Pimkizacja

Tak sobie czytam niektóre tu wypowiedzi (przede wszystkim rzuciły mi się w oczy kwestie Frasobliwego, Mangoo i nado3), i cóż - muszę przyznać, że zazdroszczę dobrego samopoczucia...

A na czym się owo dobre samopoczucie zasadza? Ano, na przeświadczeniu, że powieści Gombrowicza (w tym również "Pornografia", moim zdaniem najsłabsza jego rzecz) posiadają jakieś jedno pewne znaczenie, do którego Wyście, o jaśnie oświeceni, dotarli, a którego ten idiota Kolski nie dość, że nie zrozumiał, to jeszcze je zgwałcił! Otóż spieszę donieść: to właśnie takimi sądami gwałci się Gombrowicza, który jak diabeł święconej wody bał się domknięcia w formie jakiegoś jednoznacznego sensu (więcej nawet: nie chciał nawet dać się wcisnąć nawet w samą formę powieści - stąd nonsensowny tytuł "Ferdydurke", stąd idiotyczne zakończenie "Kosmosu", stąd ciągłe gry postacią narratora balansującego na granicy autobiografii i fikcji) - i takie wielkopańskie rozsądzanie, kto lepiej, a kto gorzej zrozumiał "Pornografię", są brutalną pimkizacją: przyprawianiem gęby, wciskaniem w formę, urabianiem pupy. Nikt Wam nie broni mówić, że sposób zinterpretowanie "Pornografii" przez Kolskiego do Was nie trafia - ale, na litość boską, to nie to samo, co twierdzić, że ktoś się pomylił w odczytaniu tej powieści!

Przywilejem każdego wielkiego dzieła (a co do wagi znaczenia dokonań Gombrowicza nikt z nas chyba nie ma wątpliwości) jest to, że płodzi rozmaite ścieżki interpretacyjne - Kolski postanowił potraktować tę książkę jako sposobność do snucia opowieści o traumie Zagłady - i co, wolno mu? Wolno! Wyszło? Moim zdaniem, jak najbardziej - bo stworzył film wielki, brawurowo zagrany, wstrząsający do ostatnich kadrów (a właściwie to dopiero po nich: takiej martwej ciszy, jaka zaległa po projekcji w kinie, gdzie parę lat temu oglądałem "Pornografię", nie słyszałem nigdy wcześniej ani nigdy potem). I nawet jeśli przyjąć za Frasobliwym (czego skądinąd nie przyjąć trudno), że Fryderyk jest wariacją na temat Nietzscheańskiej koncepcji nadczłowieka, to przecież tu właśnie tu Kolski popisał się interpretacyjną wirtuozerią: skonfrontował nadczłowieka z rzeczywistością Shoah, którą to Shoah właśnie zwulgaryzowany przez nazistów nadczłowiek nam zafundował...

Tak że nie broniłbym Gombrowicza przed Kolskim, który zrozumiał rzecz najważniejszą: że praca z tym pisarzem polega na wyrywaniu go ze skostniałych sensów - ale raczej przed jego domorosłymi czytelnikami, którym myli się rozumienie z poznaniem (a już od ponad stu lat wiadomo, że są do rzeczy raczej nieprzywiedlne).

4
  • Gdybyś istotnie przeczytał "Pornografię", a nie tylko się chwalił, że ją przeczytałeś, nie ominąłbyś bardzo ważnej, napisanej jak "krowie na rowie" informacji, zawartej w przedmowie. Gombrowicz osobiście w niej pisze, że akcja jego powieści tylko dlatego toczy się podczas II Wojny Światowej, bo chciał by jego bohaterowie egzystowali w czasach mu - Gombrowiczowi, współczesnych. Podkreślił jednocześnie, że wojna jako taka ma się do fabuły jak "piernik do wiatraka".
    Pimkiem w całej tej kolskiej przeprawie przez Gombrowicza i w moim świętym oburzeniu na "kolskie brednie", jest właśnie reżyser, nie ja... :-) To on zamknął "Pornografię" w ciasnej klatce jednoznacznych skojarzeń, dzięki czemu- TY, drogi widzu ujrzałeś coś, czego nie ma ( Fryderyk - nadczłowiek.... :-) :-) puk puk, jest tam kto ? )
    Herr reżyser ma naturalnie prawo do twórczej adaptacji znakomitego dzieła, jednakże tylko pod takim warunkiem, że robi to w pełni świadomie. A ja, idąc tropem twojego z kolei świętego oburzenia, stwierdzam, że Kolski w swoim filmie nie chciał niczego nadpisywać. Nadpisało mu się po prostu..., bowiem w jego głowie zamiast artystycznych twórczych myśli, plącze się zgrozaaaaaaaaaaa, wojnaaaaaaaaaa, traumaaaaaaaaa, godna największych polskich WIESZCZÓW, bo dla Kolskiego Gombrowicz to WIESZCZZZZZZZZZZZ, a więc jakże inaczej go interpretować ?!!! Tak, Kolski zgwałcił Gombrowicza, zrobił mu dziurę w dupie wielkości Stanów Zjednoczonych Ameryki i teraz przez tę dziurę patrzą licealiści. Nie czytają, więc oglądają i myślą sobie... hmmm... Gombro ? Twórca awangardowy ?? Oryginalny ??? Prowokacyjny ???? Ponadczasowy ????? Wolne żarty !!! Do kibla na papier.

    • "Gdybyś istotnie przeczytał "Pornografię", a nie tylko się chwalił, że ją przeczytałeś"

      Owszem, przeczytałem - i to dość dokładnie; nawet, wyobraź sobie, z przedmową. Owszem, przeczytałem też to i owo na temat Gombrowicza. Ale rozumiem, że trzeba było na dzień dobry przywalić taką sobie złośliwością bez pokrycia. Owszem, można i tak.

      "bardzo ważnej, napisanej jak "krowie na rowie" informacji, zawartej w przedmowie"

      Ta przedmowa ma dokładnie taką samą wartość, jak wszystko inne, co napisał Gombrowicz - zwłaszcza o sobie samym. Czyli jest po prostu autokreacją. Najgłupsza rzecz, jaką można zrobić w czytaniu Gombrowicza, to mu uwierzyć - świadczy to o doprawdy naiwnym podejściu do literatury w ogóle, a do prozy autora "Kosmosu" szczególnie. Krótko mówiąc - jest dowodem na to, że się nie zrozumiało czegoś, co w filozofii literatury Gombrowicza najważniejsze.

      "Herr reżyser ma naturalnie prawo do twórczej adaptacji znakomitego dzieła, jednakże tylko pod takim warunkiem, że robi to w pełni świadomie. A ja, idąc tropem twojego z kolei świętego oburzenia, stwierdzam, że Kolski w swoim filmie nie chciał niczego nadpisywać. Nadpisało mu się po prostu..."

      Potrafisz to jakoś uzasadnić? Bo jak dla mnie film Kolskiego jest tak konsekwentny i domyślany (i to niezależnie od tego, czy jego interpretacja "Pornografii" podoba się, czy nie), że oskarżanie go o niedopracowanie, niedomyślenie, mimowolność pewnych filmowych efektów zakrawa albo na kpinę, albo na kompletny brak dobrej woli, albo na bardzo, ale to bardzo niedokładne, zawieszone na własnej (oczywiście jedynej słusznej) interpretacji oglądanie filmu.

      "TY, drogi widzu ujrzałeś coś, czego nie ma ( Fryderyk - nadczłowiek.... :-) :-) puk puk, jest tam kto ? )"

      Znowu: jakim prawem twierdzisz, że tego tam nie ma? Bo Gombrowicz tego nie napisał w przedmowie? A co - miał zamiar pisać bryk dla niedouczonych czytelników? Sąd na temat tego, że pisarz postacią Fryderyka chciał się rozprawić z nietzscheanizmem, jest dość mocno utrwalony w literaturze przedmiotu, ba!, starczy sięgnąć do odpowiednich fragmentów "Dziennika" albo "Ślubu", żeby się zorientować, jako mocno ten Nietzsche Gombrowicza uwierał... Zachęcam do uzupełnienia braków lekturowych.

      "bo dla Kolskiego Gombrowicz to WIESZCZZZZZZZZZZZ"

      Sprawdź sobie słownikowe znaczenie pojęcia "wieszcz", a dopiero później go używaj, dobrze?

      "Tak, Kolski zgwałcił Gombrowicza, zrobił mu dziurę w dupie wielkości Stanów Zjednoczonych Ameryki i teraz przez tę dziurę patrzą licealiści. Nie czytają, więc oglądają i myślą sobie... hmmm... Gombro ? Twórca awangardowy ?? Oryginalny ??? Prowokacyjny ???? Ponadczasowy ????? Wolne żarty !!! Do kibla na papier."

      Hm... żałuj, że nie widziałeś i nie słyszałeś moich uczniów po obejrzeniu filmu Kolskiego, naprawdę żałuj... A poza tym będę się upierał, że to jednak Ty jesteś znacznie bliżej gwałtu na Gombrowiczu: jak to, Kolski, nie zachwyca? Jak to, Kolski, nie kłaniasz się przed każdą jedną literką dzieła wielkiego naszego pisarza Gombrowicza? Ja stawiam Kolskiemu pałkę!...

      • Witaj OOOOOOOO... Nauczycielu.
        Wiedziałem, że nim jesteś :-) Wybacz, że nie będę mówił ci na "per pan", choć czuję, że powinienem, bo zdajesz się być po 40. Pozwól też, że na potrzeby tej dyskusji ochrzczę cię pseudonimem, który bardziej mi do ciebie pasuje - Pimko.
        Twoja ordungowość, konserwatyzm, bądz, jeżeli wolisz, niezbyt lotny klasycyzm zdają się przysłaniać twoje dzikie instynkty. Dla mnie "instynkt" jest wytrychem szeroko pojętej sztuki. Choć mogę ją interpretować na twój, skądinąd przydatny sposób, wolę patrzeć na nią jak na twór dziewiczy, nagi, w którym wewnętrzne, a nie zewnętrze decyduje o jej wartości. Gombro zaprzągł swą artystyczną formę dla manifestacji własnego "ja". Ile w jego jestestwie jest autokreacji, a ile jego samego, może ocenić jedynie odbiorca jego dzieł. Ty, wertując Gombrowicza widzisz Witolda - wielkiego wieszcza, myśliciela, filozofa. Ja widzę Wicia - niewyżytego zawadiakę, który tylko marzy, aby pękiem szklanych tulipanów zdzielić pokornego czytelnika po oczach. Robi to, bo człowieka jako takiego, a już na pewno człowieka - obywatela polskiego ma za społeczne, duchowe, kulturowe dno. Gombrowicz mówi o swoich dziełach jako czymś bezdyskusyjnie wartościowym, gdy musi rozprawiać się z krytykami, filozofami, nieprzychylnymi mu pisarzami. Powołuje się wtedy na lektury francuskich filozofów, których ponoć przeczytał bez liku, podpiera się nazwiskami, które mają robić na oponentach wrażenie, sprawnie opowiada o teorii sztuki, choć takowe opowieści mają się nijak do jego twórczości. Mówi tak jednak, bo czuje, że inaczej się nie da,że narodził się sto lat za wcześnie, że na należny mu "inny" odbiór jego dzieł nie ma szans, a żyć trzeba. Bo czym jest Gombrowicz jak nie nagim instynktem w czystej formie, metafizyczną, trudną do dostrzeżenia "szkiełkiem"emocją, rządnym krwi kosmitą na obcej planecie, na której nikt nie jest w stanie zrozumieć ani jego potrzeb, ani jego żądań wobec sztuki i ostatecznie niego samego ?
        A ty Pimko zachwyciłeś się Kolskim i ucieszyłeś się, że spodobał się twoim uczniom. Dla nich pogrzebałeś literaturę Gombro tak samo, jak Ów Belfer pogrzebał Słowackiego na lekcji polskiego. I jesteś dumny, i wyjeżdżasz z filozofią, której u Wicia na poważnie można uświadczyć w dwóch dramatach, "Dzienniku" oraz polemicznych listach. Powieści Gombrowicza to awangardowy psychologizm - mechanizm obnażający wnętrze człowieka, a nie twór filozofujący. To brudne instynkty w pozornie czystej formie ( nie tej witkacowskiej ). W tym tkwi siła, ponadczasowość i sedno sprawy.
        Minęło tyle czasu od ostatniej ( najcięższej, antyironicznej), powieści Gombrowicza - "Kosmos", a ty Pimko i ten twój Kolski ( trefniś, a nie artysta ), dalej to samo. "Koniec i bomba, a kto czytał.... :-)

        • W porządku - Gombrowicz jest tym wszystkim, co napisałeś. Jest filozofem, bywa hultajem; czasem owładnięty szałem autokreacji megaloman, czasem zakłada maskę niemal średniowiecznego ascety; wściekle antypolski, ale sam w polskości utaplany i doskonale zdający sobie z tego sprawę. Krótko mówiąc: jest i Witoldem, i Wiciem. Tak więc tu się zgadzamy - różnica polega na tym, że ja nie widzę problemu w interpretacyjnym multiplikowaniu Gombrowiczów ad infinitum (Gombrowicz mój, Twój, ale też Kolskiego, Skolimowskiego, wszystkich możliwych teatralnych reżyserów, badaczy, których z każdym rokiem przybywa tak, że stron zapisanych o Gombrowiczu jest już pewnie kilkadziesiąt razy więcej niż tych popełnionych przez samego Gombrowicza), podczas gdy Ty masz z tym jakiś kłopot. I - raz jeszcze - nie chodzi mi o to, że film Kolskiego Ci się nie podoba (masz do tego pełne prawo), ale nikt nie dał Ci wyłączności na rozumienie Gombrowicza. Zachowujesz się jak kościelny cenzor, który bada zgodność każdej litery z Objawieniem, aby później dać (lub nie dać) jakiejś interpretacji imprimatur na istnienie. Jakim prawem, pytam się?
          Jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze: mówisz, że filmem dorżnąłem moim uczniom odbiór Gombrowicza. Otóż nie: wcześniej były i "Ferdydurke", i "Trans-Atlantyk", i fragmenty "Dziennika" - dopiero potem Kolski; a wszystko po to, żeby uchronić ich przed takim interpretacyjnym totalitaryzmem, jaki Ty proponujesz. Po drugie: jeszcze a propos Nietzschego i jego znaczenia dla Gombrowicza (które jakoby jest według Ciebie marginalne) - w samym indeksie do "Dziennika" filozof ten pojawia się siedemnaście razy. Dla porównania: tyle samo razy w "Dzienniku" przywoływany jest Mickiewicz, ba!, nawet Sienkiewicz lepszy jest tylko o jedno przywołanie! Hm... i kto tu ma problem ze zrozumieniem, o co chodzi Gombrowiczowi?

          • Pimko ! Ty... zbelferszały Belfrze
            Nie zdajesz sobie sprawy z jaką radością przyjąłem fakt olania przez ciebie dwóch ostatnich akapitów moich wypocin, a co za tym idzie, wytknięcia palcem mojej ślepoty wobec filozoficznych zapędów Gombrowicza. Kłaniam się z wdzięczności za zupełne zero w temacie psychologicznej głębi powieści Gombro...
            Jakim prawem pytasz ? Jakim prawem roszczę sobie prawo do objawień ? :-) ... Prawem natury. Bredzić jak Kolski może dzisiaj każdy. Zapisywać tony papieru też. "Jestem pisarzem" - mówi do wać Pani Gombro przy okazji spontanicznego spotkania na statku. "Pisarzem ? " - zapytuje Ta, i nonszalancko z dezaprobatą dodaje: "Dziś każdy pisze... Ja też". A ja po gombrowiczowsku pytam raz jeszcze: "Czy potrzeba czegoś więcej ? " i bez zastanowienia odpowiadam: "Zapałkę". Czy mam kłopot z tym, że "multiplikowanie", tony artykułów, interpretacji, analiz...makulatury... Tak ! Do teraz żadnej w tym oryginalnej myśli, porywającego głębokiego WŁASNEGO zdania. Tylko powierzchowność, poprawność, sztuczność, nadymanie. Śliskie to i nieprzyjemne jak pełzające ślimaki. Gdzie w tym autor, jego JA, jego CHCĘ, jego JESTEM ? Kto w końcu po ludzku odpowie: "Co do cholery z tą formą, o której Gombrowicz tak bezustannie, zawzięcie ględził i dla niej, przez nią stwarzał sytuacje, bohaterów, stawiał tezy ???" Czy naprawdę trzeba podpierać się filozofią, aby pojąć tak proste rzeczy ? Może wystarczy być po prostu zwykłym podglądaczem, badaczem ciekawym ludzkiej natury,a może zapytać śmiało samego siebie, ile w tych książkowych fabułach mnie samego ? Natura, mechanizm, kultura, mechanizm, żądze, mechanizm, obyczajowość, mechanizm, konwenans, mechanizm, a na końcu ja, jaa, jaaa, jaaaa ,jaaaaaa, jaaaaaa, jaaaaaaaa, jaaaaaaaaaaaaaaa. Gombrowicz czyta filozofów tylko po to by zrozumieć siebie, ciebie, mnie. Po to, byś zrozumiał siebie, mnie, ją, jego. Byś wydobył z siebie, mnie, niej, niego prawdziwego siebie, mnie, nią, niego. WOLNOŚĆ FOR EVERYBODY. STOP ACTA ! :-)
            I co, że ty dla dzieci "Trans - Atlantyk" czytałeś, i co, że kazałeś im czytać, i co, że dopiero potem był Kolski, skoro ty i tak po Kolskiemu będziesz zakuwał w te młode, nic nie pojmujące mózgowia, myśl obcą - nie swoją, myśl wyuczoną - nie wydumaną, myśl uczesaną, bo tak trzeba....
            I czy ty naprawdę myślisz, że ja chcę wiedzieć, o co kaman Gombrowiczowi ??? I chcę, żeby wiedział to Kolski ? Ja chcę, żeby Kolski zaczął czytać to po ludzku, bo w tym tkwi prawdziwa wartość. A teraz poproszę jeszcze o zapałkę :-)

            • No, no, no, kolego Bladaczka... Prawie się wzruszyłem... Jakie to wszystko piękne! Przecież Tobie chodzi tylko o prawdę (o, pardon: o Prawdę) - żebyś mógł znaleźć odbicie swoich lęków w dziele Gombrowicza! Żeby ładnie było formę widać! Żeby ujrzeć głębię! Żeby Gombrowicza czytać naturalnie (dżizas, normalnie ręce mi się ze śmiechu ześlizgują z klawiatury, jak powtarzam za Tobą takie brednie: uzasadnianie rozumienia literatury "prawem natury") i po ludzku!...
              Krótko i węzłowato: jakkolwiek nie sposób odmówić Ci wdzięku w sposobie pisania i jakiejś tam (nieprzesadnej i dość naiwnej) znajomości Gombrowicza, to ani na jotę nie zmienia to faktu, że mózg masz tak dramatycznie staroświecki, tak radykalnie pre-gombrowiczowski, że aż dziwi. Wydaje Ci się, że zrozumiałeś wszystko, a nie pojmujesz najbardziej nawet elementarnych reguł samego rozumienia literatury (i bynajmniej nie dodaje Ci powagi podpieranie się pseudonaukowym dziwolągiem typu "awangardowy psychologizm", czymkolwiek by to nie było...). Do tego jeszcze ta Twoja arogancja w stosunku do tych, którzy zajmują się czytaniem Gombrowicza bardziej na poważnie: tego zresztą można się było spodziewać, kolega Bladaczka niczego tak się nie boi jak konforntacji ze zdaniem innych, po co czytać cokolwiek, skoro i tak już się wie, że Gombrowicza wielkim pisarzem był... Istotnie: jeśli jesteś aż tak bardzo pewny swojego odczytania Gombrowicza, że sens jego dzieła umieszczasz w porządku natury i człowieczeństwa, to będziesz odmawiał prawa do czytania tego pisarza po swojemu każdemu, kto ośmiela się mieć zdanie inne niż Twoje.

              Aha, i jakby co, to możesz sobie oszczędzić aż tak bardzo efektownej odpowiedzi jak dwie poprzednie: Twoja zdolność argumentowania ciągle balansuje w okolicach trzeciego miejsca po przecinku, a jak będę chciał się podjarać efektownością stylistyczną, to znajdę sobie coś bez konieczności brnięcia przez Twoje maniackie wypociny... Cóż, dziś każdy pisze, to widać...

              • Pimko ! Ty... odporny na wszelkie artystyczne gwałty posągu bez serca, Ty... zawirusowany tonami bzdetów napuchnięty umyśle
                Sierjoznyś do bólu ! Ślepyś jak kret, zawziętyś jak Jarek K. ! Pogrążony w teoretyzowaniu od początku tej dyskusji,nawet w jednym zdaniu nie przedstawiłeś własnych interpretacji prozy Gombrowicza, tylko mi wyrzucasz, mnie umniejszasz, z lubością dyskwalifikujesz. Podczas, gdy ja mówię o własnych odczuciach, przedstawiam śmieszny w twoim odczuciu swój punkt widzenia, TY wyłącznie ślizgasz się, gadasz bez treści, przekomarzasz się i zupełnie nie słuchasz. Moje argumenty są beeeee, ale twoich nie ma w ogóle. Twoja retoryka przypomina wielkie mowy "ojców narodu" na obchodach Święta Pracy.
                "Psychologia" jest dla ciebie pseudonauką, a inne niż przetrawione przez pokolenia literaturoznawców tezy, zupełnie bezwartościowe. Tobie trzeba powiedzieć jak masz rozumieć prozę, poezję, bo sam w jej pojmowaniu jesteś bezradny.
                Ja nie interpretuję, ani analizuję, ja czytam i mam z tego wielką frajdę, dlatego bardzo mi ciebie żal. :-( Obarczony bagażem literackich opracowań, musisz się strasznie męczyć, czytając kolejne książki.
                Nie dałeś się sprowokować dotychczas do zwierzeń na temat literatury. Niestety. Nie wiem czy powodem tego stanu rzeczy jest przemożna chęć pustej intelektualnej rozgrywki ze mną ( czemu w odpowiednich proporcjach przyklasnę), czy to, że istotnie w twojej świadomości nie ma już nic, ponad to, co zostało gdzieś napisane, gdzieś powiedziane. Musimy przejść na wyższy poziom, inaczej z nami biadaaaaaaa :-) Zachęcam do ponownej weryfikacji moich postów. Pobaw się ze mną przez chwilę w mojej piaskownicy. Daj się zgwałcić przez uszy...może być przyjemnie :-)

                • Naprawdę, Bladaczka, uważam - tak poza wszystkim - że nie powinieneś już więcej łykać tego, co do tej pory... No, chyba że to z zalecenia lekarza - ale i wtedy wziąłbym pod uwagę możliwość poszukania innego specjalisty. Ale to tak na marginesie. Teraz do rzeczy - bez złośliwości (przynajmniej będę się starał).

                  Po pierwsze: o teoretyzowaniu. Tak się składa, że teoretyzujemy obaj - ale ja nie staram się tego wyprzeć. Przecież już w momencie, w którym używasz do swojego mówienia o Gombrowiczu pojęć takich jak "awangarda", "psychologizm", "metafizyka" (na marginesie: nie uważam psychologii na pseudonaukę, zżymam się wyłącznie na tyleż efektowny, co niewiele znaczący wytrych "awangardowego psychologizmu") i tak dalej, wchodzisz na grunt pewnej teorii. Po co udawać naiwnego i się tego wypierać? Nie uważam, żeby wstydem było ucieranie swojego własnego poglądu na pisarza w dialogu z innymi czytającymi - a już zwłaszcza jest tak w przypadku pisarza tak obrosłego interpretacjami jak Gombrowicz. Naprawdę wyobrażasz sobie jakąś dobroduszną, nieuprzedzoną, niezapośredniczoną lekturę tego pisarza? Nie żartuj! Nawet czytanie ze zrozumieniem harlequinów wymaga rozpoznania pewnej literackiej konwencji - a to już samo w sobie jest teorią. Pewnie, że mam swojego Gombrowicza - i nic na to nie poradzę (zresztą ani chcę, ani muszę radzić), że jest to po części też Gombrowicz Głowińskiego, Błońskiego, Jarzębskiego, Margańskiego, Franczaka... nawet pierwszy mój z tym pisarzem kontakt (oczywiście licealne zderzenie z "Ferdydurke") był przecież w jakiejś mierze spotkaniem z Gombrowiczem czytanym przez moją polonistkę! Ty także - na ile rozumiem Twoje podejście do Gombrowicza - poruszasz się w obrębie pewnej filozofii czytania, takiej z grubsza romantyczno-modernistycznej (przeżycie, instynkt, natura, głębia, psychologia - nie wymyśliłeś sobie tego od zera; nawet jeśli nie potrafisz wskazać konkretnych tropów, to przecież przeczytałeś Gombrowicza w pewnym określonym sposobie rozumienia, czym jest czytanie w ogóle). Mit oryginalności (także, a raczej przede wszystkim, oryginalności w kontaktowaniu się ze sztuką) jest jednym z najbardziej fascynujących, ale też najbardziej nieuzasadnionych i - w pewnych postaciach - szkodliwych mitów nowoczesności (bo przecież oryginalność jako samoistna wartość jest wynalazkiem stosunkowo nowym, klasycystom XVII wieku nie przyszłoby do głowy bronienie oryginalności za wszelką cenę, choćby kosztem wartości warsztatowej dzieła).

                  Dalej: mój pogląd na Gombrowicza. Nie mówiłem o nim, bo nie dyskutujemy o Gombrowiczu, a o filmie Kolskiego - a konkretnie o tym, dlaczego uważam Twoją opinię o tymże filmie za bezzasadnie krzywdzącą. Niemniej jednak - bardzo z grubsza - mój Gombrowicz, dokładnie odwrotnie niż Twój, jest pisarzem radykalnie antynaturalnym. Każdym swoim słowem Gombrowicz występuje przeciw utopii spontaniczności, naturalności, bezpośredniości - bo zdaje sobie sprawę, że na tym poziomie uwikłania w cywilizację i kulturę, na którym znalazł się człowiek jemu współczesny, o jakiejkolwiek naturalności nie może być mowy, ta bowiem jest niczym więcej jak wybraniem sobie jakiejś podsuwanej kulturowej maski (gęby, formy - zwał jak zwał). A w związku z tym twierdzenie "jestem naturalny/autentyczny/oryginalny/spontaniczny" jest albo hipokryzją, albo bezrefleksyjnością - a te bywają krańcowo niebezpieczne. Powieści, dramaty i dzienniki Gombrowicza zawsze czytam jako fascynujące próby kreowania światów, które na każdym kroku manifestują swoją nieautentyczność, artefaktyczność, tekstowość - od poziomu języka począwszy. Czy chodzi tam o jakąkolwiek prawdę o człowieku? Pewnie tak - ale ten projektowany przez Gombrowicza człowiek nie będzie, według mnie, czymkolwiek naturalnym, a wręcz przeciwnie: będzie aż spotworniały w swojej autorefleksyjności, do bólu świadomy tego, że nie jest czymkolwiek gotowym, ale zawsze tylko czymś powstającym w ruchu permanentnej autokreacji, inscenizacji.

                  I tu docieramy do sedna naszego sporu. Według Ciebie u Gombrowicza istnieją jakieś twarde sensy i to daje Ci możliwość rozsądzania: ta interpretacja taki to a taki sens wydobywa, więc jest w porządku, tamta obok sensów zamyślanych przez autora się prześlizguje, więc jest zła. Dla mnie podstawowym sensem powieści Gombrowicza jest to, że są one gębami, minami, które ktoś mi podsuwa i prowokuje do zrobienia kontrminy. Czytanie Gombrowicza nie odbywa się wyłącznie niejako w głąb jego dzieła, do jakiegoś najtajniejszego jego sensu - bo tam zieje potworne nic, ale jest ciągłym zmaganiem się: kto kogo? Kolski na widok miny robionej przez "Pornografię" reaguje swoją miną; i może jest ona udana, może nie, ale została moim zdaniem rozpoznana fundamentalna sytuacja gombrowiczowska, czyli pojedynek. Ty uważasz - ciągnąc tę metaforykę - że czytanie Gombrowicza to próba wymodelowania swojej gęby na obraz i podobieństwo gombrowiczowskiego oryginału. Rozumiem tę taktykę - ale jest ona jak dla mnie zwyczajnie niepłodna, dlatego bronić będę Kolskiego i innych, którzy mają odwagę wchodzić z Gombrowiczem w konflikt. Bo o konflikt tu moim zdaniem chodzi.

                • Absolutnie genialna dyskusja :) Piszę ten komentarz, żeby znalazła się na pierwszej stronie, warta jest uwagi :)

                • Dziękuję, mogłem ją dzięki temu przeczytać :D

                • Taaaa... Konflikt jest. Jeden lubi szpinak, inny flaki. I dzięki temu powstają takie ciekawe, choć bezcelowe dyskusje. :)

                • Super.To może zamiast bezproduktywnie czepiać się innych, załóż swoją, podobnież ciekawą, ale oczywiście znacznie bardziej celową dyskusją (czymkolwiek miałaby być taka celowość). Albo przynajmniej poudawaj, że rozumiesz Gombrowicza, Kolskiego, w ostateczności - powyższą wymianę zdań...

                  Naprawdę, staram się być pozytywnie nastawiony do dyskutantów na forach Fimwebu (do nado3 - wbrew pozorom - jestem nastawiony skrajnie pozytywnie, bo jest dyskutantem bardziej niż wymagającym, w najlepszym tego słowa znaczeniu), ale jak czytam takie enuncjacje jak Twoja, to zaczynam wierzyć w istnienie trollactwa, którego jedyną racją sieciowego istnienia jest przysrywanie się do tych, którzy mają do powiedzenia cokolwiek więcej niż trzyzdaniowe oczywistości.

                • Nie, nie rozumiem Gombrowicza. Nie sądzę też, by on mnie rozumiał, gdyby mnie znał. :) On mnie zwyczajnie... nudzi, a czasem zniesmacza. Nie podziwiam go i nie uznaję za wybitnego pisarza, choć uwielbiam klasykę literacką. Dlatego z mojej strony pełna obojętność i jedno zdanie. Ale rozumiem Twoje zaangażowanie. Bywało, że też oddawałam serce jakiemuś twórcy czy dziełu, spierając się tak bezsensownie. Szacunek! :)

                • Po pierwsze: skoro nie rozumiesz Gombrowicza (skądinąd jakoś zawsze zadziwiała mnie taka łatwość co poniektórych w obnoszeniu się ze swoją ignorancją), to nie mógł Cię on ani znudzić, ani tym bardziej zniesmaczyć.
                  Po wtóre: ani rozumienie Ciebie przez Gombrowicza, ani na odwrót, nie ma tu nic do rzeczy. W tej dyskusji była mowa wyłącznie o rozumieniu "Pornografii" przez Kolskiego i przez kilku dyskutantów, którzy moim zdaniem nazbyt łatwo posłali ten film do diabła. To - wbrew pozorom - spora różnica.
                  Po trzecie: kompletnie mnie nie interesuje, czy coś nazywa się klasyką, czy nie. Klasyką jest dla mnie wyłącznie to, co - z bardzo, ale to bardzo różnych powodów - uznaję za wybitne. Przyklejanie łatki klasyki "Quo vadis?" Sienkiewicza w niczym nie dodaje ważności tej discopolowej powieści, podobnie jak nieuznawanie za klasykę "Nietoty" Micińskiego w niczym nie zmienia faktu, że jest to książka wybitna. Zresztą samo pojęcie klasyki jest tak niebezpieczne, że staram się posługiwać nim wyłącznie w ostateczności.
                  Po czwarte: jeśli uznajesz dyskusje, w których brałaś udział, za bezsensowne, to jest to Twój problem. Jeśli za bezsensowną uznajesz tę - to również wyłącznie Twoja sprawa. Dla mnie bynajmniej bezsensowną nie była. Dla nado3 - jak wierzę - również. Z pewnością nie była też nieważna dla Alicjozy i modrzewia94, którzy postanowili zupełnie bezinteresownie podbić ją, uznając, że jest w niej coś, co ma jakąkolwiek większą wartość. Krótko mówiąc - swoim przemądrzalskim wtrącaniem się ubodłaś co najmniej cztery osoby... I nie chodzi o to, żebym czuł się jakoś dotknięty - ale uprasza się o pamiętanie, że zawsze po drugiej stronie wtyczki siedział ktoś żywy. Może nie zawsze trzeba od razu dopieprzać się o nic?...
                  Po czwarte:

                • A cóż Cię tak poruszyło w tej mojej pierwszej wypowiedzi? Zasugerowałam tylko, że ludzie mają różne gusta i w pewnych sprawach nigdy nie osiągną kompromisu. Nic poza tym,a Ty to nazywasz mądrzeniem się i trollowaniem. No tak, nie pochwaliłam, nie padły żadne słowa uznania z mojej strony. Ale cóż, codziennie czytam ciekawsze rzeczy.
                  Zresztą,,, co tam! Kochasz ten film, więc nie chciałam rozdzierać Ci serca, bo w tej dyskusji oczywiście jest mi dużo bliżej do poglądów użytkownika nado3.
                  Ech, ta dyskusja też nie ma sensu. Więc pozdrawiam, życząc więcej dystansu i życzliwości.
                  KONIEC.

                • Również uważam, że dalsza wymiana zdań (bo - z całym szacunkiem - dyskusją bym tego nie nazwał) mija się z celem, więc tylko krótko i węzłowato, żeby uniknąć niedomówień.

                  Nie rozdzierasz mi serca ani nie poruszasz. Moje zdanie na temat Gombrowicza i ekranizacji "Pornografii" jest na tyle ugruntowane, że jednozdaniowe i dość ignoranckie wyrazy niezrozumienia na to zdanie wpływu mieć raczej nie mogą.

                  Nie sugerowałaś, że ludzie mają różne zdania, ale że prowadzona tu (dość, wydaje mi się - i chyba nie tylko mnie - poważna) dyskusja była bez sensu. To jednak spora różnica - poczułem się w obowiązku zaprotestować, również w imieniu innych dyskutantów, choćbym się nawet z nimi fundamentalnie nie zgadzał.

                  Na Twoich pochwałach kompletnie mi nie zależy, podobnie jak nie starałem się na siłę wymóc aprobaty ze strony mojego głównego tu oponenta. Sprzeciw wzbudziło jedynie Twoje kompletnie niedorzeczne, mające się do dyskusji jak zęby do tyłka czepiactwo - które, owszem, było trollowaniem w sensie niemal słownikowym.

                  Niestety, do nando3 bynajmniej nie jest Ci blisko: różnicie się w kwestii absolutnie podstawowej, a mianowicie w tym, że on atakował "Pornografię" w imię swojego uwielbienia dla Gombrowicza, którego w przeciwieństwie do Ciebie przeczytał i zrozumiał. To, że jego sposobu rozumienia nie podzielam, to już zupełnie inna sprawa.

                  To doprawdy zabawne, że do życzliwości wobec innych zachęca mnie ktoś, kto wtrynia się między wódkę a zagrychę z hasłem "ludzie, ale wy bez sensu i celu kłapiecie dziobami", a do dystansu do siebie ktoś, kto ma przymus w trzech krótkich postach dwukrotnego podkreślenia swojego oczytania...

                • Pimko ! A coś ty się tak nad Ellią użalasz ? Czyżbyś kłody w swym oku nie dostrzegał ? Ellia i tak nie wie, co obejrzała i nie wie, co przeczytała (jeśli w ogóle), a ty udajesz, że nie wiesz ? A może rzeczywiście nie wiesz ? A jak nie wiesz, to jaki z ciebie INTELEKTUALYSTA ? INTELYGENT ? MYŚLICIEL ? ZNAWCA ? I mam nadzieję, że po prostu się boisz, po ludzku się boisz, bo nie chciałbym, żebyś przypadkiem nieświadomy był. Dlatego wyzywam cię na pojedynek: na twoją śmierć(niestety) i moje życie. Zmierz się z demonami PORNOGRAFII, tak jak i ja się zmierzę, obnaż brudną naturę zaiste brudnej, pornograficznej powieści Gombro... w imię jedynie słusznego autorskiego konceptu: PORNOGRAFIA jest pornograficzna, a TRANS-ATLANTYK, bardziej TRANS niż ATLANTYK ! Do dzieła... i nie zawiedź mnię tym razem...

                • Skromnie Ci odpowiem - bo jak mnie nieskromnie odpowiadać, skoro Ty nieskromnie do odpowiedzi wyrywasz, a jak kto tak nieskromnie nieskromny, to mnie tylko skromność skromna zostaje. I im bardziej Ty nieskromny, tym bardziej ja po skromnemu...

                  Z czym bym się nie mierzył - zawsze mierzę się z sobą. Z czym byś Ty się nie mierzył, zawsze z sobą się mierzysz. Twoja "Pornografia" niech będzie pornograficzna, moja - dla odmiany - będzie pornograficzna. "Trans-Atlantyk" dla mnie jest przede wszystkim " - ".
                  A jak się mierzę, to tylko na życie. A kto umarł, ten się nie mierzy.

                • Twa skromność jest ujmująca :) Niechęć do walki - dołująca :( I choć nie podoba mi się ironia w głosie twoim, wolałbym jeszcze poswawolić :D

                • Pojedynek Miętusa z Syfonem!!! :)

                • Zuchwale dopisuję się do wątku, jakkolwiek moja percepcja Gombrowicza będzie głównym twórcom wątku wręcz urągać. Przeczytałem ,,Transatlantyk" a i to wiercąc się czasami. Za to z własnej nieprzymuszonej woli. Owo zdarzenie uświadomiło mi, że mój intelekt nieco ogłuszony a wrażliwość zbyt skompromitowana by taki twórca trafił do głowy i duszy... mojej.
                  Chcę zabrać głos w sprawie filmu, który obejrzałem z dużą satysfakcją, niezupełnie się przejmując czy to ekstrakt z Gombrowicza czy popłuczyny.
                  Kto filmowy alfabet zna nie może nie docenić. Rozwijając myśl,określaną przez Ras_Democritus jako cyt-,, trzy- zdaniową oczywistość" wskażę na intrygującą ekspozycję. Pełną napięcia inscenizację wyzyskującą istotną wartość dialogu.Ważne bo p. Kolski potrafi zmyślnie posługiwać się obrazem a tu wiedział, że wyjście z tego rygoru to duże ryzyko. Montaż, wreszcie, przemyślany w kwestii osiągania równowagi ujęć krótkich i dłuższych bez długich się obywający. Już tylko dla porządku wspominam,że Krzysztof Majchrzak stworzył postać, którą widz pamiętać będzie.
                  Zatem epitet nado3, że Kolski to ,, trefniś", żachnąłem się po przeczytaniu, składam na karb zapalczywości w obronie indywidualnego odbioru Gombrowicza.
                  Wymiana Waszych poglądów, panowie, może inspirować...
                  Good night, and good luck, esforty

  • ale ty jesteś zajebiście pretensjonalny

  • "Pornografii" nie czytałem, czytałem i uwielbiam "Ferdydurkę". Zgadzam się z tym co napisałeś, może poza tym porównaniem Fryderyka z koncepcją Nietzsche (bo do końca tego nie rozumiem).
    Film jednak jako całość oceniam pozytywnie, ale nie jest to żadna rewelacja - wolę filmy Kolskiego z baśniowym klimatem.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: