Nierealistyczne borderline

Podobało mi się. Nieco monotonne, ale nie w negatywnym sensie. Interesujące postacie, znakomite aktorstwo, w pełni wykorzystany potencjał.
Niestety, jeśli Susanna faktycznie była osobowością pograniczną, to zarówno terapia jak i samo zaburzenie zostały ukazane mało realistycznie. Pominięto ważne kryteria diagnostyczne, takie jak patrzenie na świat przez pryzmat czerni i bieli, wybuchy gniewu (w całym filmie były może ze dwa), ogólna chwiejność nastrojów. Niby położono nacisk na ryzykowne zachowania autoagresywne, takie jak przygodny seks, ale poza tym nie czuję się przekonana. W niecały rok wyleczyła się z tak poważnego zaburzenia? Raczej mało prawdopodobne. Niekiedy terapie osobowości pogranicznych ciągną się latami. Chyba, że zamysłem twórców było pokazanie, że przypasowali jej diagnozę na chybił trafił, żeby tylko coś było. Wtedy jest to zrozumiałe.

24
  • Zauważ, że film był biograficzny, a autorka książki dopiero po wielu latach dowiedziała się, za co tak naprawdę przebywała w ośrodku - być może faktycznie diagnoza była zbyt wyolbrzymiona - w rzeczywistości, a przez to w książce (przyznaję, nie czytałem) i filmie.

  • zwróciłam uwagę na nieścisłość - w opisie na filmwebie jest mowa, że Susana w ośrodku przebywała 2 lata, a przecież w filmie ona sama mówi "zmarnowałam rok życia" (...na pobycie tutaj). ona chyba nie była tam dłużej niż 1 rok?
    poza tym ciężko ukazać w tak ograniczonym czasowo filmie wszystkie wątki, dlatego też twórcy posiłkowali się wstawką: w tle piosenka, pokazane za oknem zmieniające się liście na drzewach, i zajęcia, w których uczestniczą dziewczęta - że tak to właśnie wyglądało przez większość jej pobytu w ośrodku

  • Tak tylko że borderline nie zawsze jest idealnie podręcznikowe dużo czytałem kiedyś o zaburzeniach osobowości nie każdy człowiek z borderline zachowuje się tak samo często zaburzenia mieszają się ze sobą można mieć zachowanie boredrline w 60 % resztę innego zaburzenia

  • Zresztą nie sądzę żeby psychiatra mógł na 100% stwierdzić jakieś zaburzenie zazwyczaj to jest przypuszczenie danej choroby ale pewności 100% raczej nie można mieć musiała by być diagnozowana 24/h przez wiele lat słyszałem o przypadkach że pacjenci z pschyopatią .socjopatią potrafią oszukać najlepszego psychologa..

  • Nie jestem ekspertką od bordenline więc nie mogę z całą pewnością stwierdzić czy było to ukazane właściwie, ale co do terapii i leczenia to mamy tutaj lata 60 gdzie wciąż podawano elektrowstrząsy jako terapię więc takie zaniedbanie mogło wynikać właśnie z nikłej wiedzy i beznadziejnego podejścia do problemu.

  • Widać było, że ktoś miał ambicję pokazania 'od środka' - ale to wszystko było mocno niewyraźne. Z jednej strony klasyczne sceny 'kaftanowe', z drugiej - cukierkowate zakończenie. 'Trudno mi orzec, czy to ptak, czy nosorożec'.

  • W książce jest to lepiej widoczne - w ostatnich rozdziałach autorka przegląda swoją kartę terapii i porównuje zapisy psychiatrów ze wspomnieniami. Opisuje na przykład epizody okaleczania (rozdrapała sobie rękę do krwi i próbowała zerwać skórę bo miała wrażenie, że nie należy do niej).

  • Mam borderline, film kiedyś zaczełam oglądać, ale zanudził mnie na śmierć.
    Jakby ktoś był ciekawy szczegółów to zapraszam :P
    Borderline ma początki w dzieciństwie. Jest to zaburzenie OSOBOWOŚCI. Wiele osób nawet uważa, że nie da się z niego wyjść, da się jedynie "zaleczyć", jednak znam przypadki wyleczeń. No, nie wyleczeń, ale braku objawów, chociaż niektóre rzeczy zostają, to można je kontrolować, ewentualnie nie są tak ekstremalne.
    I trwa to latami, lata terapii. A w terapii bardzo trudno jest nam pozostać, to mieści się w zaburzeniu, jest strach przed bliskością, a terapia polega na tym, że terapeuta tworzy więź, jest potrzeba żeby się przed nim otworzyć, co jest czymś... strasznym.
    Biorę stabilizator, antydepresant, lek nasenny i doraźnie lek uspokajający. Oprócz borderline mam również depresję. Byłam 4 razy w szpitalu psychiatrycznym. Miałam gorsze akcje niż główna bohaterka (z tego co was przeczytałam). Mam 19 lat.

  • Tak, masz rację osobowość borderline pokazano to całkiem nierzeczywiście, ale film powstał na podstawie autobiografii Susanny Kaysen, to oczywiste, że pokazałaby się w lepszym świetle, a przysłużyłoby się temu wyparcie lecz ta diagnoza może być też zwykłym zmyśleniem, licentia poetica. Najsłabszym elementem filmu jest w ogóle przyjęcie konwencji kina młodzieżowo-familijnego, które wręcz ociera się o kino świąteczne.

    • Dodam że na początku filmu główna bohaterka wspomina o urojeniach, czy objawach związanych z zaburzeniami czasu. Potem jakoś ogólnie tego w ogóle nie było po niej widać. Takie objawy zamęczają człowieka i nie ważne czy są to "tylko" natręctwa czy już urojenia. Nie znikają z dnia na dzień. W filmie przyszła pisarka tryskała energią i chęcią robienia czegoś, właściwie to wyglądała na osobę której nic nie jest. Ogólnie film jest bardzo uproszczony, ładnie skrojony, familijnie właśnie. Czegoś innego się spodziewałem, a to kolejny obraz który cechuje zbytnia poprawność i wyidealizowane realia. Typowy holioodzki kanon. Film nie ma nawet podejścia do "Dnia świra" Koterskiego, który dla mnie jest fabularnym numerem jeden w tematach zaburzeń.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: