Fikcja - nie fikcja...? Co to za pytanie?

Zadziwia mnie ilość tematów z tym pytaniem. Czy tylko ja uważam, że film był o schizofreniku?
Nie wiele wiem, o prawdziwym Chucku Barrisie, nie mam pojęcia, czy pisząc swoją książkę zmyślał, czy wierzył, w to co pisał. Ale film nie pozostawia żadnych wątpliwości, to nie są żadne subtelne sugestie tylko mówienie wprost - główny bohater ma zajoba, to wszystko jego urojenia.

1
  • Też uważam, że bohater filmu cierpiał na schizofrenię albo inną podobną chorobę.

  • Twoja stanowczość w tej wypowiedzi tylko usprawiedliwia te wszystkie tematy za i przeciw.

    • Czyli jak ktoś jest pewien swego zdania to oznaka, że nie ma racji? Ciekawe.

      • Chodzi mi o to, że twoja pewność co do tematu jest równie usprawiedliwiona co pewność pozostałych założycieli tematów za i przeciw.

        • Równie dobrze mógłbyś pisać to samo wszędzie pod każdą wypowiedzią dotyczącą czegokolwiek. Nie wiem, co to wnosi.
          "X: Głosujcie na Partię Jakąśtam! Jest najlepsza!
          Sergij: Twoja pewność siebie tylko usprawiedliwia głosujących na przeciwną partię"
          "Y: Aborcja to zło!
          Sergij: Twoja pewność siebie tylko usprawiedliwia zwolenników aborcji"
          "Z: Przejdźcie na wegetarianizm! To najzdrowsza dieta!
          Sergij: Twoja pewność siebie tylko usprawiedliwia jedzących mięso"

          Ale chyba nie zrozumiałeś, o co mi chodziło. Jest wiele tematów tyczących się tego filmu, w których ludzie spierają się, czy Chuck Barris faktycznie był zatrudniony przez CIA czy wyssał to sobie z palca. Sam film natomiast jest całkowicie oderwany od tego pytania, bez żadnych wątpliwości obrazuje głównego bohatera jako osobę chorą psychicznie (widzimy go w stanie katatonii, widzimy jak narasta w nim paranoja, widzimy, że sytuacje, w których się znajduje są nielogiczne, nieprawdopodobne bądź nierealne, czasem wręcz surrealistyczne).
          Tak więc pytanie o prawdziwość wspomnień Barrisa w kontekście tego filmu nie ma sensu, skoro film obiera zupełnie inne spojrzenie na te wydarzenia.

  • Zgadzam się. Zazwyczaj traktuję filmy dosłownie - tzn. oceniam to co widzę no chyba, że naprawdę jest masa sugestii, niedopowiedzeń, metafor, aluzji, nawiązań itd. Natomiast gdy w filmach pojawiają się dziwne nielogiczne wątki, no to trzeba włączyć myślenie w drugą stronę bo wtedy traktowanie obrazu dosłownie staje się bez sensu. Nie znoszę, gdy ludzie interpretują prosty obraz szukając nieistniejącego drugiego dna tylko po to, aby pokazać jacy to oni są myślący i widzą rzeczy niedostrzegalne dla zwykłego przeciętniaka. Ale w tym filmie trudno się spierać, że główny bohater faktycznie był chory - była masa scen, gdzie brakowało logiki (jak zamknął się w pokoju hotelowym na chyba długie tygodnie sądząc po jego brodzie, gdy wdział potężne zdjęcie swojej matki podczas kręcenia swojego show, gdy w basenie w środku nocy pod jego kolegą z CIA pojawiło się w wodzie mnóstwo krwi nie wiadomo skąd itd.). Te wszystkie sceny świadczą o paranoi a że bohaterowi nie wiodło się wówczas w telewizji (było to typowe "raz na wozie, raz pod wozem") a on sam chciał robić coś znaczącego, to mu w końcu odbiło. Tak to widzę.

    No i niesamowita kreacja postaci, które grali Brad Pitt i Matt Damon :D Gra aktorska Brada i Matta - 11/10 :D

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o