Harce na zgliszczach

“Park” pokazywany w zeszłym roku w ramach konkursu 1-2 na Warszawskim Festiwalu Filmowego trafił w piątek do polskich kin studyjnych. Film opowiada o grupie młodocianych wyrzutków społecznych koczujących na obiektach sportowych wybudowanych na Igrzyska Olimpijskie w Atenach. Czy reżyserka proponuje w nim coś ponad nihilistyczny zbiór klisz o młodzieży?

W warstwie fabularnej w filmie debiutującej w pełnym metrażu Sofii Exarchou dzieje się tak naprawdę niewiele. Grecka reżyserka multiplikuje orgie, imprezy i rauty organizowane przez niekontrolowaną przez nikogo młodzież. Jej bohaterowie, podobnie jak w dziełach Larry’ego Clarka, chętnie sięgają po używki - raczej po alkohol niż narkotyki. Pragną się odurzyć, aby zapomnieć o otaczającej beznadziei, braku perspektyw, szansy na odbicie od dna. Dragi to towar luksusowy - są dla bogatych turystów, których wszak nasze upadłe dzieciaki raz po raz spotykają. Autorka wykorzystuje przenikanie się obcych kultur, aby jeszcze podkręcić zezwierzęcenie bandy wyrostków. Każde spotkanie hordy tubylców z przyjezdnymi kończy się eskalacją konfliktu. Nieistotne czy trafiają oni na przebywających akurat w Atenach kibiców Manchesteru United, podstarzałych Niemców czy ekscentrycznego Duńczyka (odświeżający epizod Thomasa Bo Larsena, znanego z “Festen” i “Polowanie” Thomasa Vinterberga). W najlepszym wypadku Inny dostanie w zęby i straci portfel.

Falom przemocy i libacjom towarzyszy także szczeniacki i brutalny seks. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że partnerzy spółkują nie z pociągu fizycznego, namiętności czy miłości, ale ze zwyczajnej nudy. Przygodne zbliżenia są niczym wyjątki z filmu przyrodniczego, brak w nich uczucia. Są po prostu pokrywaniem samicy przez samca. Podobnie dzieje się w przypadku Dimitrisa (w tej roli Dimitris Kitsos) i Anny (bardzo udana kreacja Dimitry Vlagopoulou), gdy trafiają do opuszczonej sali gimnastycznej i uprawiają seks na brudnym materacu. Zero w tym młodzieńczej energii czy pasji, sporo smutku i bezsilności. Być może chłopak chciałby nawet okazać dziewczynie garść uczuć, czułości, ciepła, ale musi grać rolę, w stadzie jest przecież jednym z drapieżnych macho. Ona też poddaje się wewnętrznemu kodeksowi szajki. Jej ciało i umiejętności zdradzające przeszłość baletnicy nie należą do niej, ale do kolektywnego zamiłowania do zabaw. Nie potrafiąc rozmawiać czy może wyrażając się precyzyjniej, przekazywać emocji poprzez słowa, bo przecież jakoś między sobą dialogują, poprzestają na gestach, unikach i pozorowaniu.

Patologiczny rys, jakim obdarza Greczynka grupę zagubionych życiowo nastolatków, nie pozwala widzowi odnaleźć się łatwo w ich losach. Nie ma w ich egzystencji ani krztyny dobra czy nadziei. Ciężko przyjąć chropowatą wizję Exarchou, choć może być rzecz jasna zbieżna z autentycznym stanem rzeczy. O tyle ważne, że nie ma być to opowieść uniwersalna, ale o tu i teraz. Ten film to exemplum rozkładu greckiego społeczeństwa. Cały kraj boryka się bowiem z tarapatami, które nie zostaną rozwiązane od ręki. Nieudolność kolejnych rządów i skutki kryzysu gospodarczego, do którego doprowadziły lata rozpasania, lenistwa i przejadania unijnych dopłat, uderzą w kolejne, dorastające właśnie pokolenie. Ani pożyczone od Funduszu Walutowego pieniądze, ani garść dobrych rad od Angeli Merkel nie zawrócą Grecji znad przepaści.

Symbolicznie zatem bohaterowie filmu balują na zgliszczach antycznej cywilizacji, która dała światu filozofię, sport i demokrację. Dosłownie jednak bytują na niszczejących obiektach sportowych, będących przed ponad dekadą powodem do chluby i nawiązaniem do dawnej świetności. W 2004 Grecy gościli w swojej stolicy Letnie Igrzyska Olimpijskie, po których pozostał cały nieużywany dziś kompleks: hale, baseny, bieżnie, szatnie. W tej swoistej scenografii rozgrywa się tragedia narodu. Park Olimpijski wybudowano kosztem 400 milionów dolarów, ale w oku kamery Moniki Lenczewskiej ("Difret", "Message from the King") jawi się on jak strefa skażenia lub teren przygotowany do rozbiórki. Od panoramicznych, zimnych zdjęć otoczenia polska operatorka przechodzi do zbliżeń, w których czujemy niemal pot młodych ludzi przetrąconych przez los. Ich energia zostanie jednak zmarnotrawiona, ich edukacja i ewentualne plany na dalszą część życia zostaną zawieszone. Tam, gdzie nie ma nadziei, nie ma też przyszłości.

(recenzja mojego autorstwa, która ukazała się na łamach Pełnej Sali. Po więcej tekstów zapraszam na stronę http://pelnasala.pl/)

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: