Upadłe areny, skarleli herosi..

Beznadzieja codzienności. Nieletnia biedota koczująca na upadłych obiektach Parku Olimpijskiego w Atenach. Zarzut dla kraju za marnotrawstwo ekonomiczne i infrastrukturalne i dla systemu społecznego za marnotrawstwo pokoleń. Młodzi ludzie, nawet dzieci - pozostawieni sami sobie. Beznadzieja jest w tym filmie tak silna, że ma się poczucie jakiejś nierealności codziennego istnienia tych osób. W skrajnej nudzie zwieszających się z zadaszeń dawnych ławek rezerwowych czy słupków startowych na basenie. To jakiś rodzaj egzystencjalnej śmierci cywilnej.

Natomiast upadek czy powolne konanie obiektów olimpijskich to wbrew pozorom i opisom filmu jedynie tło do malowania historii ludzi. Bardzo silne, współgrające ale jednak tło. Te osoby, które chciałyby obejrzeć ten obraz dla walorów „sportowych”, swoistego epitafium dla obiektów olimpijskich, jednak się trochę zawiodą. Nie odnajdą ich tu za wiele choć klimat niszczejących aren jest mocno wyczuwalny.

Pomimo sporej atrakcyjności tematu sam film jest dość średni ale bardzo znacząco wzlatuje jakościowo w górę gdy reżyserka zajmuje się scenami rozrywkowymi. Popkulturową zabawą. Także tam gdzie pojawia się dynamiczna muzyka. W scenach czysto społecznych czy obyczajowych z przesłaniem - raczej nuży. Film ma także bardzo znaczący atut w postaci charyzmatycznej, intrygującej głównej roli kobiecej. Dimitra Vlagopoulou jako Anna zapada w pamięć. Udanie objawia się też w końcówce Thomas Bo Larsen (Jens) Zresztą ciekawie i z zębem, drapieżnie, prezentują się w tym filmie dysonanse czy konflikty oparte na podziale: miejscowi a turyści.

------------------------------------------------------------ ---------------------------
Film obejrzałem podczas 32. Warszawskiego Festiwalu Filmowego (X.2016)
Moją podróż przez ekrany kinowe i kina Polski można "oglądać" na Facebooku pod nazwą "Wszystkie Kina Studyjne Polski".

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: