anemika anemika

Takich książek nie powinno się ekranizować, bo to co w niej najlepsze to narracja, język, klimat. W filmie nie da się tego pokazać, przynajmniej w tym przypadku się to zupełnie nie udało. Nie wspominając już o sporej niezgodności z fabułą..

  • maxziemba maxziemba

    Niezgodność z fabułą zgodzę się. Fatalna ekranizacja? Dla ciebie pewnie za trudna. Ulubione twoje filmy to labirynt fauna i rekwiem dla snu. Proste, dość szokujące ale zrozumiałe dla nastolatków 14 letnich, trochę taka papka. Tam nie ma takich portretów postaci jak tu. Film naprawdę świetny, szokujący, a te portrety psychologiczne... Haneke jest w tym genialny, coś pięknego.

    • anemika anemika

      nie, ten film nie był dla mnie za trudny, po prostu oceniam go pod kątem książki, która zrobiła na mnie spore wrażenie. A jej język jest znacznie trudniejszy niż filmu. Domyślam się, że osoba nie czytająca książki mogłaby nie zrozumieć ekranizacji, co widać w niektórych komentarzach, w których ludzie pytają, jak rozumieć dany wątek itp. A to, że requiem czy labirynt fauna oceniłam wysoko, nie znaczy, że ograniczam się do oglądania samych produkcji tego typu. Co nie zmienia faktu, że te akurat były dobre:). I nie mam 14 lat;). Każdy ma prawo do swojej opinii, skoro Tobie taka interpretacja książki Jelinek odpowiada, to ja się nie czepiam. Mimo wszystko mnie nie przypadła do gustu

      • kosa480 kosa480
        ocena: 9

        Uważasz, że książkę jest trudniej napisać niż zrobić film? Jak w ogóle możesz to wartościować? Skoro, jednak się za to wzięłaś to powiem Ci, że barierą dla pisarza jest tylko i wyłącznie jego talent do posługiwania się słowem, może dać w 100% upust swojej wyobraźni i stworzyć coś co Ty na swój własny sposób zobaczysz w swojej. Twórca filmowy musi pokazać coś co wszyscy widzą jednakowo i chyba nie możliwością jest stworzyć na tyle uniwersalny, a zaraz w pełni artystyczny(więc subiektywny) obraz. Polem do popisu są tu emocje, niedomówienia, no i świetne kierowanie uzdolnionego aktora, a jeśli o to chodzi to nie wiem, czy Haneke nie jest ostatnim żyjącym mistrzem kina psychologicznego.

        • anemika anemika

          Przyznam Ci rację. Dlatego z chęcią obejrzę inny jego film, żeby już się niczym innym nie sugerować. Niestety tak już jest, że jak się przeczyta książkę i obejrzy film na jej podstawie to porównuje się je, chcąc nie chcąc, a to faktycznie już nie jest obiektywne spojrzenie.

        • szczawik151 szczawik151
          ocena: 9

          'Haneke nie jest ostatnim żyjącym mistrzem kina psychologicznego.' - nie zapędzaj się tak i obejrzyj weszcie tego Angelopoulosa:)! A co do reszty posta to sie generalnie zgadzam :).

        • Dr_Grape Dr_Grape
          ocena: 9

          Kina psychologicznego? Jednym z najważniejszych wyznaczników jego stylu jest antypsychologizm postaci. Jego nie interesują charaktery bohaterów ale ich zachowanie. Aktorzy są dla Haneke Bressonowskimi modelami. Reżyser w przeciwieństwie do Jelinek chciał widzowi utrudnić zrozumienie tekstu, dlatego pozbył się w filmie retrospekcji, które w powieści odgrywają zasadniczą rolę. Despotyczna matka to wyeksploatowana klisza, ważniejsza jest relacja kultura - patologia. "Pianistka" to jednak jego najbardziej konwencjonalny film, formalnie najłatwiejszy w odbiorze. Polecam wrócić do "trylogii zlodowacenia".

          • kosa480 kosa480
            ocena: 9

            ehhh ziom psychologia to nie tylko "charaktery bohaterów", dziś składa się na nią już kilka dziedzin i wiele z nich Haneke porusza w Pianistce np. psychologia społeczna, psychofizjologia, psychopatologia. Także myśl samodzielnie zamiast powtarzać slogany.

            • Dr_Grape Dr_Grape
              ocena: 9

              Użyłem pojęcia psychologia w takim znaczeniu, które ty przywołałeś:
              "Polem do popisu są tu emocje, niedomówienia, no i świetne kierowanie uzdolnionego aktora, a jeśli o to chodzi to nie wiem, czy Haneke nie jest ostatnim żyjącym mistrzem kina psychologicznego."
              I którym to pojęciem posługuje się Haneke: "Podkreślam zawsze, że nie uważam psychologii za czynnik konieczny" (Kino 2002, nr 1, s. 36)
              Kino brechtowskie, owszem. Kino alegoryczne, też. Ale kino psychologiczne? Co to w ogóle znaczy. Sprowadzasz kino artystyczne do etykietki gatunku.

              • kosa480 kosa480
                ocena: 9

                Jeśli chodzi Ci o Bertolta Brechta to nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi, jak możesz to napisz coś więcej bo wikipedia.pl mnie w tym wypadku nie satysfakcjonuje. Co do Bressona to niestety nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z literaturą kina, ale mam zamiar to nadrobić, także tutaj sobie nie pogadamy.

                Wracając do tej psychologii to chodzi mi o takie sceny jak np. ta w której Walter przychodzi do Eriki, a ta karze mu przeczytać na głos list który mu napisała. Nie ma tam emocji? Czy chociażby te sceny samogwałtu, samookaleczenia - nie ma psychologii?

                • Dr_Grape Dr_Grape
                  ocena: 9

                  Kino Brechtowskie - efekt obcości, techniki dystansowania widza od przedstawianych wydarzeń. Te reguły teatralne przełożone na "język filmu", tak jak robili to Godard, Fassbinder, Anderson, nie pozwalające na immersję widza w przedstawianą rzeczywistość.
                  Może rzeczywiście są tam emocje, trudno jest mi patrzeć na ten film pod tym kątem, znając austriackie filmy Haneke.

  • Esmerald
    ocena: 10

    Uważam, że ekranizacja wypadła bardzo dobrze. Ten rodzaj prozy jest trudny do przeniesienia na ekran, a mimo to Hanekemu sie udało zrobić film na pewno nie gorszy od książki, a w mojej opinii lepszy.

  • asanisimasa asanisimasa

    A moim zdaniem "Pianistka" to znakomita ekranizacja takiej sobie powieści (może nie słabej, ale jednak nie zapadającej w pamięć). Czytałam kilka książek Jelinek i nie jestem fanką jej pisarstwa. Może moja ocena "Pianistki" to kwestia tego, że najpierw widziałam film i to, co zrobiła z rolą Eriki Huppert to w mojej ocenie aktorski popis na najwyższym poziomie (bez fajerwerków i efekciarstwa). Nie mam słów, żeby oddać to, jak zmiażdżyła mnie jej interpretacja, a książka bardzo Jelinek mnie rozczarowała. Wolę klimat filmu.

    Co do Hanekego - "Biała wstążka" to bardzo dobry film, "Ukryte" też mi się podobało (choć jest zdecydowanie słabsze od pozostałych), a "Funny games" nie podejmuję się ocenić, bo widziałam dość dawno. To dobry reżyser, konsekwentnie podąża wytyczoną przez siebie ścieżką. Nie jest moim faworytem, wolę trochę inne kino, ale potrafi robić filmy, które dają do myślenia.

  • paschalina

    nie mozna porownywac ksiazki i filmu, sa dwa oddzielne nurty sztuki, rezyser nakrecil film wedlug swojej wizji, natomiast ty czytajac ksiazke wyobraalas sobie poszczegolne sceny inaczej.

    • anemika anemika

      paschalinko, minął już prawie rok od mojego pierwszego postu i zdążyłam juz zrozumieć na czym polegał mój błąd w odbiorze tego filmu, o czym pisałam powyżej;). Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie powinnam oglądac filmów będących ekranizacjami, gdyż nie patrzę na nie jak na autonomiczne dzieło, a jak cos co ma odzwierciedlać dzieło, będące pierwowzorem. Chociaż mam zamiar wybrać się niedługo na "w ciemności", trochę niekonsekwentnie, ale ciekawość jest silniejsza

  • maupa maupa

    film jako ekranizacja wypadł słabo, spłycił, nie domówił, oceniam na 5,ale jakbym miała oceniać go jako film poprostu dałabym znacznie więcej dlatego w ogólnym rozrachunku tylko dobry, bo niestety jest to ekranizacja i można go oceniać pod kątem książki.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: