buckley buckley
ocena: 1

Moim zdaniem można ten film i jego ocenę, rozpatrywać w wielu aspektach.
1) Sama historia, 2) Postawa i wybór człowieka, którego to historia jest treścią, 3) Sposób nakręcenia, sposób prowadzenia opowieści, przebitki - impresje zdjęciowe, mające być uzupełnieniem odczytania zapisków, które bez zbędnej emfazy i roztrząsania powinno zając raptem 10 min.
Dla mnie wszystkie te aspekty są mierne: historia nieciekawa, z postawą człowieka w żaden sposób się nie utożsamiam (jego porównywanie się do jezusa, czy buddy, jest już szczytem pogubienia), a sposób nakręcenia w żaden sposób nie buduje dla mnie napięcia, jest nudny jak flaki z olejem.
Jeszcze słowo na temat postawy - jest ona dla mnie mocno niespójna, no bo z jednej strony pan sobie chciał umrzeć w ciszy i spokoju, z dala od społeczeństwa, które sabotuje, a z drugiej gdzieś jednak zapragnął, żeby jego los stał się medialny (pozostawienie notatek), a tym wpisuje się doskonale w mainstream - pomieszanie z poplątaniem, pogubiony biedak jakich wielu na tym świecie, któremu banda dekadentów wystawia pomnik w postaci filmu, dla mnie bzdura :)

  • powerful_warrior powerful_warrior
    ocena: 1

    zgadzam się z przedmówcą ..........................

  • Wniebowziety
    ocena: 4

    Również popieram...
    ...................

    • XYZMaga XYZMaga

      niestety i mi się nie podobał. nie ma w tym tyle psychologii ile mogłoby być, raczej wiemy, że bohater po prostu jest obłąkany i pozwole sobie stwierdzić, że jego wiedza i poglądy są ograniczone, a niektóre beznadziejnie płytkie i głupie. mimo, że historia mnie zainteresowała- czyż nie chcemy się dowiedzieć dlaczego ktokolwiek zdecydował się na taką śmierć?( acz i tak się nie dowiadujemy). Może książka Shimady Masahiko "Wyrok śmierci na życzenie" lepiej przedstawia tą historię. Tak w ogóle, czytał ktoś?

      • XYZMaga XYZMaga

        Przepraszam za masło maślane i oto fragment recenzji filmwebowskiej:" "Odgłosy robaków...", mimo ciekawej formy, nie wychodzą zbytnio poza rozważania z pamiętnika ogarniętego bólem istnienia nastolatka. "
        Zgadzacie się?

  • KABAN

    Zgadzam się. Film tragiczny. Jedyny na jakim zasnąłem podczas tegorocznego LAFu. Nuda.

    • nado3
      ocena: 3

      W czterdziestym dniu agonii nieszczęśliwego, zawiedzionego życiem studenta, pomyślałem: no umrzyj w końcu ! Temat poważny, realizacja tandetna.

  • spanky spanky
    ocena: 8

    On sie nie porownywal do Jezusa czy Buddy sam powiedzial ze dlaeko mu do nich. Zwrocil tylko uwage na to ze wytrwal bez jedzenia tyle co oni a to roznica.
    Druga sprawa , popełnił takie samobójstwo by nadać życiu sens , chciał umrzeć z dala od ludzi bo nie widział z normalnym światem związku nie miał pewnie zadnych przyjaciół , krewnych a jednak w głebi siebie chciał by go ktoś odlanazł bo chyba nikt nie chce być niezauważalnym cieniem.

    • miya20 miya20

      Gdzie go miliście okazje oglądać?? Bo jak dla mnie to film widmo... a nie ukrywam, że chętnie bym obejrzała..

      • Wniebowziety
        ocena: 4

        W lato puszczali go na canal+

      • spanky spanky
        ocena: 8

        Polecam kameralne niszowe kina.

        • miya20 miya20

          Heh - jedyne kino w którym puszczali ciekawe i niekomercyjne filmy w moim mieście usunęli na rzecz Heliosa... a canal+ niestety nie mam... Pewnie za kilka miesięcy albo lat nie będzie już takim problemem go obejrzeć - poprostu cierpliwie poczekam ;)

          • XYZMaga XYZMaga

            naprawde sie nie "napalaj" bo niewarto;)

  • against_g

    Tadeusz Sobolewski pisze:

    "Odgłosy robaków" Petera Liechtiego - uznane przez Europejską Akademię Filmową za najlepszy dokument roku. Pomysł filmu jest makabryczny, ale efekt - mistyczny
    (...)
    Szwajcarski autor impresyjnych dokumentów proponuje nam wyprawę, która już w tytule zapowiada się makabrycznie. Mamy odtwarzać drogę samobójcy, tak jakby bez umierania nie dało się kontemplować świata? Trzeba spojrzenia umierającego, żeby zobaczyć zwykły las?


    Piękny świat umarłego, Gazeta Wyborcza - Tadeusz Sobolewski, 2009-10-23
    http://film.gazeta.pl/film/1,24464,7174231,Piekny_swiat_umar...

    • agot

      Jak dla mnie za dużo w tym jakiegoś zbędnego patosu. Już sam punkt wyjścia - taka a nie inna śmierć to patetyczna idea. Nie lubię sztucznego egzaltowania - sama znam wielu ludzi, chorych psychicznie (mam na myśli depresje, nerwice natręctw itp.) , którzy też są samotni, ale nie wpadają na tak kuriozalne pomysły, jak ten głównego bohatera. Może i jest w tym jakaś głębia - przynajmniej ów samobójca starał się ją nadać - ale jak dla mnie to takie sztuczne i wymuszone... w czasach, gdy naprawdę można się zabić na wieeeele różnych sposobów, a tym sposobem w Europie w historii i nadal na świecie umierają i umierały miliony ludzi wbrew ich woli, to wg mnie trudno nie uznać tego za zbyt egzaltowane.
      Poza tym, podobnie jak już ktoś wspomniał - obrazowanie, mające zapewne oddać wizualnie to co w pamiętniku w ogóle mnie nie przekonało i wydawało się równie "na siłę" jak w ogóle cała koncepcja głównego bohatera

  • Blatta Blatta
    ocena: 8

    Film zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Sztucznej egzaltacji nie zauważyłam - materiał stanowiły przecież autentyczne zapiski, a nie widzimisię marnego scenopisarza. Uważam, że umarłym przysługuje prawo głosu, prawo do wytłumaczenia się. Wątpię, żeby protagonistą powodował pęd do sławy (litości!). Też kiedyś pisałam pamiętnik, nie dlatego, że marzyłam, by ktokolwiek go sfilmował, lecz aby zaznaczyć swą obecność w świecie. Dzienniki mają to do siebie, że są niespójne, nierówne, pełne sprzeczności. Kto powiedział, że tylko "jednostki wybitne" zasługują na wysłuchanie? Nie jestem w stanie utożsamić się z bohaterem, ale przecież nie o to chodzi. Bardzo żal mi tego człowieka, niezależnie od tego, czy miał umysłowość nastolatka, megalomianię czy po prostu "zwyczajnie" oszalał. Wycierpiał swoje. Poza tym dawno zjadły go robaczki. Nie pastwmy się nad nim dodatkowo po śmierci!

    • Blatta Blatta
      ocena: 8

      Coś, co warto uściślić w kwestii tej "autentyczności": oczywiście, przyjmujemy, że materiał faktograficzny został poddany obróbce ze strony twórców. Ale obrana przez nich konwencja, stylizacja na dokument, ma tylko jeden cel: przydanie zapiskom prawdopodobieństwa. Wyznania bohatera mają wartość tak długo, jak długo wierzymy w ich prawdziwość, tak więc pewne niedociągnięcia literackie mogą być zabiegiem zamierzonym.

      • evannell evannell

        Wydaje mi się, że strona wizualna dobrze podkreśla treść filmu. Mają to być ostatnie obrazy, które bohater widział w swoim życiu.
        Jeśli dobrze pamiętam, cały proces "umierania" trwał około 60-ciu dni. Sześćdziesiąt dni spędzonych samotnie w jednym miejscu, przez człowieka, który nie został do tego wybrany przez żadną komisję w ramach eksperymentu, który potem można byłoby opisać i dać ludzkości jako pożywkę duchowo-intelektualną.
        Po śmierci mojego ojca, dawno temu, znalazłem w jego szufladzie wiersze, których nikomu nie pokazał. Nawet nie wiedzieliśmy, że w ogóle je pisał. Trudno powiedzieć, po co ktoś, kto pragnie umrzeć w samotności, zabiera ze sobą notes i zapisuje własne myśli. Czasem jest to forma kontaktu ze sobą samym. Chęć podzielenia się sobą z kimś. Są ludzie, którzy obawiają się mówić o sobie innym. Kartka jest słuchaczem, który nas nie ocenia, jednocześnie stwarzając wrażenie, że wyrzuciliśmy coś z siebie.
        Myślę, że film jest dobry taki, jaki jest. Nudny, monotonny, zbyt długi. Moim zdaniem sa to środki, dzięki któym bardziej odzwierciedla on sytuację bohatera.
        Amatorom zaglądania za kurtynę męczeńskiej smierci bez uszczerbku na zdrowiu nie przyniesie satysfakcji. Zresztą chyba nic nie przyniesie.

  • beczka1977 beczka1977

    ... ten film jest trochę jak dzieło Nietzschego - dla wszystkich i dla nikogo... Jeśli zaś chodzi o "braki warsztatowe" wymienione przez ciebie (nużący styl, niespójności itp.) to właśnie one zwiększają realizm całej historii, mamy tu bowiem do czynienia z chaotycznym (a co za tym idzie - czysto ludzkim) strumieniem świadomości człowieka w agonii. Nie należy oczekiwać od niego żelaznej logiki i konsekwencji w myślach i działaniu - w tej sytuacji tracą one bowiem na znaczeniu... Zaś nuda... No cóż, życie większości z nas jest po prostu nudne i powtarzalne, dlaczego więc nasza śmierć miałaby być inna...
    Ten film to swoista proza umierania odarta z wszelkiej poezji tejże... W każdym razie wart polecenia tym, którzy starają się rozumieć a nie oceniać...

  • użytkownik usunięty

    Kolego, jeżeli twoja ocena dla "Mrocznego Rycerza" czy "Avatara" sięga 10 to zastanawiam się skąd taki kinoman wygrzebał Odgłosy owadów... Film głęboko filozoficzny który przedstawia ogólny plan bezsensu i chaosu rządzącego wszechświatem. Zrozumienie filmu wymaga wiedzy filozoficznej... Której jak widać niektórym brakuje

    • antifaa antifaa
      ocena: 8

      Również mnie to pytanie niezmiernie to nurtuje i może to egoistyczne podejście ale po przeczytaniu powyższej wypowiedzi wolałabym jednak żeby go nie wygrzebał ;)

  • użytkownik usunięty

    do autora:

    . historia nieciekawa - na szczęście ci, którzy potrafią mają swoje w tym temacie zdanie

    . samobójca nie porównuje się definitywnie z Jezusem czy Buddą, podkreśla wręcz, że nie ma na tyle siły duchowej co oni, by po 40 dniach postu wstać i zacząć żyć dalej, nauczając innych mądrości wyniesionych z wielotygodniowej głodówki, medytacji i oczyszczenia.

    . to nie miał być w zamyśle reżysera (wedle opisów dostępnych w internecie) i szczęśliwie niektórych widzów, film dążący do budowania taniego napięcia. napięcie miało zapewne rodzić się subiektywnie u każdego widza w różnym stopniu. ten film to "anatomia" śmierci poprzez samobójstwo. wiwisekcja poprzez konsekwentne i precyzyjne odczytywanie notatek znalezionych w lesie, czyli de facto stanu umysłu samobójcy. kto potrafi się wczuć w sytuację samobójcy, dojrzał do empatii a nie wertowania filmu powierzchownie, na pewno nie przechodzi obok tego filmu obojętnie. kto nie potrafi po prostu szuka gdzie indziej. moim skromnym zdaniem, płycej.

    . nie sądzę, że samobójca szukał sensacji. umieranie z własnej woli to nie jest moim zdaniem łatwa rzecz. na pewno cierpiał a wówczas trudno oceniać taką postawę tylko dwu barwnie. nikt normalny nie szuka sensacji zabijając się. a z drugiej strony chcąc się zabić nie znajduje tyle siły i trzeźwości intelektualnej ile bohater. zupełnie zdajesz się nie zauważać głębi przemyśleń, do których dochodzi stając w obliczu śmierci. taka historia miała miejsce i to jest najważniejsze. a nie dziecinne ucinanie faktu poprzez stwierdzenie, że to bzdura. jeżeli byłaby to bzdura to nie miałaby miejsca. ty pewnie jesteś silną osobowością i nie masz absolutnie słabych stron. mówienie o śmierci, że jest bzdurą, do tego w przypadku dokumentu, pokazuje jak niedojrzałym jest jeszcze widz.

    i ostatnie, nie chciałbym cie mieć za przyjaciela ani druha życiowych doli i niedoli. usiłujesz kreować siebie jako kogoś silnego i niewrażliwego na słabości. a to najczęściej podświadomość słabego człowieka, do którego trzeba mieć sporą rezerwę i uwagę.

    osobiście jestem pod wrażeniem tego filmu. przy odpowiednim podejściu i empatii można doznać uderzających ale zarazem oczyszczających refleksji. do tego znakomite obrazy, zdjęcia. jedyna i zarazem udana interpretacja wydarzenia, które miało miejsce ze strony reżysera.

    • użytkownik usunięty

      mam na myśli udane zdjęcia jako jedyną nie wychodzącą poza konieczność interpretację historii samobójcy w wykonaniu reżysera

      • zawiej2_2
        ocena: 8

        nic dodać nic ująć

        • mariouszek mariouszek

          większość odpowiedzi jest po prostu poniżej pasa, wystraszyliście się umierania, samej idei, takiej możliwości i dlatego tak negatywnie większość podeszła do tego filmu, no cóż, jest to kino graniczne jak ktoś zauważył:)

          • redrekin

            Film naprawdę wart obejrzenia. Zastanawia mnie tak niska ocena, chyba wielu z oceniających nic z niego nie "złapało" .

    • buckley buckley
      ocena: 1

      Charakterystyczne, przykre.. i małe tu i w wielu innych wątkach jest to, jak Ci, którzy oceniają przedmiot pozytywnie roszczą sobie wyłączność ostatecznego i prawidłowego rozumienia go, przypisując jednocześnie tym, którym "się nie podobało" brak zrozumienia tematu - ot wyrocznia przemawia, bo doznała poznania sedna wszechrzeczy i praw uniwersalnych. Nie godzę się z tym :)
      Rzeczy ostateczne, graniczne, dużo lepiej rozważa mi się przy Pornography - The Cure, obrazach Beksińskiego, Psychologu w obozie koncentracyjnym - Frankla, a filmowo choćby Six Feet Under.
      Jeśli chodzi o wątek niezmieszczenia się w konwencji społeczeństwa i próbę ucieczki z niego przez bohatera, dużo bardziej przekonuje mnie Into the Wild.
      Przedostatni akapit o usiłowaniu kreowania się na kogoś tam, jest tak kuriozalny, że nie wiem, czy bardziej bolesny, czy komiczny w swej chybionej nadinterpretacji.
      Por fin.. podtrzymuję zdanie na temat omawianego filmu, sądząc, że zrozumiałem.. choć zastanawiając się, czy było w nim aż tak dużo do rozumienia.. a jeśli, to chciałbym pozostać przy prawie rozumienia go, czucia i filtrowania w swej własnej konwencji estetyczno-światopoglądowej = nie podobało mi się ani trochę.
      Pozdrawiam wszystkich uprzejmie, namawiając do szanowania poglądów.. ale też osób je głoszących - odmiennych, niż Wasze - bo teorie o tym, że ktoś nie zrozumiał, godzą już w osobę, a nie tylko jej pogląd :)

      • użytkownik usunięty

        Ja szanuję Twoje poglądy, natomiast próbowałem uargumentować ich powierzchowność.

        Już pierwsze stwierdzenie, że historia przedstawiona w filmie (i w realu) jest nieciekawa, jest wg mnie albo mocno prowokacyjna albo mocno nie przemyślana. Bo nie o ciekawość tu chodzi wg mnie lecz o dramatyczność. Naprawdę brzmisz jakby przystawienie naładowanego pistoletu do Twojej głowy, czy widmo uduszenia przez utopienie czy jakakolwiek sytuacja zagrożenia życia nie robiła na Tobie wrażenia. Resztę wypunktowałem powyżej.

        Co do Into The Wild, trudno żeby wszyscy odludkowie szli tą samą drogą co Chris McCandle. Bardzo czarno biała insynuacja. Świat jest różnorodny i dobrze byłoby to zrozumieć, niezależnie od tego czy ktoś może brzmieć dla Ciebie jak wyrocznia czy nie.


        • buckley buckley
          ocena: 1

          Stwierdzeniem: "Świat jest różnorodny i dobrze byłoby to zrozumieć" dotknąłeś sedna sprawy. Tylko właśnie w związku z tym nie rozumiem prób nawracania mnie na wyznawanie "jedynej słusznej prawdy" na temat "Odgłosów.." bo taka nie istnieje.

          Teraz trochę klaryfikacji:
          "Naprawdę brzmisz jakby przystawienie naładowanego pistoletu do Twojej głowy, czy widmo uduszenia przez utopienie czy jakakolwiek sytuacja zagrożenia życia nie robiła na Tobie wrażenia"
          W którym miejscu? Czy to nie wyłącznie Twoja projekcja? Nigdzie czegoś takiego nie stwierdziłem, co więcej, scena z wspominanego już SFU, gdzie Dave Fisher z pistoletem w ustach i oblany benzyną, jest terroryzowany przez świra, napawa mnie przerażeniem - a tylko w związku w ograniczoną ilością czasu i brakiem poczucia konieczności udowadniania, zakończę na tym przykładzie..

          "Co do Into The Wild, trudno żeby wszyscy odludkowie szli tą samą drogą co Chris McCandle. Bardzo czarno biała insynuacja."
          Jaka insynuacja? Napisałem tylko (wywołany wcześniej do tablicy, jako niewrażliwy uniwersalnie na los człowieka, który nie potrafi znaleźć swego miejsca w społeczeństwie), że coś mnie przekonuje bardziej, że są tego typu historie, które robią na mnie wrażenie. Skąd te rozbudowane, nietrafione nadinterpretacje? Konwencja, historia człowieka, przedstawienie jego dylematów w ITW najprawdopodobniej mi odpowiadają. Beż żadnych insynuacji. Paranoja jakaś. Koniec. Kropka.

          Dalej:

          Wracając do mojej pierwszej wypowiedzi i wątku postawy oraz wyboru bohatera historii - ni w ząb jej nie rozumiem, nie rozumiem jej nie rozumem, nie rozumiem jej kryteriami - i to jest jedyna rzecz, która podlega tu dla mnie rozumieniu.. bardziej rozumnych uprzejmie proszę w związku z tym o wyjaśnienie mi - jaka jest domniemana motywacja bohatera do czynu, jaką wartość miało jego działanie dla ludzkości, czego ją nauczyło, jakiego sensu nadało, jakiej nadziei, czego możemy się od niego nauczyć, czego uniwersalnego dowiedzieć.. o jego kondycji, o kondycji społeczeństwa?
          Jak w tym całym kontekście prostego odejścia w ciszy i wyobcowaniu rozumieć czynione zapiski?
          I ja rzecz jasna sam mogę sobie próbować na te pytania odpowiedzieć... tyle, że ponoć pytania oświecają bardziej, niż odpowiedzi.. :)
          Nie porównuje się do Buddy i Chrystusa? Moim zdaniem, pisząc, że się z nimi nie równa.. właśnie to czyni :)

          Dla mnie, nawet oprawa muzyczna w postaci III Symfonii Góreckiego, nie uratowała by tematu.. a w wielu innych miejscach zapłaczę, nawet gdy ona nie jest ścieżką :)

          Pozdrawiam

          • użytkownik usunięty

            Nie nawracam Cię. Po prostu nie rozumiem jak można być tak podejrzliwym wobec tak ekstremalnej a zarazem prostej historii. Zarzucać człowiekowi, który umarł na odludziu, zmierzył się z własną śmiercią, chęć zdobywania medialnego poklasku. Przecież nawet jego ciało i zapiski nie zostały znalezione w świetle reflektorów tylko w zwykłych okolicznościach. ?

            Czy potrafisz wczuć się w sytuację samobójcy? Stanąłeś kiedyś w jakiejkolwiek, realnej sytuacji zagrożenia własnego życia (stąd dygresja o przystawieniu pistoletu itd.)? Chyba nie, skoro zarzuciłeś "bohaterowi" chęć zdobycia poklasku poprzez pozostawienie zapisków, a zupełnie zignorowałeś fakt, że umarł w samotności a jego ciało i zapiski nie zostały odnalezione w jakichś spektakularnych, medialnych okolicznościach. Czy podważasz fakt, potrzeby zapisania myśli i wyrażenia siebie przez kogoś kto znalazł się w ekstremalnej dla siebie sytuacji? Ludzie zawsze w istotnych mniej lub bardziej momentach wyrażali siebie w jakiś sposób. To naturalne. Tym bardziej kiedy żegnasz się ze swoim życiem.

            Syn Beksińskiego popełnił samobójstwo dając temu wyraz nie tylko w swojej ostatniej trójkowej audycji. Ojciec po fakcie stwierdził, że rozumie motywację Tomka, który na ziemi nie widział już po prostu dla siebie miejsca. Potrafisz tak dogłębnie, beznamiętnie spojrzeć na rzeczywistość? A jednocześnie dostrzec poprzez jej przemijalność, marność, nietrwałość, dynamiczność jej piękno i zjawiskowość? Tomasz Beksiński i bohater Zapisków, podobnie jak Budda i Chrystus widzieli obie strony medalu, bo widać to w ich tekstach i wypowiedziach. Tylko, że im zabrakło prawdopodobnie motywacji, by dalej żyć z tym faktem. By jakoś rozwinąć swoje przemyślenia i wnioski na temat życia. Nie nam to jednak oceniać. Życie toczy się dalej, niemniej do poznawania takich historii nadal mamy prawo i trzeba być wdzięcznym, że można czerpać z tego typu doświadczeń innych ludzi.

            Bohater zapisków wiedział, że mimo zbliżonych przemyśleń na temat życia, jak Chrystus czy Budda, nie jest w stanie kontynuować życia i zrobić ze swojej wiedzy pożytku dla innych. Dlatego nie śmie się do nich porównywać.

            • buckley buckley
              ocena: 1

              Twój ton natarczywych pytań, sugerujących odpowiedź, to że sam częściowo udzielasz na nie odpowiedzi, to że dorabiasz interpretacje moim wypowiedziom, zaczyna być męczące. Nie do końca też rozumiem, co miałyby udowodnić odpowiedzi na nie, jaką tezę? Jeśli odpowiedź miałaby być twierdząca, to równorzędnie znaczy, że "Odgłosy.." to dobry film???

              Krótko:
              - Czy potrafisz wczuć się w sytuację samobójcy? - Potrafię.
              - Stanąłeś kiedyś w jakiejkolwiek, realnej sytuacji zagrożenia własnego życia (stąd dygresja o przystawieniu pistoletu itd.)? - Nie stanąłem. I nie widzę żadnego związku z historią w filmie.. gościowi nikt nie przystawiał pistoletu do głowy - sam, nieprzymuszony wybrał się ma pustkowie, żeby napawać się swoim umieraniem.
              - Czy podważasz fakt, potrzeby zapisania myśli i wyrażenia siebie przez kogoś kto znalazł się w ekstremalnej dla siebie sytuacji? - Nie podważam.. tyle, że nasz bohater nie został w takiej sytuacji postawiony, on ją sam wybrał.

              Ciekawe, że piszesz o Tomku Beksiński.. Poznałem go 15 grudnia 1999 roku, na koncercie Hammila, parę dni przed pamiętną Wigilią.. tylko zupełnie nie rozumiem zestawienia jednego z drugim. Tomek cierpiał za życia, szukał sensu, walczył z rozgoryczeniem.. i w swych felietonach temu daje ujście, doskonale rozumiem jego postawę i motywy działania. Tylko on rozprawiał się z samym życiem i tym, co go w nim przerosło, a nie z wyekstrahowanym z niego procesem umierania i jego analizą dzień po dniu - tak jak to w filmie czyni nasz bohater.. I w związku z tym, mamy do czynienia z zupełnie różnymi przypadkami.. ale Ty najwyraźniej tej nawet ani trochę niesubtelnej, a oczywistej różnicy nie dostrzegasz.
              I skończ już z tym kuriozalnym, mentorskim stylem, przyjmij, że można być wrażliwym, oczytanym, osłuchanym, rozważającym kwestie życia i śmierci, empatycznym, obeznanym z nurtami filozoficznymi, psychologicznymi i nadal.. oceniać film na "1" - przy czym, nie wynika to, jak chciałbyś w swoim ciasnym świecie uprościć, z faktu niezrozumienia, czy jakiegokolwiek rodzaju deficytów - nie przyszło do Ciebie, że może to Ty czegoś nie rozumiesz..............???

              • użytkownik usunięty

                Jeżeli uważasz, że ten człowiek napawał się umieraniem i postawił się w takiej sytuacji dla rozgłosu, to czytanie i odpowiadanie na Twoje słowa nie ma ABSOLUTNEGO sensu.

                • buckley buckley
                  ocena: 1

                  Na szczęście nie Ty decydujesz o tym, co ma sens :)
                  Te tanie manipulacyjne składnie: "jeśli coś, to coś tam", zachowaj na czas niedzielnego obiadku.
                  Wyraźnie widać, jak już nie wiesz, czego się uczepić pazurkami, żeby dowodzić swych racji.
                  Cienki jesteś, na miarę siły swojej argumentacji o mocy niszczycielskiej myszy pierdzącej w szkatule
                  z klejnotami - cieńszy jeszcze od filmu..

                  • użytkownik usunięty

                    Proszę daruj sobie odwołania do tego, co jest kuriozalne, do swojego oczytania, osłuchania, empatii, nurtów filozoficznych i innych cudeniek, które tam masz w swojej kolekcji jednocześnie obok Mrocznego Rycerza i Beksińskiego, , skoro czepiasz się od samego początku spraw, których w tym filmie po prostu nie ma. I nie wysilaj się więcej ze swoimi atakami na czyjąkolwiek erudycję czy kuriozalny, mentorski styl. Bo to jest mnie złe od Twojej erudycji, która zakrywa po prostu jedno wielkie pozerstwo.

                    I naucz się prowadzić dyskusje, nawet z niedouczonymi i ograniczonymi jak ja, zamiast atakować i przeczyć samemu sobie.

                    Bez odbioru

  • kanbus

    Co tu dużo gadać , buckley, nic nie skumałeś.

    • buckley buckley
      ocena: 1

      :)

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: