Wśród tysiąca twarzy, która jest prawdziwa?

W końcu jakaś odmiana! Zamiast kolejnej tradycyjnej filmowej biografii, dostaliśmy szalony zawrót głowy. Hopkins stworzył brawurowy film, który zamiast odhaczać kolejne pozycje z życia aktora, spróbował przenieść na ekran coś z atmosfery jego życia. Dostajemy więc zabawny, zwariowany, ekscentryczny, miejscami brutalny psychicznie obraz osoby niezwykłej i trudnej do rozszyfrowania. Widza zaskakują kolejne metamorfozy Rusha, tak jak swego czasu Sellers zaskakiwał swymi metamorfozami na ekranie i poza nim. Rush zresztą to prawdziwa gwiazda tego filmu. Jest po prostu rewelacyjny w każdym wcieleniu. Przybliża postać Sellersa, jednocześnie pozostawiając widzowi zinterpretowanie postaci.
Świetne kino, choć nietypowe i nie wszystkim zapewne przypadnie do gutsu.

  • Rozumiem, że ogladałeś ten film =) ? Poradź mi, proszę. Chętnie wyskoczyłabym na to do kina. Obawiam się jednak, że ten film może stylem przypominać "Niebezpieczny umysł". Czy moje obawy są bezpodstawne? Mam nadzieję...

  • I to bardzo. Bezczelnie nie chce sie okreslić, czy zamierza boahtera gloryfikować, czy obsmarorywać ;). I bardzo dobrze, bo pasuje to znakomicie do Człowieka o Tysiącu twarzy. Z jednej strony mamy wrednego, zdziecinniałego psychopatę, który rozdeptuje dziecku zabawki oraz sprośnego satyra, zdradzającego żonę i zaliczającego co popadnie. Z drugiej strony jest genialny aktor, który nie do końca jest doceniany i traktowany porażnie, chociaż w pełni poświeca się temu co robi i naprawdę wypruwa z siebie flaki, zeby dobrze wypaść. Z jednej strony bystry intelektualista, z drugiej - dający sie manipulować wróżom od siedmiu boleści.

    Sellers z filmu wydaje się nie mieć problemu z wchodzeniem w zadną rolę, ponieważ sam na co dzień przechodzi z nich bez przerwy. To człowiek żyjący we własnej wyobraźni, układający scenariusze dla samego siebie. (Raz jest niczym Hitchock (czy Bates?), uzależniony od mamusi i śpiący z nią w łózku. Innym razem czuje się wielkim Playboyem zdobywającym kobiety niczym Bond. Sellers ma pretensje do swiata, ze nie doceniają jego genialnych ról, również w życiu codziennym, jednak nie rozumie, ze nie wszyscy chcą grać non stop w filmie. Dlatego traktuje kobiety i dzieci niczym postacie, które mozna sobie wykreślić ze scenariusza. A gdy coś nie wyjdzie, zrobi się odpowiedni montaz.

    Niestety, biografia ma spore wady. Są to zafałszowania a nawet klamstwa, niezgodne z faktami. Jasne, ze biografia ma prawo do pewnej licentia poetica, jednak ja tego nie lubię - prawdziwy Sellers nie wstanie jednak z trumny i nie powie: Stary, co ty pierdzielisz, to nie ja. Miejscami scenarzystę ponosi fantazja i dodaje sytuacje, których nie było, jednoczesnie usuwając te, które były. A potem ludzie w to wierzą. Zapytano Rogera Moore'a czy naprawdę przedstawił Sellersowi tego wróża - Moore nic takiego nie pamięta. To jeden przykład.

    No i niestety, nie podobała mi się w ogóle czołówka. Nie wiem co to miało być - nawiązanie do Rózowej Pantery? Już lepiej posłuchać Toma Jonesa.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: