Półtorej godziny nudy

Kiedyś przy okazji jakiegoś japońskiego filmu spotkałem się z opinią, że jeśli reżyser pod filmem podpisuje się pseudonimem, to dobrze to nie wróży. I o ile co do kina z Kraju Kwitnącej Wiśni nie zawsze się to sprawdza, o tyle kino zachodnie zadziwiająco często wypełnia tą prawidłowość. I nie inaczej jest tym razem. Bohaterowie półtorej godziny, przynajmniej na celuloidzie, włóczą się po lesie zupełnie bez celu, sensu, czegokolwiek, tylko po to, żebyśmy w nagrodę otrzymali jakiś niejasny, bardzo mglisty morał. Tylko po co zaraz zanudzać niemal na śmierć widzów tyle czasu? Nie lepiej byłoby nakręcić jakąś szybką krótkometrażówkę, ewentualnie średnio? A tak człowiek gapi się w ekran i czeka, aż coś się zacznie dziać, czeka, czeka... Nuda. Pochwalić film mogę w zasadzie tylko za zdjęcia (przynajmniej momentami, bo przez większość czasu jednak i one najmniejszego wrażenia nie robią) i za dwa lub czy faktycznie sensowne survivalowe tricki. Pytanie tylko czy nie lepiej poznać je oglądając pierwsze pięć minut filmu, a resztę zupełnie sobie odpuścić oszczędzając grubo ponad godzinę czasu życia? Oj, chyba lepiej.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: