"Faust" kończa XX wieku

"Pi" bardzo mi przypominał uwspółcześnioną wersję "Fausta" Goethego. Oczywiście to tylko luźne porównanie.
W obu przypadkach w roli głównego bohatera mamy naukowca, który pragnie przekroczyć granicę poznania. Jednak by było to dla niego możliwe, musi sięgnąć do sfery metafizycznej. Ostatecznie jednak uświadamia sobie, że aby docenić potęgę otaczającego go świata, należy przestać próbować zgłębić jego tajniki, odrzucić egoizm, poszukać także we własnym wnętrzu. W ostatniej scenie nie interesuje go wynik działań dziewczynki, patrzy w górę, jest pogodzony. Co się stało z Maxem po zaczernieniu ekranu? Powiedział "Trwaj, chwilo, jesteś piękna"? A "lobotomia", której sam się poddał -- sprawiła, że stracił coś ważnego, a może ściągnął z oczu bielmo i otworzył oczy (i w pewnym sensie nawrócił się)?
Film świadczący o geniuszu reżysera. Treściowo -- oszczędny, lecz przejmujący. Stylistycznie -- bardzo oryginalny.

1

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: