Piekło nasze powszednie

Mocne kino. I dotkliwie prawdziwe. O piekle, które sami sobie fundujemy przez to, że posługujemy się stereotypami, wyciągająmy często pochopne wnioski - jak matka-Medea z dwuznacznej sytuacji, w jakiej zastała swego męża i jego ucznia. I tak zasklepiamy się w swojej zawziętości, nienawiści, racji (może i rzekomej moralnej wyższości), że nie chcemy przyznać się do błędu. Zwłaszcza jeśli kosztował tak wiele - Medea niepotrzebnie "zabiła" swoje dzieci, naznaczając je na resztę życia.

  • [SPOILER] Małe nieporozumienie moim zdaniem. Popatrz na ostatnią scenę. Matka świadomie przyznaje się do tego, że swoje dzieci zabiła pisząc na kartce: "Niczego nie żałuję". Z jej punktu widzenia to nie był błąd, dlatego taka zemsta na swoim mężu, dlatego na niego doniosła. Poczuła się (prawdopodobnie) zdradzona. Nie rozumiem jedynie jej słów, które wypowiada: "a jednak mnie kochają". Wiedziała przecież, że to z jej winy jej mąż odsiedział niezasłużenie wyrok w więzieniu. To ona rozbiła tę rodzinę pozbawiając swoje dzieci ojca także musiała wiedzieć, że za coś takiego raczej jej córki nie będą jej kochać.
    Jestem świeżo po seansie i mam mały mętlik w głowie. Może rzeczywiście matka przyjęła winę męża za pewnik i nic nie było jej w stanie odwieść od zemsty, będąc przekonaną, że postępuje sprawiedliwie - została zraniona, dlatego sama pragnęła zranić swojego męża najdotkliwiej jak tylko mogła.
    Przytłaczający był dla mnie ten film. Przytłaczający, ale muszę powiedzieć, że jak Niebem byłem oczarowany tak Piekło nie dostarczyło mi już takich przeżyć. Za dużo nachalności, za dużo piętnowania tak niesamowicie wyraźnej "zbrodni". Tak jakby ktoś na namalowanym już obrazie specjalnie podkreślił "winę i zbrodnię" czerwonym sprayem.
    To co miało spotęgować efekt jaki miał wywołać film (czyli tak jak powiedziałeś: "posługiwanie się stereotypami" i pochopne wnioski), moim zdaniem rozmyło się i zagubiło w tych kilku wątkach, nałożyło się na siebie. Paradoksalnie (przyajmniej dla mnie) osłabiło to potęgę przekazu filmu, nie miało już takiej siły oddziaływania.
    Jeżeli "Niebo" było jak przepięknie namalowany pejzaż, który chłonie się całym sobą wydając tylko ciche westchnienie, bo słowa są zbędne, to "Piekło" wydało mi się nachalnym, troszeczkę przybrudzonym graffiti wymalowanym właśnie czerwoną farbą, gdzieś w jakimś przejściu dla pieszych pod ulicą. Dużo słów, ale tak naprawdę trzeba się trochę "zmusić", aby popatrzeć i ocenić "malunek".
    Został poruszony jeszcze jednen wątek. Przeznaczenie, a przypadek. Co rządzi życiem człowieka... czy bardziej "estetyczne" przeznaczenie, czy "chory" przypadek.
    Według profesora przeznaczenie jest bardziej wysublimowane, ponieważ daje większe pole do wyjaśnienia skutków działań, ruchów, posunięć w życiu człowieka. I oto znowu powracamy do starego zagadnienia ludzkości - sens istnienia. Przeznaczenie to wiara, bo podaje nam "wygodne", a co najważniejsze "wiarygodne" wyjaśnienia, a przypadek jest tego pozbawiony. W tym miejscu bym się jednak nie zgodził z tym przekazem. Człowiek chce zracjonalizować to wszystko co nieuchronne, a czego nie potrafi wyjaśnić. Śmierć w tym przypadku, chce nadać jej jakiś wyższy sens, pokazać, że jest skrawkiem czegoś większego, że jest czymś lepszym (w pewnym sensie). Lepszym od śmierci przypadkowej, która jest "odpychająca", mało ciekawa, a właściwie godna (prawie że) wzgardy. Samo takie tłumaczenie do mnie nie przemawia, ale oczywiście nie mogę z wiadomych względów tego dowieść. W pewnym sensie znaczenie jakie przypisujemy śmierci jest zbyt wzniosłe, zbyt nadmuchane, ale według niektórych staje się w ten sposób ciekawsze, bardziej atrakcyjne. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że temu stanowi rzeczy jest winny poziom naszej świadomości. Im więcej jej posiadamy tym śmierć albo życie stanowi dla nas pewien rodzaj mistycznej drogi po krótrej stąpamy. Mając mniej tej świadomości śmierć albo życie nie stanowi już dla nas takiego problemu. Problemem za to jest cierpienie jakiego odczuwamy zarówno przeżywając nasze życie jak i śmierć. Sądzę, że tak to działa, ale znowu - nie potrafię tego dowieść.
    Film jak dla mnie wart oglądnięcia, ale własnie poprzez zbyt duże nagromadzenie wątków po pewnym czasie staje się "duszny", a przekaz jaki miał w nas wywołać zostaje przez to znacznie mniej dostrzegalny. Brakuje mi muzyki Tykwer'a, jako, że w "Niebo" miało wspaniałą ścieżkę dźwiękową, świetnie dopasowaną do tego "pejzażu".
    Na koniec... Czy nie sądzicie, że stworzenie "Czyścca" jest już niepotrzebne? Czy stworzenie jeszcze jednego punktu pomiędzy "Niebem", a "Piekłem" nie jest przypadkiem już "bezcelowe"?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: