Kto nie czytał, ten głąb.

użytkownik usunięty

Jak czytam komentarze w stylu "ale gniot", "co za gówno", to robi mi się smutno. Przeważnie mówią to osoby, które nawet książki nie tknęły. Uważam, że osoby, które nie przeczytały "Pana Tadeusza" to osoby niewykształcone, zwyczajne pustaki. Kiedy słyszę, że ktoś nie przeczytał to się zastanawiam nad jego intelektem, nad brakiem wykształcenia, nad brakiem jakiejkolwiek podstawowe wiedzy. A niestety taka jest ta MŁOCIEŻ. Może są jeszcze jakieś chlubne wyjątki, które są w stanie docenić kunszt literacki Mickiewicza, bo zapewne większość osób nawet nie jest tego kunsztu świadoma-na czym on polega.
Każdy Polak, jeśli uważa się za Polaka, powinien przeczytać tę lekturę. Uważam to za zasadę niezłomną, a każdego kto ją podważa za idiotę.

29
  • Zgadzam się z tezą, że nazywanie tej książki, bądź tego filmu, gniotem jest rzeczą niesprawiedliwą. Zgadzam się także odnośnie wyjątkowego prostactwa wielu młodych ludzi. Natomiast, bardzo niesprawiedliwą jest ta część Twojej wypowiedzi, wedle której osoby, nie mające na swej liście przeczytanych pozycji "Pana Tadeusza" są niewykształcone, tudzież są prostakami. To bardzo duże uproszczenie i, wybacz, okropna zarozumiałość z Twojej strony wyrażać o ludziach tak pochopne i ogólnikowe sądy. Tak, nie przeczytałam "Pana Tadeusza", ale nie dlatego, że należę do niewykształconych prostaków, czy neguję wszystko, co jest naszą spuścizną narodową, bądź dlatego, iż jest mi to odgórnie narzucone, a ja buntuję się przeciw temu strasznemu "uciskowi", jak wielu młodych ludzi, ale dlatego, że nie przepadam za dziełami Adama Mickiewicza. Nie czyni mnie to zaprzeczeniem patrioty, czy głupią przedstawicielką współczesnej młodzieży. Uwielbiam Trylogię Sienkiewicza, "Lalkę" Prusa, wiersze Tetmajera, Staffa, Wierzyńskiego, Asnyka, a także uznane dzieła zagranicznych pisarzy, odznaczające się szczególnym kunsztem, jak np. "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego, czy "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa. Dziwnie, wobec tego, byłoby zaprzeczyć mojemu oczytaniu i wykształceniu, a przecież nie lubię Mickiewicza. Jest to kwestią gustu indywidualnego odbiorcy. Czytanie dzieł Mickiewicza na siłę, a jednak z własnej woli (mam na myśli - nie, jako lektury szkolne, ale poza programem) choć mnie nie pasjonują, tylko dlatego, że jest to nasza chluba narodowa, że jest to nasza epopeja byłoby z mojej strony czymś gorszym niż zwykłe prostactwo - byłoby usilną próbą uchodzenia za człowieka oczytanego, byłoby snobizmem, szczególnie, gdybym postanowiła się popisywać na forum publicznym faktem, iż dzieła te przeczytałam. Czytałam "Dziady", przeczytałam część "Pana Tadeusza" oraz obowiązkowo wiersze Mickiewicza, bo oczywiście były to moje lektury szkolne i nie przemówiły do mnie. Nie dlatego, że jestem prostakiem, ale dlatego, że nie były w moim guście. Kocham poezję, hasło "ku pokrzepieniu serc" mnie nie mierzi i chętnie czytam bardziej wymagające lektury w tym i klasyczne dzieła polskiej literatury, ale Mickiewicza nie trawię tak, jak nigdy nie trawiłam Żeromskiego, czy Słowackiego. Jest to kwestią wyłącznie mojego gustu, smaku i prawa do doboru lektur. W szkole starałam się czytać wszystkie lektury, choć czasem nie pozwalał mi na to czas, teraz nadrabiam ich czytanie z własnej woli ledwie w parę miesięcy po mojej maturze. Nie czytałam i nie przeczytam całości "Pana Tadeusza" i nie jestem pustakiem z tego względu, a już na pewno idiotką, ponieważ śmiem Twoją wydumaną opinię podważyć. Mickiewicz posiadał kunszt, był oczywiście wielkim twórcą i znam wiele jego dzieł. Naprawdę, rozumiem jego kunszt i wkład w polską literaturę, ale mimo to, nadal mnie nie pociągają jego twory, a warto zaznaczyć, że jestem Polką i za Polkę się uważam. Podsumowując powyższe, polecam odłożyć Ci nadmiar zarozumiałości oraz przesadną zapalczywość, która, choć chwalebna, bo niewielu jest młodych obrońców klasycznych dzieł, jest jednak przesadna, a Twój osąd wyjątkowo krzywdzący. Pozdrawiam.

    • użytkownik usunięty

      Człowiek, który przeczytał klasykę literatury wchodzi na zupełnie inny poziom i sposób komunikacji jeśli naprawdę z tych książek czerpie wiedzę. Stąd moja teza. Osoby, które nie czytały lektur, nie tylko PT nie są świadome jak wiele straciły, ale na szczęście do książek zawsze można sięgać.
      Ok, rozumiem to, że nie jesteś wielbicielką twórczości Mickiewicza, ale CZYTAŁAŚ i ZNASZ. To podstawa.
      Prostakiem jest dla mnie ktoś kto jest w stanie wyrazić się "gniot i gówno" o arcydziele. Jeżeli arcydzieło się nie podoba mówi się, że się nie podoba. A nie, że gniot i gówno.
      Zauważ, że poprzeczka edukacji w Polsce idzie w dół coraz bardziej, ciągle sobie ułatwiamy, upraszczamy. I nad tym ubolewam. Człowiek, który czyta lektury inaczej myśli, przede wszystkim zaczyna dochodzić do jakichś wniosków, konkluzji.
      Ja nie wyobrażam sobie, że w przyszłości moje dzieci ma uczyć ktoś kto nie czytał lektur, dlatego, że czytając lektury stajemy się pełniejszymi ludźmi jeśli potrafimy wyciągnąć wnioski z czytania.
      Inteligentna osoba to nie ktoś kto te książki tylko i wyłącznie czyta (bo znam wielu fałszywych ludzi czytających klasykę), ale ktoś, kto stara się unikać błędów popełnianych przez bohaterów książek.

      • użytkownik usunięty

        I chwała Ci za to, że nadrabiasz. Nadrabiasz, bo masz świadomość wartości tego co czytasz i chwała Ci za to. Zauważ, że są osoby, które nie wiedzą kto napisał np. Zbrodnię i karę.
        Nie sądzę, że osoba inteligentna dogada się z osobą, która nie zna podstaw.
        Pogadamy też jeśli pójdziesz na jakiekolwiek studia humanistyczne. Pierwsze od czego zaczniesz to oklepany Mickiewicz.

    • użytkownik usunięty

      Aha i jeszcze coś: nie sądzę iż mój osąd jest wyjątkowo krzywdzący, szczególnie osoby, które nawet nie wiedzą skąd ten osąd wynika.
      Pozdrawiam : )

      • Wobec tego Twoja pierwsza opinia była niedomówieniem, bo nie zaznaczyłaś, że chodzi o całość klasycznej literatury, ale na wierzch wysunęłaś wyłącznie "Pana Tadeusza" i dzieła Mickiewicza, którego to, idąc za Twoja pierwszą myślą, nie czytając jest się prostakiem. To tak, jakby powiedzieć, że ktoś kto czyta dajmy na to Tołstoja, Dostojewskiego, Słowackiego, pasjonuje się literaturą klasyczną jest prostakiem tylko dlatego, że nie czytał "Pana Tadeusza" i Mickiewicza. Stąd moje zdziwienie i taka opinia faktycznie byłaby krzywdzącą. Warto zwracać uwagę na szczegóły wypowiedzi umieszczanych na forach publicznych, bo mogą z tego powstać nieporozumienia właśnie tego typu. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach.
        Ogólnie jestem zdania, że różnie nas życie lepi i nie każdy będzie domorosłym filozofem - prosty człowiek, który w ogóle książek nie czyta nie jest pustym tępakiem, a jedynie prostą, niewyedukowaną duszą. Najprostszy budowlaniec ma budować, a nie pisać epopeje o cegle. Nie każdemu dana jest pasja do czytania klasyki (i nie tylko!) i nie można tych ludzi za to ganić. Taki "prostak" nie jest mniej wartościowy od filozofa, bo właśnie tacy nieoczytani ludzie nieraz budują nasze domy, autostrady, a humaniści... dbają o kulturę duchową i przekazywanie kultury narodowej.

        Fakt faktem, że młodzież ma problem z odróżnieniem wyrażania swojego zdania na temat arcydzieła, a wyrażania zdania na temat jego realnej wartości; czyli popieram to, co napisałaś: arcydzieła nie można nazywać gniotem, można go jedynie nie lubić. Tyle, że ludzie nierzadko mają problem z dostrzeżeniem subtelnej różnicy między rzeczywistym stanem, a prywatną opinią. Nie powinno się pisać: "Dziady" to straszna beznadzieja literacka, bo to nie prawda, już lepiej jest stwierdzić, że: "Dziady" są MOIM ZDANIEM straszną beznadzieją literacką. Podkreślenie pierwiastka indywidualnej opinii ma znaczenie, ale już przywykłam do tego, że ludzie tej różnicy nie dostrzegają. To faktycznie kwestia pewnego niewyedukowania, a może i prostactwa.
        Przyznaję Ci też rację, że poprzeczka edukacji w Polsce idzie w dół, a klasyki czyta mało ludzi, a jest to, myślę, winą złego systemu edukacyjnego: za mało czasu na przerabianie, za duży przymus i presja, brak entuzjazmu nauczycieli względem omawianych lektur. Nauczyciele w większości nie potrafią zaszczepić nam miłości do literatury tego typu, młodzież nie jest też edukowana w zakresie znajomości pewnych symboli i archaizmów, więc wielu zwyczajnie nie rozumie, co czyta. Symbole i archaizmy omawiamy połowicznie podczas przerabiania danej książki, a wtedy jest już za późno, bo przerabianie powinno mieć miejsce po przeczytaniu, a jak tu czytać, skoro się nie pojmuje treści? Brak nam entuzjastycznej kadry, zachęcających metod dla opornych, brak nam czasu, a wszystko odbywa się stanowczo zbyt schematycznie i na sucho. Jak wobec tego młodzież może z własnej woli chcieć czytać te książki, skoro kojarzą im się tylko z przykrym obowiązkiem? Jak mogą być zainteresowani własną kulturą skoro się ją nam wciska na siłę, a media huczą od wzorców wziętych z Zachodu, od nieustannych namów do stania się kosmopolitą i dystansowania się do własnej kultury? Dlatego, poza nielicznymi wyjątkami, młodzież takiej literatury nie cierpi. Odwrócona psychologia: gdy coś jest zabronione jest też pociągające (podczas zaborów wszyscy przemycali Mickiewicza, malowali znaki Polski walczącej na murach, byli wielkimi patriotami), a gdy coś jest przymusem przestaje być ciekawe i młodzież odruchowo się przeciw takiej władzy buntuje (patrz: suche wykładanie dzieł naszej kultury skutkuje niechęcią wobec niej i buntem wobec polskości, a młodzież zwraca swoje głupie łby na Zachód, byle dalej od Polski).

        • użytkownik usunięty

          Dzieło Mickiewicza stoi na czele. To prekursor.
          Tak, różnie nas życie lepi, ale każdy w Polsce z tego co wiem jest zobowiązany do chodzenia do szkoły podstawowej i gimnazjum. Już w gimnazjum czyta się Mickiewicza. Biblioteki są otwarte. Wiesz, nie chodzi mi o to żeby budowlaniec pisał epopeje na cegle, ale żeby wiedział skąd pochodzi fragment brzmiący "Litwo, Ojczyzno moja!". Przyznaj sama: przecież to po prostu wiocha nie wiedzieć. Przecież nie pozostaje nic jak załamać ręce :|

          Racja, może po prostu młodzież nie dostrzega uniwersalności czasowej dzieł.
          "Tyle, że ludzie nierzadko mają problem z dostrzeżeniem subtelnej różnicy między rzeczywistym stanem, a prywatną opinią". BRAWO. O tej świadomości mówiłam Ci już powyżej :)

          O złym systemie edukacyjnym mogę powiedzieć tylko jedno:
          w moje piwnicy znalazłam podręcznik do języka polskiego z lat siedemdziesiątych. Do trzeciej klasy. W moim podręczniku nie było POŁOWY tego, co ta książka zawierała. Nie było nazwisk, o których dowiedziałam się na szczęście na własną rękę. Podręcznik nazwijmy to "piwniczny" zawierał samą treść i parę zdjęć pisarzy. Było w nim więcej informacji. Mój podręcznik, choć uważany przez polonistów za jeden z najlepszych (i wybrany przez moją panią profesor, nieprzeciętnego nauczyciela) był zawalony jakimiś bezsensownymi, dziecinnymi grafikami. Zawierał pytania i polecenia pod tekstami, które obrażają moją inteligencję.
          Podobnie jest z lekturami wydawanymi przed wydawnictwo Greg, gdzie obok w malutkiej ramce napisane jest co autor miał na myśli. Przecież to MOŻNA PRZECZYTAĆ w tekście. Ja nie muszę czytać w ramce, że Telimenę oblazły mrówki, skoro to jest napisane w tekście! :))) Jeżeli ktoś nie rozumie słów i jest-co wstyd przyznać-"wolniej czytającym", to niech sobie poszuka! To się bierze słownik i się szuka, co dane słowo znaczy! :) Niestety, Greg nam od razu mówi co autor miał na myśli. Pomijam fakt, że opracowania Grega są nie zawsze zgodne z faktami.
          "Brak entuzjazmu nauczycieli względem omawianych lektur"- BRAWO po raz drugi. Bardzo ważny jest sposób przekazywania materiału. Ja miałam fantastycznego nauczyciela. Nauczyciela, który rozpalał we mnie miłość do książek. Przez tego nauczyciela zaczęłam w ogóle doceniać wartość literatury. Szczególnie po przeczytaniu "Zbrodni i kary" zaczęłam dostrzegać uniwersalność lektur, to jak one bezpośrednio nas dotykają.
          Cóż... Mój przyszły zawód, to zawód aktor. Każdy tekst jaki czytam jest dla mnie pretekstem do wyrażenia moich emocji. Czytając sprawdzam czy mnie ten tekst w ogóle obchodzi. W wielu tekstach odnajduję swoją osobowość. Przez tę świadomość ubolewam nad moimi rówieśnikami. Tyle.

    • huuuh prędzej przebrnę przez "Pana Tadeusza" niż przez twoje wypowiedzi

  • I naprawdę nie przyszło Ci do głowy, że użytkownicy mogli przeczytać tę kanonową pozycję, a - możliwe, że przy jednoczesnym jej docenieniu - zwyczajnie uznać film Wajdy za gniot lub w najlepszym razie film mierny, średni? Zamiast sprowadzać innych do poziomu "pustaka", mogłabyś zastanowić się nad tym, jak bardzo jesteś ograniczona. "Pan Tadeusz", tak filmowy jak i literacki, ma prawo zebrać negatywne recenzje widzów/czytelników.

  • ta, kazdemu polakowi ma sie tadzio podobac i ch...
    jestes jak owca ktorej wmowili, ze to arcydzielo i kazdy ma to lubiec
    a ja przeczytalem i obejrzalem i mi sie nie podoba, a przeczytalem na sile bo ta ksiazka nie jest w zaden sposob interesujaca
    uwazam,ze kazdy ma prawo do swojego gustu i ten niby kunszt adasia mnie niespecjalnie obchodzi
    to tak jakby twierdzic, ze kazdemu ma sie podobac seksmisja i mieciu fog a jak nie to nie jest polakiem, jak ktos tak uwaza to wg mnie jest oslem, ktory przyjmuje za prawde absolutna to co mu podyktowaly jakies wazniaki
    uwazam, ze podobnie jak tadzio, do dupy byl np kordian albo syzyfowe prace (chociaz zmierzch zeromskiego jest lepszy niz ten zmierzch od meyer) i g... mnie obchodzi, ze sztuka, ciezko mi sobie wyobrazic, ze ktos siega po to tak dla prZyjemnosci lub czyta zafascynowany fabula lub ciekawy co bedzie dalej, jesli chodzi o "ciekawosc" to sa mniej wiecej na poziomie mojego zraszacza do trawy, moze nawet obserwowanie tego zraszacza jest przyjemniejsze

  • a ty jestes taka madra a błedy robisz w tekscie

  • Jak mają docenić piękno takich dzieł,skoro co roku są coraz bardziej skracane wartościowe przedmioty,np.historia czy j.polski.Moja córka ostatnio miała ''W80 dni dookoła świata'',to ma być poważna lektura....

  • Humaniści znowu propagują wiedzę bezużyteczną jako coś ważnego. Jest masa książek lepiej pobudzających intelektualnie niż przereklamowane lektury.

  • Miałbym marnować czas na czytanie tej książki tylko po to żeby potem wszystko zapomnieć i na sprawdzianie dostać 2? Dziękuje ale są przyjemniejsze sposoby na marnowanie czasu.

  • Wielce mądra i wykształcona osoba.... Pusty dzwon głośno dzwoni.

  • "(...) Słowacki wielkim poetą był! Wielkim poetą! Zapamiętajcie to sobie, bo ważne! "

  • Ja jestem osobą wykształconą po studiach i nigdy Pana Tadeusza nie przeczytałem, jeżeli uważasz, że każdy kto jest osobą wykształconą musi przeczytać Pana Tadeusza to ja uważam, że każdy wykształcony musi znać jakiś język programowania i czemu uważasz, że to akurat Pan Tadeusz powinien być lektorą obowiązkową są inne lektury takie jak "My dzieci z dworca zoo" "lot nad kukułczym gniazdem" .

  • Gówno, nie czytałem, czekam na humanistyczny ból dupska.

  • Przeczytałem dwa rozdziały i zaprzestałem - studia skończone.

  • 'Nie powinno się pisać: "Dziady" to straszna beznadzieja literacka, bo to nie prawda, już lepiej jest stwierdzić, że: "Dziady" są MOIM ZDANIEM straszną beznadzieją literacką. Podkreślenie pierwiastka indywidualnej opinii ma znaczenie, ale już przywykłam do tego, że ludzie tej różnicy nie dostrzegają.'
    Ja nauczyłam się jechać szczerze wszystko z klasyki, co mi nie pasuje, ale właśnie jako MNIE. Bo jestem skonstruowana tak, a nie inaczej, i MNIE Dostojewski nie leży na przykład, bo pisze o brudach fizycznych i psychicznych z taką częstotliwością, że JA wymiękam. Uważam, że to uczciwe.
    'Pan Tadeusz' akurat MI się podoba, bo Mickiewicz ma poczucie humoru, szczególnie, kiedy pisze o rosyjskich urzędnikach.

  • Troll.

  • 1. Ksiazka moze byc dobra, a film moze byc g*wnem, to sie nie wyklucza, jest pelno takich przykladow
    2. "Każdy Polak, jeśli uważa się za Polaka, powinien przeczytać tę lekturę. Uważam to za zasadę niezłomną, a każdego kto ją podważa za idiotę"
    Odwazne zdanie, a szczególnie końcówka w której w istocie to Ty wychodzisz na idiote - ale do rzeczy.
    Mozna byc inteligentnym Polakiem, patriota itd. a nie lubic romantyzmu, była to epoka piekna, ale opłakana w skutkach, kojarzy sie przede wszystkim z idiotycznymi powstaniami i głupotą. Np. tytułowy bohater ksiazki "Kordian" Słowackiego jest symbolem typowego debila który chce sie dokonac czynu który nie przyniesie nic ponad katastrofe, pomimo optymalnie zadowalajacej sytuacji Polakow, nie jest to czyn patrotyczny tylko idiotyczny.
    3. Mickiewicz to geniusz, z tym, że Pan Tadeusz to ksiazka po prostu nudna, jego najgorsze dzieło, Dziady są wspaniale, "Reduta ordona" to najwspanialszy wiersz w historii, ale Pan Tadeusz... no coz, kwestia gustu.

  • Problem może polegać na tym, że większość współczesnych nie kuma czym jest (czy też, ma być) wykształcenie. Otóż wykształcenie ma kształtować człowieka do pewnego poziomu intelektualnego. O jego osiągnięciu nie decyduje ilość zaliczonych egzaminów, czy fakultetów, ale zdolność do szybkiego pojmowania świata i umiejętność kształtowania rzeczywistości zgodnie z uniwersalnymi zasadami współistnienia. Literatura piękna, a do takiej zalicza się Pan Tadeusz, uczy wrażliwości. Po to, by lepiej rozumieć świat i lepiej go kształtować. Uczy także historii i tradycji. Słowem: by magister inżynier był człowiekiem nie tylko mądrym, ale i przyzwoitym, o stabilnej podstawie moralnej, patriotycznej, uczuciowej, gdyż inteligencja ma być kręgosłupem narodu.

  • Po za tym, czyta się go z przyjemnością! Tak, jak się ogląda dzieło Wajdy. Myślę, że portal nie jest miejscem na krytykę literatury, ani tym bardziej cudzego wykształcenia. Doświadczenie dowodzi, że najczęściej nie ma czego krytykować...

    • Ja z przyjemnością Pana Tedeusza nie czytałem. Ciężko mi się przez to było przebić, niewiele zrozumiałem z tej książki, film mi bardzo rozjaśnił fabułę. To była lektura w podstawówce, 8 klasa bodajże. Niech inni mówią co chcą ale nigdy nie powinna być to lektura omawiana przez uczniów podstawówki. Tak samo z Krzyżakami. 4,5 klasa podstawówki. Matko jedyna, w książce niemal pół każdej strony zajmowały przypisy. Przemęczyłem pół pierwszego tomu z czterech, jakie były w bibliotece szkolnej i dałem sobie spokój.

      • Uważam, że: Pan Tadeusz, Krzyżacy, Trylogia oraz Wesele to słupy na których oparta jest nasza tożsamość narodowa. Świadomość skąd pochodzimy pomaga zrozumieć kim jesteśmy lub kim powinniśmy być. Naród bez tożsamości nie istnieje, wiedzieli o tym doskonale zaborcy. Problem nie tkwi w trudności w ich odbiorze, ale we właściwym podejściu do lektury; przygotowaniu do lektury, wejściu w rytm powieści. Czytanie traktowane jest mechanicznie, jako prosty środek do zdobycia wiedzy o czymś. Błąd! Czytanie jest pokrewne hipnozie. Człowiek się odpręża, skupia na maleńkich literkach i wciąga w rytm powieści. To, że miałeś problem z Panem Tadeuszem, to niestety reguła i symbol naszych zdurniałych i odhumanizowanych czasów. I nie ma w tym twojej winy! Od lat programy nauczania są coraz bardziej obciążane coraz większą ilością "niezbędnych" treści. Oczekiwania wobec uczniów są coraz większe. W efekcie ci mając programy o wiele bogatsze od programów nauczania swoich dziadków, wiedzą od nich o wiele mniej. Z tych niedouczonych i nie wrażliwych pokoleń mamy kolejne roczniki studentów, a potem nauczycieli. Koło się zamyka, a kupa rośnie. Edukacja zjada własny ogon. Zamiast kształtować postawy i wzbogacać wiedzę, zorientowana jest na wynik, zaliczenie, odhaczenie, zapomnienie, i... nowy wynik. Idę o zakład, że twoja polonistka także miała problem ze zrozumieniem kanonów literatury i gdyby nie błogosławione skrypty, to na studiach byłoby krucho... To co dotyka nas w szkole - wynik, zaliczenie, zapomnienie, powraca w pracy - wynik, zaliczenie, zapomnienie, a potem w życiu rodzinnym - wynik, zaliczenie, zapomnienie, rozwód... Dlatego tak ważna jest szkoła i właściwi ludzie, właściwie kreujący właściwe postawy wśród uczniów. I do tego służy właśnie literatura piękna. Przepraszam za wywód. Pozdrawiam.

        • W sumie to się nawet zgadzam. W szkole nie zależy nauczycielom, by dzieciaka czegoś nauczyć tylko, żeby wcisnąć w niego jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie. Tak na marginesie tylko dodam, że tyle ile nam zadawano do domu w podstawówce, to w szkole średniej nawet połowy z tego nie było. Raz na jakiś czas mieliśmy jakieś zadanie domowe, a w podstawówce? Dzień w dzień, z 4, 5 przedmiotów zadania domowe. I to jeszcze czasami po kilka z jednego. To była katorga. Choć mimo wszystko tęskni się za tamtymi czasami.

          Z lektur bardzo spobobało mi się Przedwiośnie i Syzyfowe prace.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: