Jak to jest?

Ten film jest uznawany za największe arcydzieło w historii kina. W kronikach filmowych i leksykonach poświęca się mu się dwa razy więcej stron niż innym obrazom. I jak to do cholery jest że na stronie przeznaczonej dla kinomanów obejrzało go zaledwie 400 użytkowników? Przecież jak ktoś kocha kino to powinien uznac za swój święty obowiązek obejrzec ten film. Widzę że duża częśc użytkowników to niedzielni kinomaniacy ograniczający się wyłącznie do filmów z ostatnich 5 lat. Szkoda, bo ten obraz powinien byc przynajmniej w pierwszej pięcdziesiątce top listy filmwebu.

1
  • A gówno prawda, żadne tam największe, ekhm... arcydzieło.

    Dawaj no, gdzie żeś widział ten film na 1 miejscu, w jakim rankingu?

  • W amerykańskich rankingach niema ruskich filmów. I chociaż lubię rankingi AFI, to jest tam wiele niedorzeczności i zwyczajnych pomyłek.

    Z tego co wiem, to sekwencję masakry na schodach uznaje się za najwybitniejszą scenę w historii kina.

  • Ale skąd przekonanie, że widziało go tylko tylu użytkowników, ilu oceniło?
    Ja na przykład widziałem, a nie oceniłem. Dlaczego?
    Bo to totalna klasyka, bez której kino pewnie dzisiaj nie wyglądałoby tak samo, arcydzieło, geniusz w czystej postaci itd., ale... do mnie nie przemawia. Tzn. fascynuje mnie sekwencja schodów odesskich, mógłbym ją oglądać bez końca, ale cały film jest dla mnie trudny do zniesienia.

    Nie dam mu więc 10/10 tylko dlatego, że na to zasługuje, bo tak stwierdzili mądrzejsi. Nie dam mu też 5/10 tylko dlatego, że takie są moje odczucia. ;P Po prostu są filmy, których ocenić nie potrafię. To jeden z nich. Myślę, że sporo osób ma podobne odczucia.

    • Taki problem zawsze się pojawia przy ocenie klasyków. Natrafiamy gdzieś na jakąś listę dzieł, ocenionych wysoko przez takich czy innych znawców i bierzemy się za nadrabianie zaległości. I jeżeli film przemawia do nas to ok, ale co jak nie przemawia i mimo swej rzekomej wbitności wydaje się nam być nudnym gniotem? Powinniśmy go wtedy ocenić jako nudnego gniota, lepiej być szczerym wobec siebie (i ewentualnie ignorantem dla innych), niż snobem, który wystawi każdemu takiemu filmowi 10 tylko dlatego, że tak wypada.

      A akurat ten film jest naprawdę wart obejrzenia, fakt że niektóre sceny mogą wydawać się nieco pretensjonalne, a nawet śmieszne (np. oglądanie tych robaczków w mięsie; czy niektóre propagandowe komentarze do tego co się dzieje ); ale są i takie, które wciąż robią wrażenie.

      Ale np. nikt mnie nie przekona, że taki Metropolis to arcydzieło, owszem fajne efekty specjalne, ale fabuła się kupy nie trzyma, scenariusz chyba pisano na kolanie. To już Avatar bardziej ambitny jest. :)

      • Z filmami tego okresu związany jest jeszcze inny aspekt. Są to bardzo często dzieła prekursorskie. Inaczej niż klasyki lat 70. czy 80., gdzie doceniamy (lub nie doceniamy) po prostu kunszt autora, tutaj mamy do czynienia z wizjonerami, którzy wzbogacili język filmowy. I ten aspekt nie podlega dyskusji. To nie zobowiązuje nikogo do lubienia danego filmu, ale jest faktem. Jeśli Griffith po raz pierwszy na tak szeroką skalę wykorzystał montaż równoległy, to nikogo nie zmusza do uwielbiania "Narodzin narodu", ale jest bezsprzecznie kamieniem milowym w historii kina. Tym bardziej, że wiele elementów tego filmu wykorzystuje się do dziś. To trochę jak nudny podręcznik, bez którego jednak nie sposób się obejść.
        Oczywiście jak ktoś z góry daje temu filmowi najwyższą notę, to jest snobem. Ale trzeba mieć zamiłowanie do tego okresu, żeby w ogóle było warto brać się za tak wiekowe filmy.

        • Nie ma co zamykać sobie możliwości, twierdząc, że kino jakiejś epoki czy jakiegoś kraju jest nic nie warte. Filmy lat 20. nawet lepiej mi wchodzą niż wiele obecnych produkcji. Nawet te eksperymentalne, gdzie twórcy mieli coś do zaproponowania, jakąś swoją wizję. I raz do mnie ona trafi a raz nie, ale przynajmniej jest ciekawie na co się natknę.

          A dziś kino jest popdprządkowane prawom rynku i eksperymenty są wykluczone, jako nazbyt ryzykowne. A twórca ma do wyboru albo robić to co się sprzeda albo nic nie robić, bo nikt mu nie wyłoży pieniędzy na film. I dlatego nawet oryginalni kiedyś reżyserzy jak Woody Allen czy Juliusz Machulski robią filmy na jedno kopyto, coraz bardziej przewidywalne i płytkie. A Tomasz Bagiński kasy na Hardkor 44 nie dostanie...

          • Steven Spielberg żalił się, że "Lincoln" prawie nie doszedł do skutku. Jeśli reżyser o takiej reputacji, który zarobił dla różnych wytwórni miliardy dolarów, ma problem ze sfinansowaniem bardziej ambitnego projektu, to jest to już naprawdę spory problem. Dla kogoś innego byłoby to pewnie niemożliwe. Dlatego wątpię, że kiedyś jeszcze na rynku amerykańskim ktoś nakręci coś na miarę "Odysei kosmicznej" czy "Nietolerancji".
            Teraz trzeba się napocić, żeby spełnić wymagania producentów i przy okazji swoje artystyczne ambicje. Wydaje mi się, że starsi twórcy po prostu nie mają już tego zapału, co kiedyś. Scorsese zresztą stwierdził, że nie nakręci już nic na miarę swoich dawnych filmów, bo prostu nie ma już tej iskry, co kiedyś.

  • arcydzieło jak na tamte czasy. Ale oprócz studentów kierunków filmowych mało kto dziś to ogląda...
    http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2014/05/pancernik-pot...

  • Wypowiedź z 2008, kiedy to byłem 18letnim krzykaczem. Błagam: ignorujcie ją :D

  • No właśnie. Nikt nie mówi i nie pisze o filmie, nie ma promocji.
    A film jest kapitalny. I jak jest okazja to się go powinno zobaczyć. Pomijam tutaj przekaz polityczny, bo mnie nie obchodzi.
    W filmie jest energia i nastrój. Są wspaniałe sceny zbiorowe: w mieście, na schodach, na okręcie oraz świetne zdjęcia na przykład w porcie nocą i na morzu. Nie przeszkadza mi trochę przesadna/teatralna gra niektórych osób, bo to film niemy.
    Osobiście wolałabym lektora zamiast tekstów albo podłożone głosy/udźwiękowienie i niepotrzebna jest ta czerwona flaga, w czarno białym filmie.

    • "Nikt nie mówi i nie pisze o filmie, nie ma promocji."
      Mówi i pisze, promuje się, tylko trzeba umieć szukać ;P Chyba że chodzi ci o promowanie w ramach ponownego wprowadzenia do polskich kin, ale ciężko mi pojąć, że ktoś może sobie wyobrażać, iż filmowi sprzed 90 lat, który wchodzi na ekrany w paru bądź wręcz tylko w jednej kopii w ramach "przypomnienia", będzie się poświęcać w mediach tyle samo miejsca, co głośniejszym premierom bieżącym ;)

  • Ranking "Sight & Sound" sprzed dwóch lat: "Potiomkin" jest obecnie na 11. miejscu. Wciąż powalający (i zasłużony) wynik:
    http://explore.bfi.org.uk/sightandsoundpolls/2012/critics/

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: