nieudany flirt teatru z kinem

Oto prosty pomysł: spotkanie trzech par staje się pretekstem do dyskusji na temat związków partnerskich, co sprawia, że ludzie są ze sobą, co sprawia, że przestają być ze sobą, co jest ważniejsze pieniądze czy miłość. Mógł być z tego nawet całkiem ciekawy film, niestety taki nie powstał. Reżyserce nie udało się odciąć od teatralnego pierwowzoru. Powstał więc film, w którym bohaterowie nic tylko gadają i gadają wygłaszają monologi i uwagi, które dobre są na deskach teatru, w kinie jednak brzmią co najmniej fałszywie. Gdyby tylko to było błędem, to wszystko byłoby w porządku. Nie raz już oglądałem filmy, którym nie udało się uciec od tekstu teatralnego. Podstawowym mankamentem "Nagich" jest jednak koszmarna muzyka. Kiedy bohaterowie przemawiają do siebie w tle rozlega się irytująca muzyczka bez składu i ładu odnosząca się do wypowiadanych kwestii. Cisza znacznie lepiej przysłużyłaby się tej produkcji. Tak zaś nad wszystkim ciążą te denerwujące nutki i niestety zepsuły mi całą radość z oglądania filmu.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: