Dla tych którzy uważają że film jest nudny!!

Obejrzyjcie go do końca. Cierpliwości. Postarajcie się go zrozumieć, wczuć. Kiedy film się skończy, niekoniecznie nazwiecie go arcydziełem, ale nie będziecie żałować czasu poświęconego na ten film. Warto.. klasyka.. Nawet "trzeba".

34
  • ci co to piszą, to piszą o sobie

    • Lepiej bym tego nie ujął. W sumie trudno mi jest zrozumieć osobę uważającą "The Godfathera" za obraz nudny. Moim zdaniem to tylko oznacza, że albo ta osoba niedokładnie oglądała ten film, albo po prostu nie zna prawdziwego męskiego kina.

      • To niekoniecznie męskie kino. Dziewczyny też mogą się "Ojcem..." rozkoszować. Do filmu trzeba po prostu dojrzeć. Też nie rozumiem ludzi, którzy mówią, że trylogia Coppoli jest nudna. Nigdy nie była i nie jest nudna. To ARCYDZIEŁO kina gangsterskiego.

        • Moim zdaniem problem może leżeć w tym, iż młodzi ludzie są przyzwyczajeni do innego rodzaju kina. Powiem na moim przykładzie, tak będzie najłatwiej i najuczciwiej. Dość długo wstrzymywałam się z obejrzeniem tego filmu, co uważam za dobre, bo pewnie na inne aspekty zwracałabym uwagę, kiedy byłam młodsza.

          1. Teraz, po seansie, nadal myślę o tym filmie i pewnie długo jeszcze nie wyjdzie mi głowy, co samo w sobie jest moim zdaniem ogromną zaletą. Wiele było produkcji, które obejrzałam i za chwilę nie wiedziałam, o czym opowiadały. Nie dlatego, że mają bardzo zawiłą fabułę czy występuje w nich wiele postaci, ale po prostu dlatego, że są banalne.
          2. Oglądając film zastanawiałam się, jak ja zareagowałabym, będąc na miejscu bohaterów. Zmusił mnie do stawiania pytań na temat tego, co jest w życiu ważne, nie upraszczając zagadnienia i nie dając jednoznacznych odpowiedzi.
          3. Mam teraz nieco inne spojrzenie na temat mafii, tzn. wcześniej w mojej głowie były same klisze. Teraz widzę o wiele bardziej żywy, szerszy i bogatszy w detale obraz.
          4. W tym filmie naprawdę świetnie zbudowany został klimat. Oglądając go czułam się, jakbym została przeniesiona w inne czasy.
          5. Ogromne wrażenie robią również: aktorstwo na najwyższym poziomie, przepiękna muzyka i praca kamery.
          6. To już oczywistość, ale skoro już wyliczam, co mnie w filmie ujęło, nie mogę pominąć tego aspektu. Postać Mike'a jest naprawdę jedną z najlepiej skonstruowanych ról, jakie widziałam. Z jednej strony uderza metamorfoza, jaką przedstawił Al Pacino, z drugiej urzeka fakt, iż zostało to zagrane w tak naturalny sposób. Często aktorzy prezentując takie zmiany, są nadmiernie ekspresyjni, przez co grani przez nich bohaterowie wydają się być przerysowani i mniej wiarygodni. Tymczasem tutaj dzięki surowości, oszczędności w środkach powstała postać niesamowicie realistyczna.

          Niemniej trudno mi jest ten obraz ocenić. Dlaczego?

          1. Obejrzałam wiele innych filmów, zanim dotarłam do "Ojca Chrzestnego", co rzutuje na sposób, w jaki odbieram to dzieło.
          a) Wiele motywów, tropów, a nawet scen z tego filmu (a także książki) pojawia się w innych produkcjach, w tym komediach i kreskówkach. To powoduje, że mimowolnie czuję się rozbawiona, kiedy napotykam je w pierwowzorze. Z tej przyczyny sceny, być może wzbudziłyby we mnie odmienne uczucia, gdybym najpierw widziała "Ojca Chrzestnego", nie spełniają swojego zadania.
          b) Od roku 1972 technika filmowa poszła bardzo do przodu. Na mojej mamie robiła wielkie wrażenie brutalność tego filmu, w moim odczuciu sceny morderstw itp. są przedstawione dość delikatnie. Ponadto są dość sztucznie przedstawione, co tworzy duży kontrast w zestawieniu z rewelacyjnym przedstawieniem np. uczuć na twarzach bohaterów. Może się czepiam, ale patrząc na scenę bójki Sonny'ego i Carlo widzę, że aktorzy tylko udają.
          c) Bardzo często byłam w stanie przewidzieć, co się stanie za chwilę. Mogło to wyniknąć po prostu z tego, że szybko wczułam się w ten świat i reguły nim rządzące. Niemniej niewiele było momentów zaskakujących. Być może dlatego niektórzy sądzą, że jest nudny.
          2. Trochę trudno mi się było połapać w konstelacji postaci. Możliwe, że ze względu na to, że byłam jednak za mało skupiona. Jednak po przejrzeniu forum widzę, że nie jestem jedyną osobą stawiającą ten zarzut, więc może to pewne niedociągnięcie wynikające ze scenariusza.
          3. W wersji, którą ja oglądałam, nie było tłumaczenia dialogów prowadzonych po włosku. Nie wiem, w jakim stopniu były istotne dla fabuły, ale trochę mi to przeszkadzało.

  • A ja ostrzegam że część ludzi wynudzi się i mocno zawiedzie !!!

  • Bywają nudne utwory Bacha i Mozarta, wybacz, tu nie chodzi o to, żeby się znać, tylko dlatego, że coś jest klasyką nie musi być od razu interesujące i porywające. Znam wiele starych filmów, które rzucają na kolana, ten dla mnie jest dobry, acz potwierdzam, nudny.

  • Ja nie musiałam czekać do końca. Byłam zachwycona Ojcem Chrzestnym od pierwszej sceny. Nie rozumiem, jak niektórzy mogą uznawać ten film za nudny?
    Co to w ogóle znaczy, nudny? To bardzo szerokie pojęcie. Mnie na przykład nużą filmy akcji dla mas, pełne pościgów i strzelanin, więc...

  • Dla mnie ten film jest nudny, dziwny, toporny, nie ma w nim nic "fajnego", dziwne kreacje Brando i Pacino, dziwnie się ci ludzie zachowują tak poważnie, negatywnie, spokojnie i ostrożnie. Poza tym gangsterzy, którzy żyją nielegalnie i ponad prawem udają normalnych, poważnych, i rozsądnych ludzi? Dziwne i śmieszne. Niech mnie ktoś przekona, że jest inaczej to będę wdzięczny :)

    • "Poza tym gangsterzy, którzy żyją nielegalnie i ponad prawem udają normalnych, poważnych, i rozsądnych ludzi? Dziwne i śmieszne. Niech mnie ktoś przekona, że jest inaczej to będę wdzięczny :)"

      Jeśli weźmiesz pod lupę różne włoskie mafijne rodziny, to tak to u nich na ogół wygląda. Mają rodziny, chodzą regularnie do kościoła i na niedzielne obiadki do mamy. A jak trzeba kogoś sprzątnąć za niezapłacenie długo to nie jest to morderstwo, lecz wymierzenie sprawiedliwości. W ich mniemaniu postępują słusznie.

    • Najwyraźniej słowo "gangster" kojarzy Ci się z polskim debilem, który wizyty na siłowni zagryza sterydami i przepala marihuaną, a w przerwach chleje i bije się na ulicy. Ale ten film nie jest o gangsterach, tylko o mafii. To chyba nie do końca to samo.
      Film oglądałem kilka razy. Za pierwszym razem faktycznie trochę się nudziłem. Ale za każdym kolejnym wciągał mnie bardziej. Po dokładnym poznaniu całości uważam go za na prawdę dobry. I prawdę mówiąc nie uważam, że jest to film o mafii. Raczej o tym, jak może zmienić się człowiek pod wpływem negatywnych przeżyć. O tym, jak Mikael Corleone z uczciwego żołnierza który trzyma się z dala od mafijnych interesów zmienia się w najbardziej bezwzględnego z nich wszystkich. I w dodatku zamiast działać według wcześniejszych mafijnych zwyczajów, w zgodzie z innymi rodzinami, wszystko zmienia po swojemu, i przejmuje całkowitą władzę. Jak z "cywila" zmienia się w capo di tutti capi.

  • Po tak wysokich ocenach, spodziewałem się naprawdę czegoś świetnego, wywalonego w kosmos. Jednakże trochę się nudziłem, a czas trwania filmu jeszcze bardziej to pogarszał - topornie się oglądało...
    Za ogół moja ocena 7/8.

  • Zrobiłam dzisiaj drugie podejście do tego filmu, ale po godzinie odpadłam. Nie mój gatunek, na to wygląda.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: