Podwójne życie...

Jeśli widzę, dajmy na to, pomidora ze śmietaną leżącego na stole w kuchni. Interpretuję go jako pomidora ze śmietaną. Dochodzę do wniosku, że mogę go zjeść, bo jest to pomidor ze śmietaną. Nie widzę w nim np. szpinaku, wątróbki, czy innego drugiego dna. Jest to zwykły pomidor ze śmietaną.
Jeśli widzę film, dajmy na to, "Podwójne życie Weroniki". Sceny w nim zawarte, interpretuję jako sceny w nim zawarte. To, że Weronika (Francuzka) po spotkaniu faceta życia, wraca do ojca, staje przy drzewie i go dotyka, można, owszem, interpretować na kilka sposobów. Może cierpi na jakiś rzadki zespół chorobowy i co jakiś czas się "zawiesza". Może szuka robaków w korze. Nie wiem, co autor miał tu na myśli.
Niektórzy uważają, że tacy jak ja to nieczułe lub młode lub posiadające IQ<80 buraki. Czemu ludzie, którzy zachwycają się tym filmem, na ulicy wyglądają całkiem normalnie? Powinni przecież zachwycać się fakturą chodnika, najlepiej go podotykać w sposób, w jaki Weronika dotykała wspomniane wyżej drzewo.
Film, za samą wartość artystyczną (zdjęcia + muzyka) oceniam niestety miernie.

32
  • A ja potrafię zachwycić się fakturą chodnika. Albo promieniami słońca ktore przebijają sie miedzy budynkami. Bo przywiazuję wagę do detali. Taka natura. To nie jest film dla każdego. Weronika nie zwrociłaby Twojej uwagi na ulicy ani to czym sie akurat zachwyca. To pozornie zwykła dziewczyna, ale Kieślowski potrafił te jej ukryte emocje pokazać. Ten film ma w sobie tyle piękna ze aż ciężko mi to wytrzymać. Moze jestem emocjonalną wariatką ale rzeczy jakie dzięki temu dostrzegam są bezcenne.

  • Niektórych rzeczy nie da się zrozumieć mimo olbrzymich chęci. To tak jak zderzenie humanisty z szeregiem Fouriera i ścisłowca Nabokov'em. Zachwycanie się Podwójnym życiem Weroniki wymaga pewnej wrażliwości, a może nawet przewrażliwienia.
    Posiadam bardzo przeciętne IQ, idąc chodnikiem najczęściej wgapiam się w odjeżdżający mi właśnie autobus i... Po prostu uwielbiam nierealność, bajkowość, zmysłowość, niedopowiedzenia filmów Kieślowskiego. Jego filmy opowiadają o normalnym życiu, a ma się wrażenie że weszło się na inny poziom odczuwania. I chociaż dla mnie Kieślowski to uczta zmysłów, to bardzo dobrze Cię rozumiem. Mi natomiast obraz i muzyka wynagradzają wszystko co mogłoby być a czego nie ma.

    Aaa i było miło odpisać na rzeczową krytykę.

    • ja akurat jeżeli chodzi o ten film, to mam podejscie podobne do dusewa. mimo, że uważam się za humanistkę, osobę wrazliwą, a nawet przewrażliwoną..;p to ten film do mnie nie trafił...zupełnie.
      Dopiero po przeczytaniu i usłyszeniu słów wytłumaczenia, rzekomej treści i przesłania jekie posiadał dowiedziałam sie co autor miał na mysli.
      To co najbardziej utkwiło mi w pamięci po zobaczeniu to wrażenie niespójności, tak jakby powrzucano kilka fragmqantów nie mających ze sobą związku...
      Owszem kiedy usłyszałam o czym jest, to powiedzmy stało sie to wszystko jasniejsze.. tylko, ze gdybym nie uslyszala slow wyrtlumaczenia to film dla mnie by nie niosł niczego.
      Jak dla mnie słaby, mimo że były momenty muzycznie, wizualnie ładne/artystyczne, to całość jakby niedorobiona.
      Może założenie i pomysł był dobry, ale reżyser poszedł za daleko w umowności...
      Tak szczerze mówiąc to kazdy może powiedzieć, że to że stoi sobie krzesło to znaczy że jest takich więcej, albo, ze ono jest samotne, albo, ze w srodku czuje się fotelem... Jednym słowem można powiedzieć, że wszystko jest ambitne, że we wszystkim jest głębia, jak dla mnie jej nie było, a jeżeli była to rzeczywiście głęboko ukryta...

      większość filmu była dla mnie nudna, zainteresowało mnie dopiero kiedy francuska zaczeła poszukiwać tego męzczyzne od lalek i to co sie pomiedzy nimi działo.
      Sama lubie mroczne, psychodeliczne klimaty, ten film mial coś z tego, ale jak dla mnie zupełnie nie pasował nastrój filmu do całej jego reszty..

      Ogólnie mogłabym powiedzieć, że że ten film mnie rozczarował, ale nie powiem tak, bo nie spodziewałam sie po nim niczego cudownego.

      Nie mówie, że cały film to totalna porażka, ale według mnie jest przeceniony.. Napewno znajde w nim kilka plusów, ale ogólnie bez rewelacji..a przeslanie zbyt domyślne...zdecydowanie za duży skrót myslowy kieślowskiego..

      • Często brakuje nam pomysłów i wiedzy by zinterpretować dany obraz. Zdumiewa mnie jednak to, że zamiast wyciągnąc wnioski, że powinniśmy zdobyć daną wiedzę by móc posiąść sekret zamysłu autora, to krytykujemy i zaniżamy wartość artystyczną. Żadna scena, słowo, gest w filmach Kieślowskiego nie jest przypadkowe. Zresztą nie tylko w jego filmach, bo w każdym dobrym filmie tak powinno być. Niestety nie zawsze jest. To, że czegoś w filmie nie rozumiemy to nasz problem i powinniśmy się postarać zrozumieć. Nie widzę tu związku z doszukiwaniem się głębokiego sensu tam gdzie go nie ma, bo nie tyczy się to twórców pokroju Kieślowskiego. Mówiąc to obrażacie geniusz autora, a przy okazji (wybaczcie) ośmieszacie samych siebie. Niewiedza to rzecz ludzka, ale starajmy się szukać odpowiedzi, a nie krytykować dzieła wybitne w imię taniej rozrywki. Podwójne życie Weroniki opisuje rozważania reżysera w sposób idealny jesli chodzi o to ile w nim jest tajemnicą, a ile jest podpowiedziami, kluczami do zrozumienia filmu.

        • Dobrze..ale pamiętaj, że to jest twoje zdanie, twoim zdaniem to jest arcydzielo, wedlug mnie jest to niezly film w ktorym czegos zabraklo.
          I powtorze jeszcze raz jak dla mnie to byl zbyt duży skrót myślowy.. Dla mnie film nie byl żadnym arcydziełem...

        • Dawno temu - ale czytam dziś.
          Więc dziś - bardzo proszę o wytłumaczenie mi tego filmu!!!
          To jest prośba serio - nie żart.

          Apropos ocen - po raz kolejny brakuje mi w skali "%" oznaczającego w skrócie "nie mam zdania".
          No nie mam. Nie umiem ocenić, bo połowy nie rozumiem. Owszem "potrafię zachwycić się fakturą chodnika" i jestem typem nadwrażliwca, i mimo to, a może właśnie dlatego, nie rusza mnie jak ktoś głaszcze na filmie drzewo i wystawia pyska do słońca. Lepiej to robić samemu niż patrzeć :) Ale... no właśnie... oprócz tego ma ten film jakąś magię i chciałabym go trochę bardziej zrozumieć. Przyznam, że wersja, której potrafię się dopatrzeć, ma korzenie w woodoo i nie specjalnie mnie pociąga. Wolałabym myśleć, że dziewczyny były rozdzielonymi bliźniaczkami - wtedy miałoby to dla mnie wszystko jakiś sens... Może jednak potrzebne mi szkiełko i oko?

  • W odbiorze i reakcji na sztukę nie ma żadnych reguł i wzorów.

    Ja: jestem typowym umysłem ścisłym (do bólu), nie jestem wrażliwy, z romantyka nie mam w sobie absolutnie nic, z interpretacji metaforycznych dzieł jestem marny. Gdzie nie ma logicznego powiązania, tam niewiele zrozumiem. Nie rozumiem i nie lubie symboli. Czerwień dla mnie może być równie dobrze symbolem śmierci, miłości i kopalni węgla brunatnego. W białym gołębiu nie widzę niczego pokojowego, a w jakimś padającym śniegu nie dostrzegam zadumy i niepokoju.

    I co? I uwielbiam ten film!
    Nad tym o czym on był tak naprawdę zastanawiałem się 15' po seansie. Film ten szybkim unikiem omija umysł i uderza w samą duszę, serce, podświadomość.

    To o czym on jest można odbierać na różne sposoby: dosłownie, oraz rozmaite bardziej wysublimowane.W żadnym przypadku nie jest to film o niczym.

    Nie wiem jak co niektórzy się tu wypowiadający, ale ja gdy nie rozumiem jakichś teorii fizycznych, to w pierwszej kolejności podejrzewam, że to ja jestem za tępy, a nie autor pisze jakieś "pseudointelektualne" brednie bez żadnego sensu, ku uciesze snobistycznych krytyków. No, może jestem dziwny...

    PS
    W samym filmie najbardziej zachwyciła mnie muzyka. :)

    • No więc właśnie. Kiedy, na przykład, obejrzałam "Powiększenie" Antonioniego, pomyślałam sobie, że ten film jest kompletnie o niczym i musiałam się bardzo postarać żeby nie umrzeć na nim z nudów. Ale było dla mnie oczywiste, że to ja jestem niedouczona, niedojrzała, itd. I że są ludzie znacznie mądrzejsi odemnie, którzy uznali ten film arcydzieło. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że kiedyś zrozumiem co oni w nim widzą..

      • Ale to nie oznacza chyba, że wysoko ten film oceniłeś? To by było nieszczere.

        Gdy ja mam podejrzenie, że nie zrozumiałem filmu, to daje mu ocenę od serca + 1 (lub rzadziej 2) za to, że jestem za głupi.

        Tak jak często mówię - moje oceny na filmwebie nie mówią nic o filmach, ale mówią wiele o mnie.

        • Gdy ja mam podejrzenie że nie zrozumiałam filmu to nie daje mu żadnej oceny (mam jednak opory żeby się przyznawać do swoich ułomności). Filmweb jak najbardziej służy wypowiadaniu swoich opini, ale rozbraja mnie jak ktoś bez jakiegokolwiek poczucia niestosowności swojej wypowiedzi pisze "zbyt duży skrót myślowy. zrozumiałem dopiero po przeczytaniu recenzji. film jest słaby".

          • Bo takie jest moje zdanie, oceniam filmy wedlug wlasnego gustu, odczuć, zdania.. Czy jeżeli ktoś uważa, że film jest arcydziełem, to ja też musze tak uważać?

            • To na jakiej zasadzie ja mam oceniać filmy? Kazecie mi powielac innych zdanie? Mam podporządkowywać wlasne ogólnej opini? Pojawia się pewna grupa , która uważa coś za arcydzieło...kiedy pojawiaja sie inni uważający nie co inaczej zostają uznani za ignorantow, nie bedacych w stanie zrozumieć, docenić tego rzekomego arcydzieła. Oczywiście ich brak zrozumienia tego cuda wynika z ich ograniczeń... Tylko gdyby tak podejść do sprawy, to 90 procent filmów trzeba byloby uznać za arcydziela.każdy przecież, może wytłumaczyć inne zdanie czyimiś ułomnościami..brakem wiedzy czy wrażliwości..

              Ale doskonale rozumiem wasze podejście, możliwe, że gdyby spór dotyczyl filmu ktory uwielbiam, doceniam, kocham zachowywalabym się podobnie, dlatego, że trudno bylo by mi zrozumiec jak cos co robi na mnie takie wrażenie nie jest doceniane przez innych i moze bolało by mnie , że to moje "arcydzieło" jest tak traktowane..

              Ale czy wam sie to podoba czy nie, to bynajmniej dla mnie przedstawicielem żadnego arcydziela nie jest..

              • Tak jak pisałem - moje oceny na filmwebie świadczą tylko i wyłącznie o mojej osobie.

                Mam wrażliwości tyle ile mam, mam inteligencji tyle ile mam, mam innych zdolności umysłowych tyle ile mam. Gdy wespnę się na kolejny poziom rozwoju intelektualnego, co pozwoli mi np zrozumieć wspaniałość jakiegoś filmu, to fajnie również jest poprawić stare oceny.

                W pełni cię popieram. Nie daj się zaszantażować i nie oceniaj filmów, bo tak wypada.
                Tylko o pokorze nie zapominaj.

              • Myślę, że nie ma co dyskutować o sposobie oceniania filmów na filmwebie. Chyba każdy świadomy jest subiektywności tych ocen, przecież to osąd użytkowników, nie krytyków filmowych. Właśnie o to chodzi, żeby wiedzieć jak oceniony został przez ogół i każdy powinien to robić według własnego uznania.

                Zupełnie naturalne jest dla mnie to że daje wysoką notę filmowi, który mi się spodobał i niską kiedy stało się inaczej, oczywiste jest też to, że mam uzasadnienie do swoich wyborów.

                Dlatego miejmy własne zdanie, rozmawiajmy o tym, nie narzucajmy go innym i nie dajmy sobie wmówić poglądu, który jest sprzeczny z naszym.

                • Ta rozmowa jest zupelnie żałosna. "Mieć własne zdanie".. czy to nigdy nie przestanie być modne?

                • Żałosna... ciekawe, spotkałam się z bardziej kiepskimi rozmowami. Tak "mieć swoje zdanie" nigdy nie przestanie być modne, bo zbyt wiele jest powielanych opinii. Poza tym nie rozumiem tego tekstu, skoro była taka żałośna po co Twój komentarz, kolejny żałosny do żałosnej rozmowy...

                • Jasne że można mieć swoje zdanie, ale jakie to ma znaczenie? Istnieje pewnien kanon sztuki, także filmowej, i nie wyznaczam go ani ja, ani ludzie na tym portalu. Bo na tym trzeba się znać. To lata studiów, tomy przeczytanej literatury i miliony obejrzanych filmów z kazdego kąta na ziemi. Tak, krytyk filmowy to zawód. Niedoceniany, bo przecież co to za filozofia powiedzieć czy film jest fajny. Film okrzyknięty arcydziełem przez panią na poczcie może nim być ale niekoniecznie jest. Czy nam się to podoba czy nie jest grupa ludzi, której głos w ocenie filmów jest ważniejszy od opini zwykłych widzów. No chyba, że się jest skrajnym antydradycjonalistą, a to zdaje się też bardzo modne.

                • Ok istnieje zawód krytyka filmowego, okupiony zdanymi egzaminami i przeczytaną literaturą. Tylko jakie ma znaczenie opinia profesjonalisty dla mojej własnej? Film jest sztuką i jak każdą sztukę mogę go odbierać we własny sposób, mam gdzieś czy coś zostało uznane za arcydzieło. Mogę się zgodzić z tą opinią albo nie.

                  Filmy mają w moim życiu olbrzymie znaczenie. Nie znoszę dzielenia ludzi na tych, którzy się znają na filmach i na tych, którzy nie mają prawa się znać. Możemy analizować wiersze ile wlezie, dla mnie ważniejsze jest to jak je odczujemy, jakie wrażenie wywrą, jak odniosę je do własnego życia, nie potrzebna mi cała analiza. Może jestem zbyt szara i prosta, może. Nie przeszkadza mi to.

                • To jest szczere, prawdziwe i moim zdaniem słuszne podejście.

                  Jeśli jestem idiotą, to idiotycznie oceniam i analizuje filmy. Zasłyszana, skopiowana opinia nic nie daje i nie ma najmniejszego sensu.

                  Wielkim błędem i nieporozumieniem jest natomiast twierdzenie, że moja opinia na temat filmu jest jedynie słuszna.

                • Tu mi wieje jakimś brakiem samokrytycyzmu. Co to za pieprzenie, że sama mam prawo ocenić film i sratatata pierdu pierdu.. Se oceniaj! Na filmwebie to nic i tak nikogo nie obchodzi! Natomiast to, że nie obchodzi Cię, że coś zostalo okrzyknięte arcydziełem i dajesz sobie prawo krytyki dzieła, którego za pewne nie rozumiesz to już hipokryzja i hipopotam. No chyba, że traktujesz film jak rozrywkę, nie jak sztukę. Ale wtedy nie wiem co robisz na tym portalu.. szukasz not typu "Fajny. Polecam." No. To wylałam jad teraz czekam na porcję od Was :D

                • A co to za pieprzenie, że nie mogę czegoś sama ocenić. Więc co? Najpierw czytasz krytykę, dowiadujesz się że film się arcydziełem uznajesz to fakt i już tylko jesteś pod wielkim wrażeniem bez umiejętności właśnej krytyki tego co wcześniej nazwano "wielką" sztuką? Przecież to zupełna bzdura!!! To dopiero jest hipokryzja.

                  Poza tym stwierdzenie,że nie rozumiem filmu jeżeli jest kierowane do mnie - to niestety kiepski strzał. Tylko widzisz oprócz zrozumienia filmu potrafię mieć własne odczucia, o których potrafię rozmawiać. Nikt nie jest w stanie wmówić mi, że film jest ideałem.

                  A jaka jest Twoja rola na filmwebie?

                • "Nikt nie jest w stanie wmówić mi, że film jest ideałem. "
                  To akurat źle. Znaczy, że nie dopuszczasz możliwości, że możesz się mylić. Nie polecam.

                • "Co to za pieprzenie, że sama mam prawo ocenić film i sratatata pierdu pierdu.."
                  Sorry, ale to są dopiero bzdury.
                  Mamy twoim zdaniem bez krytycznie i bez oporów chłonąć opinie "autorytetów" jak gąbka, łykać wszystko jak młode pelikany?

                  To ogranicza się tylko do filmów, czy może występuje również we wszystkich innych dziedzinach?

                  "Natomiast to, że nie obchodzi Cię, że coś zostalo okrzyknięte arcydziełem"
                  Co, kto i jak coś okrzyknął akurat interesuje mnie najmniej!

                  W ogóle po co oglądać film? Nie lepiej przeczytać od razu recenzje eksperta?
                  Oglądając film wyłączamy wszelkie emocje i uczucia. Po napisach końcowych czytamy recenzje specjalisty i dopiero się dowiadujemy, czy się nam podoba, czy nie... To jest chore.

                  Pomijam już fakt, że absolutnie nikt nie jest w stanie UDOWODNIĆ, że ten, czy inny film jest arcydziełem...

                  "No chyba, że traktujesz film jak rozrywkę, nie jak sztukę. Ale wtedy nie wiem co robisz na tym portalu.. "
                  TO jest bzdura. Film ZAWSZE ogląda się dla rozrywki! Jedynie ludzi może co innego rozrywać.

                  "szukasz not typu "Fajny. Polecam."
                  Ja nie czytam nic o filmie przed jego oglądaniem! Próbuję nawet odciąć się od wszelkich ocen innych ludzi i wystawić punkty w 100% subiektywnie.

                • Oceniając film właśnie najbardziej boje się popadnięcie w snobizm, wpadnięcie i nieświadome płynięcie z nurtem rzeki.

                  Straszna jest dla mnie perspektywa, że oceniam jakiś film wysoko tylko dla tego, że tak wypada, czy dlatego, że "Słowacki wielkim poetą był i basta"

                • "Nikt nie jest w stanie wmówić mi, że film jest ideałem. "

                  Podkreślam w tym zdaniu słowo wmówić. Przekonać - w porządku, ale nie narzucić mi swój punkt widzenia. Nie jestem nieomylna.

                • W ogole nie o to chodzi. W ogole! Chodzi o to, że w danym filmie występuja jakieś nurty, jakieś symbole czy alegorie, jakieś odwołania do biografii reżysera, odwołania do pojęć z psychologii i tego typu rzeczy, ktorych nie jesteś w stanie odczuć i ocenić swoim cudownym własnym zdaniem, ale trzeba je poprostu znać, żeby umieć wychwycić i docenić. Krytycy na prawdę lepiej znają się od nas na rzemiośle sztuki filmowej, więc moze trochę pokory co do tego co nazywają tworem dobrym bądz bardzo dobrym. Strasznie macie tyłki spięte. Nie mówiąc już nic o tym, że traktujecie te wszystkie dyskusje śmiertelnie poważnie. Tłumacząc sobie bzdury. Wszelkie fora dyskusyjne to coś niesamowitego! Ludziom wydaję się, że odkrywają coś przełomowego. Naskakują na siebie nawzajem i odczuwają chorą satysfakcję z ugodzenia komuś. W celach maskujących oplatają to w piękne słowa. Szkoda. Szkoda, że film to rozrywka. Szkoda, że nie dyskutujemy o przesłaniach filmu, co w nas wniósł, co w nas otworzył, jakie zmysły poruszył. Zajmujemy się natomiast oczywsitymi rzeczami. Ta dyskusja przypomina mi rozmowę kobiet z pociągu w "Dniu Świra": A on całuje, całuje.. tak? co ty? no.. no..

                • Podejrzewam, że ostatni raz komentuję ten temat, bo już jestem nim zmęczona. Po pierwsze mój tyłek jest wyjątkowo rozluźniony:) Po drugie to Ty naskoczyłaś na ludzi twierdzeniem, że ich dyskusja jest żałosna, a potem było już tylko gorzej, więc pasujesz w jakimś sensie do typu spiętych tyłków, które tak Cię rażą.

                  Może masz rację twierdząc że szkoda że dyskusje o filmie nie są na wyższym poziomie, ale na pewno znajdziesz rozmowę, która spełni Twoje oczekiwania, więc po co nakręcanie tematu, który jest na tak niskim poziomie?

                  "Po prostu uwielbiam nierealność, bajkowość, zmysłowość, niedopowiedzenia filmów Kieślowskiego. Jego filmy opowiadają o normalnym życiu, a ma się wrażenie że weszło się na inny poziom odczuwania." To w formie komentarza co we mnie otwiera twórczość Kieślowskiego. I na tym zakończę, pozdrawiam

                • Jestem z Ciebie dumna, że kończysz tę dyskusję. Nie zawiedź mnie i nie odpisuj.

                • Po pierwsze - generalizujesz i przypisujesz mnie (nas) do jakichś tam grup. Pojęcia nie mam na jakiej podstawie.

                  "Szkoda, że film to rozrywka. Szkoda, że nie dyskutujemy o przesłaniach filmu, co w nas wniósł, co w nas otworzył, jakie zmysły poruszył."
                  Nie nadążam - dla ciebie filmy nie są rozrywką? Rozumiem, że jesteś masochistką i z lubością męczysz się i nudzisz oglądając kolejne filmy?

                  Film zawsze jest rozrywką. Ja się np świetnie bawię na Bergmanie czy właśnie Kieślowskim.

                  Oczywiście, że pokora jest niezbędna.

                  Oceniam film i opisuje tak jak potrafię. Zrobił na mnie wrażenie takie jakie mógł zrobić. Zrozumiałem to co byłem w stanie zrozumieć.

                  Oczywiście - wielce prawdopodobne jest, że z niemal wszystkim się mylę.
                  No ale muszę ten swój błąd rzeczywiście zrozumieć i sobie go uświadomić.

                  Ja oceniając filmy mam zasadę:
                  oceniam nie film, ale moją reakcje podczas seansu. W ten sposób chce być w 100% subiektywny. Jeśli za parę lat zmądrzeję i wrócę do dawno nie oglądanych filmów to z satysfakcją pozmieniam swoje oceny.

                  Nie ma sensu aby 10letnie dziecko dawało wysoką notę filmowi, który kompletnie nie zrozumiało, tylko dla tego, że "...wielkim poetą był i basta". Na razie niech da filmowi 1/10, uważa to za nudziarstwo. Za 10 lat gdy obejrzy ponownie, to może zdanie zmieni.

                • "Podejrzewam, że ostatni raz komentuję ten temat". Przynajmniej się nie zarzekałam, że tego już więcej nie zrobię, więc nie jestem przez to gołosłowna.

                  Zażenowana jestem sposobem w jaki Mela557 formułuje swoje poglądy, a konkretnie atakowaniem ludzi, pisz sobie co chcesz, możesz mieć w tym rację, ale ten atak to chyba jakieś kompleksy. Poza tym masz nieznośną manierę pisania na Ty. Zeszłam na Twój poziom żebyś mnie dobrze zrozumiała, ale nie pamiętam żebym Ci się kiedykolwiek przedstawiała.

                  Finito definitywne:)

                • No i mnie zawiodłaś. Wymiękłaś.

                  hehe.. a on całuje, całuje.. tak? co ty? co ty? no.. no..

                • Jakaż ciekawa dyskusja... czy tylko mi się wydaje, że ocenianie filmu a orzekanie o tym, czy film jest arcydziełem to dwie różne rzeczy? Danie filmowi oceny 1, bo mi się nie podobał, jest jak najbardziej zrozumiałe, ale twierdzenie, że film jest beznadziejny i żadne tam arcydzieło, to stawianie się na miejscu jedynego kompetentnego i wiedzącego, którego opinia się liczy. Tym samym jest to powód do krytyki czy wyśmiania własnej osoby, co na portalu tego typu niechybnie zostanie zrobione w tempie natychmiastowym.
                  Swoją drogą, spostrzegam u siebie tendencję do odpisywania na posty sporządzone lata temu;)

                • Każdy odczuwa na innej płaszczyźnie. Filmy Kieślowskiego stają się zawodem dla ludzi, którzy zawsze szukają odpowiedzi na jakieś pytania - szukają morału. Ten film jest sztuką dla sztuki, można go po prostu czysto konsumować. Może właśnie poruszone w temacie drzewo ma uwrażliwić ludzi na świat. Ludzi, którzy i tak wciąż biegną i podążają za niewiadomo kim, bo dawno zatracili już nawet wyczucie swojego gustu. Której kobiecie nie podobają sie spodnie rurki? A dlaczego wszystkim się podobają...? Ja odsyłam do tego filmu. Sama obejrzałam go trzy razy zanim się zakochałam.

                • Piękne słowa. Nawet nie spodziewałam się, że na jakimś zwykłym forum filmowym przeczytam coś takiego. To jest właśnie to, co od bardzo dawna mnie też boli - że ludzie nie zajmują się tym, co w nich się zmieniło/zrodziło/przekształciło/otworzyło. Każdy żyje w swoim świecie i ogląda film poprzez pryzmat swojej rzeczywistości. To jest właśnie ciekawe - jak do nas trafił. A ocenę również pozostawiam profesjonalistom.

                • "Strasznie macie tyłki spięte"

                  haha, jedyną osobą na tym forum, która "spina tyłek" jesteś właśnie Ty :)

  • Coś mi się widzi, żeś po prostu przyziemny mocno... Powodem do wstydu to nie jest, ale i chwalić się nie ma czym.

  • Bazą kazdego filmu jaki zrobil Kieslowski jest DETAL i to dzieki temu jego filmy są szczegolnie wyjątkowe . Do tego dodajmy muzyke na miare oscara i sukces murowany .

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: