Oddajcie mi pieniądze ;(

Poszedłem z sentymentu, bo seria z Imhotepem była super. Mumia w jego wykonaniu kroczyła po świecie jak egipski bóg, miała super moce, ciekawe zaklęcia po egipsku, a jednocześnie kapłan zachowywał się jak człowiek. Czuło się ten klimat Starożytnego Egiptu, chciało się posiadać taką księgę umarłych i robić cuda jak Imhotep. Mumia w tamtym wykonaniu nienawidziła, kochała, chciała zemsty i ogólnie była bliska widzom.
To co dzisiaj zobaczyłem to jakaś profanacja.
Mało egipskich symboli, jakieś ślaczki na tatuażach mumii, mało magii (zaklęć), mało ujęć z samą mumią - błagam, pół filmu jest z... dr. Jekyllem (WTF!), czaszki wampirów, jakieś sucha fantazja z Setem...
W ogóle ta mumia wyglądała jak zombie z The Walking Dead. Po odzyskaniu ciała powinna wyglądać jak człowiek, a nie ścierwo w bandażach. Gdzie dumna Egipcjanka w skąpych ciuchach? Taki był Imhotep, biła od niego siła.
Dodali mumii łzawe oczka i tyle, a na koniec zginęła w żałosny sposób.

Kurde... byłem w tym roku na wielu filmach i ten był najgorszy ;/

15
  • Mam podobne odczucia. Słaby klimat , nieporównywalny do tego z Mumii (1999). Charakteryzacja Mumii pozostawia wiele do życzenia. Śmierć potwora negatywnie mnie zaskoczyła....Szkoda bo starałem się nie kierować ogólnymi opiniami na temat filmu , a jednak się poniekąd zawiodłem.

  • Księżniczka Ahmanet jest całkowicie inna, nie ma sensu porównywać jej do kapłana Imhotepa. Taka miała być.
    Warto zwrócić uwagę na sposób kreacji tych postaci. Historia Imhotepa czy Kharisa wiązała się z do bólu ogranym i wyeksploatowanym motywem nieszczęśliwej miłości. Ahmanet z kolei była ucieleśnieniem zła. Pałającą żądzą krwi i władzy. Mściwa, arogancka i bezlitosna. Kreacja aktorska Sofii nadała jej też nieco egzotyki i erotyzmu.
    Sama charakteryzacja była znakomita. Zdecydowanie bardziej podobała mi się nadgniła pół-bogini, niż Arnold Vosloo świecący golą klatą, niczym Rambo. Ahmanet bliżej było do tych Hammerowskich mumii, ale nie wyglądała tak kiczowato jak owinięty bandażami Christopher Lee w tamtych filmach.
    Zabiło ją to, co miało być jej sprzymierzeńcem, w myśl maksymy "Przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej". Spotkał ją taki sam los, jaki sama zgotowała swoim ofiarom - wysysanie energii życiowej przez jej 'wybranego', obdarzonego mocami Seta.
    Imhotep został w bajkowy sposób pozbawiony mocy, następnie zwyczajnie nadział się na miecz.
    Owszem, doktora Jekylla jest zdecydowanie za dużo, ale nie zgodzę się że za mało mumii w "Mumii". Tak tylko przypomnę, że uwielbiany Darth Vader, na 2 godziny oryginalnych Gwiezdnych Wojen ma dla siebie raptem kilka minut. Nadmierna ekspozycja antagonisty, odziera z otaczającej go aury tajemnicy.

    • Zrobili z Horroru najpierw przygodówke w 1999 r. a potem komedie w 2017 - szkoda słów

      • Komedię i przygodówkę zrobili już w 1940, przy okazji "Ręki Mumii" (pierwszego powiedzmy 'rebootu' ale trochę inna historia) gdzie pierwsze 30 minut jest bezsensowną komedyjką. "Mumia" z 1932 była w założeniu horrorem ale też miała elementy komediowe, na przykład, zaraz jak Imhotep się budzi i wychodzi a pilnujący jej archeolog, pytany przez resztę co się stało z mumią stwierdza że 'wyszedł na mały spacerek' ('he went for a little walk') obłąkańczo się śmiejąc przy tym.

        W przygodówce z 1999 już w ogóle poszli po całości, nie skąpiąc humoru przy każdej okazji.

        Teraz, owszem jest za dużo komedii (ten widmo-przyjaciel w stylu "Amerykańskiego Wilkołaka w Londynie", czy inne słabe teksty lub slapstickowe momenty) ale ma zdecydowanie więcej elementów grozy. Przykładowo sceny przy ruinach kościoła, pościgu w lesie czy finału w katakumbach. Dodatkowym aspektem jest 'horror psychologiczny' ukazujący pogłębiające się szaleństwo Nicka. Nie ma on pojęcia co jest fikcją (szczury w alejce, wizje, retrospekcje) a co prawdziwe. Nie ma też pojęcia jak znalazł się w określonych miejscach, a także dlaczego jego próby ucieczki przed Ahmanet kończą się niepowodzeniem. Dokładnie tak samo jak Helen, która nie wiedziała co tak ją ciągnęło do Imhotepa w oryginale z Borisem Karloffem.
        Na tle jakiś 15 mumii, począwszy od tej z 1932, przez te z lat 40tych i 60tych i 90tych, ta nie wypada wcale tak źle. Nie jest idealnie, i jak każda poprzednia "Mumia", tak i ta ma wady ale wprowadza odrobinę inne podejście do tematu. Jeśli przymkniemy oko na ten nędzny humor czy parę innych baboli (dr Jekyll/Hyde, Prodigium i zombie), to jest całkiem niezły remake oryginału z zaskakującym twistem. Dodatkowo, w dobie przesytu CGI, jest też istną ucztą dla oka, serwując old-schoolowe dekoracje, scenografie i efekty specjalne.

  • Nikt ci nic nie odda.

  • Nie rozumiem takich widzów jak ty. idziesz do kina na film, który z racji swojego gatunku jest nierzeczywisty. Zamiast porównywać go do innych filmów o mumii, weź se popcorn i oglądnij jeszcze raz. Udzielasz się i chcesz porównywać? Za mało mumii w Mumii? No i ten tekst o bandażach... pewnie zaraz po wyssaniu paru ludzi mogła udać się na zakupy do victoria's secret. Wtedy pewnie byłbyś zadowolony z jej ubioru. Masakra. No i ten tekst "ślaczki". Może zamiast do kina udaj się na nauki języka.

  • Przyznam rację. Wizualnie bardzo ładny film i tyle. Tylko efekty fajne, a sama fabuła - szkoda sobie przypominać. Dla efektów dałam 5 i maże raz się uśmiechnęłam- tylko raz i to delikatnie. A resztę filmu siedziałam z kamienną twarzą. Zero klimatu, zero zaskoczenia, nudziłam się już na scenach z zombiakami (czy to miały być mumie?) Jakoś Tom Cruise mnie nie przekonał, taki bez wyrazu, nawet silił się na bycie fajnym, ale mnie nie przekonał. Można iść na film i obejrzeć, czemu nie? Choć raczej tylko po to, by móc powiedzieć, że się było w kinie.

  • Napisałeś to fajnie ale sądzę że mogę podsumować to w jednym zdaniu. W tym filmie zupełnie nie ma klimatu.

  • Zawiodłem się na filmie. Zwiastun zapowiada spoko film a wyszła kupa. O ile klimat jakoś się trzymał choć dość nierówno to moment, kiedy na scenie pojawia się aktor spalonego teatru tj Russel Crowe psuje wszystko. Do uniwersum mumii dodali jeckylla i Hyde'a ± jakieś potwory w sloikach i zaczął się robić dramat. Jeszcze chociaż gdyby Hyde wygladal jakoś strasznie, był napakowany jak bane czy coś w tym stylu. A widzimy tu dziadka, który dostaje zawału i choruje na nadciśnienie. Parodia. Zero w nim siły, wigoru, taka po pierwsze dolka. Do tego słaba końcówka, w zasadzie brak wybitnego last standard (zabrakło pomysłu i kasy) a sam bohater zmienił się w Boga (setha) który jest lekko mówiąc nijaki. Kicha straszna. Film cienki jak polsilver.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: