torne torne
ocena: 7

"No se lo digas a nadie" to interesujący obraz homoseksualizmu w kraju tak bardzo przesyconym kulturą macho i katolicką dewocją jak Peru. Jak w takich warunkach radzą sobie geje? W sposób bardzo prosty. Pielęgnują jedną z najważniejszych tradycji kultury macho: zdradzanie swoich żon. Podwójne życie (przynajmniej w tym filmie) wydaje się wpisane w życie mężczyzn Ameryki Łacińskiej. Dla gejów jest to jedyna szansa na normalne życie, za dnia przykładny mąż, w nocy zaś zamiast na kobiety idzie do swojego kochanka. Wszystkie inne drogi wydają się być zamknięte. Dla głównego bohatera tego filmu Joaquina, to jednak za mało. Młody i naiwny najbardziej pragnąłby stać się "normalny". Zwiąże się nawet z dziewczyną. Jednak oszukiwanie jej i siebie wydaje mu się czymś nienaturalnym. Kiedy spotyka na swej drodze przystojnego chłopaka, pragnie z nim życia otwartego i zwyczajnego. Jego egoizm i niepraktyczny idealizm zburzy kilka związków, a jemu w niczym nie pomoże. Film Lombardiego nie jest zbyt optymistyczny jeśli chodzi o szanse powodzenia w życiu normalnym i zwyczajnym przy otwartym deklarowaniu homoseksualizmu. Choć reżyser zatrzymuje się przed wyciągnięciem ostatecznej konkluzji, wydaje się sugerować, że Joaquin przegrywa batalię z konwenansami.
Film "No se lo digas a nadie", jak napisałem, jest interesującym obrazem homoseksualizmu w kraju macho. Głównie dlatego, że Ameryka Łacińska jest dość daleko i jest regionem dość egzotycznym, choć w wielu kwestiach podobnym do naszej Polski. Jako opowieść o dorastającym chłopaku odkrywającym swoją orientację i próbującym sobie z tym jakoś poradzić, film Lombardiego nie proponuje nic nowego. Mamy tutaj pełen komplet standardowych wydarzeń. Opowiedzianych lekko, ale bez większego polotu.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: