Nie rozumiem tych zachwytów (spoilery)

Po pierwsze muzyka. Wcale mi się nie podobała, wręcz drażniła podczas oglądania. Była może i oryginalna, ale dla mnie rolą muzyki w filmie jest podkreślanie i uzupełnianie tego co dzieje się na ekranie, a tu IMO tak wcale nie było;
Po drugie fabuła. Sam pomysł ciekawy, realizacja jednak trochę gorsza. Dużo dłużyzn, nudy, nielogiczności (tak, wiem że to SF) do tego drewniany Tom Criuse. Film jednak strasznie przewidywalny. To, że sępy to tak naprawdę ludzie domyśliłem się już po pierwszej scenie z nimi. Generalnie można obejrzeć, ale nic nadzwyczajnego.

6
  • No coz. Ja dluzyzn nie odczułem, co więcej uważam, ze film mógłby być odrobinę dłuższy i wyjaśnić więcej wątków. Każda scena miała w zasadzie znaczenie. Drewniany cruise - czuć na kilometr uprzedzenie. Jest to jeden z najlepiej oddajacych emocje aktorów, bardzo ekspresyjny a przy tym z achowujacy naturalność. Może prywatnie jest po***em ale to bez znaczenia.
    Film bo obfiuje w akcję, więc zdecydowanie jest dla każdego. Świetnie mamy ukazana pustkę i samotność. Gra bez słów. Wielki pusty świat.

    • Bardziej przewidywalny był chyba tylko Avatar. Aż dziw, że Jack się tak późno domyślił co się dzieje, bo gorszego i wzbudzającego więcej podejrzeń fortelu chyba nie dało się znaleźć. Zastanawia mnie co było tam w zasadzie niewyjaśnione według Ciebie, bo film miał fabułę prostą jak drut. Pozytywne zakończenie było natomiast strasznie wymuszone. Zastanawiam się, co tam robił Morgan Freeman, bo tylko on zdaje się próbować w ogóle grać. Świat jest pusty, ale w bardzo złym sensie - po prostu brak mu wyrazu jakiegokolwiek. Akcja zaletą? Resztki klimatu są właśnie przez tą akcję niszczone, a samotnym można się co najwyżej poczuć, patrząc na zatrważającą ilość pozytywnych opinii o tym filmie. Jeżeli film chciałby ukazywać samotność, to nie powinien zasypywać nas taką ilością akcji. Możliwe, że gdyby film był dłuższy o jakąś godzinę, świat chociaż trochę dopracowany, akcja zredukowana o jakieś 75-80%, a sępy pojawiające się tylko przelotnie i z daleka, to byłby dość dobry. Nie zapominając o wymianie wszystkich aktorów poza Freemanem. Swoją drogą, czy nie łatwiej ''sępom'' byłoby pokazać po prostu swoją ludzką twarz Jackowi, zamiast go porywać?

      • Co było nie wyjaśnione? Chociażby kim było najeźdźcy z kosmosu. Cóż, to co dla mnie jest zaletą tego filmu dla Ciebie jest wadą :)

        • Najwyraźniej. Ah, jeśli o takich rzeczach mówisz, to jasne. Jak dla mnie, przy tym typie filmu pochodzenie najeźdźców po prostu nie było istotne. Fabuła by się nie zmieniła od tego, nie byłaby lepsza ani gorsza. Ważny jest sam element inwazji. Aczkolwiek klimat mógłby od tego moim zdaniem mocno ucierpieć. Nie zawsze dobrze jest podawać wszystko na talerzu. Swoją drogą, nie przypominam sobie wielu filmów SF z motywem najazdu na ziemię, w których jest wyjaśnione pochodzenie agresorów. Mówiąc szczerze, przypominam sobie tylko Battlefield Earth, ale już nawet Oblivion w porównaniu z tym trzyma poziom.

          • Nie mam na myśli totalnego odkrycia kart i powiedzenia w 100% z czym mamy do czynienia. Faktem jest, że wtedy cały film musiałby mieć inny scenariusz i efekt byłby zupełnie inny od zamierzonego. A co do tego, że Harper nie połapał się, że coś jest nie tak.. po pierwsze w filmie jasno jest powiedziane, że pamięc jest kasowana i jedyne czym bohater dysponuje to wąski zakres obowiązków, "ukochana" , która zachowuje się jak zaprogramowana. Jedyny kontakt z cywilizacją zapewniany jest przez moduł komunikacyjny w postaci "Sally". Zadanem harpera nie było zwalczanie sępów, do tego były używane drony.
            Chatka zbudowana w kotlinie, czytanie znalezionych lektur etc. Harper nie mógł się tym z nikim podzielić (scena w której Victoria wyrzuca prezent od niego uznając za "skażony"). - moim zdaniem już lepiej tej samotności nie mogli ukazać... no chyba, ze mial krzyczeć biedak w niebogłosy jaki to jest sam

  • Fakt, film potwornie nudny. Od kiedy Cruise zaczął grać w SF, udał mu się tylko Edge of tomorrow, pozostałe (Raport Mniejszości, Wojna Światów czy ten Oblivion) są słabe, przereklamowane, nudne, głupie i na siłę ludzie doszukują się w tych filmach czegoś wielkiego.

  • Ja właśnie przecieram oczy ze zdumienia, ile tych zachwytów. Zazwyczaj tego typu filmy zbierają cięgi z każdej strony, pomimo że ogólnie się podobają. A teraz to ja, która raczej ich bronię, zamierzam się trochę popastwić.

    Odebrałam Oblivion jako przyjemną rozrywkę. Ale nic wielkiego.
    Plenery są piękne, ale mogło być duuużo, dużo lepiej. Może cały budżet pochłonęły pojazdy i stacje, muszę przyznać że zachwycające.
    Muzyka? Jaka muzyka? Ścieżkę dźwiękową stanowią przeboje z poprzednich dekad. Zmuszona pracować w biurze, w którym na okrągło leci RMF, nie umiem docenić takiego chwytu.
    Cytaty z klasyki literatury i kina SF powtykane odrobinę za gęsto. Tracą przez to efekt mrugnięcia okiem do fanów gatunku, przypominają raczej namolne wyłudzanie wzruszenia.
    Przewidywalność fabuły jest porażająca. Doceniam, że coś z tym próbowano zrobić, ale skończyło się na niespełnionych nadziejach. Jest kilka momentów, gdzie już prawie miało być ciekawie, a było jak zwykle. Niektóre do bólu przewidywalne filmy należą do moich ulubionych, ale Niepamięć niczym właściwie nie nadrabia swojej płytkości. Strzelaniny to za mało. Nawet nie wiem, co poszło nie tak. Pomysł, na którym opiera się cała konstrukcja, jest przecież całkiem niegłupi.

    Ale przede wszystkim - bohaterowie!!! To jest ten pies pogrzebany. Papierowe postaci, bez życia, charakteru, sztampowe, bezwolne. Zwłaszcza Julii nie mogę odżałować. Niby kluczowa postać a okazuje się tylko lalką. Serio wysłali w kosmos z tak ważną misją bezradną damę w opałach? Aktorstwo też na poziomie gleby. Jedna jedyna ruda Victoria wydała mi się wiarygodna, chociaż muszę przyznać że i Freeman się starał.


Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: