Film dla ludzi o mocnych nerwach

,,Miłość" to film bardzo smutny, ponieważ pokazuje co staje się z człowiekiem, gdy postawiony jest w
obliczu choroby. Główni bohaterowie zmagają się z przeciwnościami, które napotykają na swej
drodze z każdym nowym dniem. Anna jest świadoma tego co się z nią dzieje i dlatego w jej głowie
pojawiają się samobójcze myśli, choć Georges stara się odwieść Annę od tego zamiaru, w niedługim
czasie emocje i impuls dają górę i... No właśnie! To trzeba obejrzeć! Zasłużone w pełni 8/10...

PS. Nie mogę zrozumieć decyzji Georgesa. Uważam, że mógł zrobić inaczej...

4
  • Zgadzam się, że jest to film dla ludzi o mocnych nerwach. Wiele już było filmów o podobnej tematyce, ale żaden nie wzruszył mnie tak jak ten. Mówiąc kolokwialnie psycha zniszczona. Chandra utrzymywała się długo po obejrzeniu tego filmu. Nie opowiada on tylko o starości, śmierci ale też ludzkich słabościach, trudnych wyborach. Oczywiście wielu skupiło się tu na kwestii eutanazji ale moim zdaniem to spłycenie dzieła Haneke. Nie jest to kino dla każdego. Jeśli ktoś oczekuje fajerwerków to się zawiedzie. To pewnie stąd te niektóre negatywne opinie. To nie jest lukrowana historia rodem z Hollywood. To jest życie i smutna brutalnie przedstawiona rzeczywistość. Takie dramaty jak w filmie rozgrywają się codziennie na świecie gdzieś w hospicjum, w czyimś domu itd. Emanuelle Riva pokazała klasę. Sposób w jaki zagrała schorowaną Annę to majstersztyk. Warto obejrzeć ten film choćby dla niej. Fakt, że przegrała oscara z Jenifer Lawrence to żart. Akademia po raz kolejny dała ciała i po raz kolejny udowodniono że oscar już dawno przestał być prestiżową nagrodą a stał się kiczowatą statuetką dla komercyjnej kliki na rzecz BAFTA czy złotych globów.

    • Po seasnie filmu zajęło mi dobre 3 miesiąće,aby otrząśnąć się z tego filmu. Haneke świetnie ukazał jak choroba najbliższej osoby pozostawia Cię bez żadnych perspektyw na lepsze jutro, zabiera resztki energii i siły do walki, ale miłość wciąż tam jest. Podziwiam Haneke, za umiejętnie przekazanie widzowi słabośći i znudzeniem, i tej ciężkości takiej rutyny. Wszystkie sceny byly wydłużone do maksimum możliwości,jedynie po to ,aby SAM WiDZ się męczył tę sytuacją. Scena z gołębiem i sama 'opowieść' kolonijna utkwiła mi się tak głęboko w pamięci. Mam jedynie skromną nadzieję,że nie będe musiał ani sobie,komuś dzielić się z "opowiecią kolonijną".

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o