Największą wadą filmu jest to, że dźwiga brzemię Tragedii Posejdona.

Film sam w sobie jest niezły, jednak jako remake ww. arcydzieła gatunku - katastrofalny. Zarzut największy, to fakt iż w porównaniu z oryginałem film w napięciu nie trzyma w ogóle. Nowy "Posejdon" mimo, że króciutki, wycinając napisy początkowe i końcowe trwa z godzinę i 20 minut, i tak potrafi przynudzać. Cały film zagadkę ma jedną - na co wydano 160 milionów dolarów? Efektowny jest, fakt, ale nie w sposób wyjaśniający taki budżet. Nie wiem jak innych, ale mnie bardzo raziły na tle tego wszystkiego... plastikowe windy. I wreszcie wada największa, papierowe, beznamiętne postacie. Gdy w oryginale sprzed lat umierała Shelley Winters (nominacja do Oscara) widzowi rozrywało serce. W nowej wersji śmierć sympatycznej meksykanki mało nas obchodzi. Kiepsko to świadczy głównie o scenarzyście i reżyserze. Aktorki się nie czepiam, trudno grać gdy nie ma się nic do zagrania... Są też sceny raczej niezamierzenie śmieszne - Kurt wynurzający się spod dwóch ciał wygląda wręcz komicznie. Podobne uczucia ma się, gdy widzimy miny Stacy Ferguson...

W sumie bardzo niepotrzebny remake w ładnych dekoracjach. Widzowi krzywdy nie zrobi, ale gatunek kina katastroficznego skrzywdził niemiłosiernie.

2

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: