Ktoś twierdził że "Requiem for a dream" było lepsze???

Otóż nic podobnego. Requiem dla snu było zmyśloną historyjką podrasowaną dobrą techniką kręcenia scen i przejmującą muzyką w celu przestrogi przed braniem narkotyków i ukazania niektórych życiowych tendencji w środowisku USA. Aby owa przestroga nabrała bardziej dosadnego charakteru wyraźnie naciągnięto tam wiele scen, podobnie jak i cały scenariusz. Oglądając to w sposób niewnikliwy rzeczywiście można uznać że film był doskonały. Jednakże po dłuższym przeanalizowaniu, wychodzi stamtąd wiele naciągnięć i przejaskrawień. Tymczasem "Dzieci z dworca Zoo" nie są może aż tak wyraziste ale za to są autentyczne. Historia ta wydarzyła się naprawdę a sposób w jaki film został nakręcony nie posiada tzw. sztucznych wspomagaczy dzięki czemu stanowi znacznie bardziej ambitną lekturę dla potencjalnego widza. Dużo częściej mamy okazję pozwolić sobie tu na pewien subiektywizm i własny sposób odbioru aniżeli w "Requiem dla snu" gdzie reżyser serwuje nam wszystko na przysłowiowej złotej tacy. Uważam więc że choć technika kręcenia filmów poszła w górę to w kwestii filmu o tematyce "Ku przestrodze - narkotyki itp.", "Dzieci z dworca" pozostaną niedoścignionym klasykiem.

9
  • Chłopie,co Ty pier...olisz!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!Co naciągnięte?Co Ty możesz o tym wiedzieć?Ćpałeś kiedyś?Ale mnie to wkur...ia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!Próbujesz być mądry,wiedzieć tak wiele,a ch...ja wiesz o tym!Powiedz mi,które to sceny tam naciągnięto?Nie bronie tego filmu,tylko chce wykluczyć Twoja i tak małą wiedze.Po co sie za to bierzesz,jesli nic nie wiesz?

    • Nie uważam się za ćpuna, ale mam wystarczające doświadczenie by wiedzieć że żaden szanujący się narkoman nie ładuje sobie szprycy w jedno i to samo miejsce, tymbardziej jeżeli wdało się ono w zakażenie - to po pierwsze. Po drugie, sceny z doktorem który łaził z nosem w papierach i ani raz nie spojrzał na Sarę zbyt jaskrawie ukazywały jak mało go obchodzi dobro pacjenta. Podobnie scena z innym doktorem do którego trafił Harry z zapaleniem żyły - nie sądzę by w takim stanie nie udzielono mu w pierwszej kolejności pomocy, a dopiero potem wsadzono do ciupy - to było klasyczne podrasowanie dramatu sytuacji. Scena z kowbojem w supermarkecie który nagle puszcza w powietrze grad ołowiu - lekka abstrakcja. No i cała zbiorowa agonia pod sam koniec zsynchronizowana jak w szwajcarskim zegarku zapowiadająca stu procentowo przewidywalny unhappy end. Powiedzmy że to tyle. Mało???

      • ;-) brawo zgadzam sie! w niedlugim czsie zostane prawdopodomnie przekleta, zwyzywana i moja inteligencja zostanie umniejszona przez "kinomaniaków" ale smutne jest to że na forum filmwebu ( nie mówie w tym momencie tylko o tym temacie) niemozna wyrażić swojego zdania (odmiennego od ogółu) ja sie zgadzam w zupełności Requiem było kolejna amerykańską produkcją dodam że całkiem przyzwoita ale nie nazwała bym jej mianem filmu wszechczasów natomiast my dzieci z dworca zoo podobał mi się niesamowicie zarówno ksiażka jak i film mimo iz wszyscy "wielcy znawcy" maja do niego zastrzeżenia od strony technicznej, dla mnie jest genialny ma niesamowity klimat i do tego Davida Bowiego :D:D:D Requiem ogladnelam raz..i wystarczy natomiast "my dzieci z dworca zoo" oglądnełam trzy razy i mam ochote oglądnac go dzis jeszcze raz:)

        • Masz rację scena z Davidem Bovie była niesamowita. Oglądając ją modliłem się aby owy David Bowie (postać niemalże ze świata niedoścignionego - bądź innymi słowy z wyższej półki) zrobił cokolwiek - dotknął jej, podał rękę - lecz nie zrobił nic. Wszystko dlatego że życie było teatrem w którym rolą Davida Bowie było śpiewać zaś jej rolą - patrzeć.
          I nigdzie tak wyraźnie jak tu ukazane są ideały którymi kupczymy tylko po to by nabyć bilet do wszechświata. Owy David Bowie - niegdyś niezwyciężony autorytet - po pewnym czasie jedynie przedmiot handlu by po raz kolejny posiąść przepustkę do szczęścia...
          Najlepsze jest to że chyba domyślam się co myśłała Christine patrząc na Davida Bowiego gdy pierwszy raz wzięła...
          Wszystko straciło wartość, a skoro nie ma wartości to dlaczego mam się nim zachwycać - i to prawdziwy dramat owej historii...

        • Requiem dla snu jest niczym bajka w porównaniu do My dzieci z dworca Zoo. Wystarczy samo to jak w Requiem zostało przedstawione branie narkotyków. Te fragmenty gdzie narkotyk rozchodzi się w żyłach. Historia może i ciekawa, ale wykonanie wszystkiego mało realistyczne. Za to w My dzieci... możemy dokładnie zobaczyć jak to wszystko wygląda. I właściwie macie racje historii nie ma co porównywać bo to co było w My dzieci.... zdarzyło się naprawdę, więc komentarze, że fabuła była momentami żałosna są nie zbyt na miejscu.

    • Borowiku jeśli już masz przeklinacie to rób to jak należy, i niepisz jak miłośniczka "brawo girl" pier...olisz tylko pierdolisz, wkurwia, chuja. Twój sposób zapisu wcale nie sprawi, że ludzie odbiorca Cię jako osobę bardziej kulturalną. Poza tym widze, że pewnie byłeś wiele lat w szponach nałogu. Wyszłeś i wiesz jak to naprawdę wygląda. I coś możesz powiedzieć na ten temat. Inni już nie mogą, bo tylko ty to wiesz.

  • Eh, żeby nie być nieuprzejmym, ale rzeczywiście twórca tematu pierdoli głupoty. Co najistotniejsze - nie ma porówniania "My, dzieci z dworca Zoo" z "Requiem for a dream"; pierwszy jest para-ćpuńskim dramatem, drugi filmem o ćpaniu po prostu. "Dzieci..." to obyczaj jednak, opowieść, nie zaprzecze , że niezła, ale nic specjalnego. Być może główny przekaz do mnie nie trafił, bo swoje piekła przeżyłem, pewnie jeszcze niejedno przeżyje i takie pierdoły mnie nie ruszają. Sama historia wydawała mi się momentami żałosna (takie kids shouldn't play with some mature things), choć w jakimś względzie to jest jej siła. Tyle że przez to na pierwszy plan nie wychodzi nam ćpanie, ile tragedia bohaterów etc. I szczerze, z doświadczenia, które niestety mam aż za duże, powiem, że to "Dzieci..." są przerysowane, choć nie powiedziem nieprawdziwe.
    A "Requiem..."... jeśli chodzi o fabułę, to nie zaprzecze, jest płytki i prosty; nie po to jednak siegam do takich filmów. Fabuły i historie mają inne filmy, ambitne i trudne. Tutaj tego nie oczekuje. Samo ćpanie w "Requiem'ie..." jest w sumie (może troche a'la USA podkolorowane) prawdziwe. W duże mierze dzięki dobrej technice kręcenia, która jest jego wielką zaletą. Kto doznał w życiu takich rzeczy jak halucynacje, flashbacki, fazy ogółem, zrozumie. Inny sposób myślenia, inne postrzeganie świata, rzeczywistości dookoła - i wiele, wiele innych - to rzeczy których nikt nieprzećpany nie zrozumie. A to też niedobrze, swoją drogą, bo przecież do takich ludzi właśnie film kierowany być powinien. Tak profilaktycznie, bo i tak nikt się filmem przy życiowych decyzjach nie będzie kierował. Ale co poradzić... :]
    Tak na koniec tylko powiem, że klasyk czy nie klasyk, ćpanie wolę pozostawić mojej biednej głowie, a w filmach już tego nie oglądać. Starczy tego dobrego :]

    • Nie wiem co Ci się nie podoba w mojej opini. Chodziło mi o to że "Dzieci" to mimo wszystko dość ambitna lektura ukazana okiem widzącym z zewnątrz. Przez to, cokolwiek owi bohaterowie mieli w swoich głowach w chwilach odlotu stanowi sferę której możemy się conajwyżej domyślać - i to mi się podoba. Z kolei Requiem było typowym videoclipem dla młodzieży zakorzenionej w popkulturze (w dodatku nierealnym). W słowie "nierealnym" - nie chodzi mi o to co widzi się po prochach tylko o to jak przedstawiona była tam rzeczywistość. Tak w ogóle to chciałem zauważyć że rozmawiamy tu o filmie i jego wartości a nie o tym kto i ile w swoim życiu przećpał. Na tej zasadzie mogę powiedzieć że nie masz prawa wypowiadać się o "Łowcy Jeleni" skoro nigdy nie byłeś na wojnie. A jeżeli chodzi o samo ukazanie stanu "on the run" to wiedz że pewne doświadczenia również i mi nie są obce i stwierdzam że było już pare filmów na których owe "odmienne postrzeganie świata" zostało przedstawione w dużo lepszy sposób.

      • Film mi sie bardzo podobal. Nie chce sie dlugo wypowiadac wiec powiem tylko tyle, ze inne czasy byly wtedy, inne sa teraz. Moze i teraz cpa sie inaczej, jest czysto, igielki prosto z papierka i w ogole a dragi mozna kupic bez wiekszych problemow. Ale przeciez kiedys bylo inaczej. U nas w Polsce widzialem (Katowice, Warszawa, Gdansk) czesto cpunow na dworcach PKP. I wygladaja bardzo nieciekawie. Uwazam wiec ze pod tym wzgledem film nie jest przejaskrawiony. Druga rzecz to to, ze za film nie bral sie George Lucas albo Stallone ale ludzie, ktorzy sie znaja na tym co chca nakrecic. Zaloze sie ze konsultowano film z wieloma osobami "po przejsciach". To tyle.

        • zdecydowanie Dzieci z Dworca są lepsze. Tym bardziej, iż działo się to na prawdę.

          • Dla mnie "My, dzieci... są o wiele lepsze, Requiem jest filmem dobrym , ale strasznie, hym, melodramatycznym. Niektóre sceny są wręcz śmieszne w swoim tragiżmie - Harry wkłuwa się AKURAT w gnijącą rekę, pdoczas gdy ma jeszczre nie naruszone kanały w całym ciele.. A Christine jasno stwierdziła, że heroiniści wkłuwają się w każdy wolny skrawek skóry, stopy, przedramię,... I rzadko w to samo miejsce, poniewż z czasem tworzą się zrosty.
            Poza tym " My, dzieci" to książka oparta na rzeczywisych wydarzeniach, z żywymi LUDŻMi, zamiast postaci z papieru i atramentu. A Requeim to czysta fantazja.

            • Książkę przeczytałam tak dużo razy, że potrafię niektóre fragmenty cytować. Myślę, że tylko dlatego sięgnęłam po film, bo podobała mi się książka.
              Jednak film mnie zachwycił, swoją autentycznością, a muzyka Davida Bowie jest niedopisania...
              Według mnie on zachęca do ćpania. Wiem, zdziwicie się, ale mnie książka zachęciła, film też.
              Pozdrawiam fanów;D

            • Tak, a ponadto teza "Requiem dla snu" jest co najmniej dyskusyjna: wszyscy ćpamy, tylko różne rzeczy. Typowa pijacko-ćpuńska gadka-szmatka. Ten sam motyw był w wywiadzie z już dorosłą (przynajmniej wiekiem) Christianą. Pamiętam też jednego durnia, który tłumaczył mi, że jeśli on dla poprawienia sobie nastroju wlewa w siebie piwo za piwem, a ja "w tym samym celu" słucham reggae, to nie ma między nami różnicy. Wybacz...
              Owszem, ludzie robią regularnie różne rzeczy, które potrzebują robić. Ale chyba jest różnica między kimś, kto opróżnia kolejną butelkę whisky (lub ładuje sobie kolejną działkę), a kimś, kto nagrywa kolejną doskonałą płytę (ewentualnie zdobywa kolejny ośmiotysięcznik)?

  • Nie będę tutaj dyskutowała, z ludźmi, którzy na pewno lepiej znają się na kinie niż ja. Po prostu chciałam napisać, że mam 16 lat i bardziej dotarł do mniej Requiem (pomijając oczywiście książkę "My, dzieci...", bo ona przebiła oba te dzieła), a o to chyba chodzi.
    Nie będę się z nikim kłóciła, co jest bardziej realne, a co nie, bo nigdy nic nie brałam i wierzę, że tak pozostanie, ale bardziej przestraszyłam się narkotyków po Requiemie. Pewnie jest to wywołane tym całym melodramatyzmem, ale również tym, że wiedziałam więcej tego, co z człowiekiem się dzieje kiedy się czymś naćpa. Podczas oglądania drugiej produkcji wiedziałam tylko tyle, że człowiek jest nieobecny, porusza się chwiejnie i wygląda jak ja, gdy miałam 40 stopni gorączki. Nie poczułam tego.
    Do tego historia Christiane wydaje mi się w filmie niedokończona. Tutaj uwaga spoiler: Kolejność wydarzeń w filmie tj śmierć Babsi-> złoty strzał-> wyjazd wydaje mi się za bardzo okrojona.

    Za to "Dzieci" przewyższyły Requiem o wiele jeżeli chodzi o klimat dworców, dyskotek, ulic tamtych lat. To w tym filmie akurat było bezbłędne ; )

    • Hipisy i ćpuny dla lwów

    • Masz 16 lat? Bo stylu wypowiedzi dałabym ci o wiele mniej, no ale nieważne. Może faktycznie chodzi o doświadczenie. Człowiek, który brał lub bierze, nie musi mieć wszystkiego podanego na tacy, bo sam potrafi wczuć się w sytuacje bohatera, dopowiedzieć sobie co on teraz widzi, co on teraz czuje. Oczywiście to tylko teoria, ale sądzę, że osoba bez doświadczeń z narkotykami lub mająca zerowe pojęcie o ich skutkach i działaniu nie wczuje się w "My, dzieci z dworca zoo", bo nie będzie potrafiła.

      • Chyba chodzi tu o coś innego. "Requiem dla snu" może się bardziej podobać nastolatkom, bo jest - jak ktoś tutaj słusznie zauważył - nakręcony w konwencji wideoklipu, do której są przyzwyczajeni. Jest efektowny, by nie powiedzieć: efekciarski. "Dzieci z dworca ZOO" są natomiast utrzymane w surowej, oszczędnej stylistyce i kogoś nastawionego na ciągłe "fajerwerki" może to rzeczywiście nudzić.
        Reżyser "Dzieci" wyraźnie nie chciał pokazywać, jak narkotyki działają. On zrobił film raczej o tym, co narkotyki na dłuższą metę robią z człowiekiem i z jego życiem.

  • pewnie, że requiem było naciągane i to jak cholera

    • I właśnie takie miało być. Requiem Mozarta też jest patetyczne - taka konwencja. Aronofsky nie nakręcił dokumentu o ćpaniu, ale film fabularny. Zarzut braku autentyzmu jest dziecinny, "bo nie było tak jak u mnie - ja ćpałem w inne żyły". No, no - Transformersy też nie zachowują się jak normalne auta, lepszy dokument o FSO w Warszawie, tak?

      • Cooo? Requiem Mozarta w to mieszasz? No chyba sobie, k*rwa, żartujesz :/ Ręce mi opadły, że nawet nie chce mi się z Tobą dyskutować; jednakowoż z tego co wiem, Aronofsky też nie miał w zamiarze nakręcać filmu sci-fi. A ćpa się w różne żyły, ale w taką zgniliznę to już naprawdę nikt nie pakuje. Mozna się kłuć setki razy w jedną żyłe, jak jest fajna, ale bez przesady. Poza tym piszę - w żyłę - nie w jedno miejsce.

  • Requiem dla Snu bylo duzo lepsze niz ten film.

  • Przypomniałam sobie właśnie jak czytałam książkę mając jakieś 12-13 lat i pamiętam, że bardzo mnie poruszyła. Jakieś 2 lata później obejrzałam film. Zaskoczyło mnie mnie to, że wszystkie sceny, które wyobrażałam sobie czytając poszczególne fragmenty miały swoje dokładne odzwierciedlenie w filmie.

  • "żaden szanujący się narkoman" - przepraszam, ale rozwaliło mnie to zdanie XD To coś ala szanująca się prostytutka ?

    Nie rozumiem po co porównywać te dwa filmy do siebie skoro są skrajnie różne. Głupota. No chyba, że ktoś nie widział więcej produkcji o tej tematyce i myśli, że są jedyne w swoim rodzaju. Jest mnóstwo filmów traktujących stricte o powolnym staczaniu się uzależnionych. Już bliżej Dzieciom do np. Panic in Needle Park (ramy czasowe i surowy klimat). Trzeba brać pod uwagę wszystkie elementy, które miały wpływ na konwencję - kraj produkcji, lata w których powstały więc porównywanie filmu z lat 80 do takiego z początku naszego milenium jest absurdalne.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: