eon_blue eon_blue
ocena: 8


"Pogarda" to kino złożone i wymagające, daleko wykraczające poza mniej skomplikowaną formę takiego "Do utraty tchu", ale przy tym ponownie dotykające spraw elementarnych. Główny wątek fabuły oscyluje wokół nieporozumienia między pewnym małżeństwem, które to nieporozumienie ostatecznie ich związek drastycznie zakończy. Historia Camille i Paula to jednak nie wszystko co Godard nam proponuje - jest jeszcze drugi, nie mniej istotny dla reżysera wątek filmu w filmie i trzeci - niekoniecznie potrzebna paralela do "Odysei" Homera. To właśnie adaptację tego greckiego eposu realizują w filmie Fritz Lang (grający samego siebie) i amerykański, impulsywny producent Jeremy Prokosch (doskonały Jack Palance). Godard wykorzystuje tę sytuację do przedstawienia swojego manifestu, który był zresztą istotnym elementem całej Nowej Fali - walki o niezależność kina. Wydaje się jednak, że wybrał do tego celu metafory zbyt ostentacyjne i subiektywne. Z jednej strony amerykański producent, który niejako jest odbiciem Hollywood i tamtejszego pojmowania sztuki, stanowiący jednocześnie jego bezlitosną parodię (bezcenne są chwile gdy Prokosch przedstawia głębokie myśli, które zapisał sobie w notesiku). Z drugiej strony guru Godarda - Fritz Lang, reprezentant kina autorskiego, który faktycznie stłamszony został przez amerykański przemysł filmowy; tutaj pełniący rolę jednoznacznego symbolu. I choć obraz zależności pomiędzy rozrywką a sztuką; konsumpcjonizmem a kreatywnością zostaje zarysowany w szeregu ciekawych scen, to jednak przysłania to co wydaje się w "Pogardzie" najważniejsze - realistyczny portret nagłego rozpadu małżeństwa. To właśnie w tych momentach Godard imponuje najbardziej, zwłaszcza, że postacie przez niego nakreślone są bardzo prawdziwe, a ich konflikt, jak wiele takich konfliktów - opiera się na nieporozumieniach i zwykłych ludzkich błędach, typowych dla każdej płci. Reżyser nie staje tutaj po żadnej ze stron. Gest Paula jest katalizatorem kryzysu, gdy ten, zaślepiony materialnymi potrzebami sprzedaje swoje ideały, ale też żonę, pozwalając, by Prokosch podwiózł ją do swojej rezydencji, miast jechać z nią taksówką. Camille (Bardot w najlepszej swojej kreacji) z kolei reaguje jak na kobietę przystało - impulsywnie, emocjonalnie i odrobinę irracjonalnie, odczytując gest Paula jako przyzwolenie na romans i oznakę tego, że już jej nie kocha. W ten sposób jedno nieporozumienie popycha za sobą kolejne i kolejne, a uczucie jakim Camille darzyła Paula szybko topnieje, by ostatecznie zaniknąć. I to właśnie ten aspekt "Pogardy", w swoim powalającym realizmie (kapitalne sceny w mieszkaniu!) wydaje się tu najbardziej istotny, podczas gdy wątek filmowy mógłby posłużyć za materiał na zupełnie inną produkcję. I choć wielu postrzega "Pogardę" jako arcydzieło - głęboko metaforyczną zależność między światem prawdziwym a fikcyjnym (nie bez powodu film rozpoczyna się widokiem obserwującej nas kamery), to jednak dla mnie historia Paula i Camille zasługuje na niepodzielną uwagę.

Ps. Czy tylko mnie "Pogarda" kojarzy się z "Mulholland Drive"? Zdaje się, że oba filmy kończy nawet podobny motyw...

  • esforty
    ocena: 5

    Film ,,namaszczony" nazwiskami twórców i przynależnością do nurtu Nowej Fali.Ale ja nie zachwyciłem owym zabiegiem namaszczenia.
    Według mojej oceny to kino z epitetem ,,przegadany".Zapamiętałem tylko,iż Michel Piccoli niemal nie zdejmuje kapelusza i że nic nie wynika z tego.Może ten mój chłód wobec filmu wynika z faktu, iż oglądałem jakąś okrojoną wersję (ok.83 min), tymczasem ta wersja podstawowa to 103 minuty, a może zwyczajnie zabrakło mi rozmachu intelektualnego.Tak czy inaczej 5/10,piąta gwiazdka za odrobinę pupy Bardotki bo to w końcu legenda kina.Ukłony,esforty

    • ziew ziew

      A no właśnie, nie zdejmuje kapelusza. I pali cygaro nawet w wannie, gdzie "normalni ludzie" nie palą cygara z kapeluszem na głowie, gdy właśnie się myją. Ten facet w kapeluszu i z cygarem to mężczyzna mający kłopoty ze swoim poczuciem męskości, które w tym właśnie moemencie jego życia zostało dodatkowo nadszarpnięte: zarobił kupe forsy, za co kupił żonie mieszkanie. A więc zrobił coś, ale może nie do końca dla samego siebie i teraz jest rozdarty między sobą-czułym-i-dbającym a sobą-samcem-egoistą (podoba mu sie tamta brunetka, która usłużnie pochyla się przed innym facetem do roli stolika w raczej jednoznacznej pozie, i którą można poklepać po tyłku, bo ona do tego służy!). W dodatku pisze scenariusz kinowy, a kinem pogardza, kocha teatr. Wobec tego potrzebuje jakiegos poczucia równowagi, to poczucie mogłaby mu zapewnić odpowiednia kobieta: żona kobiecą (głupia maszynistka), nie przeklinającą (uzywanie wulgaryzmów jest według językoznawców wyrazem buntu przeciw konkretnej rzeczywistości, w której musimy żyć), nie "wulgarną" czyli proponującą seks (sceny z czerwnonym ręcznikiem w mieszkaniu). Ten facet ma kłopot i to widać nie tylko, kiedy ucieka się do przemocy fizycznej wobec swojej zbuntowanej żony.

      • esforty
        ocena: 5

        Zatem kapelusz i cygaro to atrybuty męskości? To ,,Nowa fala" i pewnie taka interpretacja może być uprawniona. Scena rozmowy małżonków jest długa, notabene film jest złożony niemal z samych scen dłuższych, o ile pamiętam. On w kapeluszu, ona w ciemnej peruce, po co z kolei jej ta peruka, dialogują, nie zawsze chyba mówią prawdę. Nic nie pojąłem z tego. Czy oni są samotni, czy są zblazowani, rozczarowani sobą ? Tytuł ,,Pogarda" też może być jakimś tropem, choć ten bardziej identyfikowałem z warstwą konfliktu pomiędzy sztuką a zarabianiem na tej sztuce...
        Good night and good luck, esforty.

  • ziew ziew

    Nie zgadzam się w sprawie Do utraty tchu. Jestem fanką obu filmów. Oba uważam za bardzo bogate znaczeniowo, oba można oglądać do utraty tchu i się nimi nie znudzić. I wciąż są aktualne, "nie przeterminowały się", mówią w nowoczesny i uniwersalny sposób o ludzkich uczuciach i zawikłaniach międzyludzkich, które wałkujemy od początku istnienia gatunku ludzkiego. I, co najlepsze, zestarzały się tak, jak dobre wino. Miałam wczoraj tę nieprzyjemność porównać polski film Morgensterna z tego samego roku, którego fabuła (w warstwie tekstualnej wyczytana przeze mnie z ust aktorów ze względu na fatalne jego udźwiękowienie) znudziła mnie maksymalnie i wydała mi się zbyt swojska, zbyt narodowopoetyczna (nie poetycka!).

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: