Mulholland Drive najlepszym filmem 21 wieku.

Mulholland Drive klasuje się na pierwszym miejscu listy najlepszych filmów wyprodukowanych po roku 2000, według krytyków BBC. Co o tym myślicie?

5
  • Jak dla mnie świetny wybór. MD jest dla mnie ucieleśnieniem wszystkiego co najlepsze w kinie. Klimat, aktorstwo, tajemnica, symbolizm, możliwość rożnego interpretowania, muzyka, zdjęcia. Tu jest po prostu wszystko i to na najwyższym poziomie. Tym bardziej cieszy mnie pierwsza pozycja, bo zdecydowanie nie jest to film dla każdego ale jego wartość artystyczna jest po prostu na niebotycznym poziomie, zwłaszcza porównując do filmów XXI wieku, które w zdecydowane większości są odczuwalnie gorsze pod tym względem niż produkcje z ubiegłego stulecia.

  • I właśnie przez ten ranking zdecydowałem się, żeby go obejrzeć, choć miałem zamiar trzymać się z daleka od twórczości Lyncha (poza Twin Peaks, które spróbuję obejrzeć..). Jednak ten film utwierdził mnie w słuszności mojej tezy i zupełnie nie rozumiem dlaczego ludzie wychwalają ten film pod niebiosa.. Już nawet nie chodzi o pomieszanie z poplątaniem.. Jest to po prostu strasznie nudne. Ale jak to mówią "de gustibus non est disputandum" - stąd jestem wstanie zrozumieć, że komuś to się może podobać. Ale twierdzenie, że jest to najlepszy film XXI jest zupełnym nieporozumieniem.

    • Dlaczego miałeś zamiar trzymać się z daleka od twórczości Lyncha? Co to za teza?

      Wiesz kiedyś też wydawało mi się, że Mulholland Drive może wydawać się nudny. Sama jego powoli "płynąca" oniryczna konstrukcja i niestandardowa narracja narzucają takie właśnie tempo. Ale właśnie to jest między innymi to, co w tym lubię. Muzyka, bezpretensjonalna tajemniczość, te wszystkie małe niuanse i symbole. Trzeba być specyficznym człowiekiem żeby kochać ten film. Prawdę mówiąc nigdy bym się nie spodziewał, że zostanie on najlepszym filem w jakimś rankingu. Zawsze był dla mnie najlepszy, ale myślałem, że mój gust jest dość oryginalny.

      • Ze względu na specyfikę jego twórczości. Nie każdemu to odpowiada - mi jak widać nie odpowiada o czym się właśnie przekonałem. To co właśnie Ty lubisz w jego twórczości, jest dokładnie tym co innych od niej odstręcza. Sam musisz przyznać, że jest to dość osobliwy twórca, skoro przyznałeś, że "trzeba być specyficznym człowiekiem żeby kochać ten film". Podobnie jest zapewne z resztą jego dorobku.

  • Ja myślę, że jakby wyreżyserował go mało znany twórca na tej liście by się nie znalazł, nawet na dole zestawienia...

  • Myślę, że Lynch należy do tych reżyserów, którzy całe życie robią jeden i ten sam film, i w dodatku średnio mu to wychodzi. 10 minut z "Mulholland Drive" i można się pomylić z "Twin Peaks"...

    Do mnie osobiście jego filmy nigdy nie przemawiały. Doceniam jego twórczość, ale oczekuje czegoś innego od kina i nie rozumiem zachwytu i peanów wyśpiewywanych na jego cześć.

    Do obejrzenia omawianego filmu skłonił mnie właśnie ów ranking BBC. Ze 100 pozycji obejrzałem coś koło 60-65, ale dziwnym zrządzeniem losu "Mulholland Drive" jakoś zawsze odkładałem na "innym razem". I co? Rozczarowanie. Reżyser i fani filmu próbują mi wmówić, że moim zadaniem jako widza powinno być kilkukrotne zgłębianie "dzieła" i rozbieranie go na części pierwsze w celu odnajdywanie pokrętnie zbudowanej logiki i symboliki, a jak tego nie rozumiem to jestem albo debilem, albo w najlepszym przypadku nie potrafię docenić prawdziwego kina.

    Praktycznie cała społeczność filmwebu zachwycająca się tym filmem jak mantrę powtarza jedno słowo (w stosunku do całego dorobku reżysera) - symbolika. Będę wdzięczny za wyjaśnienie mi owej wielkiej symboliki filmu. Komentarze w stylu "nie znasz się", "idź oglądaj coś innego" proszę zachować dla siebie, bo świadczą tylko o jednym. Pomijając brak szacunku dla adwersarza świadczą, o tym, że dany widz/fan Lyncha poza wyświechtanymi sloganami sam nie ma pojęcia o co chodzi w jego twórczości (mi to się wydaje osobiście, że Lynch to sam do końca nie wie o co mu chodzi). Także proszę mi wyjaśnić symbolikę tego dzieła.
    I to nie jest tak, że uczepiłem się Lyncha. Ostatnio tak mocno rozczarowałem się filmem "Powiększenie" Antonioniego. Jak później przeczytałem "profesjonalną" (czyt. książkową) recenzję + interpretację tego filmu to ogarnął mnie pusty śmiech. Dopisywanie ideologii na siłę. Postmodernistyczne modne bzdury.

    10 wybitnych filmów, które miały premierę w XXI wieku i nie idą "na łatwiznę"*? Proszę bardzo - "Dogville" Von Triera, "Ona" Jonze'a, "Wstyd" Mcqueena, "Powrót" Zwiagincewa, "Wiosna, lato, jesień, zima i wiosna" Kim Ki-duka, "Bękarty Wojny" Tarantino, "Melancholia" Von Triera, "Miłość" Haneke, "Między słowami" Coppoli, "Synekdocha" Kaufmana... ale na pewno nie "Mulholland Drive".

    Ciekawostka. Jakiś czas temu kinomuzeum.pl przygotowało rankingi najlepszych filmów 120 lecia. Według krytyków, reżyserów, widzów, twórców, etc., "Mulholland Drive" nie znalazł się w żadnym rankingu.

    *Dla mnie pójście na łatwiznę w kinie to jest opowiadanie historii opartych np. na faktach i nie wnoszących nic ciekawego do dyskusji o kondycji człowieka, współczesności, etc.. Taki pierwszy z brzegu "Pianista" czy "Piękny umysł" to filmy, które można ocenić spokojnie na 9/10, ale w jakimś tam stopniu "idą na łatwiznę"...

    • Jak przeczytałem dziś ten tekst to padłem... Fragment z http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=84&a...

      "Akcja filmu przenosi się do świata rzeczywistego. Fakt, iż Diane w tej scenie zaparza kawę, nie jest bez znaczenia. Współczesne zastosowanie kawy w kulturze dnia codziennego nadaje jej wymiar symboliczny, wyraźnie zaznaczony w omawianej scenie: kawa oznacza powrót do realności, oprzytomnienie".

      Serio? I to nie jest interpretacja jakiegoś użytkownika, tylko znanego znawcy kina. Jak tak dalej pójdzie z tą symboliką to dojdziemy do takich absurdów, że scena porannego stawiania klocka w kibelku pretendować będzie w swej wymowie do katharsis. No bo przecież to też jakaś forma oczyszczenia.

    • Hehe, bardzo rozbudowana krytyka. Dzięki za dołączenie się do dyskusji.

      Pierwszy akapit już ujawnia, żę fanem Lyncha nie jesteś - dla mnie Twin Peaks i Mulholland Drive to dwa odległe elementy spektrum. Różnica jest tak wielka, że nie mogę wyobrazić sobie świata w którym mógłbym je ze sobą pomieszać. (zakładając że byłbym w tych światach zaznajomiony z twórczością Lyncha oczywiście : D)

      Wiem, że to już było powtarzane całą masę razy, ale Lyncha się nie rozumuje, Lyncha się czuje (lub nie czuje), ale na pewno nie ma potrzeby by go przetrawić intelektualnie. Aczkolwiek przyznam się, że osobiście starałem się zrozumieć Mulholland Drive i wiele czasu spędziłem na tej stronie: http://www.mulholland-drive.net/home.htm
      którą gorąco polecam.
      Z taką pomocą udało mi się zrozumieć Mulholland Drive ale mam nieodparte wrażenie, że mimo wszystko nie w całości. Zawsze znajdzie się jakiś nawet bardzo drobny element, który burzy całą spójność. Ale najfajniejsze jest to, że jest kilka różnych wyjaśnień i wszystkie znajdują w filmie bardzo mocne potwierdzenia i tak naprawdę nie można mieć totalnej pewności o co chodzi. To właśnie w tym filmie jest piękne, to i to uczucie gdy go oglądasz. Taki senny trans, podróż zmysłów.

      Jednak nie sądzę, Mulholland powinien znajdować się na tej liście w ogóle. To jest zbyt hipsterski film i trzeba mieć po prostu bardzo charakterystyczną mentalność żeby się z nim utożsamić.

      • Dzięki za odpowiedź.
        Porównanie "Twin Peaks" i "Mulholland Drive". Oczywiście, że nie da się tych filmów pomylić. To był taki niefortunny skrót myślowy. Po prostu włączając dany film widać po sekundzie (prowadzenie kamery, scenografia, atmosfera, etc.), że to film Lyncha. Jest bardzo charakterystyczny i dla mnie to minus, bo według mnie nie potrafi albo nie chce wyjść poza pewien schemat. No, ale to rozmowa na inny temat.

    • Dzięki za bardzo fajny ranking (kinomuzeum.pl). Dla mnie jest to najlepsze filmowe zestawienie jakie widziałem, a widziałem tego dużo.

  • Zdaniem autorów strony theyshootpictures.com także. Moim zdaniem są filmy dużo lepsze, chociażby "Władca pierścieni", "Drzewo życia". Dziwne, że żadna część z trylogii Petera Jacksona nawet do 100 się nie załapała, zwłaszcza że w większości rankingów są. Według American Film Institute "Drużyna pierścienia" to 50 najlepszy amerykański film w historii. Brakuje mi również "Rosyjskiej Arki". Mimo wszystko fajnie, że pokusili się o takie zestawienie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: