświecony ze śmiem się sprzeczać. No tak, pewnie ze nie musiał zacząć ćpać bo miał depresję, ale to ze odnosił sukces w sferze zawodowej nie oznacza ze w życiu prywatny układało się po jego myśli. Depresja może być skutkiem złych doświadczeń z przeszłości, albo być skutkiem jakiejś choroby, a wtedy często nawet odniesienie życiowego sukcesu nie pomaga. Nie chcę mi spekulować na temat prawdopodobnych przyczyn jego stanu ducha, mam za małą wiedzę na jego temat żeby coś takiego robić, to właśnie Twoje wypowiedzi są taką spekulacją. Sformułowanie jakiego użyłeś "zapewne by żył" nie wiele tu zmienia, jak dla mnie z Twoich wypowiedzi jasne jest ze Ty już znalazłeś przyczynę jego samobójstwa. Nadużywanie narkotyków faktycznie może prowadzić do depresji, ale jest wielu ludzi którzy w młodości dużo chlali i ćpali ale potem się ogarnęli wyszli z nałogów i nauczyli się cieszyć życiem.

  • Mam no kompie ten film i wreszcie mam powód żeby go obejrzeć.

  • Na onecie był krótki artykuł dziennikarza, który kiedyś z nim przeprowadził wywiad. Najbardziej rzuca się w oczy:
    "Robin Williams był komikiem, który uwielbiał poważne role i paradoksalnie był w nich lepszy niż w komediowych. O sobie mawiał, że jest współczesnym Pierrotem – smutnym klaunem, któremu nikt nie patrzy zbyt długo w oczy. Pytany, dlaczego szybko odpowiadał, tłumaczył, że nikt nie lubi zaglądać w jądro smutku."

    oraz

    "Nie wierz w te opowieści o tym, jak sztuka wyzwala. Sztuka zniewala. Stajesz się jej niewolnikiem. Ludzie chcą od ciebie tylko tych zabawnych ról, producenci chcą od ciebie tylko wyników. Żyjesz pod presją, ale w każdym wywiadzie musisz uśmiechać się i mówić, jak wspaniale pracowało się na planie. Dlatego tak bardzo cieszę się, że w najlepszych filmach już zagrałem. Gorzkie słowa, to nie wyraz rozczarowania i szczerości. Po co się okłamywać. Ale żeby nie było, że tylko marudzę – pewnie, że bawimy się na planach, pewnie, że płacą nam za to spore pieniądze. Problem polega na tym, że pieniądze to nie wszystko…"

    Zastanawiam się, dalczego na Filmwebie była jedynie malutka wzmianka o jego śmierci (zniknęła w natłoku nowych informacji), a w przypadku innych zazwyczaj jest to duże zdjecie czarno-białe dostępne przez co najmniej jeden dzień?
    Tak czy inaczej, odszedł kolejny wspaniały aktor o niesamowitych zdolnościach. Niestety, coraz częściej będziemy świadkami śmierci wybitnych ludzi kina i wiąże się to z końcem pewnej ery... Ech.

  • Samobójstwo zawsze przywodzi mi na myśl właśnie ten film. A samobójstwo Williamsa w kontekście jego kreacji w tymże filmie jest dla mnie czymś nie do ogarnięcia. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę w stanie obejrzeć "Między piekłem a niebem"...

    • Ja dziś oglądałam i prawie cały przepłakałam. Myślę, że wybitnym ludziom rzadko udaje się znaleźć sens życia. Mają problem z akceptacją szarej codzienności, a szczególnie tego, że odbiega od ich wyobrażeń o idealnym życiu. Myślą, że jak będą się bardziej starać to się uda. Ale się nie udaje

  • użytkownik usunięty

    Taka ciekawostka, w filmie pada ów wiek lat 63...

    "- Albert Lewis?
    - Ostatnio widziałeś mnie, gdy miałem 63 lata. Myślałeś, że będę stary, niedołężny, zrzędzący? Któż chciałby mieć 63 lata|przez wieczność?"

  • Szczęście to stan ducha i umysłu. Dlaczego mówi się że pieniądze szczęścia nie dają? Gdyż tylko od nas zależy czy jesteśmy szczęśliwi czy nie. Nie każdy umie docenić to co ma i czerpać radość z życia co jest niestety bardzo smutne i prawdziwe. Poza tym depresja to jedna z najczęstszych chorób w dzisiejszych czasach i mało kto umie się do niej przyznać. Takie osoby często się tego wstydzą i nie wiedzą gdzie szukać pomocy. Zwykłym ludziom może się wydać że Robin miał wszystko ale przecież nie wiadomo czy jego definicją szczęścia i spełnienia była kariera i pieniądze.

  • Wiliams był chory, od lat miał chorobę dwubiegunową, w której ma się bardzo głębokie stany depresyjne. Na ekranie wydawał się wiecznie uśmiechnięty, ale to tylko kreacja aktorska. Rowan Atkinson przez dłuższy czas również cierpiał na depresję, tak samo Chevy Chase. Nie każdy komik jest wesoły, tak samo jak Gary Odlman nie jest wrednym sk*rwysynem a Marylin Monroe nie była głupią blondynką. Poza tym Wiliams przez pewien czas zazywał narkotyki, które potęgują wszelkiego rodzaju dolegliwości psychiatryczne. :( W odniesieniu do fabuły - ja jestem przekonana, ze w życiu nie jest tak, jak w filmie i Bóg weźmie pod uwagę, iż jego samobójstwo było wynikiem choroby, a nie śwaidomego wyboru. Aczkolwiek nigdy nic nie wiadomo, lepiej zawsze nie ryzykować.... Tylko, ze człowiek w takim stanie nie mysli racjonalnie. :(

  • W ogromnej części zgadzam się z Twoją wypowiedzą, chociaż oczywiście wiem, tak jak i Ty zresztą, że to co widzimy na ekranie to jedno, a prawdziwy Robin to drugie. Ale fakt, wydaje się, że sensem naszego życia jest cierpienie, które tylko chwilami jest uzupełniane szczęściem. Z jednej strony wydaje się, że człowiek ma wszystko, co tylko może mieć, a i tak zawsze znajdzie się coś, co go unieszczęśliwia, więc wychodzi na to, że można mieć wszystko, a i tak czegoś będzie nam brakować. Ech, wychodzi na to, że to właśnie taki jest los człowieka.

  • podbijam

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: