2/10, bo zdrada to zdrada .....

Dla mnie ten film kojarzy sie tylko z jednym stwierdzeniem głównej bohaterki : Bardzo kocham mojego męża, ale zdradze go bo umieram i chce poczuc jak to jest byc z innym facetem. Przecież nie ma większej paranoi. Dla mnie gdyby nie wątek tej głupiej zdrady film byłby znośny. Niestety jej zachowanie dla mnie jest nie do przyjęcia.

3
  • co ma zachowanie bohaterki i moralność do oceny filmu....? Zbrodnię i karę też byś oceniła źle, bo zachowanie Raskolnikowa jest NIEMORALNE?

  • Zdrada to zdrada? Nie wiem, czy zauważyłaś, a może obejrzałaś ten film bez odpowiedniego skupienia, ale to przede wszystkim opowieśc o poświeceniu. Ann dała całą siebie swoim dzieciom i mężowi (niezby rezolutnemu, szczerze powiedziawszy). Jej marzenia, plany, wszystko legło w gruzach, gdy zaszła w ciąże. Kiedy miała poznac smak bycia z kimś innym? Przewrotny los odebrał Ann tę szansę. Chyba kilka tygodni przed śmiercią należała jej się chwila rozrywki? Tak, można poddac w moralną wątpliwośc zdradę męża, schadzki z innym facetem. Z pewnością była w lekkiej desperacji... Nikt jej nie słuchał, to ona była ostoją dla wszystkich. Tylko raz miała szansę powiedziec to, co chciała, bez niedomówień, tak po prostu. A wysłuchał jej dyktafon, gdy nagrywała życzenia dla córek. Wszystko robiła dla nich i przez nich. Nie rozumiem jak to wszystko moglo ci umknac, przez watek zdrady... Pozdrawiam

  • to byla jedyna rzecz jaka dla siebie zrobila... i to na koncu... kazdy ma prawo poczuc cos czego sie nie czulo... to ze bys tak nie zrobila nie znaczy, ze ona jest sztandarową kuffą...

  • Kochała swoje córki i swojego męża, ale postanowiła go zdradzić ponieważ dowiedziała się, że umrze za 2 miesiące. Dla mnie to logiczne w obliczu śmierci ludzie myślą przede wszystkim o sobie. Przez całe życie poświęcała się dla innych, ale to życie było dla niej snem, z którego, co dopiero się obudziła i mogła zrobić coś dla siebie. Nie miała wyrzutów sumienia ponieważ uznała, że jeśli ma 2 miesiące życia przed sobą, to wolno jej to zrobić. Czemu dotychczasowe życie miałoby jej w tym przeszkadzać. Każdy ma prawo do ostatniej woli. Pytanie czy świadomość, że się ma przed sobą niewiele czasu usprawiedliwia to co zrobiła. Według mnie nie, przecież wszyscy kiedyś umrzemy, czy przez to mamy postępować niemoralnie, krzywdzić osoby, które kochamy. Do tej pory żyła dla rodziny, świadomość wcześniejszej śmierci, zmieniła ją, na wiesz wyszły jej najgłębsze niespełnione pragnienia. Może się nam nie podobać postępowanie głównej bohaterki, jej poczucie moralności, dualizm nowego życia, jednak film ukazuje prawdę o człowieku mówiącą, że ludzie w obliczu śmierci się zmieniają. Dla mnie film jest genialny 9/10 i polecam każdemu.Możemy uważać, że w jej sytuacji postąpiliśmy inaczej, ale to będą tylko nasze przypuszczenia.

    • Zgadzam się z Tobą, pierwszy raz byłam na tym filmie jako nastolatka z klasą, w ramach kampanii "Obudź się" i był to jeden z czterech filmów, który zapadł mi w pamięć. Nie popieram, wręcz nie toleruje zdrady, aczkolwiek można te zdarzenie w tym filmie interpretować na dwa sposoby. Po pierwsze tak jak pisze większość chciała zachłysnąć się życiem, młoda kobieta z nijaką, szarą codziennością, poświęcona innym członkom rodziny, nie mająca nic do powiedzenia, milcząca, posłuszna regułom kochającej się familii. Taką "interpretację" narzuca nam film w prost. Ja natomiast podeszłam do tego tak - i to jest po drugie, że w obliczu śmierci po pierwsze człowiek się zmienia (są różni ludzie), ale co ważniejsze człowiek często nie podejmuje racjonalnych decyzji, na co też zwraca uwagę fakt zatajenia przez nią choroby.

  • faktycznie, zdrada jako przejaw skrajnego egoizmu burzy sporo z sympatii dla głównej bohaterki, niemniej o to najwyraźniej chodziło - i święta i nieświęta kobieta w obliczu swego końca...

  • Zgadzam sie z toba w tej kwestii, ze zachowanie glownej bohaterki w stosunku do wiernosci do meza odrzuca (przynajmniej ciebie i mnie). Rozumiem, ze ona uprawiala seks tylko z 1 mezczyzna w zyciu, ale czy to usprawiedliwia zdrade i cyz mozna zdradzic kogos, kogo sie naprawde kocha?

  • zgadzam się z Tobą w zupełności, Gosiu!!! Jak można kochać męża i iść z kimś innym do łóżka?? Powtórzę - paranoja!!! Czy naprawdę tak myślą ludzie przed swoją śmiercią?? Po obejrzeniu filmu od razu wiedziałem, że reżyserem musi być nowoczesna kobieta zarażona feministyczno - emancypatyczną ideologią. Ktoś Ci zarzuca, że moralność i zachowanie bohaterki nie ma nic wspólnego z oceną filmu. Ba, jak można wrzucić Raskolnikowa do tego samego wora!! Jeśli tak, autorko opinii, doczytaj do końca jedno z najwspanialszych dzieł Dostojewskiego, a potem się zastanów i przekop mosiężną łopatą nędzę swojej wypowiedzi!!!! A co do wcześniejszego zarzutu, skoro zachowanie i moralność filmowych bohaterów nie upoważnia do opiniowania filmu, daję 10/10 panu jean claude van damme za każdy niemal film, w którym zagrał. Nieco niższą notę otrzyma za filmy w których zabił mniej niż 10 osób. Na jego "szczęście" chyba takich nie ma. ZDRADA TO ZDRADA!!! Ludzie, czym wy się karmicie??!!!

  • Rozumiem, że niektórzy mogą być zdegustowani, że nie mają do czynienia z kolejnym Hollywoodzkim kiczem o miłości, w którym miłość jest wieczna i przetrwa wszystko. Film jest ciężki do zrozumienia. Postawmy się na miejscu głównej bohaterki. Dowiedziała się właśnie, że umrze za dwa miesiące więc postanawia zrealizować swoje wszystkie marzenia. Chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: pozostawić po sobie dobry ślad, chciała by mąż i dzieci mieli o niej jak najlepsze wspomnienia, oraz kochać się z innym mężczyzną. Nie wierzyła w życie poza grobowe, dla niej śmierć była ostateczna, więc dlaczego dotychczasowe życie miałoby przeszkadzać w zrealizowaniu najskrytszych marzeń. Nie miała żadnych wyrzutów zdradzając swego męża, bo niby czemu miała by mieć. Co jej da postępowanie fair wobec swoich bliskich skoro za kilka miesięcy nic po niej nie zostanie. Postępowanie głównej bohaterki jest jak najbardziej logiczne. Film ukazuje prawdę o człowieku, mówiącą, że w obliczu śmierci stajemy się egoistami i myślimy tylko o sobie. Ciężko uwolnić się od egoizmu. Sposobem może być głęboka wiara. Oglądając ten film widzimy obłudę głównej bohaterki, oceniamy Ją negatywnie pomimo tego, że została ukazana w jak najlepszym świetle. Łatwo jest oceniać innych. Mam nadzieje, że poza negatywnym stosunkiem do Anny pozostanie po filmie jakiś morał, że nie warto być egoistą.
    Film porusza jeszcze jedną bardzo ważną kwestię, która nie wiem czemu umknęła wam. W obliczu śmierci zmieniło się nastawienie do świata głównej bohaterki. Przestały ja cieszyć kolorowe wystawy sklepów, jedzenie itp. Zdała sobie sprawę, że to wszystko jest po to, żeby odwrócić nasz wzrok od śmierci, ale w jej przypadku to nie działa. Nie piszę, że cały czas mamy o niej myśleć, ale ten film stwarza nam doskonałą możliwość abyś my się zaczynali i przez chwilę o niej pomyśleli.
    Film posiada niesamowity klimat, przemyślenia głównej bohaterki są genialne, muzyka jest niesamowita. Mnie najbardziej zachwyciła scena w supermarkecie i tekst "Nikt nie myśli o śmierci w supermarkecie", po prostu zwala z nóg. Szkoda, że nie czujecie tego filmu jest naprawdę genialny.

    • Alez ja go czuje. Otarlem sie juz o smierc. Staram sie ja zrozumiec, ze w obliczu zblizajacego sie konca chciala zachlysnac sie zyciem i tak sobie tlumacze jej zdrade. Nie pitenuje jej, ale nie podoba mi sie to. Jednak sam nie wiem co ja bym zrobil na jej miejscu.

      • Ta kobieta chciał w końcu żyć. Normalnie w jej wieku ludzie poszukują drogi, którą chcieliby iść. Jej ta droga została podsunięta, wydało jej się ,że to ona ją wybrała. Ale kiedy zaczęła podsumowywać okazało się,że jednak nie....

        • Moze i tak, ale to ona zdecydowala sie na nia, a potem gdy dowiedziala sie, ze jest chora wpadla niejako w panike, ze nie doswiadczy tego czego doswiadczyc chciala.

          • A ja myślę, że zbyt dużo rozmawiamy o samej bohaterce i jej poczynaniach, a zbyt mało o realiach, które trzeba by skonfrontować. Bo przecież owe poczynania są jedynie efektem "pióra", scenariusza pisanego prawdopodobnie w świetle nocnej lampki i niedopitej kawy. Zastanawia mnie, co scenarzysta chciał powiedzieć. W każdym razie nie pochwalam go za światopogląd, a może tylko zlepek kilku ulotnych myśli. Żadna zdrada nie ma pochlebnego uzasadnienia. Najgorsze jest to, że ludzie traktują filmy zbyt poważnie, a czasem nawet nie widzą różnicy między tym, co jest tylko niepoprawną myślą i dziełem aktorów, a własnym, codziennym światkiem. Myślę, że to po części prowadzi dzisiaj do tak wielu życiowych tragedii.

            • Masz duzo racji. Ogromny wplyw na ludzi ma dzis telewizja z bzdurnymi niemalze basniowymi bajeczkami o milosci i glupawymi komediami w stylu American Pie, ktore nie powinno sie traktowac powaznie, choc niektore sceny dosc dobrze smiesza. Najgorsze, ze dzieciaki wzoruja sie na postaciach filmowych i potem mamy Sodome i Gomore w szkolach.

            • Ja wiem, że wolałabyś jakiś kiczowaty melodramat o miłości, która przetrwa wszystko. Ten film Cię jednak przerasta. To jest zbyt ambitne kino dla Ciebie. Gdybyś go uważnie obejrzała zrozumiałabyś, że nie mogła inaczej postąpić. Przed śmiercią upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu. Ty widzisz w jej postępowaniu tylko obłudę. Twoja opinia nie jest obiektywna. Nie rozumiem tego, dlaczego ludzie oceniają innych na każdym kroku.
              Spróbuj obejrzeć ten film bez jakichkolwiek uprzedzeń, a może będziesz w stanie zrozumieć postępowanie głównej bohaterki i może w tedy zamiast potwora, który zdradza swego męża dostrzeżesz w niej CZŁOWIEKA, takiego samego jakim Ty jesteś.
              P. S. Film mimo kilku błędów jest wielkim arcydziełem ponieważ ukazuje w genialny sposób prawdę o człowieku mówiącą, że nie jesteśmy panami swego życia i tak naprawdę nie mamy na niego żadnego wpływu.

              • Kiczowaty melodramat o milosci? Nienawidze takich bajeczek. Pelne sciemy, idealow, ktorych nie ma w rzeczywistym swiecie.
                Nie obrazaj, ze mnie film przerasta. Po prostu ja do tego podchodze pod wzgledem moralnym, a ty moralnosci masz w sobie mniej i cie to nie obeszlo co ona zrobila. Dla ciebie to "2 pieczenie na jednym ogniu", a dla mnie zdrada. Jednakze nie wiem jak bym sie zachowal na jej miejscu. Nie potepiaj jej, ale zdrade.

                • Zdradziła swojego męża ponieważ miała przed sobą tylko dwa miesiące życia i chciała przed śmiercią przeżyć coś nowego i zrealizować wszystkie swe najskrytsze marzenia. Do tej pory żyła wyłącznie dla innych poświęcała się dla swoich bliskich, ale jak sama stwierdziła dotychczasowe życie było snem, z którego dopiero teraz się budziła. W obliczu śmierci ludzie się zmieniają, tak samo było z główną bohaterką. W obliczu śmierci stała się egoistką i myślała wyłącznie o sobie. nie wierzyła w życie poza grobowe, więc czemu miała by przejmować się jakąś moralnością, co by jej dało postępowanie fair wobec swego męża i swej rodziny skoro w jej mniemaniu po śmierci przestała by istnieć. Film ukazuje w znakomity sposób motywy jakimi kierowała się główna bohaterka. Gdybyś uważnie obejrzała film zrozumiała byś, że tak naprawdę nie mogła inaczej postąpić. Przez całe życie udawała kogoś kim nie była: dobrą i kochającą żonę, która poświęca się w całości dla rodziny. Udawała, że jest altruistką, jednak w obliczu śmierci zdała sobie sprawę, że dalsze udawanie kogoś innego nie ma sensu. Obudziła się z tego długiego snu, w końcu mogła być sobą.
                  Napisałaś, że nie potępiasz jej, ale samą zdradę jednak zdrada była częścią niej.
                  Nie rozumiem dlaczego ludzie negatywnie reagują na filmy, w których główna bohaterka lub bohater nie jest pełen cnót. Przecież z takiego filmu też można się czegoś nauczyć, też można wyciągnąć jakieś wnioski. Taki film też może być wielkim dziełem. Sorry, ale dla mnie argument :"2/10 bo zdrada to zdrada" jest dla mnie śmieszny.
                  Dzięki temu filmowi możemy obiektywnie spojrzeć na jej czyn. Możemy zobaczyć i przeanalizować motywy, którymi się kierowała. Ludzie jednak często podchodzą do wszystkiego w sposób bardzo subiektywny. Oglądając np. ten film, myślą sobie tak - zdradziła swego męża, jest złą kobietą, film propaguje zdradę i niewierność. Są pełni uprzedzeń i często stawiają się w roli Boga oceniając innych. Negatywnie się ustosunkowując do każdego, który postępuje inaczej niż oni. Żyjemy niestety w społeczeństwie hipokrytów. Film przeciwstawia się takiemu pojmowania świata. Jego zalety mogą dostrzec Ci, którzy umieją trzeźwo patrzeć na świat, mają w sobie choć trochę obiektywizmu.
                  Po za tym film jest alternatywą na masowe ogłupianie ludzi przez środki masowego przekazu, internet i reklamy. Rozważania głównej bohaterki pozwalają nam wyrobić sobie inny pogląd na konsumpcjonizm i zmienić do niego nastawienie. Mnie zapadł w pamięci szczególnie jeden przykład z tych rozważań: "Nikt nie myśli o śmierci w supermarkecie".
                  Co do mojej moralności, nic nie poradzę, że nie dorastam Ci w nie do pięt. Nie zmieni pewnie tego fakt, że moim ulubionym filmem jest "My Girl".

                • "Sorry, ale dla mnie argument :"2/10 bo zdrada to zdrada" jest dla mnie śmieszny."

                  Sorry, ale ja tego filmu tak nisko nie oceniam. Podobał mi się. Teraz Twoja wypowiedź nabrała więcej sensu, po ostatnim poście w którym stwierdziłeś, że tak naprawdę bohaterka była egoistką, a zachowywała się jak altruistka, bo "nie miała jaj" by robić to czego naprawdę pragnęła... coż, z tym się mogę zgodzić. I nie uważam, jak to napisałeś, że skreślam filmy, w których bohaterowie nie są bez skazy. Lubię jednak piętnować brak moralności. Tak już mam.

                • Według mnie tu nie chodzi o moralność tylko o spełnienie swoich irracjonalnych marzeń. Bohaterka stwierdziła że musi wykorzystać jakoś ostatnie tygodnie swego życia, a dlaczego nie na spełnianiu właśnie ich. Stała się kimś kim chciała byś w swoich najskrytszych marzeniach i nie możemy jej za to krytykować. Nie wiemy jak byśmy my zareagowali na jej miejscu, ale powinniśmy sobie to wyobrazić a potem krytykować zachowanie bohaterki.

                • ja to sobie wyobraziłem... i jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. Od strony etycznej brakuje temu filmowi logiki.

                • A może właśnie o to chodzi... o brak etyki i moralnego wytłumaczenia jej zachowań. Każdy jest inny i każdy będzie inaczej spędzał ostatnie chwile swojego życia- niektórzy z rodziną inni na niemoralnych i nieetycznych zachowaniach które tylko ta osoba rozumie.

                • Jeśli mam ochotę na film poprawnie niemoralny, sięgam po Tarantino, gdzie brak granic jest wystarczająco wyraźny, by dostrzec ironię lub, jak kto woli, wyłącznie rozrywkową funkcję jego produkcji. W tym typowym dramacie natomiast brakuje konfliktu między tym, co przyjęte jako właściwe i zgodne z powszechną moralnością, a popełnionym błędami. Nie ma nawet krzty skrępowania w podejmowaniu niepochlebnych decyzji. Każda forma sztuki jest wyznaczana według norm, wzorców, panujących w naturalnym świecie, chyba że mamy do czynienia z niewątpliwą ironią, jak u wspomnianego Tarantino. Mam tylko pretensje o brak naturalizmu w przedstawieniu ludzkich odczuć...

                • " Może bardziej tu chodzi o wiarygodność psychologiczną takiej decyzji."

                  Dobrze powiedziane...

    • Nienawidzę bajeczek o idealnej wielkiej miłości, ale po prostu wiem, że gdybym kochała moją dziewczynę, nigdy bym nie zdradziła i nie byłoby to dla nie problemem, że nie miałam żadnej innej, wręcz cieszyłabym się, że najukochańsza była tą jedyną w moim życiu. Nawet nie czepiam się tego, że zdradziła, to zrozumiałe, jeśli nie kochała męża, że chciała przeżyć romans z kimś przy kim mogła poczuć coś prawdziwego. Z tym że ona naprawdę świetnie udawała miłość do męża i wyznawała mu ją nieraz, może nie zrozumiałam, ale wydawało mi się, że zamysł filmu był taki, żebyśmy myśleli że ona naprawdę kocha męża. A nie da się kochać i chcieć zdradzić, mówcie co chcecie, macie prawo mieć inne poglądy na temat miłości, ja mam taki. Takie mam podejście w życiu, w taki sposób kocham. Nie zawsze jest idealnie, ale nie zdradziłabym nigdy - gdybym przestała kochać, to bym nie okazywała miłości. Gdybym nie przestała kochać, przez myśl nie przeszedłby mi romans z inną kobietą. / Jeszcze co do że nie powiedziała bliskim o śmierci - ja bym miała wielki żal do ukochanej, gdyby mi takie coś zrobiła. Takie mam podejście do życia i śmierci, że potrafiłabym to przyjąć bez robienia tragedii, ale dobrze się na takie coś przygotować, powiedzieć to co ważne. / Powiem tylko jeszcze, że film mnie lekko wynudził, zwłaszcza sceny z dziećmi. I byłoby miło gdyby nikt mi nie zarzucał bycia fanką Zmierzchu czy innych kwiatków, naprawdę lubię filmy, które dają do myślenia, ale ten mi nie podszedł.

  • Oceniasz film, czy główną bohaterkę?

  • w żaden sposób nie rozliczała się z Bogiem, mało tego, końcówka filmu wyjaśniła co bohaterka myśli na temat wiary.. osoba wierząca może nie zdecydowała by się na taki ruch, ale dla niej była to jedna z najważniejszych rzeczy przed śmiercią - uwierzyć w siebie (w to, że jest piękna, silna - że może rozkochać w sobie mężczyznę), a to nie przeszkadza w kochaniu swojej rodziny..

    nie bronię bohaterki, ale staram się ją zrozumieć - też przez cały film myślałem o bohaterce jak Ty, gosiu_g211 )), aż do samej końcówki, w której uświadomiłem sobie, że jej zdrada nie wpłynie na jej losy pośmiertne (pewnie nawet nad tym się nie zastanawiała), więc był to swego rodzaju cel, wyczyn, coś z czego może być dumna

    z drugiej strony, gosiu_g211, pewnie chciałabyś aby mąż po jej śmierci żył do końca w celibacie, a popatrz jak ona za życia mu dobrze życzyła..)
    to że Ty nie rozumiesz mentalności innych osób, nie znaczy, że możesz zaniżać ocenę dobrego filmu ;P

  • Nie podobało mi się w tym filmie zupełnie nic. Mega naciągana historia (którą reżyser chciał ukazać w naturalny, rzeczywisty, sposób, a co w ogóle mu nie wyszło, ponieważ na twarzach aktorów rysowała się ciągle ta sama emocja = brak emocji). Chyba już bardziej rzeczywisty wydal mi się pomysł kelnerki, która chciałaby wyglądać jak Cher, niż to, że kobieta, rzekomo kochająca matka, w mgnieniu oka podejmuje decyzję o zdradzie męża, ponieważ nigdy jeszcze nie bzykała się z innym mężczyzną. No nie wytrzymam. Zrozumiałabym to gdyby główna bohaterka została ukazana jako nieszczęśliwa żona, która ma problemy z emocjami. Ale ta kobieta nie miała chyba żadnych emocji, a związek z mężem został ukazany tak, że wyglądał na szczęśliwy. Poza tym, nie przekonują mnie tłumaczenia innych, że wpadła jak miała 17 lat i poświęciła wszystko dla męża - bo do cholery, jak się ma 17 lat to można zadbać o zabezpieczenie i to nie była tylko wina jej męża, że zaliczyli wpadkę. Nie podobało mi się również to, że gdy nagrywała kasety to chciała aby jej córki szanowały swojego ojca, dbały o niego oraz o siebie wzajemnie i zaakceptowały "nową mamę", więc dlaczego w dniu urodzin swojej mamy szczytem jej możliwości jest rzucenie suchego (znowu pozbawionego emocji) "happy birthday".

    Jeżeli chodzi o filmy o podobnej tematyce, to np. "ps. kocham cię" bardzo mi się spodobał, ale tam reżyser nie chciał na siłę udowodnić, że w rzeczywistości takie rzeczy mają miejsce, tylko (moim zdaniem) chciał przenieść ludzi w świat marzeń, rozmyślań. A w "moje życie..." chciał z uporem maniaka urzeczywistnić tę filmową historię posługując się codziennymi sytuacjami, które, nie wiem kurde, miały mnie rozkleić? Może jakby aktorzy wyrażali jakiekolwiek emocje to coś bym poczuła. A tak, w rezultacie, tylko czekałam, aż Ann umrze i film dobiegnie końca (co właśnie przed chwilą miało miejsce i mi ulżyło, a teraz po wyrażeniu opinii ulżyło mi jeszcze bardziej) :)

    • użytkownik usunięty

      Ja rozumiem jej postawę tak, że jej mąż był jedynym mężczyzna w jej życiu, był dla niej dobry, mieli dzieci , z pozorów byli szczęśliwą rodziną,mimo braku pieniędzy i złych relacji z jej rodzicami. W obliczu śmierci pomyślała o wszystkich, również o sobie i skoro zapragnęła mieć romans z innym mężczyzną, to według mnie uświadomiła sobie że nie kocha męża, mimo tego że tego nie powiedziała. Ciężko jest odejść od kogoś z kim jest dobrze,z kim wszystko się jakoś układa, ale widocznie zabrakło jej tego czegoś, przecież w końcu zakochała się w innym mężczyźnie. A jeżeli zależało by jej tylko na tym, by spróbować tego z inny, to zrobiła by to tylko raz, a ciągła znajomość do końca. Jak dla mnie to bardzo dobry film i nie potępiam głównej bohaterki za to, że brało jej czasu by uświadomić sobie pewne rzeczy.

      • użytkownik usunięty

        Bohaterka w obliczu śmierci pomyślała o wszystkich, również o sobie i skoro zapragnęła mieć romans z innym mężczyzną, to według mnie uświadomiła sobie że nie kocha męża, mimo wszystkiego. Jak dla mnie to bardzo dobry film i nie potępiam głównej bohaterki za to, że brało jej czasu by uświadomić sobie pewne rzeczy.

      • No okej, ale wtedy leżąc w łóżku powiedziała mu, że go kocha, żeby nigdy o tym nie zapomniał, a to było już po zdradzie. Niezłą hipokryzją wieje od niej. Jak zdradza, to niech chociaż zdradzanemu miłości nie wyznaje. No można powiedzieć, że to z jej strony wspaniałomyślne, że nie chciała ranić męża niepotrzebnie, wiedząc, że i tak zdrada się pewnie nie wyda. To dla mnie najbardziej sensowne wytłumaczenie filmu - nie kochała męża, ale nie chciała, żeby cierpiał, bo mimo wszystko miała w miarę dobre serce :P

    • zgadzam sie z opinia majtreja90, ten film to porażka

  • Jak dla mnie, w obliczu śmierci, zdrada jest jedynie lekką fanaberią.
    Przecież wiadomość o tym, że za moment się umrze, jest nieporównywalna z niczym. Absolutnie z niczym.
    Może, gdyby podjęła decyzję, że zacznie się od tej chwili walić z każdym, że porzuca rodzinę i zaczyna żyć te ostatnie miesiące wyłącznie dla siebie, to bym dyskutował. Ale taki drobiazg? Jedno z 10 życzeń? W obliczu śmierci, i to w tak młodym wieku?
    Absolutnie bohaterki nie potępiam.

  • zdrada w porówaniu ze śmiarcią jest niczym. Bohaterka już nie miała szansy, czy czasu by poznać jak smakuje siła miłości.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: