Moja recenzja filmu ?Ogniem i mieczem? Jerzego Hoffmana z 1999 roku.

Na wstępie chciałbym napisać, że jestem wielkim fanem Trylogii Sienkiewicza, czytałem ją pierwszy raz w 1997 roku, później do niej wielokrotnie wracałem. Zawsze najbardziej lubiłem ?Ogniem i mieczem? jako najciekawszą część Trylogii i bardzo interesowałem się jej ekranizacją, na którą czekano przecież wiele lat.
Powinienem chyba zacząć moją recenzję od wyrażenia swojej opinii na temat włoskio-francuskiej wersji filmu z 1962 roku.
Jako 13-letni wielki miłośnik historii oglądałem często (oczywiście bez znajomości języka) filmy historyczne i kostiumowe na niemieckim programie satelitarnym VOX. Jakie było moje zdumienie, gdy podczas kolejnego seansu zacząłem widzieć Kozaków i słyszeć dobrze znane mi nazwiska Zagluba, Ketusky itd. Później jeszcze raz miałem okazję obejrzeć to ?dzieło?, gdy wyemitowała je TVP we wrześniu 1999 roku, tym razem w polskiej wersji językowej.
Moja opinia o tym filmie? Kompletne dno, prawdziwa szmira! Henryk Sienkiewicz przewróciłby się w grobie, gdyby zobaczył, co zrobiono z przeniesieniem jego powieści na ekran...
Film nie zachowuje żadnego realizmu historycznego z połowy XVII wieku, nawet rozmija się z oczywistymi faktami. Dość powiedzieć, że pod Zbarażem ginie Chmielnicki (sic!), Skrzetuski chciałby zostać nie husarzem, ale huzarem, Tatarzy wyglądają prawie jak japońscy samujarowie etc.
Brak postaci Wołodyjowskiego, ginie Zagłoba, umiera także Bohun, nie ma sensu wyliczać błędów i wypaczeń ?Col ferro e col fuoco?, bo to ewidentna strata czasu. I nie dziwi mnie wcale fatalna ocena bywalców Filmweb.pl wynosząca (przy dziesięciu głosach)...3,12!
Recenzję polskiej wersji ?Ogniem i mieczem? wypada zacząć od od analizy zgodności ekranizacji z powieściowym pierwowzorem. Według mnie, film stanowi bardzo okrojoną wersję książki Sienkiewicza, ale gdyby uzupełnić film o wiele różnych scen, czas jego trwania znacznie by się wydłużył, na co przecież reżyser nie mógł sobie pozwolić (choć ?Potop? trwa przeszło 5 godzin). Brakuje mi przede wszystkim bitew pod Korsuniem (nie wystarczy samo ukazanie pobojowiska) i Zborowem (choć nie ma jej w książce), większego ukazania skali wydarzeń, które rozgrywały się na całej Ukrainie. Dwie sceny (Tatarzy prowadzący jasyr na Krym i
powieszeni przez wojska Wiśniowieckiego chłopi, poddani Kurcewiczów) nie mogą obrazować całego powstania, które rozgrywało się na wielkiej przestrzeni dawnej Rusi. Czmeu bitwa pod Żółtymi Wodami jest tak skrócona względem oryginału? Dlaczego nie ma zdrady Krzeczowskiego?
Walki najemnej niemieckiej piechoty z Kozakami? Choć krótkiego obrazu elekcji? Wydaje mi się, że powinny być, nawet krótkie, opisy tego, co działo się w całej Rzeczpospolitej. Ktoś nie zorientowany w realiach historycznych nie wiedziałby o co chodzi, a przecież film miał być przeznaczony także dla widzów spoza kraju. I jeszcze jedno, dlaczego nie ma słowa, choćby wzmianki o bitwie pod Beresteczkiem? Przecież losy postaci ściśle wiążą się z tym ważnym wydarzeniem... A to przecież istotna treść epilogu.
Gra aktorów
Czytałem wiele różnych opinii ludzi, którzy obejrzeli film. Moje odczucia są podobne do większości z nich. Jeśli chodzi o Michała Żebrowskiego, to według mnie dobrze się spisał. Skrzetuski w powieści jest schematyczny, pozytywna postać po stronie dobrych, Polaków, wyróżnia się męstwem, odwagą i patriotyzmem. I tak też zagrał tą postać Żebrowski.
Aleksandr Domogarow jako Bohun to prawdziwy majstersztyk! Świetnie dobrany aktor, doskonale oddawał cechy powieściowego atamana. Jest porywczy, odważny, ma ogromny temperament, podejmuje ważne decyzje bez chwili zastanowienia. Wyróżnia się urodziwością. Trochę żal mi tej postaci, gdy w końcówce zostaje wprowadzony na postronku na dziedziniec. A teraz Helena. Nikt nie zostawił na Izabelli Scorupco suchej nitki, ale kto jeśli nie ona? Nie potrafię dziś sobie wyobrazić innej aktorki w tej roli... Co prawda Helena miała zupełnie inny typ urody niż książkowy pierwowzór, w powieści była czarnowłosa i ?czarnobrewa?, a tu niebieskie oczy? I ten gruby głos... Ale nie będę jej do końca potępiał. Wypada się zastanowić, kto z aktorów przyciągnąłby widzów do kin, jeśli nie gwiazda ?GoldenEye? Izabella Scorupco?
Jeśli chodzi o Zbigniewa Zamachowskiego w roli Wołodyjowskiego, to spisał się dość słabo. Ale chyba po Tadeuszu Łomnickim nikt już nie mógłby zagrać dowódcy dragonów Wiśniowieckiego równie dobrze jak on.
Krzysztof Kowalewski-Zagłoba? Myślę, że to udany występ, choć od doskonałych poprzedników, czyli Mieczysława Pawlikowskiego i Kazimierza Wichniarza dzieli go duży dystans.
Rzędzian w wykonaniu Malajkata? Dobrze, choć od razu rzucała się różnica wieku postaci książkowej i filmowej (Rzędzian w powieści miał około 20 lat!), ale Malajkat spisał się na tyle przyzwoicie, że można przymknąć na to oko.
Zborowski- Podbipięta? Dobry wybór Hoffmana, dobre wykonanie. Należy dodać, że scena śmierci Litwina jest chyba najsmutniejszym momentem całego filmu.
Do pozytywów należą także odtwórcy ról Horpyny, Krzywonosa, księdza Muchowieckiego, kniahini Kurcewiczowej, Czaplińskiego i atamana koszowego.
A teraz postaci historyczne.
Bogdan Stupka jako Chmielnicki? Zaangażowanie tego aktora ukraińskiego było dobrym wyborem producentów, przekonująca gra naprawdę stawia tą postać w gronie najlepszych odtwórców ról w ?Ogniem i mieczem?.
Podobnie pozytywnie oceniam występ Andrzeja Seweryna, charyzmatyczny książę Wiśniowiecki znalazł właściwego aktora, który zagrał władczą, szlachetną ale też okrutną postać. Trafnym wyborem było też zaangażowanie Daniela Olbrychskiego jako Tuhaj-Beja oraz Adama Ferencego jako tatarskiego Chana. Kiepsko za to moim zdaniem z powierzonego zadania wywiązał się Marek Kondrat, który był wyraźnie słabszy od Piotra Pawłowskiego z ?Potopu?.
Jeśli chodzi o kostiumy, militaria i konie to nie mam większych zastrzeżeń do realizatorów filmu. Po prostu wykonali dobrze swoją pracę, choć na pewno nie było łatwo o właściwe odwzorowanie realiów historycznych. Niestety według mnie scenografia w ?Ogniemi mieczem? pozostawia wiele do życzenia... Niby w Czechryniu i Rozłogach wszystko wyglądało w porządku, ale już Łubnie, Zbaraż wymagały pokazania z szerszego punktu widzenia.
I wreszcie batalistyka. O dziwo jak na film historyczny to najsłabsza strona filmu. Brakowało mi szczególnie monumentalności sienkiewiczowskich zmagań. W ekranizacji mamy pokazane jak garstka husarzy atakuje garstkę Kozaków lub Tatarów, a przecież w powieści w bitwach brały udział setki i tysiące walczących... Dlaczego nie zaangażowano większej ilości statystów? Dlaczego husaria nie uderza w zwartym szyku? I nie kieruje kopii nisko ziemi, czym w rzeczywistości zmiatała szeregi przeciwnika. Gdyby ataki wyglądały jak w ?Ogniem i mieczem?, to odniosła by tyle wielkich zwycięstw w XVII wieku (Kircholm 1605, Kłuszyn 1610, Wiedeń 1683)? Może innym widzom ta strona filmu przypadła do gustu, ale ja obstaję przy swoim zdaniu, że realizatorzy mogli pokusić się o więcej... A szkoda, że tak się nie stało.
A teraz o muzyce. Krzesimir Dębski stworzył naprawdę dobrą ścieżkę do filmu. Jest doskonale dopasowana do scen, którym towarzyszy, oddaje należycie nastrój większości scen. Mam tylko zastrzeżenia do utworów, które pojawiają się, gdy naciera jazda albo w ogóle nasze wojska, np. gdy Wołodyjowski uderza na oddział Bohuna. Ale biorąc cały czas trwania ?Ogniem i mieczem? to oceniam pozytywnie pracę wykonaną przez Krzesimira Dębskiego.
Na plus można też zaliczyć ?Dumkę na dwa serca? w wykonaniu Edyty Górniak i Mieczysława Szcześniaka, która towarzyszyła promocji filmu.
A teraz, na zakończenie mojej recenzji, warto podsumować moje wywody. Jeśli chodzi o moją ocenę filmu, to daję notę 7/10. Gdyby były lepsze ujęcia batalistyczne, kilka więcej scen, mniej uproszczeń względem książkowego oryginału, więcej wyjaśnień (nawet w wykonaniu narratora) dotyczących skali konfliktu i wydarzeń mających miejsce w całej Rzeczypospolitej w ciągu tych kilku lat trwania akcji, myślę, że można by dać nawet 9/10. Do zalet filmu należy niewątpliwie muzyka, kostiumy, wartka akcja i bardzo szybko zmieniające się obrazy wydarzeń (w odróżnieniu od np. ?Potopu? tego samego reżysera). Podoba mi się wiele scen, np. dobry dialog między Skrzetuskim i Chmielnickim na Siczy ukazujące niedoskonałości społeczno-polityczne ówczesnej Rzeczypospolitej, słowa starego Barabasza na temat losu Kozaków na Ukrainie i wiele, wiele innych. Naprawdę polecam ten film i serial, który bez znudzenia mógłbym oglądać w nieskończoność, każdemu widzowi zainteresowanemu historią lub poszukującego naprawdę dobrego kina. A już tym bardziej zachęcam do lektury powieści Sienkiewicza, ponieważ w większości przypadków książkowy pierwowzór jest dużo lepszy niż film.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: