Moja opinia

Nawet nie wiem od czego zacząć, ten dokument wywarł na mnie tak ogromne wrażenie że będę go wspominał przez najbliższe kilka miesięcy, podczas seansu w kinie momentami aż pociły mi się oczy, coś pięknego.

Z jednej strony bardzo depresyjny i dołujący, z drugiej zaś woła do widza żeby był sobą, żeby się nie poddawał, że śmierć niczego nie zmieni, dzięki cierpieniu jesteśmy w stanie odkryć w sobie nowe "ja", cierpienie jest podstawą tworzenia, wspiera artystę, jest dla niego inspiracją.

Jakie jest więc przesłanie tego dokumentu? Czy każdy kto cierpi może zostać poetą? A może nie chodzi dosłownie o bycie poetą, może kryje się za tym coś innego?

Poezja bez emocji nie istnieje, a cierpienie dostarcza wielu emocji, negatywnych emocji. Czy to oznacza że każdy artysta musi cierpieć? Czy bez cierpienia można zostać artystą?

W filmie jest też coś o chorobach psychicznych oraz o psychiatrykach, czy raczej szpitalach psychiatrycznych. Cierpienie zostawia ślady na psychice, często trwałe, nie znikające z czasem, towarzyszące nam do końca, który to koniec z ich powodu może nastąpić nieco szybciej, z noszą małą pomocą.

W filmie, jak dla mnie, głownie chodzi o samotność, o indywidualizm, o nieakceptowanie przez społeczeństwo, "Społeczeństwo chce cię zniszczyć, a ty chcesz zniszczyć społeczeństwo". Iggy Pop namawia nas żebyśmy nie próbowali tworzyć nowych form, mamy korzystać z już dostępnych i w miarę możliwości nie przylegać do jednej, lecz zmieniać je kiedy nam to odpowiada.

Miałem jeszcze o czymś napisać, ale zapomniałem o czym, film jest tak bogaty w różne przesłania że trudne o czymś nie zapomnieć. Film naprawdę do mnie trafił, może dlatego że poczułem się jakby był o mnie, że mógłbym równie dobrze być jego bohaterem, tylko najpierw musiałbym chyba napisać jakiś wiersz ¯\_(ツ)_/¯

6

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: