Żadna matematyka.

Mam inną interpretację (tak, macie już dosyć tych interpretacji), która objąłem wszystkie sceny
zawarte w filmie, co o tym sądzicie? Może komuś to pomoże w zrozumieniu czegoś.

Nie chodzi tu o żadną matematykę. My wszyscy jesteśmy takimi Cohenami, wszystko staramy się
ogarnąć swoim ciasnym móżdżkiem. Tak, jak Cohen wszystko chciał opisać liczbami, tak my
chcemy zrozumieć cały wszechświat, lub sens istnienia, ale wszystko to chcemy zmieścić w
słowach języka, którym operujemy. Wszystko chcemy skatalogować, wszystko nazwać,
wszystkiemu przydzielić jakąś grupę, czy podgrupę, ale praca nad tym jest właśnie jak Ciąg
Fibonacciego - nieskończona. Chodzimy po tej spirali, a umysł przyjmuje kolejne razy (co zostało
przedstawione w filmie w sposób dosłowny).

Zdenerwowany Cohen niszczy swoje miejsce pracy (swoje zasoby wiedzy?) i nagle znajduje się
w uściskach nieznanej kobiety. Wierzę, że w tym momencie poczuł na sobie "Boską Miłość"
(wiem, że ateistyczny racjonalizm nigdy nie śpi, dlatego od razu mówię, że sam nie wierzę w
osobowego boga, proszę to interpretować na swój sposób). Po tym zdarzeniu "zabija siebie",
czyli zabija tego "wewnętrznego matematyka", zabija swoje myśli.

Pod koniec, gdy dziewczynka z kalkulatorem znowu go o coś pyta... tak właściwie to ona mogłaby
w ogóle nie istnieć, a być manifestacją... ego? Może przesadziłem, ale Cohen w ten sposób
mógł sprawdzać swoje możliwości i mieć z tego satysfakcję, tym razem jednak odmówił
prawidłowej odpowiedzi. Najważniejsze jest jednak to, jak dosłownie na sam koniec patrzy na
drzewa. To są te same drzewa, które widzimy, gdy Cohen powtarza swoją "modlitwę" mówiąc
"wszystko da się opisać za pomocą liczb". Tym razem jednak nic nie mówi.

Pogrążony w medytacji nie widzi już liczb, ani słów. Akceptuje drzewo takim, jakie jest, nie
przejmując się już możliwością opisania go w jakikolwiek sposób. Widzimy go uśmiechniętego,
pierwszy raz.

No i motyw uszkodzenia mózgu Cohena można opisać tym, że my, jako ludzie, wykorzystujemy
swój umysł w bardzo niewielkiej części, co prawie na jedno wychodzi, jak zestawimy to z
uszkodzonym umysłem Cohena.

Czy film ten nie przedstawia znanego nam ze Wschodu pojęcia Nirwany? Czy Cohen z osoby inteligentnej nie przeistoczył się w osobę mądrą? To coś, co czeka nasz wszystkich.

48
  • Szkoda ze nikt nie podłapał tematu...... Fajnie w końcu zobaczyć jakaś mądra wypowiedź na filmwebie dzięki za podzielenie się przemyśleniami

  • Pojechałeś ziomek , dałes mi zupelnie nowe spojrzenie na ten film

  • Matematyka jest tylko zasłoną dymną ,jeśli pogrążymy się w doszukiwaniu,a raczej łapaniu Boga za nogi,wtedy tracimy wszystko co nam dane było od Niego .Za male móżdżki mamy aby dowiedzieć się prawdy,On sam może kiedyś nam na to pozwoli.

  • Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi po prostu musiałem po raz kolejny włączyć ten film i muszę przyznać, że Twoja interpretacja jest najciekawsza ze wszystkich. Każdy może wyobrazić sobie siebie w roli Cohena i interpretować życie na swój sposób. Za pomocą tego co najlepiej potrafi. Ba! Przecież cały czas to robimy :)

  • Bo tak naprawde czlowiek wymysla rozne cuda i cudenka takie jak bog, matematyke czy angielska kuchnie jako srodki ucieczki przed nicoscia, w ktorej wydaje sie, ze plynie czas.

  • Matematycy wszędzie widzą liczby i funkcje. Fizycy ruch, wytrzymałość i enegię. Chemicy wszędzie widzą materie (konkretną - zbadaną i nazwaną). Mikrobiolodzy wszędzie widzą kolonie mikrorganizmów zaczynając od streptococcus epidermidis na skórze poprzez helicobacter pylori w żołądku. Ale końca nie ma. Taki fanatyk swojej nauki przestaje dostrzegać granicę gdzie jego dziedzina się kończy. Prawda jest nieco inna. Tak jak całką z przyspieszenia jest szybkość, jak pochodną z drogi jest szybkość tak samo biologia wynika z chemii, chemia wynika z fizyki, a wszystko jest oparte na MODELU wymyślonym przez matematyków.
    Film pokazuje, że ograniczanie się do poszukiwania sensu istnienia w swojej dziedzinie jest szaleństwem. Żeby znaleść sens istnienia trzeba się oddalić od tej niemądrej manii.
    Główny bohater zwariował i nawet nie ma pewności czy ścigają go agenci potężnego koncernu i członkowie sekty religijnej.
    Puentą filmu jest to, że dopiero niszcząc swój mózg mógł odnaleść spokój i zobaczyć piękno natury które przysłaniała mu nauka...

  • Interpretacja najbardziej oczywista chyba zaraz obok mojej. Ja widziałem to w węższym znaczeniu. Według mnie Praca Cohena to postęp, technologia i związana z nią wiedza, postęp cywilizacyjny rozumiany, jako poszerzenie horyzontów percepcji, mózgu. Jego mentor to stara generacja, marazm rozwojowy i odkrycie, że pościg za technologią, rozwojem w znaczeniu wspomnianym powyżej, to ślepa uliczka, prowadzi do wyniszczenia i nienaturalnej 'śmierci'. 'Robak' to właśnie symbol wyniszczenia pogonią za technologią jednocześnie odrzucającą wszystko inne. Dziennikarka to społeczeństwo konsumpcyjne, odbiorców technologii- biernych i chciwych, nierozumnych, ale chcących owoców mózgu Cohena- postępu technologicznego. Ortodoksyjni Żydzi- Kościół odwołujący się do tradycji, ale też zatracający się dla i przez rozwój cywilizacji, zdolny do odrzucenia tego, co nie współgra z jego wizją. Cohen bluźni wobec innych ludzi, jak i Boga. Ostatnie sceny- uścisk kobiety (?) najłatwiej wyjaśnić sobie, jako pojednanie z Bogiem/ Matką Boską/ świętością/ naturą (obok sceny z rabinem czy jak się tam nazywa ten kapłan nawet przyszła mi na myśl 3 cz. Dziadów Mickiewicza). Pojednanie z samym sobą. Ostatnia scena to dla mnie niekoniecznie taka oczywistość. Cohen waha się, nie odpowiada od razu, że nie wie. Być może jego opętanie zostało okiełznane, ale nie pozbył się go całkowicie, tak jak człowiek nie umie całkowicie pozbyć się pożądania technologii i konsumpcji, na które skazani jesteśmy, bo taka jest nasza natura. Nauka nie jest tu więc czymś czego można się pozbyć, a więc nie jest zła czy dobra. Oczywiście ta interpretacja jest tak samo dobra, jak prawie każda inna. Mimo to filmowi dałem tylko 6, bo jest dość nużący, forma dla mnie zagrała tu większą rolę od treści. Stosunkowo prosta symbolika no i jeszcze raz monotonia. Z drugiej strony 6, to dla mnie już film na dobrym poziomie. Pozdrawiam.

    • Ja to widzę nieco inaczej. Cohen próbował znaleźć liczbę która opisuje prawidłowość deterministycznego świata, bo on sam musi posiadać stałe zasady, gdyby te zasady były zmiennie to taka złożona struktura jak człowiek przestała by istnieć w jednym momencie gdyż formą jaką jest bierze się wtórnie od tego co ją buduje a to musi być stałe. Czy wiedza dzięki której nie tylko giełdę ale i całe życie można przewidzieć jest do udźwignięcia przez człowieka? Jest to przerażające posiadać możliwość zdefiniowania, przewidzenia każdego aspektu życia. Wtedy nie ma życia, jak cieszyć się kiedy samo szczęście można zdefiniować i odkryć jego zależność od tego co je powoduje, jak podziwiać piękno kiedy zna się jego uzasadnienie u podstaw, jak przeżywać miłość kiedy wiadomo co ją u człowieka wywołuje. W tym momencie ludzkie poznanie mogło by się skończyć, po co więc żyć, jaki motyw pchał by człowieka przez życie. Nawet mechanizm ludzkiej motywacji był by do poznania. Nie dziwię się że owej liczbie przypisano imię Boga, ponieważ przy założeniu że to Bóg stworzył świat to jego wiedz na jego temat musi być absolutna. Max przestraszył się, być może jego kolega też, przecież to przerażające odebrać sobie przeżywanie odsłaniając je jako czyste poznawanie. Piękna filozofia w tym filmie i przerażająca za razem.

  • Wydaje mi się, że ten film ma nam uświadomić, że dopiero gdy uwolnimy się od swoich obsesji, możemy być prawdziwie szczęśliwi i nie chodzi tu jedynie o obsesje naukowe, badawcze, a także wygląd, i inne niedoskonałości które tak nas absorbują, że z czasem zatracamy się w nich i stopniowo przestajemy dostrzegać piękno świata...

  • Pięknie ubrałeś w słowa to co ja przeczuwałem między wierszami, ale czego nie potrafiłbym przełożyć na słowa. Takie komentarze czyta się z przyjemnością. Trafiłeś w samo sedno.

  • większych kretynów w życiu nie słyszałem. komputer Cohena, który zyskał samoświadomość, popełnił samobójstwo prawdopodobnie przez wasze interpretacje. Pozdrawiam komputer Cohena, trzymaj się! There is still wisdom down here!

  • Co może symbolizować ta mrówka?

  • Piękna interpretacja. Ja jednak zupełnie nie kupuję głównego przesłania, które rozumiem jako "nauka i poszukiwanie prawdy prowadzą nieuchronnie do śmierci/szaleństwa wskutek przekroczenia ludzkich uprawnień". Czuję, że reżyser chciał przekazać, iż powinniśmy skupiać się na ogólnie pojętym dążeniu do nirwany, podobnie jak w fenomenalnym "Źródle" - tam jednak wyszło mu to znacznie przyjemniej dla oka.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o