adam05 adam05
ocena: 8

Kino wojenne w najbardziej klasycznym z możliwych wydaniu, gdzie podział na dobrych i złych jest niezwykle klarowny, wręcz czarno-biały (grany przez Holdena oficer to uosobienie wszelkich cnót, podczas gdy wróg to bezosobowa, bezuczuciowa masa), jest tradycyjny dla tego rodzaju kina wątek melodramatyczny, no i oczywiście "koszarowe" życie i humor (tutaj bryluje Mickey Rooney), bardzo przypominające "kawaleryjską" trylogię Johna Forda.
Mimo tego "Mosty Toko-Ri" są dziełem ze wszech miar godnym uwagi i jednak dającym do myślenia. Dedykowany amerykańskiemu lotnictwu morskiemu film jest jednak obrazem o dość pacyfistycznej wymowie. Żołnierskie życie odarte jest tu z romantyzmu, wojna to żadna tam przygoda, ale narażanie życia w każdej misji, w każdym lądowaniu. a heroiczna na pozór śmierć jest prosta, zwyczajna, niemal niezauważona. Zresztą jeden z dowódców wypowiada pod koniec znaczącą kwestię, że "ci ludzie walczą w tej wojnie tylko dlatego, że tu są", nie wierzą więc raczej w jej sens i nie wnikają po czyjej stronie jest słuszność, tylko raczej beznamiętnie spełniają obowiązek wynikający z żołnierskiej przysięgi.
Piękny w sumie jest ten wątek romansowy, głównie za sprawą duetu wybitnych aktorów: uroczej Grace Kelly i tym razem melancholijnego i przeczuwającego śmiertelne niebezpieczeństwo Williama Holdena.
Mało znany, ale warty polecenia film wojenny.

  • oider oider
    ocena: 8

    Zaskakująco mało propagandowy jak na zarzewie zimnej wojny film. Zwracają przy tym uwagę świetne (nie tylko jak na tamte czasy) sekwencje walk powietrznych i realizm odwzorowania życia na lotniskowcu. Zgadzam się z przedmówcą odnośnie pacyfistycznej wymowy obrazu, Mosty Toko-Ri pozbawione są jakiegokolwiek idealizmu. Bohater drugiej wojny, w cywilu stateczny prawnik, zostaje ponownie powołany do służby w Korei, gdzie pomiędzy niebezpiecznymi myślami musi zmierzyć się z myślą, co tak naprawdę tu robi. Ciekawa jest postawa pilota śmigłowca ewakuacyjnego z jego życiowym motto: do oficera można powiedzieć cokolwiek, jeśli na końcu doda się "sir", nastawienie które nie wróży wielu awansów. W pamięci pozostają też słowa admirała, dowódcy grupy bojowej: "wojna nie jest dobrym miejscem do przebywania, prawie zawsze toczona jest w najmniej sprzyjającym miejscu i w najgorszym możliwym czasie".
    Nie będę spoilerował, ale godne uwagi jest zakończenie filmu wierne pierwowzorowi literackiemu, na które podobno nalegał odtwórca głównej roli William Holden. Podkreślę jeszcze raz ujęcia walk powietrznych - zdjęcia są w kolorze i naprawdę rewelacyjne! Mosty Toko-Ri dzielą lata świetlne od patetycznych gniotów pokroju Zielonych Beretów z Johnem Waynem czy infantylnego Top Gun. Aż szkoda że jest tak mało znany, bo zdecydowanie warto go obejrzeć.

    • oider oider
      ocena: 8

      *niebezpiecznymi misjami ;)

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: