Dlaczego najlepszy film wszechczasów?

Na wstępie uprzedzę, że nie chcę zaczynać tu jakieś kłótni tylko uzyskać informacje. Często spotykam się z opinią o "Ojcu chrzestnym" najlepszy film wszechczasów. Osobiście film nie bardzo przypadł mi do gustu, ale chciałbym dowiedzieć się co ma ten film czego nie mają inne tytuły, że jest aż tak bardzo ceniony. Rozumiem, że aktorzy zagrali wspaniale, reżyser też się popisał, historia i dialogi są na poziomie, a muzyka hipnotyzuje, ale mają to też inne filmy.

2
  • "Rozumiem, że aktorzy zagrali wspaniale, reżyser też się popisał, historia i dialogi są na poziomie, a muzyka hipnotyzuje, ale mają to też inne filmy."

    Ale czy mają wszystkie te cechy naraz?

    Moim zdaniem lepsza jest akurat część II, jednak nadal to wspaniały film. W każdej dziedzinie sztuki są mody, ale też odkrywcze pomysły, trafienie w oczekiwania odbiorców czy też kontekst aktualnych wydarzeń. Gdyby ktoś powiedział, że jakiś obraz, powieść, albo utwór muzyczny jest "najlepszym wszech czasów", to byłoby to dziwne. Nie klasyfikujmy więc tak filmów, bo nakręcą inne, atrakcyjniejsze dla nowych widzów od tego co już było.

    • Zdaję sobie sprawę, że takowa klasyfikacja filmów w zależności od człowieka może być zupełnie inna. Jednak na wszelkich rankingach typu AFI, IMDb, filmweb czy rottentomatoes "Ojciec chrzestny" jest w czołówce, więc coś musi mieć w sobie. Osobiście tego nie dostrzegam. Być może coś przeoczyłem i dlatego tu napisałem. Wszystkie wymienione przeze mnie wcześniej cechy znajdą się w wielu filmach jak chociażby "Chłopcy z ferajny", "Przeminęło z wiatrem", "Milczenie owiec" itd., ale przykładowo takie "Przeminęło z wiatrem" ma coś ponadto, pokazuje cierpienie i zniszczenie jakie powoduje wojna pokazane z perspektywy zwykłych ludzi i strony przegranej, ponadto zmiany jakie zaszły w Ameryce po wojnie secesyjnej oraz przedstawia trochę historii. Nie oczekuję tego od "Ojca chrzestnego", ale może ma on coś w tym stylu co przeoczyłem, a ktoś inny zauważył.

  • Wątpię, żeby ktokolwiek mógł powiedzieć czy to najlepszy czy chociażby jeden z najlepszych filmów wszechczasów. Na takie "osądy" trudno podać racjonalne argumenty. Ja mogę jedynie powiedzieć, że "Ojciec Chrzestny" to po prostu jeden z moich ulubionych filmów. I wolę pierwszą część niż drugą.
    A teraz kwestia tego, czy tobie się podobał. Sam musisz sobie zadać pytanie, czy czujesz kino gangsterskie. Ja wielbię ponad wiele innych gatunków filmowych. "Ojciec chrzestny" ma w sobie taki dobrze wyczuwalny "ciężar". Wiesz, ta kwestia Don Vita: "Złóżcie mu propozycję nie do odrzucenia." i już wiesz o co chodzi. Albo scena próby zabójstwa głowy rodziny - ta atmosfera, wyciszenie, niby zwykły pobyt na targu, ale uważny widz w umyśle uprzedzi fakt, że zaraz będzie ujęcie jak jakieś niecne dusze wyciągną zza pazuchy spluwę i zrobią to, co im nakazano. Więcej? Dobra :) Gra aktorska Ala Pacino na kolacji we włoskiej restauracji. Robi wrażenie, do dziś mam przed oczyma moment , gdy Michael jeszcze rozedrgany patrzy na to, co uczynił i sekundę później rzuca pistolet na ziemię z niemalże obrzydzeniem.
    Oddanie klimatu Sycylii - spiekota, urokliwy klimat włoskiej wioski oraz piękność - żona Michaela. Wszystko ujęte z arcygenialny sposób. Często powtarzam, że sycylijski żar wręcz sam zawiewa z ekranu.
    Zaskoczenie widza i wrzucenie końskiego łba do łóżka producenta filmowego - w tym momencie dobitnie ukazane nam jest, że RODZINA nie lubi żartować w pewnych kwestiach.
    Długo można by tak wymieniać z całej trylogii tych drobiazgów Tutaj wytłumaczyłem tylko niektóre, a pewnie znajdą się osoby, które wyłapały ich więcej i ubrały to w lepsze słowa. Dodam tylko, że trzecia część uznawana za najsłabszą i tak jest filmem, który wielu reżyserów pewnie zazdrości Coppoli .
    A kotek Don Vita Ci się chociaż podobał? Przypadkowy. Złapany przez Brando na planie filmowym :)

    Jeśli kiedyś już się rozsmakujesz w mafijnych porachunkach, to zobacz scenę "kumpelskiej pogadanki" w "Chłopcach z ferajny".

    • O! Pozwoliłem sobie wejść na Twój profil i zobaczyłem, że najbardziej cenisz sobie takie filmy, które z kolei nie przebierają w środkach. Patrz: "Szybcy i wściekli", "Sztanga i Cash". No co tu dużo mówić?
      Odmienny gust. Dla porównania ja w pewne styczniowe popołudnie przeżyłem jeden z "tych" zachwytów nad "Wstrętem" Polańskiego, któremu Ty dałeś 1. Oj, nagrabiłeś sobie u mnie :P
      Ja się zachwyciłem, ponieważ mam nieco mroczną osobowość i tematyka paranoi umysłowych, mizantropii nie jest mi obca, a wręcz ją lubię. Moje CZARNE KLIMATY.

      • Nie chodzi tu o mój gust. Kilka moich ocen, które zobaczyłeś niewiele o mnie mówi. Są też filmy bardziej ambitne, które lubię. Moja ocena "Szybkich i wściekłych" ma się nijak do oceny "Dawno temu w Ameryce", które bardzo sobie cenię. Są to dwa bardzo różne filmy i czego innego od każdego z nich oczekuję. Zadając to pytanie chciałem się dowiedzieć czemu "Ojciec chrzestny" jest aż tak bardzo ceniony przez INNYCH. Czy zawdzięcza to cechom, które wymieniłem, czy ma coś więcej tak jak przywołane przeze mnie w odpowiedzi bazant57 "Przeminęło z wiatrem", jakąś interpretacje, morał czy coś w tym stylu. A może nie ma i połączenie tych cech wystarcza.

        Kotek podobał mi się, podobnie jak i cała rozmowa i gra Brando. Osobiście uważam, że czuję kino gangsterskie. Bardzo lubię "Scarface", powolne "Dawno temu w Ameryce", a po ponownym seansie bardziej doceniłem "Chłopców z ferajny", którzy za pierwszym razem mi nie podeszli. Mam jedynie problem z "Ojcem chrzestnym".

        Jeśli chodzi o "Wstręt" jak sam zauważyłeś totalnie nie przypadł mi do gustu, więc o nim sobie nie pogadamy :)

  • Film jest inny niż kręcone w obecnych czasach, przez co tak dużo ludzi go hejtuje. Film powstawał w latach gdzie (zakładam - nie było mnie na świecie) w filmach poza kasą liczyła się sztuka. Sztuka, ponieważ od pierwszej minuty czuję się jakbym widział coś rzeczywistego i zapominam, że to tylko fikcja. Świat wydaje się realny, dużą dbałość reżyser przykłada do samego życia rodziny Corleone. W dzisiejszych czasach to byłoby nie do pomyślenia, żeby w filmie gangsterskim trwającym 3h były tylko 5 czy 6 fragmentów z użyciem broni. Fragmenty, ponieważ trwają max 2-3 minuty.
    Ten film nie można mierzyć tą samą miarą co "Szybcy i wściekli" czy "Avengers". To jest film, którego się nie ogląda w pośpiechu, lecz delektując się i wczuwając się w ten świat.

    • Dzięki za odpowiedź. Zdaje sobie sprawę z tego, że kiedyś kręciło się filmy inaczej zwłaszcza w latach 70 XX wieku gdzie modne były długie ujęcia. Mimo to wciąż mam problem z "Ojcem chrzestnym". Takie "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" i "Dawno temu w Ameryce" mające wcale nie krótsze ujęcia uwielbiam.

  • Odpowiedź jest banalnie prosta. Nie ma czegoś takiego jak najlepszy film, ludzie piszą tak po prostu za siebie. Jeden piszę, że Ojciec Chrzestny jest najlepszy, drugi Skazani na Shawshank, trzeci Człowiek z Blizną, a czwarty Bajki z mchu i paproci. Każdy ma swój gust dlatego nie da się w 100% stwierdzić co jest najlepsze. Można co najwyżej zebrać, który film podoba się większości i do takich należy Ojciec Chrzestny. Jak ktoś nie lubi filmów mafijnych, gangsterskich albo długich gdzie historię opowiada się na spokojnie, bez pośpiechu, bez fajerwerków, to Ojciec Chrzestny odpada, tak samo jak Dawno temu w Ameryce. To nie są filmy gdzie kolesie latają z rewolwerami bite 2 godziny i się zabijają. Tu masz taką kolorową, miłośliwą familię, która jest mafią. Część filmu to przestępcze ruchy i działania, a reszta to jak na boku żyją tacy gangsterzy. Godfather to nie jest mój ulubiony film, ale obejrzałem chętnie i doceniam. Dobry scenariusz, super aktorzy, fantastyczna muzyka i ja dałem rewelację bo uwielbiam filmy gangsterskie i mafijne. Suma sumarum - dużo osób ma takie zdanie jak ja, daje takie oceny dlatego Godfather jest w czołówce.

  • Dla mnie ten film jest wspaniały z różnych względów... Nie będę powtarzał argumentów o świetnej grze aktorskiej, wspaniałej pracy reżysera itp...
    Skupię się na czymś innym - na świetnym przedstawieniu wielopłaszczyznowości w tym filmie... Tak an prawdę interesy i mafia jako taka - schodzi w tym filmie na drugi plan. Na pierwszym jest rodzina. Jest wiele scen - które do tego nawiązują. Vito Corleone "nie interesuje się tym jak mężczyzna zarabia na życie" - to jasna wskazówka że zajmuje się tym - czym się zajmuje by utrzymać rodzinę a nie dlatego że chce być gangsterem. Przygarnięty niemiecko-irlandzki dzieciak - Hagen (świetna choć drugoplanowa rola Duvala) staje się bratem dla rodzeństwa Corleone. Scena w której Don przywołuje do porządku swojego chrześniaka ("dla sycylijczyka to uświęcony związek: - jak pada w rozmowie pomiędzy producentem filmowych a Hagenem) jasno mówi Johnego - choć słowa na prawdę kieruje do Sonnego - "mężczyzna który nie spędza czasu ze swoją rodziną nigdy nie będzie prawdziwym mężczyzną" karcąc go za jego romanse... Ale rodzina to tylko jeden wątek - są też animozje pomiędzy nacjami powojennej ameryki (żydzi, makaroniarze, śmierdzący portorykańce, czy czarnuchy - nawet Solozo zyskuje przydomek Turek), korupcja w policji i kręgach władzy, zdrada przyjaciół... A wszystko pięknie ujęte w szczegółach....
    Dla mnie to jest prawdziwą siłą tego filmu - ale zaznaczam że moje zdanie skażone jest wielokrotnym obejrzeniem wszystkich 3 części oraz przeczytaniu wszystkich książek powiązanych z filmami. Inaczej się patrzy na całość...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: