Ja jestem "bezbronny" wobec cyklu Lewisa, powieści i filmów. One oczyszczają duszę

Zostały napisane jako reakcja chrześcijanina Lewisa na zanik poczucia grzechu w jego pokoleniu, które uznał za pierwsze tak go wykluczające w historii. A filmowe wersje są wspaniałe, wierne tekstowi, z bardzo dobrymi aktorami dziecięcymi i zapierającymi dech w piersiach efektami specjalnymi, które mnie, kiedyś specjalistę w demaskowaniu "jak to zostało zrobione", pozostawiają zdezorientowanym. W tej części mogą czasem nużyć sceny bitewne, właściwie bez niespodzianek, bo będą zawsze dla dzieci zwycięskie, ale nieustannie nasza wrażliwość jest pobudzana a to pięknem poetyckiej sceny (układające się w postać płatki kwiatów w pięknej scenerii), a to humorem ("No nie... mysz ze szpadą?!"). A postać, wątek Aslana, pogłębia wrażliwość, wprowadza wątek religijny (to alter ego Jezusa Chrystusa), więc jest sposobność nawet do kontemplacji religijnej.

5
  • Dobrze powiedziane, aczkolwiek nie użyłbym słowa "oczyszczanie". Bynajmniej dla tego że mi się to słowo źle z czymś kojarzy. Ale czy Lewis tak bardzo wpatrywał się w zanik grzechu w drugim człowieku? ( w jego pokoleniu) Też nie sądzę. Trochę wiem o Lewisie i wiem też że zanik poczucia grzechu umiał dostrzec w sobie, aczkolwiek to kim się stał i z czego zasłyną, też wpływało kilka czynników. Jego przyjaźń z Tolkienem i nieustanne szukanie Radości. Pojęcie że jest się grzesznym i chęć zmiany, powrót do Boga, to jest największą sztuką, najważniejszym zadaniem człowieka. Pokonać swój własny grzech, a nie przypatrywać się na grzechy innych. Wybacz jeśli cię uraziłem, ale za każdym razem gdy piszesz swoją opinię na forum zwracasz uwagę na to jak to "Lewis czuł zanik grzechu w jego pokoleniu". Nie obraź się, ale przez ciągłe wspominanie o tym robisz z Lewisa jakiegoś dumnego profesorka, który chciał pouczać innych. Lewis, jak już wynika z jego autobiografii nie był taki, a w każdym razie nie był taki po swoim nawróceniu. Co do Narnii to zgadzam się że książki i filmy są wspaniałe. Pozdrawiam :)

    • Czuł zanik grzechu, czyli nie "stwierdził", nie "zdefiniował", itd. Czuł, więc nie był profesorkiem. Doznanie zaniku poczucia grzechu pośród ludzi wokół dotyczy także mnie, a nie jestem profesorem, wcale nie trzeba być jakoś wyniesionym, oddzielonym w sensie hierarchii. A "oczyścić duszę" to określenie spotykane w tekstach, poprawne.

  • Mogę się pod tym podpisać i najwyżej dodać coś od siebie.

    Dla mnie cały cykl o Narnii to najpiękniejsze książki i filmy dla dzieci. Nie interesowałam się aż tak bardzo biografią Lewisa, żeby stwierdzać, z jakich pobudek napisał te książki, ale aluzja do chrześcijaństwa jest dla mnie - wierzącego i wrażliwego katolika - jasna jak Słońce; dodatkowo przedstawiona w piękny, emocjonujący i wzruszający sposób.
    Mam taki nawyk, że wiele wydarzeń z filmu/książki odnoszę do współczesności, do świata i rzeczywistości, w której żyję. Wydaje mi się, że Telmarowie są odpowiednikiem dzisiejszego pokolenia ateistów, które świadomie odrzuca Boga i często buduje swoje życie na sławie, majątku, władzy (chociażby Miraz czy Sobiespan), z czego wynikają ciągłe kłótnie, uzurpacje, brak bezpieczeństwa. I w tym wszystkim jest młody Kaspian, zagubiony, szukający własnej drogi... I na dobrą drogę sprowadzony, pomimo wielu trudów, cierpienia i niebezpieczeństw, które musiał przebyć.
    Poza tym liczne nawiązania do grzechu, poczucia czystości moralnej, wytrwałości w wierze, zaufania Bogu (Aslanowi)...
    Moja ulubiona scena to zdecydowanie ta, w której Głód i Wiedźma namawiają Kaspiana, aby powierzył swoją sprawę Białej Czarownicy. Przypomina mi ona kuszenie przez szatana, które wydaje się być pomocą, ratunkiem, pozytywnym rozwiązaniem sprawy, a tak naprawdę jest "pójściem na łatwiznę" i przejściem na stronę zła mającym tragiczne, opłakane skutki. Dla mnie bardzo mocna scena, bardzo przemawiająca - twórcy zadbali o każdy szczegół.
    Takich aluzji można znaleźć oczywiście więcej...

    Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na aktorów i że pochwaliłeś ich grę, bo wiele razy czytałam opinie, że aktorzy zagrali beznadziejnie i drętwo. Nie wiem, czego krytycy wymagali od dzieci i młodzieży - popisów aktorskich na miarę Roberta De Niro czy Meryl Streep? Dla mnie liczyło się to, że aktorzy potrafili pokazać emocje, nie byli "drewniani", wydawali się zagłębieni w fabułę i historię Narnii. William Moseley jako Piotr spisał się świetnie, przyzwoicie pokazał psychikę młodzieńca, który wkracza dorosłość i chce nad wszystkimi panować; również Ben Barnes był bardzo dobry jako Kaspian - jego zagubienie, niepewność, rozterki wewnętrzne ("Mam walczyć przeciwko moim rodakom? Wierzyć w Aslana, którego wszyscy moi pobratymcy uważają za chory wymysł?"), ale i determinacja w szukaniu prawdy i przezwyciężanie własnych słabości (wspomniana przeze mnie scena w Grobowcu Aslana); Georgie Henley (Łucja) wręcz rozczulała mnie swoją dziecięcą niewinnością, szczerością i dobrocią. Annę Popplewell (Zuzannę) przemilczę przez sentyment z dzieciństwa :)

    Dla mnie Narnia to przepiękna baśń z przepięknym przesłaniem. Ośmielę się stwierdzić, że Lewis to taki Dostojewski, tyle że dla dzieci :)

    Moim celem nie jest oczywiście urażanie uczuć religijnych jakiejkolwiek osoby, to tylko mój punkt widzenia...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o