Piękny

Filmy Kieślowskiego stają się powoli pewną formą snobizmu, ich rozumienie i właściwą interpretację przypisujemy osobom o odpowiednio wysokim wykształceniu, wieku a co za tym idzie wynikającemu z tego doświadczeniu. Moim zdaniem nic bardziej mylnego. Odbiór dzieł Kieślowskiego to czysty subiektywizm i w moim przekonaniu każda subiektywna interpretacja "Podwójnego..." jest jak najbardziej prawdziwa. Kieślowski dokonał czegoś czego współcześni reżyserzy dokonać nie potrafią mimo tak wysoko rozwiniętej technologii - poruszył emocje. Dostajemy, wydawać by się mogło, bardzo prostą historię, ale spójrzmy na jej formę, już pomijając piękną i znakomitą w swojej podwójnej roli Irène Jacob i muzykę Zbigniewa Preisnera, przy której ciarki przechodzą po całym ciele. Historia Weroniki ma w sobie tyle enigmatyczności, że można ją odkrywać w każdym wieku, wciąż na nowo i za każdym razem zaskakuje, odkrywa jakiś rąbek prawdy i pokazuje jak bardzo skomplikowane są rzeczy proste. Dlatego jest i zawsze będzie arcydziełem.

9
  • Bardzo mi przeszkadza w tym arcydziele źle podłożony głos pod polską Weronikę. Niestety - dla mnie to odziera go z magii i budzi się we mnie złośliwa bestia. Tak, że rzeczywiście poruszył moje emocje - wkurzenie to niezły skutek ;)

    • Tak jak pisałam, tworzysz indywiduum - subiektywnie oceniasz. Nieprzyjemne emocje to jednak nadal emocje, a jeżeli w filmie wywołuje je wyłącznie tak błaha pobudka jak źle podłożony dubbing przez pierwsze dwadzieścia minut seansu, to nie uważam, żeby ten argument mógł drastycznie przekrzywiać jego odbiór bądź wpływać negatywnie na jego ocenę;) Części techniczne są istotne, ale najistotniejsza jest jednak materia;)

      • Ja uważam, że jeżeli coś ma mnie poruszać właśnie poprzez środki wyrazu, to powinny być one dopracowane i perfekcyjne. Inaczej, to tak jak wykwintny obiad posypać zgniłym koperkiem. Ten dysonans wkurzył mnie na wstępie. Dalej - to już kwestia innych niuansów, które ogólnie nadają treści filmu znaczenia, jakich nie umiem zaakceptować. Chętnie bym o rozumieniu ich podyskutowała. Może moje wizje powstały z komunikatów, które można by pojmować inaczej.

        • Ale może te środki o których piszesz są w istocie dopracowane i perfekcyjne, ale mijają się po prostu z pewnym schematem, który sobie wytworzyłaś i przez który chcesz film oceniać?;) Chętnie podyskutuję o niuansach i dysonansie poznawczym o ile dowiem się, co się na niego składa.

          • No cóż, na taką interpretację nie mam odpowiedzi, oprócz mojej niezachwianej wiary, że fatalny dźwięk, to nie był zabieg celowy, ale zwykła niedoróba ;( O dysonansie więcej raczej nie podyskutujemy przy tych rozbieżnościach odbioru... Raczej nie mamy argumentów na rozstrzygnięcie naszych racji, bo kto udowodni, że to było świadome "łamanie schematu"?

            Chętnie jednak poznałabym inne sposoby odbioru filmu, dotyczące tym razem treści merytorycznej. Na przykład, podstawowa interpretacja filmu, która mi się nasuwa jest dla mnie nie do przyjęcia - polska Wero żyła właściwie po to, żeby francuska mogła lepiej przeżyć życie. Jaki był bowiem inny powód jej istnienia? Cała relacja Weronik ma dla mnie wymiar pasożytniczy! Jedna się parzy, druga unika bólu, jedna umiera, druga bada sobie serce... Tragedia...
            Inny mój odbiór - dlaczego niby wybór polskiej Wero, żeby realizować pasję, musiał być okupiony śmiercią? Czy autor uważa, że wybór przebiega na linii miłość - pasja?
            Owszem, film jest dobry, wkurza mnie - z żadną interpretacją dla mnie dostępną nie jestem w stanie się zgodzić. ot, co...

            • A dlaczego wymiar pasożytniczy? Przecież nic się nie działo kosztem drugiej, wręcz odwrotnie - francuska Veronique podświadomie czuje, że powinna podjąć takie a nie inne decyzje, które w rezultacie są tymi właściwymi, nieświadomie bazując na doświadczeniach polskiej Weroniki. Uczenie się na cudzych błędach to jeszcze nie pasożytnictwo;) Ten film to metafizyka, refleksja egzystencjalna (zarówno Weronika jak i Veronique doświadczają podobnych sytuacji, jak chociażby widok starej kobiety, który pełni przecież kluczową rolę w owej refleksji - przypomina o tym, że los każdego człowieka sprowadza się do tego samego - starości i rychłej śmierci - mimo, że polska Weronika nie zdążyła doświadczyć tego pierwszego - powstaje zatem dysonans - czy warto żyć doświadczając starości, samotności czy umrzeć oddając się pasji?), więc może dlatego ciężko sprowadzić go do zasad logiki formalnej;)
              Moim zdaniem ten film nie posiada jednej, sprecyzowanej i wyłącznej interpretacji, bo bazuje na wrażliwości indywidualnego odbiorcy.

              • Z ostatnim zdaniem się zgodzę.
                Ciężko też dyskutować o takich niuansach na piśmie ;)
                Nic nie poradzę na to, że fakty istnienia równoległych kobiet, z których wyłącznie jedna czerpie korzyść z więzi, jest dla mnie wyrazem pasożytnictwa i w jakiś sposób nadaje jednowymiarowy sens istnieniu tej pierwszej. Np śmierć Wero widzę nie jako "umrzeć oddając się pasji", ale jako "karę" za wybór pasji - w końcu nie ma szans na realizację, bo umiera.
                Nie dostrzegam też piękna w filmie, właśnie poprzez interpretacje zdarzeń, które mi się nasuwają. Moją wrażliwość rażą też niedoróbki realizacyjne jak wspomniany wcześniej dźwięk, a także sposób filmowania - świat w filmie wydaje mi się szary i brudny, a miłość spełniania w pokoju hotelowym tania...
                Bez wątpienia film nie jest zły, skoro tak mnie poruszył i wciąż wracam do niego.
                Żal mi tylko, że wbrew domniemanym intencjom twórcy, nie pozostawił we mnie ani optymizmu, ani ciepła, ani wiary w świat. Już wolę ekranizacje powieści Austen. Te niosą ze sobą prawdziwą dawkę spokoju i dobra.
                Między nami mówiąc"Między słowami" też tak odbieram - nuda i szarzyzna... Kiedy sama patrzę przez okno taksówki czy pociągu, widzę 1000 razy piękniejszy świat, niż bohaterki tych filmów. Chociaż jeżdżę po obskurnych dworach z głupimi napisami typu "tu byłem Tony Halik...

                • Skorzystam ze swej bezczelności i wtrącę swoje chaotyczne trzy grosze do dyskusji. Filmu za kompletne arcydzieło nie uważam (chyba charakteryzuje mnie niejako mniejsze poczucie wrażliwości egzystencjalnej ; P) ale tak samo jak ty wciąż do niego wracałem próbując ułożyć sobie relacje wiążące obie Weroniki w jedną, logiczną całość. Otóż, nie da się. Żeby potwierdzić swoje domniemania odwołałem się nawet do zasad metafizyki klasycznej. Dowiedziałem się, że rzeczy wykraczające poza nasze rozumowanie i stanowiące problem w samej swej istocie są celowym zabiegiem alogicznym (brak logiki jest zatem celem samym w sobie co wcale nie oznacza, że jej brak jest autentycznym brakiem). Metafizyka jest z resztą krytykowana przez wszystkie doktryny filozoficzne, które zakładają, że jedyną prawdą jest zweryfikowana przez człowieka wiedza (empiryzm, pozytywizm etc.). Za Scarlett napiszę, że metafizykę ciężko zatem sprowadzić do zasad logiki formalnej (ciężko jednoznacznie stwierdzić, że jest tak i tak a nie inaczej).

                  U mnie Tony też był ; )

                • Nie jestem przekonana, czy logiki szukam i tłumaczenia - może właśnie to nie ta wrażliwość? Sztuka, która ociera się o doznania metafizyczne, ale nie jest pustą symboliką, sztuka wyzwalająca i odkrywająca istotę rzeczy - ta wydaje mi się największa, jakkolwiek paskudne słowo by to było. Dla mnie takich wrażeń dostarczają filmy zanurzone w logice, a ich szerszy sens jest domyślny - pozostaje jedynie w odbiorcy (tu myślę np. o Locie nad kukułczym gniazdem, czy Misji), lub też filmy operujące obrazem i dźwiękiem. Te ostatnie, do których zaliczyłabym właśnie Weroniki czy Między słowami, wciąż mnie nie zadowalają. Piękna, samotności, bólu, szczęścia i całej ferri pozazmysłowych doznań doświadczam (sic!) znacznie bardziej kiedy wyłapuję jakieś fragmenty rewelacyjnych filmów przyrodniczy (Planeta Ziemia) lub wpadnie mi w oko... reklama (tu treść mi umyka i nie potrafię podać co było przedmiotem tych reklam). Stąd moje rozczarowanie i Weronikami, i dziełem Coppoli - nie doznaję ani zachwytu, ani poruszenia, ani pięknem ani brzydotą, ani dźwiękiem, ani obrazem... ocieram się o... nudę, bo obraz i dźwięk nie wynagradzają mi spaceru po meandrach skomplikowanego świata. Uznaję zatem, że należy się skupić na logice. Ta z kolei prowadzi mnie na manowce tego,czym w moim rozumieniu jest świat.
                  No, to tyle tego przyciężkawego wywodu ;)

                • Spacerujemy po innych meanrach : )

                • meandrach*, wybacz literówkę.

                • Na to wygląda. Nie oznacza to jednak, że nie intryguje mnie odbiór i poruszenie u innych. A owszem, porusza, może nawet wkurza - chciałabym dostrzec o co chodzi: inni coś widzą a ja nie! Tak też jest "Z mistrzem i Małgorzatą" - czytałam dwa razy chcąc pojąć głębię i... nic. Dziwnie się z tym czuję, jako że postrzegam siebie jako osobę skrajnie wrażliwą. No powinnam! Tak więc się dziwię i dziwię, i drążę, i wracam... i z reguły bezskutecznie ;)

            • Nie żebym sam na to wpadł, ale całkiem przekonującą interpretacje relacji obu weronik podaje anglojęzyczna wikipedia: "Film critic Marek Haltof sees the film as a political allegory in which Weronika represents Poland and Véronique France, or the West: both are highly cultured, but while Véronique is seemingly free to choose her destiny, Weronika's early death represents the sacrifice of Poland during the Second World War and its subsequent incorporation into the Soviet bloc; Véronique senses this loss without realizing what it is, and that she is incomplete without Weronika."

              • Wow!
                No aż mnie zatkało. Może z perspektywy Zachodu taka interpretacja łatwiej się nasuwa.
                Muszę zaasymilować i się z tym przespać, ale nie powiem - ruszyło mnie ;)

              • Szcerze mówiąc ta interpretacja Marka Haltofa bardzo do mnie przemawia, zwłaszcza, że ogłądam teraz polskie filmy z lat 70tych i 80tych i wszystkie lepsze filmy z tamtych czasów zawierają jakąś metaforę sytuacji politycznej. Ogładając "podwójne życie" właśnie coś takiego mi się nasuwało - pokazany jest Kraków i zamieszki na rynku (protesty końca lat 80tych) i Francja, gdzie Veronique żyje sobie spokonie, ojciec ma piękny dom itd. W tej metaforze, w tym porównaniu dwóch światów leży wartość tego filmu, więc jakby ta kłótnia o dubbing mnie zupełnie nie interesuje :)

    • Prócz dubbingu fatalny jest montaż, operator kamery też kilka lekcji mógłby wziąć. Psuje to bardzo odbiór tego filmu, a szkoda, bo scenariusz świetny, reżyseria i muzyka na najwyższym poziomie.

    • wziełam sobie do serca, to co napisałaś, i specjalnie przykładałam większą uwagę na głos podłożony pod polską Weronikę.... nic z tego co napisałaś nie zauważyłam, co więcej przez pewien czas zastanawiałam się, czy może jednak Irene mówiła po polsku, tak świetnie zostało to zrobione... usta układały się wprost idealnie do wypowiedzi! Zwykłe czepialstwo.

  • Dokładnie - muzyka wywołuje ciarki. Jest na poziomie "Requiem dla snu" a może i lepsza.

  • Muzyka jest po prostu fenomenalna!! Preisner jak zwykle stanął na wysokości zadania, a wokal to po prostu raj dla uszu! Fakt dubbing skopany, jednak starałam się za bardzo na tym nie skupiać...
    Idziak zresztą też się wykazał zdjęcie są przepiękne - te światła i kolory... Właśnie kolory - jakie one są ważne (moim zdaniem) w filmach Kieślowskiego... Tu dominowała czerwień - kolor miłości i zieleń... ?

  • Film mi się podobał, choć momentami miałam wrażenie, że ociera się o pseudointelektualizm. Myślałam, że mnie czymś zaskoczy pod koniec, ale nic takiego nie nastąpiło. Zdecydowanie bardziej podobał mi się inny film z podobną tajemnicą, zagadką istnienia - "Powiększenie" z 1966r. Do tej pory mój nr.1 :)

  • W istocie można tu mówić o pewnego rodzaju wysublimowaniu w typowaniu potencjalnych odbiorców filmów Kieślowskiego, ale myślę, że to trochę za daleko posunięta dedukcja. Właściwie skłaniam się ku temu o czym piszesz (muzyka, klimat, emocje i piękna Irene). Najchętniej jednak wytłuściłbym i użył kursywy do podkreślenia jednego bardzo poprawnego zdania a mianowicie:
    ,,(...)ten film nie posiada jednej, sprecyzowanej i wyłącznej interpretacji, bo bazuje na wrażliwości indywidualnego odbiorcy".
    Istota tworzenia interpretacji to próba przejęcia kontroli nad dziełem i uszeregowanie go według odgórnie przyjętych ram. Sztuka ma nas skłaniać do refleksji a oczywistym faktem jest, że to co do niej skłania jest inne w zależności od doświadczeń człowieka.

    Przy okazji, witaj Scarlett : ) jak się miewa piękna dziedziczka Tary?

    • O proszę;) Witam mojego oficjalnego, filmweb'owego obrońcę;) Góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem... U mnie całkiem w porządku. Omijam niebezpieczne dyskusje, które mogłyby wywołać mój naukowy żargon i jakoś sobie radzę w tym internetowym światku. Szperam od czasu do czasu w Twoich wypowiedziach licząc, że natrafię na jakiś temat w którym mogłabym przedstawić opozycyjne stanowisko, a tu nic! W każdym razie miło na Ciebie natrafić i to jeszcze na tak ''wysublimowanym forum";)

  • Kieślowski nigdy nie wypowiadał się w temacie interpretacji jego filmów, stąd trudno mówić o jakiejś oficjalnej, słusznej interpretacji, zwłaszcza że są zazwyczaj mgliste i pełne niedopowiedzeń... A Weornika jest tego najlepszym przykładem. Któż inny miałby zrobić film o niedopowiedzeniu, przeczuciu, niezrozumiałych emocjach? Każdy z nas doświaczył tego przynajmniej raz w życiu - nagły, niezrozumiały przypływ emocji, przeczuć, których zrozumienie przychodzi po latach albo i nie. Magia. Tak samo traktuje to ten film. Charakter relacji obu Weronik traktowałbym raczej jako rzecz mało istotną, jako przykałd, dowód na to że źródło tych uczuć może być niewytłumaczalne.

    Dodajmy muzykę Praisnera, nastrój jak gdyby ciągle padał deszcz i mnóstwo małych symboli i matafor, z cyklu tych które nie dostrzega się przy pierwszym seansie... Urzekła mnie choćby postać damy w kapeluszu, która na próbie Weroniki kręci głową z dezaprobatą, a która pojawia się i w otoczeniu Veronique, gdy ta szuka dworcowej kawiarenki. Trochę jak "anioł stróż" grany przez Barcisia w Dialogu...

    Dzięki za Twoją interpretację motywu staruszki, bardzo przypadła mi o gustu :] Od razu skojarzyła mi się z wyborami uczuciowymi Veronique, która po śmierci Weroniki zmienia partnera na człowieka z pasją...

  • "Dialog" - materiał z planów zdjęciowych "Podwójnego życia Weroniki" - całkiem ciekawy "wywiad", dostępny na youtube - POLECAM

  • Chyba masz rację z tymi filmami Kieślowskiego. Ja ze smutkiem stwierdzam, że jego kino do mnie zupełnie nie przemawia. Z filmów, które dotąd widziałem, naprawdę podobał mi się tylko Amator...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: