Matka Ziemia.


Wyśmienity! Przejmujący i budzący poczucie strachu. Wizjonerski nie jest bo to co jest tam ukazane dzieje sie juz teraz. Bo oczywistym jest, że filmu nie należy odbierać dosłownie, co w przypadku reżysera i jego byciu ateistą ma tu duże znaczenie.
Pokazujący co my - ludzkość robimy z Matką Ziemią. Do czego doprowadza religia (ta fanatyczna), brak szacunku do natury i zawłaszczanie przez ludzi wszelkich terytoriów. Urzeczywistniający nam, że piekło tworzy sobie na ziemi sami.
Film pełen symbolicznych znaczeń i odniesień - jest jedną ogromną metafora.
A zaczyna się 6 dnia biblijnego ( o czym sam reżyser wspominał przy okazji premiery ) . 6-tego dnia było już prawie wszystko, była woda, było powietrze, lasy i piękna natura. Stwórcy było mało i stworzył człowieka. I od tego się wszystko zaczęło... A jak się skończy - nikt nie wie, ale gniew matki Ziemi może być ogromny.
10/10 !

63
  • To strzel sobie w łeb jak tqk Cię to boli. ;)

    • Nie możesz zaistnieć gdzie indziej?

      • Haahaahaa!

        A wracając do tematu, czyli filmu, to ja wiem, że owa "matka natura" to taka przenośnia, metafora znaczy, lecz czymże ona jest jak nie skałą, wodą, jakimś zielskiem i kupą kamieni?! Sam rzeczony stwórca też jest lichy, bo nie dość, że nic nie stworzył, to jeszcze sam został stworzony przez dwunożną małpę, która nie rozumiejąc mechanizmów działających wokoło wymyśliła sobie taki twór, istotę wyższą, którą obarczyła odpowiedzialnością za wzloty i niepowodzenia, jak i cały swój byt.
        Jak więc te urojone stworzenia miałyby być złe czy się mścić?!

        Natomiast jeśli chodzi o człowieka jako istotę rozumną (przynajmniej niektórzy i w pewnym sensie) oraz to co wyrabia z miejscem swojego zamieszkania, to faktycznie większość ludzi bezmyślnie sra we własne gniazda nie zastanawiając się nad konsekwencjami dla przyszłych pokoleń. Łączą się oni w kombinaty pozyskiwania wirtualnego dobra zwanego pieniędzmi i łączeniem go w tzw. kapitał małej grupki przedstawicieli, których jedynym celem i pragnieniem jest posiadanie więcej i więcej wszelkiego dobra, wpływów i władzy, a same koncerny i korporacje przy akompaniamencie oszustów dzierżących tą ułudę posiadania i ich maskarady zwanej bankami zniewalają całe rzesze kolejnych pokoleń tworząc z nich swoje sługi. Taka machina nastawiona na zysk nie może przynieść, ani nic dobrego, ani żyć w symbiozie z resztą organizmów tej planety. Powoduje to niesymetryczny przepływ warunków bytowania dla organizmów żywych, a dla samej "Inteligentnej" kreatury miejsca wyjałowione w kontraście do skupisk dobrobytu. I tak te drugie tworzą osobniki, które zajmują się piętrzeniem makulatury, jak i przekarmione indywidua, które bez pomocy bardziej ruchliwych jednostek same nie są wstanie egzystować. W kontraście do tego są miejsca, gdzie inne osobniki tego zadziwiającego gatunku, na wskutek klimatu i błędów w rządzeniu nie mogąc pozyskać jedzenia umierają w męczarniach. Takie dysproporcje powodują konflikty i starcia siłowe kończące się tylko zmniejszaniem populacji. Lecz i to nie pomaga, gdyż ów gatunek mnoży się niczym pleśń w obecności wilgoci i z każdą dekadą przybywa jego przedstawicieli. Zasoby naturalne się kurczą, a miejsca pod uprawę buraków i cebuli ubywa... Wnioski są jasne: te organizmy już niebawem czeka walka o pożywienie i potrzebne jest drastycznie znaczące zmniejszenie tej populacji!

        Reasumując - dopóki człowiek nie wróci do wigwamów i jaskiń, dopóty nic się nie zmieni, a koniec tych męczarni (naszych i tej ziemi) będzie z roku na rok coraz bliższy...

        • Kompletnie nie a propos filmu ten wywód...Takie "popieprzmy sobie"

          • Właśnie to było jak najbardziej na temat, na temat filmu w kontekście autora pierwszego postu, co zresztą zaznaczyłem na wstępie, a cała ta wypowiedź była rozwinięciem tego co napisał właśnie beachboy_86 i pociągnąłem wątek "matki natury" w kierunku ludzkości i jej ewolucji na tej planecie.

            Jeżeli napisałeś, że "nie a propos", to są tylko trzy możliwości:
            a) nie przeczytałeś zbyt uważnie całej treści
            b) przeczytałeś, ale nic nie zrozumiałeś
            lub
            c) przeczytałeś, ale nie chciałeś zrozumieć, bo się zorientowałeś, że wypowiedź jest nie w smak temu, co sam myślisz o filmie.

            I teraz sobie wybierz wariant...
            Cześć.

            • A skąd pomysł na jakąś "Matkę naturę"? Najwidoczniej powielasz rozumowanie innych, które niekoniecznie jest trafne. Rusz trochę głową i pomyśl kim mogła być rzeczona "matka natura". Nie a propos, bo po cholerę się rozwodzić nad samą ludzkością, jej naturą i zachowaniami. To są rzeczy wręcz oczywiste...Koń jaki jest każdy widzi.

              • Ale jesteś ignorantem, bo nie chcę używać obraźliwych sformułowań, że po prostu głupi! Dużo gadania, mądrości, a tak na dobrą sprawę sam nie wiesz o czym...

                Matka natura to pomysł samego reżysera i powiedział to jasno w kilku wywiadach, między innymi tu:
                http://time.com/4951193/darren-aronofsky-mother-director/
                poinformował mianowicie pytany o postać Lawrence, że:
                " ... The mother of us all. The one who gave us all life. I wanted to tell a movie from Mother Nature’s point of view and talk about her love and her gifts and the way people ultimately cause her pain. ... "
                - w telegraficznym skrócie "mother nature" to właśnie nic innego jak owa matka natura! Reszty dowiedz się sam, jeśli zdołasz i zechcesz.

                Dobra, wyjaśniłem co miałem, nie chce mi się strzępić więcej języka na kogoś, kto nawet nie zadał sobie trudu na zapoznanie się z tematem w jakim zabiera głos. Bywaj, wpisz tu se jakieś mądrości jeśli je masz, ja się zmywam, bez odbioru.

                • W takim razie rozwiń proszę i zdefiniuj pod kątem tegoż filmu, pojecie "matka natura"...Kim, bądź czym jest owa matka? Ok, podpowiem Ci, bo może i ja jestem głupi - zaś Ty najwidoczniej ograniczony.
                  Taki cytat:
                  "Duch Święty pojawia się wedle części komentatorów w Starym Testamencie już w drugim wersecie Księgi Rodzaju: „(...) a Duch Boży unosił się nad wodami”, jednakże należy przyjąć, iż użyte tu pojęcie Ducha Bożego (ruah) należy rozumieć jako wiatr, powiew, powietrze lub tchnienie[a]. Stąd w podanym tekście nie oznacza osoby Ducha Świętego, lecz twórczą moc Bożą. Duch Boży był czynny także w akcie stwórczym człowieka (Rdz 2,7)[2]. W języku hebrajskim występuje w rodzaju żeńskim"

                • Przecież już to zrobiłem i nie rozumiem po co mieszasz do tego żydowską religię i ich boga, natomiast wszystko co mogłem, lub raczej miałem do powiedzenia jest wpisane powyżej. Mam przekleić ten tekst ponownie, tym razem tutaj? Rozumiem jednak, że nie gwarantuje to ani tego, że przeczytasz to, ani że postarasz się zrozumieć, skoro wcześniej nie doleciało.

                  Ale mam propozycję, bo widzę iskierkę dobrej woli z drugiej strony (a może się mylę?) - weź przeczytaj jeszcze raz od góry co pisałem i zastanów się chwilę, a potem wpisz swoje uwagi i wątpliwości i jak będą pytania postaram się odpowiedzieć jak najlepiej, OK?

                • Ja o kozie - Ty o powrozie...Taki cwany gapa z Ciebie. Nie pisz już więcej, bo dalsza dyskusja jest zbędna.

                • W sumie wytknął Ci gościu brak jakiejś tam podstawy, Ty nagle ominąłeś niewygodną wtopę (patrz wywiady dot. matka natura). No, ale fajnie, że film porusza i zmusza do doszukiwania się dna i den :) i chyba o to chodzi.

                • Pytanie tylko czyją "wtopę"?

    • Elokwentna wypowiedź...

  • Idealnie ujęte.

  • Tak jest. To co jest ujęte już się dzieje i ten film poddaje to pod ogromną krytykę. Mocno, szokująco, bez półśrodków - GOOD JOB!

  • Dokładnie. Też jestem pod wrażeniem symboliki tego filmu. Lubię takie "inne" filmy, które pozostawiają człowieka w zadumie na kilka dni, kontrowersyjne, aby wyrobić sobie własne zdanie. Mistrzowska alegoria! Rozczarowany może być tylko ten, kto idzie na ten film oczekując nawiedzonego domu, opętanego dziecka i koszmarnych przeżyć matki :)

  • Natura matura, ten film jest po prostu o ludziach jacy potrafią być, niestety cała brutalność w tym filmie wydaje mi się trochę rzeczywista... ;)

  • Hej, a oznaczenie posta jako SPOJLER ?!?!?!

  • Ogólnie film porusza w skrócie najważniejsze wątki z Pisma Świętego kto nie wyznaję tej wiary bądź nie czytał Biblii, niestety nie ma prawa poczuć piękna tego filmu, choć po komentarzach nie których osób stwierdzam że nawet osoba wierząca może się okazać osobą która tak na prawdę mało wie o swojej wierzę. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że Darren Aronofsky będąc ateistą wręcz wyśmiewa osoby które praktykują tą wiarę, ale nie przeczytali ani razu starego,ba nawet nowego testamentu i świecą potem jeszcze swoją nie wiedzą w komentarzach.Są też osoby którym film nie mógł się spodobać, bo trudno żeby film poruszający coś co jest komuś nie znane, stał się dla tej osoby kinem wybitnym, jeśli pewnie tylko 5 % mógł zinterpretować prawidłowo. Jest to kino wyjątkowe i ciężkie za pierwszym razem do zrozumienia, ale po to są własnie takie fora i jeśli coś nie rozumiem to czytam i wyrażam swoją konstruktywną krytykę, bo ja też fenomenem nie jestem i też za pierwszym razem zrozumiałem w bardzo małym procencie tą produkcję, a oglądałem nie wiedząc nic przed seansem do tego tytuł i gatunek oraz opis to przykład pięknego dzieła bez kropelki spoilerów, oglądasz ten film w błogiej niewiedzy polecam.

    • >>>Ogólnie film porusza w skrócie najważniejsze wątki z Pisma Świętego<<< Tak, ale jak to zawsze bywa pojawia się pytanie czy to nie jest redefinicja ateisty.
      DF tylko bierze na warsztat wątki z Biblii, jak kawał granitu i rzeźbi co mu się podoba; jako ateista tworzy satyra ze sterczącym penisem, którego wystawia na sprzedaż z tabliczką >>OTO JUDEO-CHRZEŚCIJAŃSTWO<<
      Piszesz że DA jako ateista wyśmiewa osoby które praktykują a nie przeczytali. Heh, takie postawy są najłatwiejsze do wykpienia. Ale nie w tym rzecz, on jako ateista generalnie uderza w wiarę. Miałem wrażenie że postać Matki to manifest Niu Ejdżu okraszony jedynie biblijnymi wątkami aby było bardziej poważnie, i mocniej wiało grozą.
      Matka Ziemia, Bardem - Bóg-ON. No i .dziecko na końcu które ginie uuuuff.

  • Matka Ziemia nie jest nam dłużna, kataklizmy, powodzie, trzęsienia. Za to w filmie ukazana jako oaza spokoju i wyrozumiałości oraz pokorności. Film moim zdaniem bardziej nadmuchany, niż być powinien, a tlenu ze sobą niósł mało.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: