Dzieło sztuki...

w tym filmie każde ujęcie jest przemyślane a każdy gest wysmakowany. Obawiam się, że nie zobaczę już w przyszłości lepszego filmu...

18
  • to obejrzyj Valmonta Milosa Formana dużo lepsza wersja tej samej opowieści i aktorsko lepszy.

    • Oglądałem i chyba też coś tam pisałem. Valmont jest bardziej utrzymany w atmosferze książki - jest utrzymany w takiej trochę, zawadiacko-komediowej konwencji. Niestety nie zrobił on na mnie takiego wrażenia mimo, że też bardzo mi się podobał. Aktorsko wg mnie nie ma porównania - na korzyść Niebezpiecznych związków, rzecz jasna. Glen Close to paramount aktorstwa, Malkovich i Pfeiffer też świetnie...

      • błagam nigdy się z tym nie zgodzę. Może i dobrze grają poza pffeifer ale są tak niedopasowani, że te aktorskie pląsy tylko uśmiech politowania wywołują. malkovich i Close jako uwodziciele? idiotyczny pomysł ani trochę nie przekonuje to mimo, że grają bardzo dobrze. W Valmoncie właśnie są przekonywujący. Nie ma porównania frears to niezły reżyser ale do Formana to mu brakuje. Wszystko jest pompatyczne, i w zasadzie nieumotywowane emocji tyle co nic. Wgl nie widać w filmie, że malkovich kochał tamtą a firth zagrał tak, że było widać. Wgl nie widać w niebezpiecznych związkach interakcji między aktorami no tylko u malkovicha i close. Nie widać wgl dlaczego te laski na niego lecą w pfeifer to wręcz już wgl nie wiadomo czemu nie mówi mu weź się odwal frajerze. Właśnie dlatego Valmont jest dużo lepszy bo tam wszystko ma sens a którzy grają tak, że wierzę w to co widzę. Jedyne co mają naprawdę dobre niebezpieczne związki to zdjęcia i muzykę. Tu jest ten sam problem co w turyście z deppem żaden z niego amant nawet jak dobrze gra.

        • Już starożytni dostrzegli, że gusta ludzkie są niedyskutowalne - i dobrze bo świat byłby nudny gdyby każdy mówił to samo. Szanuję twoją opinię, ale mam kompletnie inne zdanie na ten temat. Po prostu jedni lubią wszystko mieć wytłumaczone i ukazane a inni wolą gest i niedopowiedzenie.
          NIe ma tam żadnych "aktorskich pląsów" tylko perfekcyjna gra połączona ze świetną pracą kamery i doskonałym oświetleniem. Niemierzalną jest też odległość jaka dzieli jednego reżysera od drugiego.
          Firth, przyrównując do Malkovicha przypominał fircyka wobec śmiertelnie groźnej pantery - nie piszę o grze aktorskiej tylko o wizji reżyserskiej dotyczącej tej postaci. Podobnie jak kompletnie nieprzekonująca Benning (z przylepionym przez cały film, niemądrym uśmiechem) ma się nijak do jadowitej Close. Z tego co pamiętam duże wrazenie u Formana zrobiła na mnie mała Cecile, lepiej pasowała do roli niż, nie wyglądająca zbyt dziewiczo - Uma Thurman.
          Emocji jest z pewnością więcej niż w Valmoncie i są widoczne interakcje ale to naprawdę kwestia spojrzenia na film.
          Generalnie wydaje mi się że te filmy ze względu na różnicę konwencji te filmy są nieporównywalne, i nie ma sensu się spierać. Valmont to świetny film i lubię do niego wracać, ale NZ to dzieło... Rzekłem;)

          • to po co wgl istnieje filmweb skoro o gustach się nie dyskutuje. Wszystko co piszesz to banały powtarzane w nieskończoność. Film jest dobry ale nie aż tak. Potwierdzam, że Malkovich i Close dobrze grają no i co z tego skoro są tak niedopasowani, że już bardziej chyba nie można. Po prostu jest to nieprzekonywujące. Przede wszystkim nawet przez chwile nie da się ich postrzegać jako wielkich kochanków i uwodzicieli. Ja tam wielkich niedopowiedzeń nie widzę jak już na samym początku Malkovich całuje Close po dekolcie (de facto jedna z najciekawszych scen w filmie). To czy jakieś emocje z filmu do Cb trafiają to już kwestia indywidualna ale jak dla mnie to lepiej było widac, że valmont kochał obie w ujęciu Firtha. Tak czy inaczej nie zgodzę się nigdy na to, że ktoś mówi na wszystko to kwestia gustu. Coś jest często dobre albo nie a to, że komuś się podoba to inna rzecz. Jak ktoś uważa np , że sandra bulloc potrafi grać to sory nie ma gustu. Upodobanie to upodobanie a nie obiektywnie dobrze zrobione. Po to są serduszka. A malkovich jak zwykle nie potrafi się na tyle zmienić, żeby nie było w jego postaci trochę niego samego dlatego nigdy nie uznam jego ról za perfekcyjne. Nie uważam też, że to bardzo źle ale nie perfekcyjnie, wielu wybitnych tak grało np Bogart.

            • Widzisz kolego - dyskusja ma wtedy sens, kiedy jeden z dyskutantów jest w stanie przekonać drugiego. dlatego to co napisałem nie jest żadnym banałem.
              Przyjmuję fakt, że Valmont przemawia do ciebie bardziej, że (porównawczo) przekonuje cię gra aktorska jego obsady. Zupełnie się z tym jednak nie zgadzam. NZ są dyskretne, to czego nie dostrzegasz ja dostrzegam - w niedopowiedzeniach, postacie są chłodne, ale uczucia eksplodują kiedy jest to konieczne. Valmont jest grany na tą samą melodię przez cały czas i prostszy w przekazie.
              Doszukujesz się na siłę ukazania uczuć pomiędzy Malkovichem a Close - a to intryga jest osią filmu Frearsa, Dopiero eksplozja Close po śmierci ujawnia jej stosunek do wicehrabiego. Moim zdaniem to genialne posunięcie.
              Zgadzam się - coś jest dobre albo nie ... NIebezpieczne Związki są filmem uznawanym za bardzo dobry i ja się pod tym podpisuję. A jeśli chodzi o aktora to ja nie znam takiego, który nie przemyca siebie do roli którą gra... Bogart jest właśnie tego najlepszym przykładem.
              Kończę naszą dyskusję bo takie przekomarzanki typu: "dla mnie tak - a dla mnie nie" do niczego sensownego nie prowadzą. Pozdrówko...

        • zgadzam się z Zakeri w 100%, ale dodam jedno o amantach i warunkach fizycznych. Glen Close w tym filmie wygląda najgorzej jak może, a klasyczną pięknością nigdy nie była. A Malkovich powinien mieć w tym osobną kategorię. A powinien między innymi za ten film. Facet jest równie brzydki co magnetyzujący. Tylko, że to jest książka i film o zawodowych uwodzicielach, ludzie piękni nie muszą rozwijać tego talentu, a ich podboje nie są wyrazem kunsztu. Zdobywają tych na których działa ich uroda. Valmont i markiza podkreślają, że są w stanie zdobyć każdego. Inteligencją, uległością, łatwością lub niedostępnością, szantażem lub podstępem. Do każdego znajdą klucz. Na tym polega przecież ich pojedynek.

  • Uwielbiam ten film.

  • To jeden z niewielu filmów, które zaliczam do dzieł. I to właśnie dzięki aktorstwu (przede wszystkim Malkovicha i Close).
    Tu nie można dyskutować. :)

  • Racja

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: