Donikąd

Najprawdopodobniej poniższe żale już dawno na FILMWEB wybrzmiały, no ale stuprocentowej pewności nie mam, stąd też pozwolę sobie na kolejną porcję „czepialstwa”.

Naprawdę, jestem wielką fanką „Obcego”, tzn. jego pierwszej i trzeciej odsłony, ale przy najszczerszych chęciach nie sposób „Prometeusza” uznać za coś więcej, niż pięknie wizualnie odrobiony gniot. To kompletna scenariuszowa porażka, papka wciskana przez oczy, nie tle do mózgu, co móżdżku. Zwiastun „Przymierza” jest niestety dowodem na postępujący rozkład, bezdyskusyjnego skądinąd, talentu Scotta.

Szkoda się w tym miejscu rozwodzić nad ilością nonsensów upchanych w „Prometeuszu”. Co do zapowiedzi „Przymierza”, obraz powiela zgrane już do niemożliwości „gagi” np. „pochyl się nad rozkwitającym kokonem” (tym razem już bez osłony, a jakże), kolejna urokliwa scena pod prysznicem, „otwórz te j… drzwi!” itd. W „Nostromo” jeszcze się trochę sprzeczali (słabo, ale jednak) o zachowanie zasad dekontaminacji, tu już radośnie wędrują z odkrytymi głowami, ot tak, bo to piękna nowa planeta, stąd i o obce paskudztwo w uszach nietrudno.

Już w drugiej połowie ubiegłego stulecia sondy poddawano sterylizacji, gdyż ziemskie życie może być tak samo zabójcze dla obcego, jak obce dla tutejszych jego odmian. Nawet jak się człowiek wybiera na kilka tygodni w tropiki, to, o ile ma choć trzy łyżki oleju we łbie, poddaje się podstawowej serii szczepień. Trudno zatem pojąć rozmiar scenariuszowej degrengolady ludzkości, która kosztem bilionów (jak w „Prometeuszu”) wysyła ekspedycje w odległe rejony Galaktyki, wyposażając astronautów w karabiny (hurra!), fikuśne łaziki, tudzież sztuczną inteligencję, tylko po to, żeby po dotarciu na miejsce, jeden dureń z drugim wylazł na powierzchnię obcego świata bez stosownych zabezpieczeń i z miejsca nadepnął na zjadliwą odmianę „purchawki”. Koleżanka od „drzwi” też „martwi się” w zwiastunie o skażenie pokładu, ale dopiero kiedy któregoś z członków załogi (bodajże kapitana) krwawo drze od środka, dlatego wpada na pomysł, żeby tych (koniecznie „j…”) drzwi nie otwierać. Było chociaż waciki w uszy wetknąć, przecie to przyszłościowy podbój kosmosu!

Skoro nawet w króciutkim spocie udało się pokazać wściekłe patataj wołających o pomstę do nieba idiotyzmów, to trzeba prawdziwie dogmatycznej (czytaj: ślepej) wiary, żeby oczekiwać, iż dwugodzinny seans okaże się fantastycznonaukową ucztą z morałem. Nie ma takiej opcji. Będą krzyki, wybuchy, zalew soku malinowego, migające klimatyczne obrazki wypłukane z jakiejkolwiek treści. Szkoda, że zamiast opowiadać ciekawe historie, Scott po raz kolejny marnuje czas i środki w beznadziejnych próbach wskrzeszenia truchła „Obcego”. Dokąd zatem zmierza druga część „Prometeusza”? Tam gdzie pierwsza, donikąd.

143
  • Można się z częścią zarzutów zgodzić, ale od kiedy seria "Obcy" miała być fantastycznonaukową ucztą z morałem?

    • Seria nigdy „ucztą” nie była. Według mnie była nią pierwsza część cyklu, bowiem w centralnym punkcie stawiała człowieka z całym bagażem jego wad i zalet, postawionego w sytuacji ekstremalnej, skazanego na ograniczenia narzucone przez wytwory własnej myśli technicznej, zmuszonego stawić czoła nie tylko temu co obce, ale też podłości własnego gatunku (korporacyjna intryga). W roku 1979 to wszystko już dawno nie było niczym odkrywczym, natomiast zostało podane w formie oszałamiającej mroczną, duszną atmosferą, wspartą wspaniałymi jak na owe czasy efektami. Był to swego rodzaju kontrapunkt wobec baśniowej wizji „Gwiezdnych wojen”, gdzie kosmiczne przestrzenie zostały wykorzystane jedynie w funkcji modnej dekoracji. Stąd „Nostromo” to bezdyskusyjny klasyk gatunku.

      Kiedy fabuła kolejnych części stała się jedynie pretekstem do pokazania następnych serii zgonów, całość szybko straciła w moich oczach jakiekolwiek znaczenie. Elementarne błędy fabularne dyskwalifikują całość cyklu jako science fiction, degradując „Obcego” do roli (co najwyżej) mocno przereklamowanych horrorów klasy B.

      • To fakt pierwszy Alien aż kipiał gęstym klimatem... ostatnio odświeżyłem sobie pierwszą cześć na blu ray,całkiem nowe wrażenia, słowo remastered w pełni uzasadnione, a sam film majstersztyk pomimo wielu błędów logicznych w fabule,Kane po fizycznym kontakcie z obcą formą życia je sobie ze wszystkimi jakby nigdy nic...wiem że Ash go badał i ukrył przed wszystkimi informacje o embrionie w klatce piersiowej ale mimo wszystko facehuger miał jakiś cel swojego działania. A propo tematu nowego dzieła słowo klucz "konsupcjonizm" filmy mają być takie teraz żeby się jak najlepiej sprzedawały twórcy mają ograniczone możliwości manewrów banda speców siedzi analizuje doradza zapewne jeszcze cenzuruje...chyba nie wierzycie że te geje znalazły się w filmie przypadkiem, niestety my jako zagorzali fani często jesteśmy na 2 albo nawet 3 miejscu, mają nas gdzieś liczą się zyski,trendy,i masowa konsupcja...

      • Widziałaś Nostromo wersję reżyserską z Dallasem w kolonie?

        • Cześć. Nie, nie widziałam. Znam jedynie scenę, w której Dallas przyklejony do ściany prosi aby go dobić. Ostatnia scena z Dallasem (ta z "podstawki"), w której spotyka ksenomorfa w kanale wentylacyjnym, wydaje mi się całkowicie wystarczająca, dramatycznie spełniona. Tak czy inaczej, pierwszy "Obcy" jest według mnie zamkniętą opowieścią. Reszta to jedynie odcinanie kuponów od tego, co Scottowi bezdyskusyjnie się udało.

          • Źle mi się wpisało z telefonu - w kokonie. Czyli widziałaś :-). Do tej pory ludzie się zastanawiają czy ten pierwszy obcy nie chciał się zmutować w królową

            • Otóż to! Skoro egzemplarz, który wyrwał się z piersi Kanea był jedynym, jaki dostał się na pokład Nostromo, a „żołnierze/robotnice” nie mają możliwości rozmnażania, to po kiego grzyba maltretować biednego Dallasa? To przykład scenariuszowej indolencji, obrazujący jak kwestie logiki traktowane bywają zazwyczaj przy produkcjach sf. Moim zdaniem to nie jest drobny błąd, a dowód na to, iż filmy najczęściej powstają w atmosferze budżetowego pośpiechu. Uwaga i energia twórców zostają zogniskowane na efektach, „fajerwerkach”, terminowym wykonaniu planu zdjęciowego itp., reszta wedle zasady „widz przełknie wszystko”. Po prawdzie, nie sądzę aby wtedy, na etapie tworzenia scenariusza, ktokolwiek poważnie zastanawiał się nad cyklem rozwojowym Obcego. Miało być po prostu strasznie i obrzydliwie. Inna sprawa, że np. seria SW (choć to fantasy, a nie sf) do dziś powiela głupkowate schematy pierwowzoru, dlatego wciąż słyszymy wycie silników w kosmicznej próżni, tudzież piski dział laserowych. Przy tak horrendalnych przejawach lekceważenia widza, głupoty typu konstrukcje AT-AT, przy jednoczesnym powszechnym dostępie do technologii antygrawitacyjnej (np. napęd skiffów czy olbrzymiej piaskowej barki Jabby), mogą uchodzić za drobne scenariuszowe figle. Ważące setki ton kolosy z łatwością poruszające się i na zmrożonej powierzchni Hoth, jak i na zalesionym Endorze, czy też piaszczystych plażach, a że napęd na cztery nogi oparty na przegubach i dźwigniach, to kolosalny krok wstecz wobec technologii antygrawitacyjnej (swoją drogą, w odniesieniu do tych opancerzonych „mastodontów” nawet zastosowanie klasycznego napędu gąsienicowego mogłoby uchodzić za przejaw innowacyjnego rozwiązania, na co zresztą w obrębie tego samego uniwersum wpadli nomadzi Jawa z Tatooine) zwiększającej manewrowość jednostek (czy ktoś widział AT-ATa robiącego nawrót?) i ewidentnie upraszczającej konstrukcję pojazdu, to już „szczególiki” niewarte uwagi. Fani SW i tak są szczęśliwi, i tego szczęścia nic nie zmąci, podobnie z serią „Obcy”. Fantastyka naukowa stawia przed twórcami ogromne wymagania, dlatego produkcje spełniające gatunkowe wymogi to jak dotąd wciąż kinematograficzne Wyspy Szczęśliwe. Dzięki za zainteresowanie tematem.

              • Ktoś kiedyś obliczył że jeden AT-AT kosztowałby 250 mln zielonych i jak sama wskazałaś byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto. A z laserami w próżni to samo - człowiek się edukuje i puka się w głowę (choć to tylko bajka) jak w Przebudzenie Mocy laser w próżni w kilka minut dociera do celu oddalonego o tysiące lat świetlnych - miliardy km :-)

              • Odniosę się tylko do kwestii przetrzymywania ćwierć-żywych ludzi przez obcego na pokładzie Nostromo: Jak sama zauważyłaś, najprawdopodobniej osobnik, który pojawia się w filmie to "robotnik", więc jego zadaniem jest przede wszystkim budowa "ula" i dostarczanie pokarmu (nosicieli) kolejnym kokonom. Wszytsko oparte jest na schemacie znanym z Uli, czy mrowisk. To proste, instynktowne zachowania, które są niejako wpisane w cały ekosystem Ksenomorfów. Nie ma tutaj żadnej nieścisłości - ot, Obcy wykonywał to, do czego został zaprogramowany: odnaleźć nowych hostów i w miarę możliwości utrzymać ich przy życiu aż do inkubacji nowych osobników. Skąd biedaczek miał wiedzieć, że znajduje się na statku kosmicznym, królowa nigdy nie przybędzie, a jego życie jest przepełnione egzystencjalną pustką i samotnością? ;p Pozostało mu tylko położyć się wśród kabli w kapsule ratunkowej, gdzie czuł się jak w swoim "gnieździe", dopóki Ripley go stamtąd nie wykurzyła.

                • Obcy, jako postać, na pewno nie wiedział gdzie się znajduje i bezrefleksyjnie wykonywał wdrukowany przez naturę, względnie projektantów, program. Jednak postacie to tylko nośnik i narzędzie woli scenarzystów, a ci najwyraźniej do dziś czują się zagubieni i bezmyślnie przelewają na papier co im podpowiada przemożne pragnienie łatwego zarobku. Dlatego powstają takie gnioty jak "Prometeusz" i jego kontynuacja, zaś scena z oblepionym śluzem Dallasem wyleciała z podstawki, bo ktoś się wreszcie opamiętał i usunął to, co i tak w żaden sposób nie posuwało akcji naprzód. Wróciła do menu po latach, tylko jako ciekawostka wspierająca handel wspominkową reedycją. Naprawdę, rozumiem siłę sentymentów i też bym chciała, żeby seria "Obcy" była lepsza, ale to po prostu kiepskie filmy, bez pomysłu, przesłania, klecone na kolanie, tyle że drogie i efekciarskie.

                • Nieścisłością jest raczej to, w jaki sposób Obcy mógł mieć dość czasu, by rozpocząć budowę "ula" czy też "gniazda". Ale w Ressurection jest podobna nieścisłość pomnożona 10x - w parę minut po ucieczce Obcy mają pobudowane jakieś skomplikowane pułapki na ludzi.

                • Tak, ale porównaniu do "Przymierza" - "Ressurection" to wręcz kino filozoficzne :))))

              • Obserwowałem ten wątek i po prostu ilość skondensowanej tutaj głupoty mnie poraziła do tego stopnia, że powinienem zainterweniować. Brakuje słów na to jak ktoś wymyśla sobie powód, dla którego jest się pewnym, że dana scena wyleciała,

                Po pierwsze Królowej nie wymyślił Ridley Scott i NIGDY jej nie planował. Królową wymyślił James Cameron i - co ciekawsze - bez żadnego udziału Gigera (to bardziej skierowane w stronę kolegi). W scenie "eggmorphingu" z udziałem Dallasa jest także Brett, który mutuje się w jajo. I moim zdaniem eggmorphing był świetnym pomysłem, bo nadawał jeszcze bardziej enigmy Alienowi jako stworzeniu.

                A Ty jeszcze twierdziłaś uparcie dlaczego scena wyleciała, jakbyś to Ty sama ją stworzyła, a jak widać nie wiesz w ogóle o czym mówisz. A masz czelność wydawać osądy o indolencji. Poziom megalomanii is off the charts.

              • "Po prawdzie, nie sądzę aby wtedy, na etapie tworzenia scenariusza, ktokolwiek poważnie zastanawiał się nad cyklem rozwojowym Obcego. Miało być po prostu strasznie i obrzydliwie."

                BŁĄD.

                Scenariusz w pierwszej formie był już napisany 3 lata wcześniej, a od tamtego czasu doczekał się wielu modyfikacji. Poza tym cykl wywodzi się z prac H.R. Gigera. A co więcej Alien miał być w oryginalnej wersji filmem trzy i pół godzinnym. Była w storyboards i scenariuszu jeszcze inna lokacja, która nadałyby rozmachu w skali filmowi.

                • Nieco powikłana ekspertyza, zwłaszcza, że sugerujesz opinie, których nie wygłosiłam. Nie twierdzę, że pomysłodawcą wprowadzenia królowej był Scott, ani tym bardziej Giger. Jest mi też całkowicie obojętne w co mutował Brett i jak bardzo uwiera Cię megalomania, którą mi usiłujesz wmawiać. Scenariusz (nawet najlepszej, pierwszej części) jest bardzo nie dopracowany i pełen błędów, tak więc Twoje odkrycia to jednak mocno przeterminowana musztarda, do tego serwowana po obiedzie, którego nie było.

                • Mógłbyś przybliżyć co to za lokacja, która nadawałaby rozmachu filmowi i gdzie można znaleźć storyboard i/lub scenariusz tej pierwotnej wersji?

                • wyszukaj w necie oryginalny tekst scenariusza pierwszej części Prometeusza. Dużo lepszy niż to co zobaczyliśmy w kinie. Jest między innymi jasno wskazane, że inżynierowe tworzyli broń biologiczną z istniejących form życia. Jest opisana forma życia, z której powstał xenomorf po ingerencji genetycznej inżynierów plus mnóstwo innych ciekawych motywów.

              • Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy całkiem porządnym pozycjom wręczają 1 i zasłaniają się przy tym sztandarem "JESTEM FANEM SERII, ALE TO JEST NIEPOROZUMIENIE". Nieporozumieniem można nazwać rec 3: geneza, gdzie z porządnego straszydła zrobiono naprawdę kiepską komedię, ale nie Obcego, który mimo wielu niedociągnięć jest nadal kinem rozrywkowym i robi to dobrze. Dając 1 gwiazdeczkę w skali 10 punktowej, stawiasz Obcego na równi z takimi dziełami jak Kac Wawa czy rekinado itd.

                Jeżeli chodzi o plusy najnowszej części:
                - całkiem udana kontynuacja wątku z pierwszymi ludźmi
                - fajne i ciekawe hybrydy i inne odmiany Obcego
                - kilka nawiązań do 8 pasażera
                - kolejny raz bezkompromisowy slasher, co uznaję za plus

                WADY:
                - zbyt dużo wtórnych rozwiązań
                - android jako ten zły niezbyt przypadł mi do gustu
                - kilka nielogiczności
                - przewidywalny
                - brak większego sensu jeśli chodzi o całokształt

                • Dokładnie również mnie to nurtuje. Według mnie ocena takiego filmu na 1 to jest pokaz swoich nieopanowanych emocji i frustracji. Nie ma to nic wspólnego z rzetelną oceną. Coś mi się nie podobało to dowale 1. Jeśli znalazła jakieś argumenty i wusnyła teorie ze coś było nie ścisle (wedlug niej) to za same efekty i scenografie temu filmowi sie nalezy ocena okolo 4. No bo za samo to ujdzie go obejrzec.

                • ma całkowite prawo ocenienia tego na taka ocenę jaką sobie życzy i wy nie możecie z tym nic zrobić ;)
                  Podpinanie tego wszystkiego pod jakieś pseudopsychologiczne freudowskie tezy same świadczą o tym jak bardzo niezrównoważony jesteś i jak bardzo Ciebie boli fakt że ktoś ocenił ten film tak nisko....
                  Ja oceniłem ten film na 3 gdyż podobały mi się zdjęcia i muzyka.... reszta to była kaszana.
                  Nie lubię nielogicznych filmów....
                  zwłaszcza takich gdzie grupa wykwalifikowanych i wyszkolonych ludzi (bo tylko tacy mogą należeć do załogi statku) biega bez ładu i składu jakby byli kosmicznymi laikami.....

              • Jest krańcowo błędną tezą przekonywanie, że Star Wars to tylko fantasy. Pojawiły się tego rodzaju opinie na początku lat 90. i weszły do powszechnego obiegu, bezrefleksyjnie powtarzane. Star Wars wykazuje pewne cechy fantasy, ale wykazuje znacznie więcej cech sf. Przy założeniu, że sf to gatunek tak cholernie pojemny, że mieści w sobie niemal wszystkie inne gatunki i podgatunki literackie. Science-fiction nie musi być naukowe, nie musi być mądre, poważne, dojrzałe, spójne. Niekiedy, jak w przypadku Star Wars, może być baśniowe, albo jak w przypadku Iron Man, komiksowe. To jest tak cholernie pojemny gatunek, że zmieści w sobie niemal wszystko, nawet komedię.
                Zgadzając się z większością Twoich argumentów, nie potrafią zgodzić się z oceną. 1/10 to skrajność, a sama zwróciłaś uwagę, że pod względem realizacyjnym czy też technicznym ten film to nie jest dno. Zatem należy chyba jakoś takie oceny stopniować, zamiast iść po bandzie. Chyba, że oceniasz tylko scenariusz, wszystkie inne elementy sztuki filmowej pomijając.

                • Gdyby z SW usunąć wszelkie elementy "futurystyczne" (cudzysłów stąd, że gros tego co pokazano na ekranie to jednak tylko niskokaloryczna karma dla oczu) scenariusz uległby kosmetycznym zmianom. Nie ma znaczenia czy Jedi okładają się "mieczami świetlnymi", kawałkami żelastwa, czy tylko drewnianymi pałkami. Yoda i Vader mogliby równie dobrze pomieszkiwać w kamiennych fortecach, a np. podróżować na latających dywanach. Wszystko to nie wpłynęłoby znacząco na motywacje i sposób postępowania bohaterów. SF to "powód" żeby coś pokazać/opisać. W SW dominuje całkowity brak jakichkolwiek powodów uzasadniających całe show. Dlatego to tylko fantasy w kosmicznych dekoracjach.

                • SF bardzo często to też tylko teraźniejszość opisana za pomocą przemyconych środków wyrazu artystycznego. Niezmiernie często literatura SF była alegorią bieżącej rzeczywistości i niekiedy nawet bezpośrednio się do niej odnosiła. Elementy sf stanowiły tylko taki zabieg artystyczny, by pewne rzeczy zakamuflować albo podać w nieco oryginalniejszej konwencji.
                  W bardzo zawężony sposób definiujesz literaturę science-fiction, tymczasem ona takim ograniczeniom się wymyka.
                  Seria Star Wars od samego początku do dnia dzisiejszego jest umiejscowiona w zakresie tzw. space opery, a space opera jest podgatunkiem sf. A utwór SF może się toczyć zarówno w przyszłości, teraźniejszości, przeszłości, jak i w świecie wirtualnym bądź w światach alternatywnych. I tyle, jeśli chodzi o definicję.

                • Owo "tylko tyle" to dla mnie zdecydowanie za mało. Kiedy coś się wymyka z ram gatunkowych, to już jest czymś innym niż to co się w owych ramach mieści. Wolę zatem dobre fantasy, niż fantasy przebrane w podgatunkowy kostium space opery, czyli coś, co mogłoby być SF, gdyby nie było tym czym jest. SW to jeno wątła, niemal pretekstowa fabułka, rozdmuchana do rozmiarów epopei. Gdyby nie efekciarskie wypełniacze, całość można upchnąć w jednym kilkudziesięciominuntowym epizodzie kina familijnego. Konflikt dorastającego chłopca z własnym tatą nie wymaga ani statków kosmicznych, ani mrowia wszelkiej maści kreatur przewijających się przez ekran, a symulujących jedynie przedstawicieli innych cywilizacji. Dramat Skywalkerów mógłby osiągnąć dokładnie tę samą scenariuszową "głębię" i temperaturę, rozgrywając się w przestrzeni jednego pokoju, nie galaktyki, nawet gdyby spór dotyczył sposobu korzystania z telewizyjnego pilota. Nazwanie tego space operą tylko z powodu mnogości użytych efektów specjalnych, nie czyni tej opery ani trochę mniej mydlaną.

                • Ależ ja się nie kłócę o to czy Star Wars to głęboki traktat filozoficzny czy prościutka fabułka. Nie to jest przedmiotem naszego małego sporu. Jak wspominałem, SF nie musi być mądre czy ambitne, może być durne i komiksowe. SF zawsze jest spoiwem międzygatunkowym. Utwór sf może być jednocześnie horrorem, dramatem kostiumowym, thrillerem psychologicznym, kryminałem, kreskówką dla dzieci, komiksem dla młodzieży, a nawet komedią, groteską, tragifarsą, pastiszem czy baśnią.
                  Konflikt dorastającego chłopca z własnym tatą nie wymaga statków kosmicznych, można taką opowieść osadzić we współczesnej Armenii czy innej swojskiej Gwatemali. Jeśli nie zastosujemy "narzędzi sf" nie będzie to sf. Proste. Ale jeśli taką fabułę wkomponujemy gatunkowo do sf, to poza tym czym jest czyli prostą opowiastką o konflikcie dorastającego chłopca z tatą, z dodatkiem archetypicznych motywów mitologicznych, zmieści się też w szerokich objęciach sf.
                  Star Wars poza wszystkim jest space operą czyli sf. A że przy okazji ma cechy baśni i paru innych gatunków i podgatunków literackich, to naturalne, bo sf, od swojego zarania, tkwi w symbiozie niemal ze wszystkimi innymi gatunkami literackimi.

                • Rozimiem. Środki formalne ponad treścią, jako gatunkowy wyróżnik. Ciekawy punkt widzenia. Wolę zdecydowanie mocno ograniczającą gatunkowe ramy definicję Lema.

            • Przeczytałem pobieżnie o czym tu rozmawiacie i z większością się zgadzam ale na to "mutowanie" musiałem zareagować. Zmienianie się w królową przez zwykłe osobniki to taka głupotka stworzona na potrzeby gry AVP z 2010 i to nie jest kanoniczne. Obcy nie mutują się w królowe, to zbyt "bajkowy" pomysł.

              • A ja musiałem zareagować n aten objaw ignorancji i brak podstawowej wiedzy biologicznej.
                Doczytaj kolego ile ziemskich zwierząt zmienia płeć w zależności od potrzeb, i doczytaj jak robotnica pszczela (bezpłodna jeśli jest matka) może złożyć niezapłodnione jajo z którego wykluje się pszczoła żeńska , którą robotnice WYKARMIĄ na matkę.
                Biologia ziemskich stworzeń zaskakuje, co czai się we wszechświecie???
                A teraz o filmach,
                prometeusz- fabularne, logiczne dno. Nie będę się czepiał drobiazgów, ale organizują wyprawę do innej gwiazdy(pewnie za pkb połowy świata), a przy lądowaniu pilot stoi jakby prowadził kombajn??? Pierwsza turbulencja i ma szereg złamań otwartych, a po 20 sekundach wszyscy witają się ze stwórcą (no w końcu po to przylecieli)
                Obcy przymierze- dawid - wytwór cywilizacji o eony młodszej od inżynierów przylatuje na ich macierzystą planetę, z ich bazy militarnej(zajmującej się sianiem po galaktyce złośliwych mikrobów) , i jednym pociągnięciem spuszcza całą cywilizacje jak wodę w kiblu, a łysole patrzą w górę jakby byli tylko zdolni do pobierania pokarmu i jego wydalania.
                Przepraszam bardzo, ktoś jeszcze będzie bronił tej fabularnej papki?

                • Zabawne że mówisz do mnie o braku wiedzy z biologii, tym bardziej podstawowej :D bo nie wiesz kim jestem, czym się interesuję ani jak zarabiam na życie więc wybaczam Ci. Od dziecka czytam książki o zoologii, poszedłem na studia z nią związane a dzisiaj używam tej wiedzy aby się utrzymywać, na pewno nie mam braków.
                  Ja tylko mówię że te "transformacje" to pomysł z gry komputerowej, tam ma swoją genezę i nie jest to kanoniczne rozwiązanie. Wiem, że to tylko science-fiction ale nie róbmy tutaj z Obcego Pokemonów z ewolucjami na zawołanie bo wtedy Obcy z pierwszej i trzeciej części powinien się "zamienić". Ponadto jest coś takiego jak Queen Facehugger.

              • Robotnice mutują w królowe, co jest między innymi opisane w trylogii książek z serii Obcy z 1993 roku oraz niezliczonych komiksach z lat 80 tych :) Poza tym w żadnym filmie nie było interpretacji, że robotnice nie mutują, więc nie ma kanonu filmowego w tej kwestii :)

      • o co tobie chodzi ?

      • zgadzam sie z toba

  • No właśnie - wychodzą na planetę bez zabezpieczenia - a potem płaczą za drzwiami o skażeniu. Koń by się uśmiał!

  • Wywód żałosny jak najnowsze filmy z Seagalem. Pomimo wypadków, nadal od ludzi nie można wyegzekwować prowadzenia pojazdów na trzeźwo, lezą w góry bez odpowiednich zabezpieczeń, czy chociażby odpowiedniego ubioru, naruszają zasady bezpieczeństwa w pracy i t.d.., a ty bredzisz coś o tym, że w filmie ludzie postępują podobnie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: