Wg. mnie aktorzy przeszarżowali.

W szczególności Timothy Spall. Postaci narysowane zbyt grubą kreską stają się niewiarygodne. Zatem jeśli film miał coś do przekazania, to przez ten "fałsz" do mnie nie trafił. Poza kilkoma dobrymi i zabawnymi linijkami tekstu wypowiedzianymi przez Patricię Clarkson (najjaśniejszy punkt filmu) nie odnalazłem w "The Party" nic interesującego. Na koniec krótko o języku - czy tak rozmawiają ze sobą normalni ludzie? Wiem, że reżyserka chciała pokazać "klasę wyższą", ale tu chyba znów poszła o krok za daleko.

25

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: