Czemu Japończycy..

..po prostu nie odcięli lub wciągnęli siatki po każdym wyparciu Amerykanów z klifu lub podczas nocnych przerw w walce? Przecież wykluczyłoby to próby odbicia Okinawy..

9
  • ta siatka sprzyjała Japończykom. wiedzieli jak Amerykanie będą atakować i dzięki niej Amerykanie wchodzili w pułapkę.

  • Poza tym oni nie doszli do końca klifu. Zdobyli część i chyba podejrzewali, że tam przed końcem klifu jeszcze są amerykanie. Gdyby doszli do końca, to Doss nie spuściłby tych 75 żołnierzy.

    • Po pierwszym ataku Japończycy przeganiają ich z klifu docierając do samego końca (Amerykanie strzelają do nich kilkanaście metrów niżej). Wystarczyło, by przesunęli posterunki pod klif, lub dla pewności odcięli siatkę. Gdyby rzeczywiście Japończycy traktowali siatkę jako pułapkę, potrafili by to wykorzystać i byłby koniec filmu. No, ale przecież to na faktach, nie będę z nimi kłócić.

      • Wiemy, że:
        -Wszyscy amerykanie poza Dossem i rannymi wycofali się z klifu.
        -Doss uratował 75 ludzi
        -Spuszczał ich z klifu na linie.
        Wersja pokazana w filmie wydaję mi się możliwa, poza może właśnie dojściem Japończyków do końca klifu. Wydaję mi się, że musiał korzystać z liny przywieszonej przy siatce. Uratował 75 ludzi, wiec musiał mieć stosunkowo sporą swobodę. Na stronie poświęconej Dossowi
        "Dlaczego Japończycy, gdy wyparli już Amerykanów ze szczytu, nie kontynuowali natarcia? Nie wiadomo. Być może podziemna eksplozja poczyniła zniszczenia uniemożliwiające kontratak. Możliwe też, że ogień artylerii i moździerzy skierowany po sygnale Vernona na wzgórze stanowił skuteczną zaporę."

  • Miałem zadać to samo pytanie. Odciąć siatkę i jeszcze obrzucić na dole obóz granatami.
    Dla mnie właśnie ten fragment filmu (jakże istotny) psuje jego odbiór.
    Nawet jeśli tak było, to nie zostało do dobrze pokazane w filmie, bo widać, że najpierw Japończycy ostrzeliwali Dossa, który był schowany niemal na krawędzi, a potem bez problemu tam dotarli.

    Pomimo tego bardzo polecam.

  • Probowalam znalezc jakis opisy tego starcia, filmy, niestety nic nie ma. Nie wiem wiec jak to wygladalo naprawde, czy byla taka siatka... Ale ogolnie z materialow o bitwie o Okinawe wychodzi mi, ze pole starc nie bylo tak zageszczone ludzmi jak w filmie. To byly spore polacie dosc plaskiej przestrzeni z pasmami wzgorz, o ktore to toczyly sie walki i ktore to byly mocno obsadzone. w filmie to jest jakas kalka kolejnej sceny z walk o plaze, tylko bez plazy... Wydaje sie, ze Japonczycy w ogole bylo malo wodoczni dla Amerykanow, starcia odbywaly sie mozdzierzami, altyleria, wypalaniem, oczyszczaniem jaskin granatami. Takich starc mas ludzkich na banety i strzelanie z dwoch metrow chyba nie bylo, jak juz to snajperzy i stanowiska karabinow maszynowych czy pojedyncze natarcia... Ogolnie to tam dla mnie dosc ciasno, inaczej niz na zdjeciach. I chyba troche za duzo blota. Hdyby ktos znalazl jakies filmy, zdjecia, to niech sie podzieli, bo wszedzie tlyko Dess, Dess i nic wiecej.

    • Film jest mocno shermetyzowany pewnie ze względów scenariuszowych. W filmie Doss ratuje tych 75 kamratów w ciagu jednego dnia ale najpewniej w rzeczywistości trwało to dobrych kilka dni. Bo przecież sama bitwa od momentu wycofania do kontrataku nie trwała jeden dzień. Tym bardziej biorąc pod uwagę wszelką przewagę Japończyków. Poniżej dwa nieco kłócące się ze sobą źródła informacji. Wiki wspomina przynamniej o 19 dniach walk podczas których udzielał pomocy. Pojawia się tam również wątek czołgu który zaatakował w momencie wynoszenia rannego Dossa z bola bitwy. To sugeruje nieco rozleglejszy teren niż przedstawiony w filmie. Z kolei drugie źródło potwierdza choćby liczbę 75 rannych uratowanych jednego dnia.

      Ciężko powiedzieć jak było naprawdę, niemniej wiemy, że to tylko film, prawdziwa bitwa która trwa choćby kilka dni nie wygląda ciekawie w obrazie jeśli ma za zadanie przedstawić motyw skomasowanej ilości uratowanych rannych, a nie tragizm i monotonność okopowego życia gdzie wydzierane jest 5m pola na godzinę. Gdyby rozwlec 75 ludzi na 19 dni to odbiór bohatera będzie całkowicie inny i w zasadzie film będzie można powiedzieć, że opowiadał o czymś innym niż bohaterstwo i nieprawdopodobne szczęście tytułowego nie-do-końca-obdżektora.

      Co ciekawe, podczas ewakuacji Dossa po eksplozji granatu ten podobno został jeszcze postrzelony jednak Gibson nie zawarł tego wątku obawiając się, że film wyszedłby nienaturalnie nieprawdopodobny.

  • Dam filmowi dobre co najmniej oceny ale ten właśnie fakt nie daje mi spokoju - jeden granat rozwala tą siatkę, nie trzeba robić tego ręcznie. Może ktoś kiedyś odpowie na nasze pytania

    • granat nie rozwala siatki, to nie nóż tylko odłamki lecące w różnych kierunkach. Co ciekawe, wybuch granatu w bliskiej odległości można spokojnie przeżyć kładąc się w odpowiednią stronę ( pole rażenia jest wtedy znacznie mniejsze).

      Oczywiście siatkę z lin można by przeciąć, ale dlaczego tak się nie stało - nie wiemy. Może Japończycy liczyli na łatwe wciągnięcie Amerykanów w pułapkę. Rozkładanie posterunków przy samym klifie nie miało sensu ponieważ był on bombardowany przed każdym atakiem i zgaduje, że Japońcy sobie go odpuścili skupiając się na miejscach, które mieli świetnie ufortyfikowane.

      Nie wiem też jak wygląda proces ponownego umieszczenia takiej siatki, bo bardzo możliwe, że Amerykanie na tyle szybko by ją ponownie założyli, że nie miało to większego sensu.

      Nie mniej, obraz Gibsona jest bardzo wierny faktycznej sytuacji i myślę, że tak prozaiczna sprawa by mu nie umknęła ;)

  • Siatka przytwierdzona była do dwóch ogromnych słupów. Czteroosobowy oddział komandosów-saperów, mający w dupie ostrzał artyleryjski 50 m za swoimi plecami, mógłby te słupy zaminować i normalnie wysadzić. I to w chwili, gdy pół batalionu ( czy jaki to oddział atakował klif) wisi na siatce. Jatka numer jeden. Potem ten sam oddział zrzuca w ślad za siatką ( nawet nie wychylając się zza krawędzi ) ze dwadzieścia wiązek granatów, czy takich sprytnych "wybuchowych chlebaków", jakimi Amerykanie częstowali ich bunkry i jaskinie. I jest po ...sake. Przynajmniej na jakiś czas. Ale najpewniej coś przeoczyłem.
    Uważam też, że z uwagi na fakt, iż atakujący żołnierze wyłaniali się zza krawędzi klifu niejako ławą, dwa stanowiska CKM z worków z piaskiem, obsadzone pogodzonymi z chwalebną śmiercią ( jak oni wszyscy) załogami byłby w stanie powstrzymać atak na bardzo długo, dziesiątkując przy tym szeregi szturmujących, oraz skutecznie redukować ich morale.
    No i ten "wyciąg leżakowy na Hacksaw"... Kiedy, powiedzcie mi, jak uważacie, kiedy i przez kogo został zbudowany. Przecież to wcale niemałe przedsięwzięcie inżynieryjne, którego wcześniej najwyraźniej w tym miejscu nie stosowano...
    Nie wiem, może coś faktycznie do mnie nie dotarło. Nie jestem też miłośnikiem militariów ( poglądowo bliżej mi do Dossa, niż kogokolwiek innego ), więc może moje "rozwiązania" są niedorzeczne, ale wydają mi się logiczne.

  • Dokładnie to samo pytanie zadajemy sobie po seansie...

  • A tak poza tym to Japończycy mogli łatwo zaminować okolicę tej siatki (tam artyleria by tego raczej nie zdetonowała), a ofiary w pierwszych liniach mogłyby wyraźnie osłabić impet ataku oraz morale atakujących.

  • Moje gdybanie, chyba lepsze i mądrzejsze jest wpuszczenie wroga na teren który w miarę kontrolują i go widzą oraz gdzie jest miejsce do walki, niż czekanie na ostrzał z powietrza czy z pancerników gdzie nie mają jak się przed tym bronić i nie mają możliwości zabicia wroga. Siatka, a co za tym idzie Amerykańce na klifie były gwarantem zdecydowanie mniejszego ostrzału z powietrza.

  • To nawet moja żona mnie od razu spytała, dlaczego Japończycy nie przecięli tej siatki. Przecież ten ostrzał artyleryjski niewiele im robił bo siedzieli sobie w podziemnych bunkrach. Czy byłby większy czy mniejszy to już nie robiło im różnicy

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: