"Pogarda" to kino złożone i wymagające, daleko wykraczające poza mniej skomplikowaną formę takiego "Do utraty tchu", ale przy tym ponownie dotykające spraw elementarnych. Główny wątek fabuły oscyluje wokół nieporozumienia między pewnym małżeństwem, które to nieporozumienie ostatecznie ich związek drastycznie zakończy. Historia Camille i Paula to jednak nie wszystko co Godard nam proponuje - jest jeszcze drugi, nie mniej istotny dla reżysera wątek filmu w filmie i trzeci - niekoniecznie potrzebna paralela do "Odysei" Homera. To właśnie adaptację tego greckiego eposu realizują w filmie Fritz Lang (grający samego siebie) i amerykański, impulsywny producent Jeremy Prokosch (doskonały Jack Palance). Godard wykorzystuje tę sytuację do przedstawienia swojego manifestu, który był zresztą istotnym elementem całej Nowej Fali - walki o niezależność kina. Wydaje się jednak, że wybrał do tego celu metafory zbyt ostentacyjne i subiektywne. Z jednej strony amerykański producent, który niejako jest odbiciem Hollywood i tamtejszego pojmowania sztuki, stanowiący jednocześnie jego bezlitosną parodię (bezcenne są chwile gdy Prokosch przedstawia głębokie myśli, które zapisał sobie w notesiku). Z drugiej strony guru Godarda - Fritz Lang, reprezentant kina autorskiego, który faktycznie stłamszony został przez amerykański przemysł filmowy; tutaj pełniący rolę jednoznacznego symbolu. I choć obraz zależności pomiędzy rozrywką a sztuką; konsumpcjonizmem a kreatywnością zostaje zarysowany w szeregu ciekawych scen, to jednak przysłania to co wydaje się w "Pogardzie" najważniejsze - realistyczny portret nagłego rozpadu małżeństwa. To właśnie w tych momentach Godard imponuje najbardziej, zwłaszcza, że postacie przez niego nakreślone są bardzo prawdziwe, a ich konflikt, jak wiele takich konfliktów - opiera się na nieporozumieniach i zwykłych ludzkich błędach, typowych dla każdej płci. Reżyser nie staje tutaj po żadnej ze stron. Gest Paula jest katalizatorem kryzysu, gdy ten, zaślepiony materialnymi potrzebami sprzedaje swoje ideały, ale też żonę, pozwalając, by Prokosch podwiózł ją do swojej rezydencji, miast jechać z nią taksówką. Camille (Bardot w najlepszej swojej kreacji) z kolei reaguje jak na kobietę przystało - impulsywnie, emocjonalnie i odrobinę irracjonalnie, odczytując gest Paula jako przyzwolenie na romans i oznakę tego, że już jej nie kocha. W ten sposób jedno nieporozumienie popycha za sobą kolejne i kolejne, a uczucie jakim Camille darzyła Paula szybko topnieje, by ostatecznie zaniknąć. I to właśnie ten aspekt "Pogardy", w swoim powalającym realizmie (kapitalne sceny w mieszkaniu!) wydaje się tu najbardziej istotny, podczas gdy wątek filmowy mógłby posłużyć za materiał na zupełnie inną produkcję. I choć wielu postrzega "Pogardę" jako arcydzieło - głęboko metaforyczną zależność między światem prawdziwym a fikcyjnym (nie bez powodu film rozpoczyna się widokiem obserwującej nas kamery), to jednak dla mnie historia Paula i Camille zasługuje na niepodzielną uwagę.
Ps. Czy tylko mnie "Pogarda" kojarzy się z "Mulholland Drive"? Zdaje się, że oba filmy kończy nawet podobny motyw...
- bazadziś urodziny mająNajbliższe odcinki
-
Chirurdzy
pojutrze (Polska)
odcinek: s8e23 -
Gra o tron
dzisiaj (Polska)
odcinek: s2e10
-
- filmweb.tvPolecane
- programy Filmwebu
5:35 odtwórz wideo Jerzy Engel
- zwiastuny
0:48 odtwórz wideo Uwodziciel
- programy Filmwebu
- społecznośćrecenzje użytkowników
-
Prosta historia
Nietykalni, 2011
autor: wronka_78 -
E.T... grać... w statki
Battleship: Bitwa o Ziemię, 2012
autor: kulak4
-


Ladowanie