Salceson drobiowy

SzalEt SzalEt
ocena: 6

Pręgi - ten film przypomina mi salceson drobiowy. Są w nim niby calkiem apetyczne kewałki porządnego mięsa, ale całość jest zanurzona w dziwnej, nieokreślonej, zgęstniałej mazi, przez co sama mysl o tym odbiera wszelki apetyt.
To moze zaczne od kawałków miesa. Sa w tym filmie elementy bardzo przyzwoite, jak choćby niektórzy aktorzy, z Fryczem (ojciec) i Borysem Szycem na czele (to ten od 'Vinci'; trzeci plan, ale chyba jako jedyny do konca wyczul co ma grać), no i ten gówniaż gra naprawde dobrze. W ogóle najlepiej wypadają sceny z doświadczonymi, starymi aktorymi (patrz: scena z rodzicami głównej laski, jedna z dwuch najlepszych w filmie). Na duzy plus wypada strona techniczna, tzn. zdjecia i udzwiekowienie. Szczegulnie do tego drugiego nie ma sie jak przyczepic. Zdjecia sa przyjemne, ale operator nie wykazuje zadnej inwencji w kadrowaniu, przezco nic nie wnosi. Poprawnie zrobione.
Teraz o tej mazi. Film wspólnymi siłami położyli Żebrowski, reżyserka i Kuczok (czyli scenarzysta). Żebrowski jest tragiczny, film przeskakuje bez przerwy od konwencji dramatu do komedii, pastiszu, a Żeebrowski gra jeszcze zupełnie co innego , właściwie trudno powiedziec co on chciał zrobić, w każdym razie to co pokazuje na ekranie, w wiekszości ma sie nijak do wydzwieku sceny.
Pani Piekorz (rezyserka) jak juz wspomiałem tak miesza tragizm z kartkaturą, ze nie wiadomo o co jej chodzi, czy to cos mialo byc przejmujące czy śmieszne. W ogule nie sa rozłorzone punkty ciężkości, przez caly czas utrzymuje sie dziwny, nijaki nastruj. Żadnych punktów zwrotnych, czy kulminacyjnych, choć w scenariuszu one teoretycznie występują. Zadania nie ułatwił scenarzysta, nie czuje filmu , czesto w jednej scenie trzy razy zmienia konwencje . W 300-stronowej ksiązce by to prezeszło, ale w 1,5 godzinnym filmie ni w ząb. Nie wiedomo w koncu czy on tym swoim bochaterom wspułczuje czy sie z nich wyśmiewa, a moze ma ich d.... Tak napisany tekst dało by sie wyreżyserować, ale musiał by sie za to wziąść prawdziwy wirtuoz, którego w Polsce jeszcze chyba nie ma.
Acha, no i muzyka, takiego banału lejącego sie z głośników dawno nie słyszałem.

Osobne ciegi należa sie krytyce, ktora na siłe znalazła sobie 'sensacyjne odkrycie'. Cały czas pokutuje pieprzona opinnia, ze jesli film bierze na warsztat trudny temat, to od razu jest zajebisty i wzruszający. A tu kupa, niby to film o przemocy w rodzinie i jak to syn upodabnia sie do ojca, ale nic poza tymi banałami nie zostało powiedziane. No chyba ze przesłanie miało brzmieć: "Znajdz sobie laske to ci przejdzie".

Polskie 'młode' kino cały czas leży i kwiczy, w tym roku nie mamy szans na oscara.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    WTF:false,ads:true