Gdy życie daje ci cytryny, poczekaj na sól i tequilę

"Plan B" jest nieco podobny w tonacji do poprzedniego filmu reżyserki, "Moje córki krowy", chociaż mam wrażenie, że jednak bardziej pogodny. Taka ilustracja powiedzenia, że gdy życie daje nam cytryny, czekajmy na sól i tequilę. Klasyczne kojące kino, miejscami może nieco uproszczone i naiwne, ale swój cel osiąga, a chyba o to właśnie chodziło.

Fabularnie to znów kilka równoległych, tu i tam przeplatających się historii (ta formuła narracyjna przeżywa najwyraźniej swój renesans). A to młoda kobieta, której kompletnie nie wychodzą związki z mężczyznami. A to eks-wiolonczelistka, której córka wyjeżdża na studia do Stanów. A to mężczyzna, który wychodzi po dwóch latach z więzienia, by wrócić do partnerki i dziecka. Bohaterów łączy to, że ich życie nagle wywraca się do góry nogami lub jakaś kropla przepełnia czarę i wszystko się załamuje. Czy mają na życie jakiś plan B, skoro ten pierwszy nie wypalił?

Można to było pewnie zrobić bardziej na serio, mniej... sitcomowo, ale nie wątpię, że taki lekki ton znajdzie swoich zwolenników (scenarzystką jest pani odpowiedzialna za "Listy do M.", więc wiadomo mniej więcej, czego się spodziewać). Poza tym są też tu sceny i sekwencje wręcz perfekcyjnie skomponowane np. cała scena otwierająca, gdy poznajemy jedną z bohaterek, krótką ostrzyżoną blond hipsterkę, właśnie odkrywającą, że facet, z którym spędziła niesamowitą noc, podał jej fałszywy numer telefonu.

I jest też Daria Zawiałow śpiewająca "Jeszcze w zielone gramy" i już za samo to wykonanie należy się jeden punkcik w górę. :)

https://www.facebook.com/Słowa-i-obrazy-1991025304472366/

23

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: