Jestem zmiażdżona

W ciągu całego mojego życia, nie widziałam wielu dramatów. Nie lubię ich. Zazwyczaj, mimo, że
scenariusze pisze samo życie - często tak makabryczne, że aż trudno w to uwierzyć - filmy nie są
realistyczne. Ba, powiem więcej, często są kiczowate, udawane, rażące sztucznością, zero akcji.
Irytują mnie. Poza tym mamy wciąż te same historie, inaczej opakowane, lepiej bądź gorzej
wypromowane, sprzedane... Zawsze wina leży już u podstaw, są to rodzice, którzy nie słyszą
wołań o pomoc dziecka albo najbliższe otoczenie, które jest znieczulone na ludzką krzywdę, brak
akceptacji w społeczeństwie, odrzucenie przez rówieśników, często wykorzystywanie seksualne...
Wszędzie już to każdy z nas widział. Nuda. Nic ciekawego. Same shit. Nie lubimy oglądać takich
filmów, bo nas dołują. Czujemy się potem jak niewdzięczne skurczysyny - "Te, pacz, my
narzekamy, a inni muszą (za przeproszeniem) dupą zarabiać na kromkę chleba".

Ja też na początku nie byłam najlepiej nastawiona do tego filmu. Utarło mi się w głowie, że
dramaty są właśnie nudne, źle nakręcone, to ubożyzna intelektualna, dialogi koślawe i w ogóle
źle to się ogląda, a na koniec człowiek się czuje, jakby go ktoś obrzygał z tego ekranu. Jakoś
niezręcznie.

Ten film jest inny. Wciąga od pierwszych minut, trzyma w napięciu, z każdą sekundą mocniej.
Historia, która została przedstawiona jest okropnie smutna. Pewne elementy, jak zawsze, się
powtarzają, ale W TYM filmie ZUPEŁNIE mi to nie przeszkadza. Postać jaką zagrała Chalize... Ja
do tej pory nie mogę wyjść z podziwu. Chapeau bas! To wręcz niewyobrażalne, jak zmieniła się
do roli. Z pięknej, wymuskanej, szczuplutkiej i delikatnej gwiazdki Hollywood stała się
przysadzistą, masywną, brudną, (lekko) odrażającą prostytutką. Nie poznałam jej! Nigdy chyba
nie widziałam filmu, w którym aktor, po prostu zmieniłby się jak kameleon do danej roli, nigdy. W
dodatku na każdym kroku była całkowicie autentyczna. Bogactwo jej mimiki, gestykulacji,
spojrzenia... Kupuję ją! W stu procentach! Jest MASA sławnych "gwiazdeczek", będących "na
topie", którzy nie są godni, żeby czyścić jej buty. Od bardzo dawna nikt tak dogłębnie mnie nie
poruszył.

To by było w sumie na tyle. Ricci dosyć pozytywnie wypada, ale na tle Theron, moim zdaniem,
dosyć blado i miałko. Znika.
Ukłony w stronę scenarzystów, a także dźwiękowców. Kawałek "Don't stop believin'" pasuje
idealnie jako podsumowanie historii i pewnie zostanie we mnie na długo.

Wszystkim, którzy jeszcze nie oglądali, gorąco polecam. Naprawdę warto. Nawet, tym, którzy nie
są miłośnikami gatunku. Choćby dla naprawdę fenomenalnej Theron.

30

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: